Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (215) / 2012

Katarzyna Szopa,

„WIERSZ / JAK BUŁKA Z MASŁEM”

A A A
„kto spróbował wrzucić słowa / do sokowirówki ten wie / że tu nie będzie koktajlu / a jedynie bełkot” („to se ne vrati”) – nieco przewrotnie, bo zaczynając od końca, czytamy w debiutanckim tomiku Zuzanny Ogorzewskiej, która serwuje nam cały szereg podobnych metafor. Nie sposób się nie zgodzić, bowiem zbiór wierszy o równie „śliskim” tytule „Pomidor i inne techniki przetrwania” odsłania kokieteryjną i nadto ironiczną postawę poetki, która szybko staje się irytująca, podobnie jak sama zabawa w „pomidora”. Czyżby była to zamierzona strategia łódzkiej debiutantki? Jakkolwiek by nie było, to przyznać należy od razu – istny bełkot. W efekcie czytelnik, jeśli w ogóle zachęcony do udziału, przegrywa zabawę – śmiech jest nieuniknionym „remedium” na niezgrabność i banalność poetyckich technik pisania, z jakimi spotykamy się w „Pomidorze”. Jedyną możliwą techniką czytania jest ta zaproponowana przez samą autorkę, polegającą na wrzuceniu wierszy do „sokowirówki”. A zatem do dzieła – wyciskamy.

Konsekwentnie wykorzystywana, czasem ledwo dostrzegalna, ironia, przeważnie służąca do opisu rzeczywistości kultury masowej, obraca się przeciwko tym wierszom – brak tu dystansu, brak elokwencji i, wreszcie, brak dobrego smaku. Język tej poezji nie zaskakuje, a zestaw metafor nie wymaga głębszego namysłu. Tytułowy „audiogram”, zdaje się: wiersz programowy, już na wstępie wprowadza czytelnika w klimat całego tomu: „zaleczyć katar punk rock kaca i romantyzm / a potem już spokojnie / zaciągnąć się na ten świat” („audiogram”). Pojawiające się szeregi motywów takich jak: złamane serce, poczucie wyobcowania („i jestem / popularna jak hippis w epoce hipsterów”; *** przez chwilę…), dramat nieporozumień, odejścia, powroty, rozstania („powiesz mi: kocham cię – usłyszysz: pomidor / powiesz: odchodzę – usłyszysz: pomidor”; „la tomatina”), alkoholowe libacje („spieszmy się kochać ludzi / tak szybko trzeźwieją”; „parafrazka”) czy śmierć bliskiej osoby (wiersz „wyścigi”) utrzymane są w konwencji poezji licealnej (albo i gimnazjalnej), ocierającej się o granicę kiczu. Całości nie ratują nawet covery cudzych tekstów, jak na przykład cytowany wcześniej wiersz „parafrazka”, a już na pewno nie próba gry konwencjami biblijnymi, która sprowadza się do kilku wyświechtanych chwytów: „powiedziałam morzu czerwonemu: spierdalaj / powiedziałam morzu spierdalaj i rozstąpiło się / na lewo wytrawne na prawo słodkie” („niech moc będzie z tobą”); „dziś prawdziwych wielorybów już nie ma / i jonasz musi tonąć / w słonej od łez podebranej wódce” („księga jonasza”). Wiersze Ogorzewskiej ograniczają się do jęków i skarg zbuntowanej nastolatki; brak im dojrzałości zarówno na poziomie formalnym, jak i znaczeniowym.

Brak również dominanty kompozycyjnej i spójności tematycznej, co akurat nie wpływa na korzyść tomu, bo wprowadza jedynie chaos i dezorientację. Chciałoby się rzec, że wiersze te są o wszystkim i o niczym, a sens, leżący gdzieś na wierzchu, roztapia się w sosie własnym, jak w wierszu: „podobno grozi mi powiększenie / na każdy wiersz topnieje lodowiec” (*** biolodzy mówią że składam się z wody…). Czytanie „Pomidora” to ślizganie się po powierzchni tekstu bez konieczności wchodzenia w jego głębsze warstwy. Jedynym punktem zaczepienia stają się narracje i opowieści o związkach i relacjach między ludźmi, o zawiedzionych nadziejach i utraconej miłości w świecie, którym rządzą „fast food fast sleep fast drink fast dream” („centralna”), ale i w tych miejscach Ogorzewska rozczarowuje. Prostota zbliża się do banału, a wszelkie próby intymnego wyznania zmierzają w kierunku pompatycznych sentencji: „jesteś jak jazda na rowerze / tego się nie zapomina / taka karma” („krwawnik”); „rzeczywistość jak touch pad / stworzona do gier w otwarte karty” (*** sens noszenia majtek…).

Ogorzewska kroczy przetartymi ścieżkami, nieudolnie (i może nawet nieświadomie) naśladując poezję Marty Podgórnik chociażby. Być może jest to strategia zamierzona, szczegółowo i precyzyjnie opracowana; być może chodzi o zniesmaczenie czytelnika, o prowadzenie na manowce. Wszakże w wierszach zdarzają się sporadyczne olśnienia i momenty ostrzegawcze, sygnalizujące oznaki potencjału twórczego. Czasem zdarzają się też miejsca, przy których warto zatrzymać się przez chwilę, jak na przykład wiersz „amputacja”: „w byle domu wariatów powiedzą ci / że są na mnie odpowiednie środki / wyrazu”. Pojawia się też kilka motywów autotematycznych o zwiększonej wrażliwości na doświadczenie procesu twórczego. Ale, mimo wszystko, warto zastanowić się, czy jest to na pewno strategia dobra jak na poetycki debiut? I czy to w ogóle jest jakaś strategia, czy tylko zbieranina luźno zapisanych wierszy? Przechwalając się „powolną utratą słuchu na rzecz rezonansu” („audiogram”), poetka zapomina, „że jeszcze trzeba do rytmu” („wyścigi”). Układ drgań, zestaw poruszeń i wzruszeń występują z niezwykle rzadką częstotliwością. A, jak napisał Gaston Bachelard w swoim eseju poświęconemu analizie rytmu, jeśli cząsteczka zaprzestanie wibrować, to znaczy, że przestaje istnieć. Podobnie wiersz Ogorzewskiej, jeśli się „nie poruszy”, to nie będzie dane mu zaistnieć. Co więcej, u Bachelarda czytamy jeszcze, że „nasze domy wzniesione zostały na anarchicznej wibracji”, podczas gdy dom Ogorzewskiej osadzony jest na mieliźnie.
Zuzanna Ogorzewska: „Pomidor i inne techniki przetrwania”. Staromiejski Dom Kultury. Warszawa 2012.