Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (215) / 2012

Joanna Soćko,

MARSZAŁEK WOLNYCH?

A A A
Nie dziwi fakt, że z inicjatywy Jerzego Gorzelika Sejmik Województwa Śląskiego zdecydowało się przypomnieć Ślązakom o sylwetce Konstantego Wolnego. Można przecież spoglądać na niego jak na symbol śląskiej autonomii, którą najpierw opracowywał teoretycznie, a następnie współtworzył, trzykrotnie sprawując funkcję marszałka Sejmu Śląskiego. Postać Wolnego jest jednak na tyle niebanalna, że wydobywanie jej spod wieloletnich warstw społecznej niepamięci może być czymś więcej niż jedynie symbolicznym gestem, wzmacniającym poczucie regionalnej przynależności. Proponuję spojrzeć na Konstantego Wolnego jako na przykład imponującej postawy obywatelskiej i wcielenie takiego sposobu uprawiania polityki, który pozwolił Autonomii Śląskiej trwać przez wiele lat. Być może to właśnie specyficzny dla niego charakter „politykowania” skazał go na zapomnienie w narodzie, który uczony jest nazywać „bohaterami” walecznych śmiałków, ryzykujących życie w imię państwowych ideałów. Obwoływanie Konstantego Wolnego „bohaterem alternatywnym” wzbudzałoby różne skojarzenia i nie wydaje się szczególnie potrzebne; pewnym jest jednak, że postać ta może być polityczną inspiracją nie tylko dla Ślązaków, szczególnie w czasach, w których los krajów nie zależy już od rzucania się na barykady i awanturowania się o ideały.

Droga z Bujakowa
Ani status rodziny, ani miejsce, w którym Konstanty Wolny przyszedł na świat, nie predestynowały go do kariery politycznej. Wolny urodził się w Bujakowie – wsi będącej obecnie częścią Mikołowa. W rodzinnej kronice zachowały się zdjęcia, przedstawiające trzy chałupy o dachach pokrytych strzechą i papą; mieszkał w nich Konstanty i jego bliscy. Matka przyszłego marszałka zmarła, gdy ten miał niespełna 3 lata; dorastał więc pod opieką krewnych i ojca Walentego, który był miejscowym kowalem (zrobiony przez niego krzyż wciąż można podziwiać na wieży katowickiego Kościoła Mariackiego). Pierwsze kroki na długiej drodze edukacji Konstanty Wolny stawiał w Katolickiej Szkole Ludowej w Bujakowie, następnie ojciec posłał go do gimnazjum przy pl. Wolności w Katowicach, co nie było decyzją oczywistą i świadczyć może o tym, że Wolny był dzieckiem utalentowanym. Katowickie gimnazjum miało odegrać w jego życiu niebagatelną rolę – to właśnie tutaj poznał Wojciecha Korfantego, który przekonywał go do tezy o polskości Śląska. W efekcie, w niemieckiej szkole wspólnie założyli oni tajne kółko polskich gimnazjalistów.

Zgodnie z życzeniem ojca, po ukończeniu gimnazjum Wolny studiować miał teologię. Studia we Wrocławiu rozpoczął jednak na medycynie, którą po roku porzucił na rzecz prawa (co tym bardziej musiało dotknąć ojca, mającego złe doświadczenia w związku z przegranym procesem o miedzę). Prawo we Wrocławiu studiował również Korfanty, który wraz z Wolnym działał w Towarzystwie Akademików Górnoślązaków, a następnie – po rozwiązaniu tej organizacji – w Związku Młodzieży Polskiej. Po studiach Wolny przeniósł się razem z żoną do Gliwic, gdzie zaczął prowadzić własną kancelarię. Jako prawnik podejmował się obron głównie w sprawach politycznych, by stać się następnie politykiem czynnym, sympatyzującym najpierw z endencją, a później z chadecją, którą, wraz z Korfantym, zaszczepił na Górnym Śląsku.

