Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (215) / 2012

Karolina Jochymek,

NIE BÓJMY SIĘ MÓWIĆ, ŻE KOCHAMY

A A A
„Mój rower” to film o mężczyznach, ale zdecydowanie nie tylko dla mężczyzn. Czy kobiety nie chciałyby ich zrozumieć? Ciągle mówi się o tym, jak trudno pojąć płeć piękną. Kobiet nie trzeba rozumieć – wystarczy je kochać. Natomiast z facetami to już całkiem inna bajka...

Historia opowiedziana przez Piotra Trzaskalskiego zaczyna się niewinnie – od telefonu. Nagle „...i że cię nie opuszczę aż do śmierci” przestaje mieć znaczenie. Basia postanawia zostawić Włodka po wielu latach małżeństwa. 75-letnia kobieta zakochuje się i odchodzi z innym mężczyzną. W kuchni na szafce wciąż leży karteczka: „Kotlety w lodówce”. Nie planowała odejścia. Czy to prawda, że w tym wieku powinna szukać uroczego miejsca na cmentarzu, a nie miłości? Czy jest jakaś granica, za którą już nie mamy prawa być szczęśliwi? Czy można zacząć nowe życie tak późno? Jednak Włodek dalej kocha Basię, mimo że ta złamała mu serce. Z tej wielkiej miłości nie mówi jej nawet, że jest w szpitalu. Nie chce jej zmuszać do powrotu. Nie chce litości.

„Co ty pieprzysz?!” – to jedyna reakcja, na jaką stać Pawła. Syn Włodka nie potrafi powiedzieć: „Przykro mi” czy „Będzie dobrze”. Nagle spadł na niego obowiązek opieki nad starym, chorym człowiekiem, którego... nienawidzi? Sfrustrowany i rozżalony mężczyzna nie umie okazać miłości ojcu, który całe życie go zawodził. Znany na całym świecie muzyk musi odnaleźć matkę i namówić ją do powrotu do męża.

Trzy pokolenia. Może się wydawać, że nic ich nie łączy, a wiele dzieli. Jest jednak coś, co mają wspólnego – miłość do muzyki, która stanowi tło tej prostej, ale poruszającej historii i zarazem jednoczy Włodka, Pawła i Maćka. Od początku widzimy, że Maciek lepiej dogaduje się z dziadkiem niż z ojcem, którego nie widział ponad dwa lata. Dzieje się tak może dlatego, że jemu Włodek nie wyrządził tyle krzywd. Chłopak mówi tylko: „Dziadku, nie pij!”, ale nie pamięta zapitego człowieka, który nie raz zawiódł swojego syna. Wyjazd, niespodziewanie zmuszający bohaterów do spędzenia ze sobą czasu, okaże się zbawieniem dla tej rodziny.

Jak bardzo sława zmienia człowieka? „Chcę zagrać ten cholerny koncert tak, żeby się wszyscy posrali!” – mówi Paweł. Każde doświadczenie nas zmienia – jedno na lepsze, inne na gorsze. Ale nic nie jest w stanie wyzuć człowieka z miłości do ludzi, którzy dali mu życie. Dlatego Paweł, rozżalony i zawiedziony przez lata, mimo wszystko nie zastanawia się, kiedy Włodek jest w niebezpieczeństwie. Biegnie, aby uratować mu życie. Odzywa się w nim skrywane uczucie, którego zdawał się wcześniej nie dostrzegać. Z zakamarków serca powoli wycieka miłość.

Film Trzaskalskiego budzi refleksję nad instytucją małżeństwa w dzisiejszym świecie. Włodek i Basia, mimo przeżytych ze sobą lat, nie wytrwali. Rodzice Maćka również się rozeszli. Pozbawiony autorytetu ojca chłopak, mieszkający setki kilometrów dalej z matką, sam niedługo zostanie ojcem. Gdzie ma szukać wzoru? Przecież nie w dziadkach i rodzicach? Jak dobrze, że może wysłuchać rady Włodka: „Mężczyzna może odejść od kobiety, ale nie może odejść od dziecka”. Paweł, który nagle dowiaduje się, że zostanie dziadkiem, przeżywa szok. Być może potrzebował czegoś, co by nim wstrząsnęło. Teraz w oczywisty sposób pojawia się pytanie: czy pomoże synowi w tej trudnej sytuacji? Czy wreszcie odnajdą wspólny język?

