Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (215) / 2012

Michał Paweł Urbaniak,

ZNIKNIĘCIE NIE RATUJE

A A A
Na pierwszą wydaną w Polsce książkę czeskiej pisarki Petry Soukupovej składają się trzy pozornie niepowiązane ze sobą opowieści (są to kolejno: „Zniknąć”, „Na krótko” oraz „Wianuszek”). W opowiadaniu tytułowym pozornie szczęśliwą rodzinę Holców nieoczekiwanie ciężko doświadcza los – najpierw młodszy z synów, Kuba, w wypadku traci nogę, a niedługo później starszy – Martin, przepada bez wieści. W konsekwencji Milenę Holec ogarnia obsesja odnalezienia Martina, a załamany Michal topi rozpacz w alkoholu. Oboje zdają się nie zauważać, że młodszy syn wciąż potrzebuje ich opieki, wsparcia i miłości. W drugim utworze w wyniku splotu kilku okoliczności nastoletni Vojta – mieszkający z matką i z przyrodnią siostrą Pavlíną – chce odnaleźć swojego ojca. Jednak upragnione zamieszkanie z nieznanym dotąd rodzicem wcale nie przynosi satysfakcji ani chłopcu, ani jego opiekunowi. W zamykającym zbiór „Wianuszku” przy okazji śmierci jednego z członków rodziny spotykają się od wielu lat nieutrzymujące ze sobą kontaktów przyrodnie siostry. Ujawnienie wstydliwej rodzinnej tajemnicy (okazuje się, że Helena i Hana właściwie są biologicznym rodzeństwem) skłania obie kobiety do dokładnego przyjrzenia się bolesnej przeszłości – jednak próba zaleczenia ran nie daje jeszcze gwarancji pojednania.

Wydaje się, że książka Petry Soukupovej to – w najszerszym rozumieniu – obraz tego, jak kruche – czy wręcz pozorne – jest szczęście rodzinne. Dorośli bohaterowie żyją złudzeniami, jakby nie zauważając bądź bagatelizując problemy własnego potomstwa. Tymczasem to właśnie dzieci – będące zasadniczo centralnymi postaciami tych opowiadań – cierpią najbardziej, bądź przez niezrozumienie czy nieuwagę ze strony rodziców lub też przez ich dawne grzechy czy niewłaściwe (choć – paradoksalnie – poczynione dla dobra dzieci) wybory z przeszłości. Przykładowo Eva (matka Hany i Heleny z „Wianuszka”, która wyszła za mąż za Milana, będąc w ciąży z Vládą, a po rozwodzie poślubiła dawnego kochanka i urodziła mu drugą córkę) nie powiedziała dzieciom prawdy i pozwoliła im wierzyć, że są przyrodnim rodzeństwem, długo uważając takie zatajanie za słuszne. Jednak po latach kobieta sama dostrzega, że rozdzielanie rodzeństwa nie było właściwe: „znowu chwila zwątpienia, ostatnio coraz częściej je miewa, to była zła decyzja, tak rozdzielić swoje córeczki, ty masz Milana, ty masz Vlád’ę, Milan będzie ci kupował piękne rzeczy, a ty będziesz miała Vlád’ę zawsze pod ręką, żeby nie było ci przykro, że nie masz takich rzeczy. Mogły obie mieć Vlad’ę i byłoby po sprawie, ale dla Helenki to lepiej mieć też Milana, kocha go i może jej się kiedyś przydać, ma te swoje znajomości, jest w stanie załatwić rzeczy, których nie można tu dostać. Tak czy siak, ja to mam na sumieniu, to moja wina, powinnam była zostać z Milanem albo przycisnąć Vlád’ę, a nie potem wszystko zmieniać, teraz ciągnie się to za mną jak smród i tak będzie już zawsze”.

