Wydanie bieżące

15 listopada 22 (214) / 2012

Przemysław Pieniążek,

SZPIEG, KTÓRY NIE UMIERA NIGDY

A A A
Tworząc postać charyzmatycznego agenta MI6, brytyjski pisarz i dziennikarz Ian Lancaster Fleming (1908-1964) w znacznym stopniu korzystał z prozatorskiego dorobku Raymonda Chandlera, Dashiella Hammetta i Grahama Greene’a, jak i z własnych doświadczeń w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości. Chociaż swemu literackiemu alter ego podarował nazwisko amerykańskiego ornitologa oraz oblicze kompozytora Hoagy Carmichaela, nie zapomniał przekazać mu także własnego światopoglądu i nawyków, w tym zamiłowania do golfa, hazardu, alkoholu oraz pięknych kobiet. Tajemniczy uwodziciel o lekko szowinistycznym rysie, smakosz wyskokowych trunków (w tym specyficznie serwowanej wódki martini) oraz szalenie skuteczny szpieg z licencją na zabijanie stawał naprzeciw wrogim agentom i międzynarodowym gangsterom ze zbrodniczej organizacji WIDMO.

Sensacyjno-przygodowe fabuły Iana Fleminga ukazywały geopolityczne skutki II wojny światowej, diagnozując pozycję Wielkiej Brytanii na arenie międzynarodowych zmagań o wpływy. Jego prozatorski styl nie pozostał bez wpływu na twórczość Alistaira MacLeana, Fredericka Forsytha, Jacka Higginsa czy Roberta Ludluma. Postać 007 została z kolei wchłonięta przez kulturę popularną: literackie pastisze i kontynuacje, komiksy, słuchowiska radiowe, gry komputerowe i gadżety są tego najlepszym świadectwem. Specjalny udział Bonda w ceremonii otwarcia Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie nie byłby możliwy bez olbrzymiej popularności filmów inspirowanych utworami autora „Goldfingera”.

Rozpracowanie formuły
W 1954 roku w ramach telewizyjnego pasma „Climax!” ukazało się „Casino Royale” – pilot nigdy nie zrealizowanego serialu bazującego na prozie Fleminga, w którym w postać Bonda wcielił się Barry Nelson, zaś przeciwnikiem agenta został Peter Lorre (filmowy Le Chiffre). Dwa lata później brytyjski pisarz wymyślił historię metalorękiego doktora Juliusa No, która miała stanowić kanwę jednego z odcinków „James Gunn, Secret Agent”. Ostatecznie telewizyjna intryga rozwinęła się do formatu powieści, będącej punktem wyjścia pierwszego pełnometrażowego filmu o przygodach 007, w którym tytułowego łotra zagrał Joseph Wiseman.

W bondowskim cyklu walor stricte rozrywkowy przeplata się z odniesieniami do aktualnych wydarzeń natury społeczno-politycznej, przemian technologicznych czy kulturowych trendów. Przez lata w rolę przełożonego Jamesa Bonda, M (inicjał skrywający admirała Sir Milesa Messervy’ego), wcielali się Bernard Lee oraz Robert Brown. Kiedy jednak w 1991 roku dyrektorem generalnym MI5 została Stella Rimington, twórcy cyklu powierzyli Judi Dench rolę charyzmatycznej Barbary (M)awdsley. Warto jednak pamiętać, że o rolę M ubiegała się już w latach osiemdziesiątych Lois Maxwell (filmowa panna Moneypenny), pragnąc w ten sposób zwieńczyć karierę rezolutnej sekretarki, w którą w kolejnych epizodach wcielała się (nomen omen) Samantha Bond. Ewolucji ulegał także wątek oraz wygląd przyjaciela 007, agenta CIA Feliksa Leitera, którego aktualnie gra Jeffrey Wright. Major Boothroyd, początkowo kreowany przez Petera Burtona, błyskawicznie przemienił się w Q – projektującego militarne gadżety technika o obliczu Desmonda Llewelyna. Po tragicznej śmierci aktora rolę dziedziczyli kolejno John Cleese oraz Ben Whishaw.

