Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (216) / 2012

Agata Stronciwilk,

JEDEN NA JEDNEGO

A A A
Wystawa „One on One” w berlińskim KW Institute for Contemporary Art jest jedną z najlepszych, jakie miałam okazję oglądać. Zaskakuje, wciąga, skłania do refleksji. Bez wątpienia główną jej zaletą jest sama koncepcja ekspozycji. W swym założeniu uderza ona prostotą, jednocześnie oferując zupełnie odmienny kontakt z dziełem sztuki niż ten, do którego przywykliśmy. Połączenie zaskakujących koncepcji artystów z przemyślaną ekspozycją wywołuje niesamowity efekt.

Każdy artysta aranżuje własną przestrzeń. Przechodzimy pomiędzy kolejnymi pomieszczeniami. Wyposażeni jesteśmy w specjalne zawieszki na drzwi. Umieszczenie ich na klamce gwarantuje, że nikt nie będzie zakłócał naszego pobytu w danym pokoju. Sam pomysł ekspozycji wydaje się bardzo prosty, zaskakuje jednak fakt jak bardzo zmienia ona naszą percepcję dzieła sztuki. Po obejrzeniu całej wystawy mam całkowitą pewność, iż w innym przypadku większość dzieł nie oddziaływałaby tak intensywnie, jak w sytuacji, gdy przeżywamy je indywidualnie. Każde pomieszczenie jest zupełnie odmienne w klimacie, nastroju i generowanych znaczeniach.

Prostota ekspozycji opiera się na założeniu, iż kontakt z dziełem sztuki powinien mieć charakter spotkania. Co więcej, powinno to być spotkanie w cztery oczy lub – bardziej adekwatnie – „jeden na jednego”. Określenie to sugeruje skojarzenia z walką. Tak też jest w istocie, gdyż musimy samodzielnie zmierzyć się z kolejnymi pracami. Niejednokrotnie artyści rzucają nam wyzwanie, które zmuszeni jesteśmy podjąć. Ten typ ekspozycji generuje niezwykłe napięcie pomiędzy widzem a dziełem sztuki, wymaga silnego zaangażowania oraz inicjatywy odbiorcy. Co kryje się za kolejnymi drzwiami? Przyjemność czy zagrożenie? Przed ich otwarciem każdorazowo odczuwamy podekscytowanie. Wiemy, że cokolwiek znajdziemy, będziemy musieli się z tym zmierzyć. Samotnie. Jeden na jednego. My kontra sztuka.

Stając sam na sam w obliczu dzieła jesteśmy także skazani na samodzielną interpretację. Izolacja przestrzenna generuje swoistą izolację mentalną. Cisza i spokój sprzyjają pełnemu wczuciu się w nastrój danego pomieszczenia. W efekcie nie jest to typ ekspozycji, którą się wyłącznie „ogląda”, lecz którą się „przeżywa”. Prezentowane prace są bardzo różnorodne, od propozycji skrajnie konceptualnych, aż do silnie angażujących emocje. Pomimo ogromnej różnorodności wystawa nie „rozpada” się na zbiór mniejszych ekspozycji. Wciąż zachowuje spójność. Koncepcja „zmagania się”, walki – z dziełem, interpretacją, samym sobą – zapewnia jej koherentność. Tajemniczość, napięcie, ale także przyjemność z odkrywania kolejnych realizacji to dominujące cechy „One on One”.

W niektórych przypadkach słowo „kontemplacja” najlepiej oddawałoby sposób doświadczania wystawy. Brak pośpiechu i jakichkolwiek czynników zakłócających odbiór sprzyjały pełnemu skoncentrowaniu się na danym dziele sztuki. „Kontemplacja”, zakładająca skupiony ogląd, refleksję, jest uważana za sposób doświadczania, który nie jest możliwy w przypadku kontaktu ze sztuką współczesną. Większość dzieł nie zakłada nawet tego typu odbioru. Wystawa ta pokazuje jednak, iż zupełne „wyłączenie” z rzeczywistości i pochłonięcie przez uniwersum sztuki jest wciąż możliwe. Tradycyjnie rozumiana „kontemplacja” zakładała jednak bierność odbiorcy; tutaj zostaje połączona z zaangażowaniem lub wręcz koniecznością podejmowania decyzji.

Trudno jest opisywać berlińską wystawę. Największą przyjemność sprawia samodzielne odkrywanie kolejnych pomieszczeń. Fakt, iż w bardzo dużym stopniu realizacje artystów opierają się na zaskoczeniu, powoduje, iż dokładne opisywanie ich mija się z celem.

Zaskoczenie jest emocją, która towarzyszy nam niemal w każdym pomieszczeniu. Okazuje się bowiem, iż rzeczy nie są tym, czym się wydawały, role się odwracają, a my zostajemy poddani próbie. W walce jeden na jednego sami jesteśmy sędziami. Razem z dziełem tworzymy spójną całość. Dzieło jest tu obecne tylko dla nas, a my dla niego. Widz i dzieło dopełniają się oraz uzupełniają, tworząc swoisty mikrokosmos. Przestrzenie otwierają się na indywidualne znaczenia i sensy. Mamy świadomość, iż pełnia, która zaistniała w kontakcie pomiędzy odbiorcą a dziełem, jest czymś jednostkowym i wyjątkowym. Widz wnosi w daną przestrzeń własne doświadczenia i przeżycia. W niektórych pomieszczeniach natrafiamy na samych artystów, którzy wciągają nas do swojej gry.