Autonomia
Po 1918 roku prace nad kształtowaniem politycznej tożsamości Śląska rozgorzały na dobre. W gorącym czasie plebiscytów Wolny został zastępcą Korfantego w Polskim Komisariacie Plebiscytowym i stanął na czele komisji opracowującej projekt autonomii, który – jako Statut Organiczny Województwa Śląskiego – wszedł w skład Ustawy Konstytucyjnej uchwalonej w 1920 roku przez Sąd Ustawodawczy w Warszawie. Ustawa dawała autonomii szerokie uprawnienia w zakresie funkcji ustawodawczej, ustrojodawczej, kontrolnej, wykonawczej i elekcyjnej. Śląsk sam decydować miał m.in. o programach edukacyjnych obejmujących polskie szkoły, a także o statusie poszczególnych języków, jakimi posługiwali się mieszkańcy regionu. W pierwszym artykule statutu organicznego znalazł się pamiętny zapis mówiący o tym, że województwo śląskie „będzie nieodłączną częścią składową Rzeczpospolitej Polskiej i będzie posiadało prawa samorządne”.

Jan Lewandowski podkreśla znaczącą rolę, jaką przyszły marszałek odegrał w opracowywaniu tego kluczowego aktu prawnego: „Wprawdzie Wolny pozostawał wtedy w cieniu, ale to za jego sprawą wprowadzono do jednolitego projektu kluczowy artykuł 44, przewidujący, że ograniczenia autonomii wymagają zgody Sejmu Śląskiego. Dzięki niemu autonomia przetrwała do końca II Rzeczypospolitej, chociaż nieraz ją zwalczano. Znieśli ją formalnie komuniści w 1945 roku. Ale gdyby nie przezorna poprawka Wolnego, autonomia byłaby ograniczona, a może i zniesiona w latach 30.” (Lewandowski 2012).

Sejm Śląski
Sejm rozpoczął swoje obrady w 1922 roku w budynku poniemieckiej Królewskiej Szkoły Rzemiosł Budowlanych, w którym obecnie mieści się Akademia Muzyczna (zbudowany specjalnie dla sejmu gmach Sejmu Śląskiego oddano do użytku dopiero 10 lat później). Podczas drugiego posiedzenia – na wniosek Korfantego i chadecji – Wolny został wybrany marszałkiem. Do jego obowiązków należało zwoływanie sesji, kierowanie debatami, reprezentowanie sejmu (głównie w Warszawie, gdzie musiał też doglądać spraw finansowych) oraz dbanie o godność i sprawy Sejmu Śląskiego. O tym, jak poważnie podchodził Wolny do tego ostatniego, teoretycznego zaledwie – zdawałoby się – zadania, świadczy przypomniany przez Lewandowskiego epizod: „Gdy zdarzyło się, że zastępujący go wicemarszałek Kazimierz Rakowski doprowadził do uchylenia podjętej na poprzednim posiedzeniu uchwały (co oczywiście obniżało powagę Sejmu), Wolny zgłosił rezygnację z urzędu. W nowych wyborach wybrano go marszałkiem ponownie, i to znowu zdecydowaną większością głosów” (tamże).

Jako marszałek Konstanty Wolny wsławił się opanowaniem i stanowczością; niejednokrotnie potrafił załagodzić spory. Barwnie przedstawia to zachowana do dziś karykatura Roleckiego z tamtego okresu, a zwłaszcza nadrukowany na niej wierszyk:

Z każdym sejmem miał kłopoty
Mało ustaw – dość roboty.
Kiedy poseł w posła drze,
On ich prosi: „Uciszcie się!”.
A gdy to nic nie pomogło,
Brał ich pod bufetu godło.
Dobry człowiek, lecz polityk,
Więc i on nie ujdzie krytyk.
Jakkolwiek nie pragnie glorii,
Jednak przejdzie do historii.