Zaprojektowana przez Maurice’a Bindera sekwencja początkowa, wykorzystująca charakterystyczną perspektywę wylotu lufy pistoletu, muzyczny motyw przewodni (zaczerpnięty z utworu „Good Sign, Bad Sign” Monty’ego Normana) w aranżacji Johna Barry’ego oraz zabiegi lokowania produktu w toku filmowej narracji to rozpoznawalne elementy polimedialnego produktu, jakim stał się James Bond. Nadal śpiewają dla niego największe gwiazdy estrady, w których gronie znaleźli się Shirley Bassey, Tom Jones, Nancy Sinatra, Paul McCartney (razem z The Wings), Duran Duran, A-Ha, Tina Turner, Sheryl Crow, Garbage, Madonna, Chris Cornell czy promująca projekt „Skyfall” Adele.

Operacja: Szkot
Sean Connery nie był pierwszym kandydatem do roli Bonda. Kiedy okazało się, że Cary Grant z racji wieku nie spełnia wymogów produkcji, agentem 007 miał zostać James Mason, Rex Harrison lub Richard Burton. Jednak producent Albert R. Broccoli przekonał swojego partnera, Harry’ego Saltzmana, że to właśnie rosły Szkot o bujnej muskulaturze oraz „kocich” ruchach sprawdzi się najlepiej. Chociaż sam Fleming początkowo krytycznie odniósł się do tej kandydatury, zmienił zdanie po obejrzeniu „Doktora No” (1962) Terence’a Younga. Connery przekonał do siebie publiczność, tworząc podszyty erotycznym napięciem duet z uhonorowaną Złotym Globem Ursullą Andress, wcielającą się w ponętną Honey Ryder. To właśnie ona stała się pierwszą oficjalną dziewczyną Bonda – jedną z wielu zdobyczy w haremie 007, do którego w ciągu lat trafiły Jane Seymour, Barbara Bach, Iza Scorupco, Teri Hatcher, Halle Berry, Eva Green czy Bérénice Marlohe. Co ciekawe, w 1967 roku Andress jako pierwsza zagrała rolę Vesper Lynd w nowelowym pastiszu „Casino Royale”, niewliczanym jednak do oficjalnego cyklu.

Sean Connery z powodzeniem powtórzył swój występ w „Pozdrowieniach z Rosji” (1963) Younga, gdzie walczył z jednym z najbardziej bezlitosnych siepaczy WIDMA, Donaldem „Redem” Grantem (Robert Shaw). Jednak sensacyjno-polityczne szarady poszły w odstawkę już w kolejnym epizodzie, z założenia mającym eksponować stricte rozrywkowy walor serii. Stąd w pełnym technologicznych nowinek „Goldfingerze” (1964) Guya Hamiltona misja 007 polegała głównie na powstrzymaniu tytułowego przestępcy (Gert Fröbe, choć początkowo miał wystąpić Orson Welles), pragnącego skazić rezerwy złota w Forcie Knox. Po włoskiej premierze tego dzieła Federico Fellini miał powiedzieć, iż „Goldfinger” jest jednym z filmów, które stanowią o rozwoju kinematografii.

Złowieszczym zapędom organizacji WIDMO, przygotowującej się do rozpętania nuklearnej hekatomby, Connery skutecznie przeciwdziałał w „Operacji Piorun” (1965) Younga oraz „Żyje się tylko dwa razy” (1967) Lewisa Gilberta, gdzie w pełnej krasie pojawia się największy wróg Bonda, Ernst Stavro Blofeld (Donald Pleasence). Jednak coraz bardziej znużony rolą szkocki aktor porzucił serię na kilka lat, by powrócić dopiero w ocierającym się o autoparodię filmie „Diamenty są wieczne” (1971) Hamiltona. Z rolą 007 gwiazdor ostatecznie pożegnał się na planie „Nigdy nie mów nigdy” (1983) Irvina Kershnera – zrealizowanego przez konkurencyjną wytwórnię remake’u „Operacji Piorun”. W ramach ciekawostki warto nadmienić, że na planie tego filmu Connery nabawił się kontuzji nadgarstka, którą zaserwował mu ówczesny trener sztuk walki, Steven Seagal.

Australijski łącznik
Timothy Dalton, Burt Reynolds, Michael Gambon oraz Adam West to tylko niektórzy z aktorów typowanych do wypełnienia wakatu powstałego w czasie „wakacji” Connery’ego. Ostatecznie rolę dostał George Lazenby, pochodzący z Antypodów aktor, model i sprzedawca samochodów. W aspekcie formalnym „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” (1969) Petera R. Hunta odbiegało od wcześniejszych epizodów, głównie przez nagromadzenie wątków melodramatycznych (takich jak tragiczna śmierć ukochanej Jamesa, Tracy di Vicenzo), nowych technik narracyjnych (Bond zwraca się bezpośrednio do widzów) czy bezkarną ucieczkę Blofelda (tym razem o twarzy Telly’ego Savalasa). Mało entuzjastyczne przyjęcie Lazenby’ego przez fanów cyklu oraz jego lekkomyślność na planie filmowym uniemożliwiły mu powtórne zagranie roli, o co jednak nigdy specjalnie nie zabiegał.

