Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (216) / 2012

Przemysław Pieniążek,

AMERYKAŃSKIE REKOLEKCJE

A A A
Zanim czterdziestodwuletni dziś Morgan Valentine Spurlock, absolwent Uniwersytetu Nowojorskiego, na dobre związał się z branżą filmową, z umiarkowanym powodzeniem występował w lokalach Miasta Aniołów jako stand-up comedian. Pierwszym znaczącym jego sukcesem był wymyślony oraz prowadzony na antenie MTV program „Zakład” („I Bet You Will”, 2002), będący udoskonaleniem formuły cieszących się olbrzymią popularnością pięciominutowych filmów internetowych, dokumentujących poczynania śmiałków, którzy za pieniądze podejmowali dość specyficzne wyzwania. Spożywanie na pozór niejadalnych przedmiotów (na przykład świeżo obciętych paznokci), wywołujących torsje napitków, golenie brwi czy nurzanie się we wszelakich nieczystościach ku uciesze gawiedzi to zaledwie wyimek z zadań stawianych przez Morgana Spurlocka (nie tylko) rozochoconym nastolatkom. Przaśna formuła programu doskonale wpisywała się w horyzont oczekiwań widowni nie do końca świadomej jego dwoistej natury. Wszak, niczym medialne prowokacje komika Saschy Barona Cohena, popularny cykl pod warstwą błazenady przemycał refleksję nad conditio humana kolejnych pokoleń Amerykanów, coraz bardziej zatracających się w konsumpcjonistycznym modelu egzystencji.

Wielkie żarcie
Kluczową inspiracją dla „Super Size Me” (2004), nominowanego do Oscara pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Morgana Spurlocka, była niecodzienna inicjatywa dwóch nastolatek, które pozwały pewnego restauracyjnego molocha (McDonald’s), uznając go za winnego ich chorobliwej otyłości. Próbując zbadać zasadność pozwu, Spurlock przeprowadził na sobie dietetyczny eksperyment realizowany wedle określonych zasad. Reżyser przez miesiąc stołował się wyłącznie w lokalach typu fast-food, spożywając dziennie trzy posiłki (każdorazowo wybierając oferowane przez obsługę największe zestawy) oraz do minimum ograniczając swoją aktywność fizyczną, by także i pod tym względem upodobnić się do statystycznego Amerykanina.

W ciągu trzydziestu dni Spurlock, będący wcześniej encyklopedycznym okazem zdrowia, przytył jedenaście kilogramów, zmieniając się ze szczupłego trzydziestolatka w opuchniętego, cierpiącego na depresję impotenta, którego wątroba (wedle opinii niektórych specjalistów) przypominała wysłużony organ alkoholika. Niezwykle sugestywnie ukazując oblicze oraz skalę problemu, dzieło prowokatora (który dopiero po czternastu miesiącach wrócił do dawnej formy) skutecznie podzieliło ekspertów, krytyków i opinię publiczną, stając się jednak ważnym elementem powracającej dyskusji na temat katastrofalnych nawyków żywieniowych (propagowanych także w wielu szkolnych stołówkach), a przede wszystkim bezduszności koncernów gastronomicznych wykorzystujących najróżniejsze techniki perswazji w celu przekształcenia klientów w lojalnych, bezmyślnych przeżuwaczy.

Sam Spurlock, atakowany (podobnie jak jego rodak Michael Moore) za stronniczość oraz filmową demagogię, zachował do wywołanego przez siebie fermentu zdrowy dystans, czego dobrym przykładem był jego gościnny występ w horrorze „Drive-Thru” (2007) Brendana Cowlesa oraz Shane’a Kuhna, w którym na krwawe łowy wyrusza niejaki Horny The Clown – maskotka fikcyjnej hamburgerowi budzącej dość oczywiste skojarzenia. W tym samym roku ukazał się wyprodukowany przez Spurlocka dokument „What Would Jesus Buy?” („Co kupowałby Jezus?”) w reżyserii Roba Van Alkemade – zwariowana opowieść o wielebnym Billu Talenie oraz jego chórze (specjalizującym się w pieśniach potępiających globalizację, konsumpcjonizm i zbytnie przywiązanie do dóbr materialnych) wędrujących po Stanach Zjednoczonych w celu uświadomienia obywatelom prawdziwego znaczenia Świąt Bożego Narodzenia i ocalenia ludzi przed widmem Sklepokalipsy: piekła niekończących się zakupów.

