Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (216) / 2012

Zuzanna Sokołowska,

GŁĘBOKIE ŚLADY

A A A
Jednym z najważniejszych wydarzeń towarzyszących tegorocznemu Festiwalowi Ars Cameralis jest niewątpliwie wystawa fotografii „Atokata” („Ślady”) Kishin Shinoyamy w katowickim BWA. Zaliczany do grona najwybitniejszych i najciekawszych fotografów artysta po raz pierwszy prezentuje swoje prace w Europie, jest to zatem jedyna okazja, by przyjrzeć się bliżej japońskiej fotografii, która, trzeba przyznać, znajduje się w bardzo dobrej kondycji.

Kishin Shinoyama urodził się jako drugi syn buddyjskiego mnicha. Jego przygoda z fotografią zaczęła się bardzo wcześnie. Kiedy miał 10 lat, stworzył w domu swój własny kącik, w którym odkrywał tajniki robienia i wywoływania zdjęć. Fotografię ukończył na tokijskim Uniwersytecie Nihon, by potem rozpocząć pracę dla agencji Light-House. W 1968 roku stał się niezależnym fotografem, pracując w dziedzinie mody, sportu oraz reklamy. Od początku swojej kariery uwielbiał eksperymentować z technikami robienia zdjęć. Stworzył indywidualny, bardzo charakterystyczny styl określany mianem Gekisha, którego nazwa stała się terminem obowiązującym we współczesnej sztuce fotografii. Następnymi autorskimi pomysłami artysty były kolejne techniki robienia fotografii – Shinorama, w której wykorzystuje się kila połączonych ze sobą aparatów oraz digi KISHIN, łącząca w sobie fotografię cyfrową oraz film.

Cechą charakterystyczną i znakiem rozpoznawczym jego twórczości jest bez wątpienia ludzkie ciało, które w pracach artysty przypomina abstrakcyjne rzeźby. Dzieje się tak za sprawą światła, które przemienia cielesność w martwą materię, plastycznie przetwarzaną za pomocą aparatu. „Moim ulubionym przedmiotem jest człowiek, a ja staram się sfotografować wszystkie aspekty jego ciała, a także to, co czuje, nie zapominając, aby zapisać każdy jego element, czas działania” (Shinoyama 2007) – opowiada Shinoyama. Całkowicie odrealnione czarno-białe odbitki fascynują zarówno pięknem, jak i kontemplacyjną sztucznością, wywołującą niespodziewany spokój. Podobne wrażenia wywołuje jego cykl fotografii, zrealizowany w domu tatuażu w Yokohamie. Shinoyama rejestrował za pomocą aparatu proces tradycyjnej sztuki tatuażu w wykonaniu japońskiego artysty Kuniyoshi (Pruchnik 2012). Pięknie sfotografowane wytatuowane kobiece ciała nie mają absolutnie nic wspólnego z seksualnością. Artysta stara się maksymalnie dystansować od podniecającej fizyczności, skupiając swoje oko na działaniu organizmu – jego najmniejszej zmianie, poruszeniu mięśnia, zawstydzeniu. Z niezwykłą łatwością pokazuje ciało w jego szczytowej, doskonałej formie, nad którą stara się przejąć fotograficzną kontrolę. Seria odbitek przyniosła artyście nieprawdopodobny rozgłos, podobnie jak zdjęcie pocałunku Yoko Ono i Johna Lennona, zamieszczonego na okładce albumu „Double Fantasy”.

Prezentowane w Katowicach prace Shinoyamy na pewno są inne od tych, do których zdołał przyzwyczaić nas artysta. Jest to zapis skutków trzęsienia ziemi, które miało miejsce 11 marca 2011 roku u wybrzeży wyspy Honsiu. Artysta zaczął fotografować tereny zniszczone przez katastrofę w ramach współpracy z jednym z wydawnictw inżynieryjnych. Sfotografował 11 miejsc, pokazując całkowitą destrukcję i spustoszenie. „Natura dokonała samozniszczenia z przytłaczającą siłą. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś podobnego. Krajobraz, który widzieliśmy po raz pierwszy, gdzie życie i śmierć doświadczane były w tej samej chwili. Była to chwila, gdy dowiedzieliśmy się, jak irracjonalne może być życie. Nowa natura stworzona przez naturę. Nie był to boski kaprys ani straszliwe piekło – raczej poważny, drogocenny widok, wypełniony pogodną ciszą. Mogłem tylko patrzeć na niego z pokorą, przejęty grozą w obliczu potęgi natury” – opowiada Shinoyama.

Artysta zgłębia otaczający go straszliwy krajobraz za pomocą aparatu, nie odmawiając mu przy tym irracjonalnego piękna. Zniszczone budynki czy zalane tereny prezentują się na wysmakowanych i ascetycznych fotografiach w dwuznaczny sposób. Wyglądają tak, jakby ich ostateczna, zdruzgotana forma była tą właściwą, prawidłową, jakby nie było w nich nic, co definiowałoby ogrom zniszczeń i ludzkiej tragedii. Jednakże, z drugiej strony, realizacje artysty wywołują niepokój i nerwowe gniecenie w żołądku, związane z oczekiwaniem na kolejną tragedię, która w przypadku natury wydaje się nieunikniona. Shinoyama próbuje i tym razem dystansować się do oglądanego obrazu, pokazując ulotność ludzkich działań i egzystencji, zanurzonych w nicości. Nie dopuszcza do swoich obrazów stanu stałego, co sprawia, że jego realizacje stają się dialektycznym majstersztykiem najdelikatniejszego gatunku, zostawiając głęboki ślad w oku widza, zachwyconego perwersyjnym pięknem jego fotografii.

Susan Sontag pisała, że wszystkie fotografie mówią: „Memento mori”. „Robiąc zdjęcie stykamy się ze śmiertelnością, kruchością, przemijalnością ludzi i rzeczy. Właśnie dlatego, że wybieramy jakąś chwilę, wykrawamy ją i zamrażamy, wszystkie zdjęcia stanowią świadectwo nieubłagalnego przemijania” (Sontag 1986: 16) – pisała w swojej słynnej książce „O fotografii”. Takimi fotograficznymi notatkami o śmierci stają się prace Shinoyamy, składające się na cykl „Atokata”. Odsyła on do innej rzeczywistości, w której przywilej niszczenia zostaje oddany tym razem naturze, a nie człowiekowi.

LITERATURA:

W. Pruchnik: „Kishin Shinoyama. Cykl japońskiego fotografa Atokata w Polsce” (2012). http://www.swiatobrazu.pl/kishin-shinoyama-cykl-japonskiego-fotografa-atokata-w-polsce28240.html.
K. Shinoyama: „Photographe japonais” (2007). http://www.evene.fr/celebre/biographie/kishin-shinoyama35456.php.
S. Sontag: „O fotografii”. Warszawa 1986.
Ars Cameralis: Kishin Shinoyama. 21.11.2012-20.01.2013. Galeria Sztuki Współczesnej BWA, Katowice.