Człowiek ze złotą aureolą
Roger „Święty” Moore do filmowej służby dla MI6 został zwerbowany w 1973 przez Guya Hamiltona. Wyznając zasadę „Żyj i pozwól umrzeć”, z typową dla siebie dozą elegancji oraz dystansu wyruszył jako Bond (James Bond) do Nowego Orleanu tropem polityka udatnie łączącego obowiązki premiera i narkotykowego barona (w tej roli Yaphet Kotto). Rok później spotkał się z „Człowiekiem ze złotym pistoletem”, sponsorowanym przez KGB zabójcą o aparycji Christophera Lee (prywatnie kuzyna Iana Fleminga). Kolejnym etapem była współpraca z Lewisem Gilbertem. To z nim Moore nakręcił „Szpiega, który mnie kochał” (1977), nominowany do Oscara (za najlepszą scenografię, muzykę oraz piosenkę „Nobody Does It Better” Carly Simon) epizod, w którym Bond stanął do walki z Karlem Strombergiem (Curt Jungers), snującym wizję nuklearnego armagedonu.

Film przyczynił się do rekordowej sprzedaży białego Lotusa Esprit oraz wypromował olbrzymiego łotra o ksywie „Szczęki” (granego przez Richarda Kiela), którego uzębienie wytyczało swego czasu estetyczne trendy w świecie hip-hopu. W odpowiedzi na falę popularności „Gwiezdnych wojen” Gilbert nakręcił „Moonrakera” (1979), w którym 007 podbijał przestrzeń kosmiczną, starając się pokrzyżować ludobójcze plany Hugo Draksa (Michael Lonsdale). Powrotem do bardziej realistycznego odczytania przygód Bonda było „Tylko dla twoich oczu” (1981) Johna Glena, gdzie przeciwnikiem 007 jest przebiegły grecki magnat Artistotle Kristatos (zastępujący Stinga Julian Glover, niegdysiejszy kandydat do roli Bonda). To na planie tego dzieła Cassandra Harris (filmowa Lisl) przedstawiła Broccoliemu swego męża, Pierce’a Brosnana. Restrykcyjny kontrakt serialu „Remington Steele” uniemożliwił jednak młodemu aktorowi przyjęcie roli. Co ciekawe, realizacją filmowych przygód Bonda zainteresowany był także Steven Spielberg, jednak uległ namowom George’a Lucasa, snującego wizję „Poszukiwaczy zaginionej Arki” (1981).

Glen kontynuował współpracę z coraz bardziej znużonym Moore’em, z którym nakręcił „Ośmiorniczkę” (1983), gdzie wizja atomowego grzyba rozkwitła wraz z niecnymi planami generała Orlova (Steven Berkoff), oraz „Zabójczy widok” (1985). Epizod, w którym Bond udaremnia niecne plany przemysłowca Maksa Zorina (Christopher Walken z powodzeniem zastępujący typowanego do tej roli Davida Bowie) – efektu nazistowskich zabaw z pulą genową – był ostatnim występem podstarzałego brytyjskiego amanta w roli 007.

Ofensywa Daltona
Pod koniec lat osiemdziesiątych schedę po Moorze przejął Timothy Dalton, który pod okiem Johna Glena wcielił się w Bonda dwukrotnie. Niepozbawione humorystycznych akcentów „W obliczu śmierci” (1987) – wszak scenariusz pisany był jeszcze z myślą o poprzednim odtwórcy roli 007 – przynosił widowiskowe starcie z organizacją SMERSH, zdradzieckim generałem KGB Georgijem Koskowem (Jeroen Krabbé) oraz wpływowym handlarzem bronią, Bradem Whitakerem (Joe Don Baker). Jednak definitywną zmianę nastroju oraz możliwość ukazania pełni możliwości aktorskich Daltona przyniósł dopiero rok 1989, kiedy bohater stracił licencję na zabijanie. Bond wyruszył wtedy na najbardziej brutalną w swej karierze misję, infiltrując środowisko narkotykowego barona Franza Sancheza (Robert Davi) mającego na rękach krew żony Feliksa Leitera. Atutem filmu było ukazanie nowego oblicza JB: bardzie realistycznego, częściowo odartego z towarzyszącej mu legendy. Jednak wraz ze śmiercią etatowego współscenarzysty serii, Richarda Maibauma, produkcja kolejnych części poliptyku została wstrzymana na sześć lat.