Ziemia – Planeta Ludzi
Kiedy w 2008 roku Spurlock dowiedział się, że wkrótce zostanie ojcem, postanowił położyć własną cegiełkę pod fundament prac mających uczynić świat miejscem bezpiecznym dla kolejnych pokoleń. Natchniony reżyser zapragnął zatem schwytać samego przywódcę Al-Kaidy, dokumentując kolejne etapy swojej odysei w filmie „Gdzie jest Osama Bin Laden?”. Przemierzając terytoria wybranych państw Środkowego Wschodu (blisko związanych z ideami głoszonymi przez członków Bazy lub wprost przeciwnie, napiętnowanych jej działaniami), Amerykanin nie miał rzecz jasna najmniejszych szans na zrealizowanie swojej misji. Ale z jej programowego niepowodzenia wynika zupełnie inna wartość: obalający stereotypy dialog z przedstawicielami świata islamu, których reżyser wciąga w rozważania na temat fundamentalizmu oraz istoty prowadzonej wówczas przez USA wojny z terroryzmem, udowadnia, że kategoria Innego nie może być automatycznie utożsamiana z wartościami „zły” lub „winny”.

W ramach telewizyjnego cyklu „30 Days” (2005-2008) Spurlock wraz z grupą ochotników uczestniczył w socjologicznym eksperymencie, polegającym na przyjęciu na okres miesiąca warunków życia lub światopoglądu innych ludzi. W programie można było zobaczyć reżysera dobrowolnie przebywającego w więziennej celi, homofoba dzielącego mieszkanie z osobą homoseksualną czy chrześcijanina próbującego odnaleźć się w codzienności muzułmańskiej rodziny. Poszukiwanie płaszczyzn konstruktywnego dialogu oraz wzajemnego zrozumienia charakteryzuje także jeden z najnowszych projektów filmowca, komediowy cykl dokumentalny „Morgan Spurlock’s New Britannia” (2012), w którym przedmiotem prowadzonej przez gospodarza dyskusji z udziałem zaproszonych gości są kulturowe różnice między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią.

Natomiast w wyprodukowanym przez Amerykanina internetowym cyklu „Failure Club” siedmioro uczestników próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie o wybory, jakich mogliby dokonać, nie będąc więźniami własnych lęków. W ramach cotygodniowych spotkań (trwających w sumie rok) bohaterowie wspólnie próbują spełnić swoje marzenia: gospodyni, która chce założyć własny biznes, czy ankieter pragnący zostać komikiem to niektórzy z członków tego specyficznego klubu, wbrew nazwie dającego coś więcej niż płonne nadzieje.

Wszystko na sprzedaż?
Jednym z motywów często powracających w telewizyjnych projektach Morgana Spurlocka jest rola ekonomii w kształtowaniu jakości życia (nie tylko) amerykańskich obywateli. W „Committed” (2010) twórca przedstawił historię czterech filmowców (Sarah McCarthy, Shawn Ku, John Sayles, George Hickenlooper), którzy przyjechali na Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Toronto, aby zaprezentować swoje dzieła krytykom, publiczności oraz potencjalnym dystrybutorom. Jak słusznie podkreśla autor dokumentu, każdy ze sportretowanych przez niego reżyserów – bez względu na to, czy posiada na koncie nominacje do prestiżowych nagród czy jest niezależnym debiutantem – obok artystycznego splendoru liczy po cichu (a czasem całkiem jawnie) na komercyjny sukces swojego dzieła, poprzedzony zatwierdzeniem go do publicznych pokazów i szerokiej dystrybucji.