Czynnik, który ostatecznie rozbija rodzinę i obnaża ułudę sielanki we wszystkich trzech opowieściach, zawsze przychodzi z zewnątrz. W „Zniknąć” taki czynnik stanowią porywacze bądź zabójcy Martina, w „Na krótko” persona non grata to babka Vojty, która przyjeżdża z wizytą i wtrąca się w życie dorosłej córki i wnuków. W ostatnim z tekstów pociąg zabija Evę, a w konsekwencji zdruzgotana Helena przeprowadza się do człowieka, którego uważa za biologicznego ojca, porzucając „ojczyma” i siostrę. Jednak choć element destrukcyjny leży poza obrębem ogniska domowego, łatwo zauważyć, że napięcie stale rośnie w domu rodzinnym, w pozornej sielance. Innymi słowy, jeśli nie czynnik zewnętrzny, prędzej czy później poczucie krzywdy, niezażegnane konflikty czy ciągłe pretensje pogrążyłyby bohaterów. U Soukupovej takie pojęcia jak „rodzina”, „małżeństwo”, „związek”, „matka” czy „ojciec” tracą swoją siłę, stają się tylko pustymi frazesami zazwyczaj nacechowanymi pozytywnie przez kulturę. To nie przypadek, że matka Vojty, oglądająca reportaż o zaginięciu dziecka Holców, stwierdza: „Nie uratowało was nawet zasrane rodzinne szczęście, nawet jak się jest we dwoje nie musi wcale oznaczać, że będzie dobrze”.

Bo ten tryptyk w gruncie rzeczy właśnie tym jest – nokautującym literackim ciosem w instytucję rodziny. Najbardziej modelową (bo pełną – oczywiście do czasu zniknięcia jednego z jej członków) rodziną są Holcowie z opowiadania tytułowego (w „Na krótko” samotna matka wychowuje dwójkę dzieci z różnych ojców, a rozbicie rodziny w „Wianuszku” było skutkiem decyzji jednej osoby, o czym już wspomniałem). Tyle że w standardowym, szczęśliwym domu nie dzieje się dobrze. Rodzice – być może nie do końca świadomie – nie rozdzielają równo miłości między dzieci. Michal poprzez wysportowanego Martina chce zrealizować własne ambicje i przeżywa prawdziwy dramat po wypadku Jakuba, gdy okazuje się, że starszy syn nie jest dość dobry („Martin nie jest rewelacyjnym biegaczem, nie takim, jak sobie to ojciec wyobrażał, jak go wychował i jak sobie wymarzył”), by osiągnąć sukces sportowy, młodszy będzie kaleką do końca życia, a on sam, dawny gwiazdor sportowy, „który w młodości chciał pojechać na mistrzostwa świata (…) teraz nie pojedzie na nie nawet jako ojciec i trener młodego zawodnika”. Z kolei Milena przelewa większość swojej miłości na młodszego z chłopców, zwłaszcza gdy ten ulega wypadkowi. Na Martina „naprawdę nie zwraca w tym okresie uwagi. Jest duży i dość samodzielny, a jeżeli nie jest, musi się takim stać. Matka nawet wówczas o tym nie myśli. To jak zwierzęcy instynkt, każde dbać o słabsze młode”. Takie postępowanie doprowadza nie tylko do nienawiści między braćmi, ale także do powolnego rozpadu małżeństwa Holców – Michal, zdruzgotany wypadkami i emocjonalnym oddaleniem się żony, zaczyna pić. Motyw rywalizacji rodzeństwa powodowanej zazdrością o rodziców – łączący wszystkie opowiadania – w „Zniknąć” został najbardziej uwypuklony. Kuba – będący jednym z narratorów, mówi: „on [Martin – przyp. mój – M. P. U.] ma całego tatę, ja całą mamę i każdy chciałby kawałek tego drugiego rodzica”. Paradoksalnie żaden z chłopców – skupiony na rozpaczliwej walce o akceptację „nieposiadanego” rodzica – nie docenia tego, który okazuje miłość. Kuba powie: „Mama normalnie ze mną rozmawia, ale mnie jest wtedy wszystko jedno, chcę, żeby tatuś mnie pochwalił”. Ich dom rodzinny przypomina ring, a codzienność składa się z szeregu sytuacji, w których każdy z nich to wygrywa, to demonstruje obrazę. W takich sytuacjach porozumienie jest niemożliwe, tym bardziej, że rodzeństwo nie omawia zaistniałych konfliktów, dusi w sobie negatywne emocje: „Potem mama daje mi buziaka na dobranoc, tego nie było już dawno, nowe zwyczaje, chce dać też bratu, ale on się odsuwa, mama wychodzi. W kolejnych dniach nie próbuje już dawać bratu buziaka. Raz widzę jak brat na mnie patrzy, jakby mi czegoś zazdrościł. A ja bym mu przecież spokojnie mógł oddać tego pachnącego buziaka mamy”. Martin ostatecznie „wygrywa”, znikając – nikt w obliczu zaistniałej sytuacji nie zajmuje się Kubą (tak jak po wypadku Kuby, nikt nie zwracał uwagi na jego starszego brata). Dopiero osoby z zewnątrz (przyjaciel Michala oraz babka Kuby) uświadamiają Holcom, jak karygodnie zaniedbują młodsze dziecko. Michal postanawia skończyć z alkoholem i odbudować relację z Kubą, a Milena zarzuciwszy beznadziejne poszukiwania, stara się utrwalić i gloryfikować przeszłość, dokładnie opisując kontekst powstania zdjęć, na których znajduje się zaginiony syn.