Instalacja Hansa-Petera Feldmanna zatytułowana „One on One” jest wyzwaniem rzuconym odbiorcy. Stajemy wobec dylematu – poddać się zakazowi czy sięgnąć po prostą przyjemność. Feldmann zmusza nas do walki z samym sobą. Sędziami jesteśmy my sami, nikt nas nie widzi, nikt nas nie ocenia. Cztery ściany skrywają tajemnicę naszej wewnętrznej walki. Jaki będzie jej efekt? Czy ulegniemy pokusie, czy posłuchamy zakazu? Odpowiedź znamy tylko my.

Robert Kuśmirowski manipuluje z kolei naszym poczuciem rzeczywistości. W berlińskim KW tworzy chyba najciekawszą instalację „Lichtung” (mamy do czynienia z grą słów: „lichtung” może odnosić się zarówno do „polany”, jak i „oczyszczenia”). Biały korytarz wprowadza nas do ogromnej przestrzeni. Początkowo czujemy się w niej bezpiecznie; błękitne ściany, piasek i zielona polana z drzewami. Wewnątrz panuje niemal zupełna cisza, czujemy zapach trawy. Jednak pomieszczenie to skrywa tajemnicę. Gdy próbujemy obejść polanę dookoła, natrafiamy na przerażający widok. Odczuwamy strach, niepokój. To, z czym mamy do czynienia, to doświadczenie „świadka”, który odkrywa to, co miało pozostać zakryte. Kuśmirowski wystawia nas na przeżycie, które można nazwać traumatycznym. W czasie, gdy obchodzimy polanę („lichtung”), dokonuje się nasze „oświecenie”. Stajemy się nośnikami traumatycznej pamięci. Natrafiamy na ślady, jednak budząca grozę tajemnica pozostaje w mroku.

Nina Beier w „Potato Potato” wprowadza nas do przyjemnej przestrzeni. Pod stopami czujemy miękki dywan, w pomieszczeniu jest ciepło. Mamy wrażenie powrotu do stadium embrionalnego, czujemy się bezpiecznie. Beier odwołuje się do naszych najbardziej pierwotnych instynktów i potrzeb. Tworzy przestrzeń, w której mamy ochotę pozostać dłużej, „zadomowić się”. Pomieszczenie znajdujące się tuż obok wywołuje zupełnie odmienne doznania. Wideo i performance Joe Colemana „A holy ghost compares its hooves” należy do najbardziej niepokojących w całej wystawie. W pomieszczeniu Colemana bezpośredni kontakt z artystą wywołuje w nas poczucie zagrożenia.

W „Margaret” Guntera K. całość przestrzeni jest narracją, w której odczytujemy historię pewnej kobiety. Prezentowane materiały – zdjęcia, listy, a nawet włosy – budują poczucie autentyzmu opowieści. Jednocześnie mamy poczucie, iż owa narracja – toczona z perspektywy mężczyzny mającego romans z Margaret – ma charakter obsesyjny. Voyeurystyczna przyjemność zostaje zanegowana poprzez przeczucie tragicznego finału. Czytając prywatne listy i oglądając zdjęcia, czujemy narastający niepokój, gdyż wcielamy się w rolę podglądacza-prześladowcy. Wystarczy jednak, iż przejdziemy do kolejnego pomieszczenia, aby wszystko uległo odwróceniu. Kto jest podglądaczem, a kto jest podglądany? Zaskakujące odkrycie sytuuje nas w pozycji ofiary. Współcześnie wciąż jesteśmy przedmiotem obserwacji. Dominującą metaforą nie jest już panoptikon, lecz oligoptyczne spojrzenie monitoringu. Powinniśmy być przyzwyczajeni do nieustającej wizualnej kontroli. W tym wypadku jednak nasz niepokój wywołany jest faktem, iż nie wiedzieliśmy, kto i w jakim momencie stał po drugiej stronie. Nie było to zimne, techniczne oko kamery monitoringu, lecz oceniające, indywidualne spojrzenie drugiego człowieka. Nadzór, którego jesteśmy na co dzień świadomi, ma dla nas raczej charakter abstrakcyjny, tutaj jesteśmy zmuszeni zmierzyć się z innego typu doświadczeniem – z bezpośrednią świadomością bycia podglądanym.

„One on One” zmienia nasze wyobrażenia dotyczące ekspozycji sztuki współczesnej. Kuratorka Susanne Pfeffer pokazuje nam, jak bardzo istotne jest nie tylko to, „co” się wystawia, ale także „jak”. Tworzy wystawę niezwykle spójną, wciągającą, wręcz pochłaniającą odbiorcę. Pokazuje, iż kontakt z dziełem sztuki może być naprawdę ekscytujący, a jednocześnie skłaniający do refleksji. Jest tam miejsce zarówno na silne, emocjonalne przeżywanie sztuki, jak i na kontemplację. Połączenie różnorodnych doznań wydaje się największym atutem wystawy. Nie pozostaje nic innego, jak zmierzyć się z kolejnymi dziełami sztuki. Jeden na jednego.
„ONE ON ONE”. 18.11.2012 – 20.01.2013, KW Institute for Contemporary Art, Berlin.