Łagodne usposobienie Wolnego nie szło jednak w parze z ustępliwością. Marszałek stanowczo bronił kwestii, które uznawał za sprawy szczególnej wagi. Zdarzało się, że głosował inaczej niż jego partia, kierując się rozsądkiem, sumieniem i – przede wszystkim – dobrem mieszkańców regionu. Autonomii bronił do końca, wyjątkowo decydując się na zabranie głosu podczas posiedzenia w 1935 roku, kiedy to sanacja chciała pozbawić Śląsk prawa do niezależności: „Jeżeli żądałem postanowienia zawartego w artykule 44, to właśnie z tego powodu, że byłem zastępcą Komisarza Plebiscytowego i nie chciałem, aby w przyszłości powstały niejasności i ażeby mógł ktoś zarzucić, żeśmy pracowali dla blagi (…). O ile chodzi o zmianę art. 44, to uchwała Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej o zmianie statutu autonomicznego bez naszej zgody jest niedopuszczalna (…). Co znaczy słowo króla, dane imieniem narodu – nam dał słowo imieniem narodu Polski Sejm Suwerenny, a to więcej znaczy niż słowo królewskie…”.

Wolny został wybrany marszałkiem trzech kadencji sejmu. Do ostatniej kadencji – za czasów autorytarnych rządów sanacji – już nie kandydował. Oddał się działalności publicystycznej, w której wyrażał swoje poglądy; prowadził też kancelarię notarialną na katowickim rynku. O tym, jak postrzegali go współcześni mu politycy, świadczyć mogą poruszające słowa Stanisława Janickiego, ówczesnego posła i powstańca śląskiego: „Najpopularniejsza postać na Śląsku w okresie międzywojennym. Z charakteru i zalet uosabiał typ Ślązaka, jak nikt w tym czasie żyjący. Można godzić się i nie godzić na takie czy inne ustosunkowanie się polityczne «Kostka» Wolnego, jednakowoż nie można go nie lubić, szanować i kochać”.

Konstantego Wolnego nie mogą nie lubić szczególnie czytelnicy Biblioteki Śląskiej, jako że uchodzi on za jednego z jej twórców. Już w pierwszej kadencji sejmu z inicjatywy marszałka wpisano do budżetu pozycję uwzględniającą założenie sejmowej biblioteki. W budynku sejmu gromadzono najpierw książki prawnicze, stopniowo powiększając zbiory, które w końcu przeniesiono do budynku biblioteki wybudowanego przy ul. Francuskiej. W rodzinnej kronice Wolnych wciąż jeszcze zobaczyć można sfatygowany dokument, w którym marszałek zawiadamia dyrektora zakładu im. Ossolińskich o uchwalonej przez sejm kwocie, przeznaczonej na opracowanie i wydanie Psałterza Floriańskiego.

Życie prywatne
Konstanty Wolny poznał Wandę Leonię, gdy podczas studiów przebywał na stancji we Wrocławiu. Była ona piękną, elegancką kobietą, która skończyła paryską szkołę kosmetyczną; wkrótce została jego żoną. Z relacji jednej z córek Wolnego, Haliny, wynika, że Konstanty spełniał wszystkie zachcianki ukochanej: suknie sprowadzał dla niej z Paryża, a w obowiązkach domowych wyręczały ją opiekunki. Halina – jedyna żyjąca jeszcze córka marszałka – przyszła na świat jako czwarte z pięciorga dzieci państwa Wolnych. „Opowiadał mi ojciec, że podczas trwającego w domu przyjęcia matka dyskretnie je opuściła” – mówi pani Halina. – „Po jakimś czasie przyniesiono mnie i pokazano gościom. Moją chrzestną została obecna na przyjęciu Elżbieta Korfantowa, a chrzestnym hr. Niegolewski. Ojciec wybrał dla mnie imiona, matka w międzyczasie, dumna i radosna, wróciła do stołu, kontynuując przerwaną na czas porodu biesiadę”.