Agent Brosnan
„GoldenEye” (1995) Martina Campbella powstał już po upadku Związku Radzieckiego oraz zakończeniu zimnej wojny, będąc w dodatku pierwszym odcinkiem serii niemającym nic wspólnego z prozą Iana Fleminga. Nowym 007 został Pierce Brosnan (pokonując kontrkandydatów w osobach Liama Nessona i Hugh Granta). Niewymuszona elegancja, łobuzerski urok oraz chłodny intelekt stanowiły najważniejsze przymioty Bonda lat 90. Spektakularny sukces filmu – w którym Bond musiał powstrzymać dawnego przyjaciela, Aleca Trevelyana (Sean Bean, onegdaj brany pod uwagę do roli 007), przed wykorzystaniem najnowocześniejszej broni – utorował drogę kolejnym widowiskowym epizodom. W niedługim czasie Roger Spottiswoode przekonał fanów kinowej serii, że „Jutro nie umiera nigdy” (1997) i skonfrontował bohatera z medialnym potentatem Elliotem Carverem (Jonathan Pryce), pragnącym doprowadzić do wybuchu III wojny światowej. Nie mniej zapierającą dech w piersiach konwencję oferował „Świat to za mało” (1999) Michaela Apteda z pamiętną rolą Sophie Marceau jako Elektry King – kochanki Bonda, która jako pierwsza w historii kobieta została równocześnie jego pełnoprawnym przeciwnikiem. Natomiast w jubileuszowej produkcji „Śmierć nadejdzie jutro” (2002), w której Bond mierzy się z milionerem Gustavem Gravesem (Toby Stephens) i jego alternatywnym wcieleniem, północnokoreańskim pułkownikiem Moonem (Will Yun Lee), reżyser Lee Tamahori zaproponował widzom intertekstualną grę z cytatami rodem ze wszystkich dotychczasowych odcinków legendarnej serii.

Misja Craiga
W 2004 roku Quentin Tarantino przymierzał się do nakręcenia własnej wersji „Casino Royale” z Brosnanem, Umą Thurman i Samuelem L. Jacksonem. Projekt spalił na panewce, choć zainteresowanie tytułem pozostało. Reżyserem filmu został Martin Campbell, który opowiedział mroczną historię rebelianckich początków 007. Ostra nagonka na Daniela Craiga, budzącego kontrowersje swoją surową fizys (nie mówiąc już o blond włosach), w znacznym stopniu rozwiała się wraz z premierą filmu w 2006 roku. Brytyjczyk stworzył jeden z najbardziej sugestywnych profili legendarnego szpiega, koncentrując się na psychologicznym aspekcie postaci oraz sferze jej pogmatwanej emocjonalności. Nic dziwnego, że za swoją rolę otrzymał nominację do nagrody BAFTA, spychając w cień zacny skądinąd występ Madsa Mikkelsena jako Le Chiffre’a.

Setną rocznicę urodzin Iana Fleminga uświetniła premiera „Quantum of Solace” (2008) Marca Forstera, szalenie dynamicznej bezpośredniej kontynuacji poprzedniego epizodu, w której próba udaremnienia niecnych planów powiązanego z organizacją Quantum filantropa Dominica Greene’a (Mathieu Amalric) splata się z opowieścią o zemście niemogącej przynieść ukojenia. W „Skyfall” z kolei Sam Mendes ukazuje 007 w chwili, gdy po nieudanej misji w Istambule zostaje uznany za zmarłego, a MI6 staje się celem ataku wrogich sił, na których czele stoi tajemniczy Raoul Silva (Javier Bardem).

Zgodnie z zapewnieniami twórców, realizowany w plenerach Turcji, Chin oraz Wielkiej Brytanii film ma stanowić nowe rozdanie w trwającej równo pół wieku działalności Bonda w domenie X muzy. Uroczystemu jubileuszowi towarzyszy odpowiednia oprawa wizualna, gdyż „Skyfall” jest pierwszym epizodem serii wyświetlanym w formacie IMAX. Choć z pamiętnej formułki „James Bond powróci w filmie…” twórcy serii zrezygnowali już w 1983 roku, z pewnością nie należy wątpić w jej aktualność.