Podobne problemy nękają rodzinę Suków z „Na krótko”. Vojta hołubi pamięć nieznanego ojca, podobno podróżnika pływającego na statkach (a w rzeczywistości nieudacznika, który nie chciał zobaczyć nieślubnego syna). Kiedy znika jego najcenniejszy artefakt, czy też pamiątka po Karelu (rzekoma koszulka ojca, nieopatrznie wyrzucona przez babcię) i zostają ujawnione kłamstwa matki (powtarza się tu motyw wynikłej ze szlachetnych pobudek niewłaściwej decyzji, przez którą najbardziej cierpi dziecko), Jiřina zastanawia się: „Może powinnam była już dawno mu powiedzieć. Żadnych bajek. Oszczędziłaby mu tego chciwego wzroku oczekiwania przy każdym dzwonku do drzwi. Tej wiecznej nadziei, że dzisiaj w końcu przyjdzie. Jednak ciągle się łudziła, że kiedy Vojta podrośnie sam zrozumie i nie będzie go tak bardzo boleć. Ale chyba zawsze było na to za wcześnie. A teraz nagle zrobiło się za późno”. Również ta rodzina nie może osiągnąć porozumienia. Kobieta nie przyjmuje do wiadomości, że koszulka była ważną pamiątką dla Vojty, a chłopiec jest za mały, żeby pojąć motywy działania matki. Między poszczególnymi członkami tej rodziny narasta wzajemna nienawiść, wynikająca z doznanych krzywd (rodzeństwo Suków w aktach wyrafinowanej zemsty niszczy sobie nawzajem cenne rzeczy) i niezabliźnionych ran (Jiřina Suková nie może wybaczyć matce stosowania kar cielesnych). Nieoczekiwana przeprowadzka Vojty do ojca sprawia, że wszyscy podejmują sensowne kroki w celu naprawienia chorej sytuacji domowej. W opowiadaniu zamykającym książkę Soukupovej – jak już wspomniałem – chłodna kalkulacja matki i zatajenie, kto jest prawdziwym ojcem Heleny, zaważyły na siostrzanej relacji. Nieoczekiwane spotkanie po kilku latach od przeżytej tragedii (nagła śmierć matki) i ujawnienie tajemnicy skłania do refleksji nad własnym życiem, przeanalizowania własnych wyborów i zrozumienia motywacji.

Należałoby jeszcze omówić tytuł tego zbioru. Nie jest to wbrew pozorom jedynie odniesienie do pierwszego z opowiadań. „Zniknąć” ma szersze znaczenie w kontekście całości. Zniknięcie ma być kluczem do szczęścia. Nie bez przyczyny Kuba myśli o bracie: „chcę, żeby zniknął na zawsze, żeby już nigdy nie wrócił, żebym już nigdy więcej go nie zobaczył”. Nieobecność Martina oznaczałaby – przynajmniej teoretycznie – nieograniczoną miłość i uwagę skierowaną na Kubę. Tymczasem gdy starszy brat przepada, razem z nim jakby ulatnia się cała miłość i uwaga, jaką rodzice mogli dać drugiemu synowi. Warto zauważyć, że zniknięcie Martina nie jest jedynym w tej części tryptyku – nieprzypadkowo wyjazd Kuby na studia otwiera i zamyka opowiadanie na zasadzie klamry kompozycyjnej. Chłopak powie w finale tej historii: „W końcu wyjeżdżam z tego smutku, w świat, gdzie nikt nic nie wie. Wiem, że już nie wrócę. (…) Ale teraz znikam [podkr. moje M. P. U.]”. Znika również Vojta w „Na krótko”, wierząc, że zamienia toksyczny dom na lepszy. Swoją rodzinę porzuca także Helena i to dwukrotnie (najpierw „ojczyma” i siostrę, a potem rzekomego ojca). Bohaterowie uciekają (czy – nawiązując do tytułu – znikają), w ten sposób próbując sobie poradzić z niezdrową sytuacją, szukając ciepła i zrozumienia, którego nie doświadczają w domu rodzinnym. Poszukiwania nie kończą się dla nich dobrze – bohaterka „Wianuszka” po pierwszej ucieczce wpada w podejrzane towarzystwo (winny jest tu brak emocjonalnego kontaktu z ojcem oraz nieumiejętność poradzenia sobie z trudną sytuacją), które ją akceptuje. Z kolei Pavlína zostaje wykorzystana seksualnie, a jej brat czuje się samotny w mieszkaniu ojca. Jak się okazuje, eskapizm nie stanowi rozwiązania żadnego z problemów. Czy zatem można mówić w przypadku tych trzech opowiadań o szczęśliwych zakończeniach? Tylko pozornie. Kuba, wyjeżdżając do Pilzna, traumatyczną przeszłość zabiera ze sobą, co symbolizuje wisiorek (pamiątka po Martinie), który nosi na szyi. Vojta ostatecznie wraca do matki, ale to nie daje pewności naprawienia wzajemnego zrozumienia w rodzinie Suków, a do terapeutycznej rozmowy między Haną i Heleną nie dochodzi („Chmura zakrywa słońce, na świecie robi się trochę ciemniej, znacznie się ochładza. […] Nie da się cofnąć czasu. I tak cię nie lubię, mają ochotę powiedzieć obie. Chmura znów odsłania słońce”). Co warto zauważyć, to właśnie ten najbardziej gorzki (pomimo odrobiny nadziei) z finałów wieńczy tryptyk. Nie da się naprawić błędów przeszłości, gdy dawne uczucia wciąż pozostają żywe i kładą się cieniem na chwili obecnej.