Gdy Wolny został marszałkiem, przeniósł się wraz z rodziną do willi na Zaciszu (obecny rektorat Akademii Muzycznej – wówczas większy budynek z dużym ogrodem). Sielanka trwała jednak krótko: niedługo po urodzeniu piątego dziecka Wanda Leonia zakochała się i opuściła Wolnego, zostawiając go z licznym potomstwem. Jej romans szybko się skończył, ale mąż nie pozwolił jej na powrót do rodziny i doprowadził do rozwodu; wsparł ją jednak finansowo, gdy zdecydowała się na prowadzenie własnego salonu kosmetycznego. Z pomocą w wychowaniu dzieci przyszła Wolnemu teściowa – pani Aniela – z którą zarówno dzieci, jak i marszałek bardzo się zżyli.

W rodzinnej kronice Wolnych roi się od zdjęć przedstawiających marszałka z dziećmi: to na wczasach, to w ogrodzie, to w salonie. Z rodzinnych opowiadań wynika, że, podobnie jak w sejmie, tak też w domu, marszałek nigdy nie krzyczał, nigdy nie karał. A dzieci miał psotne. Najmłodszy syn potrafił podpalić parkiet podczas zabawy w Indianin (podobno współpracownicy marszałka, aby oszczędzić mu zmartwień, zlecili renowację pomieszczenia, zanim Wolny zdążył wrócić z delegacji); innym razem chłopiec postanowił wyręczyć biednego mleczarza i zamiast udać się na lekcje, podjechał pod sejm, rozwożąc mleko.

Dzieciom i wnukom szczególnie utkwiły w pamięci biegające po podwórku zwierzaki. Prócz kur i gęsi wałęsały się tutaj koty, do salonu wdzierała się koza. Był i baran nauczony przez dzieci witać każdego przechodzącego przez furtkę uderzaniem w tylną część ciała. Podobno dostało się nawet Korfantemu. Rozpieszczany przez wszystkich paw – jeden z wielu specyficznych podarunków dla marszałka – nie wzbraniał sie przed paradowaniem po dachu Kościoła Mariackiego. I to wtedy, gdy jego proboszczem był, dziś błogosławiony, Emil Szramek! Pani Halina wspomina też zasłużonego jamnika: „Był kochany przez wszystkich” – twierdzi. – „Sąsiedzi po wojnie mówili, że jak w 1939 roku Niemcy wchodzili na Zacisze, nie chciał ich wpuścić do domu. Został przez nich zastrzelony”.

Oprócz jamnika, hitlerowcy nie znaleźli nikogo, bo były marszałek w porę ewakuował się na wschód. Zmuszony do rozłąki z najstarszym synem, który został zmobilizowany, Wolny udał się z resztą dzieci do Lwowa. W obawie przed Rosjanami wyprawił jednak dwie córki i najmłodszego syna na niemiecką stronę, żegnając ich słowami, które okazały się ostatnią skierowaną do nich wypowiedzią: „Idźcie z Bogiem – nigdy w prawo, nigdy w lewo – zawsze prosto”. Przy boku jednego ze swych synów, Konstanty Wolny zmarł we Lwowie 9 listopada 1940 roku i spoczął w zbiorowym grobowcu ojców jezuitów. Jego szczątki zostały sprowadzone w czerwcu tego roku i pochowane przy głównej alei w katolickiej części cmentarza przy ul. Francuskiej.

LITERATURA:
J. Lewandowski: „Temperował namiętności, łagodził konflikty”. „Tygodnik Powszechny” 2012, nr 22, dodatek.

Autorka korzystała między innymi z materiałów opracowanych i udostępnionych jej przez wnuka Marszałka, również Konstantego Wolnego, w tym z kroniki rodzinnej Wolnych, a także ze spisanych wspomnień jedynej żyjącej córki bohatera artykułu – p. Haliny Kolsen. Pomocna była także rozmowa z wnukami Konstantego Wolnego.