W jednym z rozdziałów nowelowego dokumentu „Freakonomia” (2010), bazującego na bestsellerowej książce autorstwa ekonomisty Stevena Levitta oraz dziennikarza Stephena J. Dubnera, Spurlock w humorystyczny sposób ilustrował tezę, że wybór przez rodziców imienia dla ich pociechy ma realny wpływ na jakość, styl i koleje jej przyszłego życia. Składający się z półgodzinnych epizodów reporterski cykl zatytułowany „A Day in the Life” (2011) przedstawiał najważniejsze migawki z dnia wyjątkowo zapracowanych osób ze świata show biznesu (aktorów, muzyków, przedstawicieli branży rozrywkowej). Z kolei w „The Dotted Line” Spurlock odsłonił kulisy pracy agentów sportowych najważniejszych lig (NFL, NBA, MLB), w tym stosowane przez nich procesy rekrutacji, negocjacje lukratywnych kontraktów oraz niejednokrotnie towarzyszące temu afery i skandale.

Najciekawiej temat ekonomii oraz brandingu Spurlock uchwycił jednak w przewrotnym, mocno ironicznym „POM Wonderful prezentuje: Najlepiej sprzedany film” (2011), przedstawiając wszechobecność reklamy, (neuro)marketingu oraz praktyk lokowania produktu za pomocą dzieła w całości sfinansowanego dzięki… powyższym praktykom (stąd w tytule marka producenta napojów i ekstraktów owocowych). Śmiało przepytując reżyserów (takich jak J.J. Abrams, Brett Ratner czy Quentin Tarantino), muzyków, artystów i pisarzy na temat przemycanych w ich dziełach „treści sponsorowanych”, Morgan otrzymuje nie mniej szczere odpowiedzi uświadamiające mu (a przy okazji widzom) skalę owego zjawiska, coraz bardziej zacierającego granicę między sztuką a komercyjnym komunikatem.

Szukając siebie
To, co początkowo miało być imprezą skierowaną do stosunkowo wąskiego grona fanów zeszytowych opowieści oraz graphic novels, stało się jednym z najważniejszych punktów na mapie zachodniej popkultury. Komiksowy konwent w San Diego, gromadzący każdego roku ponad sto czterdzieści tysięcy miłośników szeroko rozumianej fantastyki (także literackiej, filmowej oraz multimedialnej), stał się osnową dokumentu „Comic-Con epizod V: Fani kontratakują” (2011), w którym na pierwszy plan wysuwają się perypetie pięciorga bohaterów. Skip Harvey oraz Eric Henson są rysownikami próbującymi zaistnieć w ramach graficznego mainstreamu; Chuck Rozanski pragnie sprzedać za pół miliona dolarów pierwszy numer komiksu „Red Raven”, upatrując w tym szansy na spłatę długów; Holly Conrad przygotowuje kostium z myślą o wygranej w konkursie dla miłośników gry „Mass Effect”, natomiast James Darling chce oświadczyć się swojej dziewczynie podczas dyskusyjnego panelu z udziałem reżysera Kevina Smitha.

Barwne, inspirujące, a chwilami wzruszające historie fanów, przetykane licznymi wywiadami z „ludźmi z branży”, w których gronie znaleźli się między innymi: Stan Lee (twórca imperium Marvel Comics), Robert Kirkman („Żywe trupy”), Frank Miller („Sin City”), Todd McFarlane („Spawn”), Matt Groening („The Simpsons”), Joss Whedon („The Avengers”) czy Guillermo del Toro („Labirynt fauna”), stanowią punkt wyjścia dla wieloaspektowego spojrzenia na kulturę geeków, ale także moderują opowieść o zwyczajnych jednostkach tworzących niezwykłą, szalenie wpływową zbiorowość scementowaną jedyną w swoim rodzaju pasją.

Morgan Spurlock przypomina za pomocą swoich zaangażowanych, posiadających wyraźne autorskie piętno produkcji o niewygodnych prawdach czy zapominanych „oczywistościach”. I niezmiennie pozostaje bacznym obserwatorem (już nie tylko) amerykańskiego stylu życia, czego dobrym przykładem jest jego najnowszy projekt, szumnie zatytułowany „Męskość” (2012), stawiający niełatwe pytanie o status samczej tożsamości wobec takich zjawisk, jak metroseksualizm czy szeroko zakrojona depilacja. Wszystko wskazuje na to, że czas dokumentalnych rekolekcji jeszcze się nie skończył.