Na osobną uwagę zasługuje świetny styl Petry Soukupovej – oszczędność opisu połączona z nagromadzeniem negatywnych emocji podkreśla dramatyczność sytuacji (a może walk – między małżonkami czy rodzeństwem), które rozgrywają się w codziennych, rodzinnych dekoracjach. Postaci w „Zniknąć” zdumiewają prawdziwością psychologiczną. Tu nie ma miejsca na czarno-biały podział postaci spod znaku biednego Kopciuszka i jego okrutnej macochy. W tym toksycznym rodzinnym tyglu dzieci wcale nie są aniołkami – przeklinają, nienawidzą, robią na złość, starają się bronić przez agresję. Z kolei dorośli to nie źli tylko nieszczęśliwi ludzie. Wszyscy są ofiarami w taki czy inny sposób, wszyscy usiłują walczyć o swoje szczęście i wszyscy zasługują na współczucie. Przez taki właśnie sposób ujęcia poruszane problemy stają się przekonujące. Ponadto – co bardzo istotne – czeska prozaiczka nie pozwala sobie na ani odrobinę patosu, tak jak nie pozwalają sobie nań bohaterowie książki. Oni nie chcą słabości, nie dopuszczają czułych gestów ze strony innych w obawie przed zranieniem. Tak dzieje się na przykład w relacjach pomiędzy matkami i córkami z „Na krótko”: „zaczyna płakać. Próbuje szybko się powstrzymać, żeby ona nie widziała, ale i tak widzi. Głaszcze ją po ramieniu. Nieporadnie przytula. Jest taka malutka i mięciutka. Matka [czyli Jiřina przytulana przez własną matkę – przyp. mój – M. P. U.] najchętniej rozbeczałaby się w głos. Ale nie robi tego. Odsuwa się”. „Mama ją przytula, nieczęste, Pavlína czuje jej ładny zapach z bliska i całkiem się rozkleja, wszystko się zjebało, chciałaby, żeby mamusia trzymała ją w ramionach na zawsze, ale mamusia się odsuwa. I w ogóle nie jest mamusiowa”.

Niewątpliwie ta książka dobrze wpisuje się w nurt literatury zaangażowanej, poruszającej aktualne – nie tylko za czeską granicą – problemy społeczne. Co ważne, przedstawia je bez nachalnego dydaktyzmu, za to pomysłowo, konsekwentnie i z prawdziwą artystyczną maestrią. Jeśli wierzyć notom wydawniczym, „Zniknąć” to bestseller u naszych południowych sąsiadów. Cóż, trudno się dziwić. Jednak pomijając wiarygodność takich statystyk, wypada stwierdzić, że książki Soukupovej nie wolno przegapić – to przykład naprawdę wybitnej prozy.
Petra Soukupová „Zniknąć”. Przeł. Julia Jurewicz. Wydawnictwo Afera. Wrocław 2012.