Kolejnym bodźcem dla Pawła jest spotkanie na wsi kobiety, którą pamiętał z czasów kolonii. Choć minęło wiele lat, mężczyzna ma nadzieję, że staruszka go rozpozna. Przecież tak go lubiła! Zawsze dawała mu dokładki! Teraz okazuje się, że w jej pamięci został tylko Włodek. Jak to możliwe, że ludzie wspominają starego alkoholika, a nie wiedzą, kim jest słynny wirtuoz fortepianu?

Relacje ojca z synem, pokazane w filmie na dwóch przykładach: Włodka i Pawła oraz Pawła i Maćka, dają do myślenia. Paweł postanawia pozbyć się problemu, jakim jest dla niego chory ojciec, szybko i bezboleśnie – umieści go w domu starców i wróci do Berlina. Ale na drodze staje mu Maciek: „Też ci kiedyś znajdę taki, kurwa, pałacyk!”. Chłopak utwierdza się tylko w niechęci do ojca: „Porzygaj się, to będzie pierwszy ludzki odruch w twoim życiu”. Sam Włodek mówi, że Paweł i Maciek muszą go kochać, jakby to był ich przykry obowiązek. Myślę, że na początku tak jest – nie darzą go uczuciem, które powinni ofiarować bliskiemu człowiekowi. A może po prostu nie wiedzą, co czują?

Dlaczego mężczyznom tak trudno powiedzieć „kocham”? Może uważają to za objaw słabości, której przecież nie chcą okazywać? Może wszyscy bawią się w grę: „kto pierwszy powie «kocham», przegrywa!”. Jak często nie wiemy, czy kogoś kochamy? Potrzebujemy bodźca, sytuacji podbramkowej, która wstrząśnie nami i dzięki której zdamy sobie sprawę, że ktoś jest dla nas ważny. Czasem to wypadek, czyjś wyjazd, śmierć... A czasem jedno słowo wypowiedziane w odpowiednim momencie. Wtedy pojawia się myśl: „Może ja go kocham?”. Paweł potrzebował do tego rozstania rodziców. Maciek – nieplanowanej ciąży swojej nauczycielki literatury.

A co z szukaniem szczęścia po siedemdziesiątce? „Mama nie wróci. Ona jest zakochana”. Kiedy Paweł patrzy na uśmiechniętą matkę, której być może nigdy wcześniej nie widział w takim stanie przy ojcu, zdaje sobie sprawę z tego, że każdy ma prawo do szczęścia. Postanawia nie namawiać jej do powrotu. Mimo widocznej na początku filmu oczywistej niechęci bohaterów do siebie nawzajem, jesteśmy świadkami pokoleniowego pojednania. Połączyły ich problemy.

Śmierć ukochanego psa Włodka, Kolesia, tylko potwierdza moje przypuszczenia, które pojawiły się przed seansem, kiedy dostałam paczkę chusteczek – mamy płakać! Patrząc na osoby siedzące obok, które ukradkiem ocierały łzy, zastanawiałam się: czy taki był zamysł reżysera? Doprowadzić do płaczu? Na mnie film zrobił inne wrażenie. Zaczęłam się zastanawiać nad relacjami w mojej rodzinie. Pojawiło się wiele pytań, wątpliwości. Oczywiście, śmierć Włodka patrzącego na koncert syna chwyta ze serce. Śmierć, jak całe życie, z muzyką w tle. Ale myślę, że wiele osób wytrze oczy i, niestety, przejdzie nad filmem do porządku dziennego.

Piotr Trzaskalski wykonał świetną robotę. Miłośnik „Dawno temu w Ameryce” i „Forresta Gumpa”, jak sam o sobie mówi, koncentruje się na filmach, które zrobiły na nim piorunujące wrażenie dzięki prawdzie, którą mu objawiły. Czy jego najnowsze dzieło też jest takim filmem? Na pewno daje do myślenia, a przecież to jest najważniejsze. Dzisiaj, kiedy kino ma przede wszystkim bawić, takie perełki jak „Mój rower” zwracają uwagę. Bo gdzie wszyscy krzyczą, tam automatycznie zaczynamy słuchać tego, który szepcze...
„Mój rower”. Reżyseria: Piotr Trzaskalski. Scenariusz: Piotr Trzaskalski, Wojciech Lepianka. Obsada: Michał Urbaniak, Artur Żmijewski, Krzysztof Chodorowski i in. Gatunek: komediodramat. Produkcja: Polska 2012, 90 min.