Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (216) / 2012

Maciej Duda,

OJCOWI(Z)NA

A A A
Figura ojca jest nieodzownie związana z tożsamością dzieci. W kulturze patriarchalnej to ojciec określa ich społeczną pozycję. Pytanie o ojca jest zatem pytaniem o nas samych, o naszą kondycję. „Kim jeszcze był poza tym, że był lekarzem?” (s. 178) – pyta narrator najnowszego polskiego przekładu prozy Jergovicia - „Ojca” - niedzielnego eseju, jak określa go sam autor. Mówi o nim „niedzielny” jakby chciał umniejszyć jego wagę, bo o czym myśli się w okolicach niedzielnego przed- lub popołudnia? O rzeczach trywialnych albo o przyjemnościach. O czymś niezobowiązującym i dającym wytchnienie, to czas zarezerwowany dla nas samych. Trudno jednak w tak błahy sposób potraktować narrację zaczynająca się od słów „Umarł mi ojciec” (s. 5). Narrację utkaną z sieci odniesień do rodzinnych, państwowych, religijnych a dalej kulturowych relacji, które kształtować mają narratorską tożsamość.

Pięć lat temu Czarne wydało „Czarnobylskie truskawki” Vesny Goldsworthy. Książkę, która podobnie jak esej Jergovicia pisana była w obliczu śmierci i odpowiedzieć miała na pytania, kim jestem, skąd jestem, jacy byli moi bałkańscy przodkowie. Pisana przez matkę, która usłyszała medyczny wyrok śmierci, pełnić miała rolę rodzinnej kroniki, albumu, drzewa genealogicznego, które w odpowiedniej chwili do ręki będzie mógł wziąć osierocony syn. Tu podobieństwa obu narracji się kończą. Wcale nie dlatego, że Goldsworthy związana jest z Belgradem a Jergović z Sarajewem i Zagrzebiem. Różnią ich sposoby obrazowania. Autorka „Czarnobylskich truskawek” rozpad Jugosławii przedstawia jako chorobę. Nawiązując do kondycji własnego ciała, które toczy rak, na politycznej mapie, jak na ciele, znajdzie cięcia, ściegi, ślady po pospiesznej amputacji. W ten sposób najbliższy organizm, ten, z którym się dotychczas identyfikowała, stanie się dla niej obcy. Będzie go musiała ponownie poznać i sfunkcjonalizować. Nawet geograficzny dystans zapewni jej tylko pozorne wytchnienie. Z kolei Jergović, pytając o przodków i własne państwo, odwoła się nie do ciała, a do pracy pamięci, do wspomnień o ojcu i dziadkach, do obrazów niekoniecznie ułożonych chronologicznie i linearnie. Świadomie nawiąże do procesów literaturotwórczych, do wykorzystywania metafor kształtujących literacką rzeczywistość. Ponadto Jergović pozostanie w centrum, nie wyjedzie, nie emigruje. Choć kilkakrotnie zawiadomi czytelnika, że mógł podjąć inną decyzję i dziś mieszkać np. w Kanadzie, gdzieś daleko od Bałkanów, co uchroniłoby go od pisania niedzielnego eseju, wiemy, że nie podejmie tego kroku.

Wnikliwy czytelnik zauważy także, że autor unieważni także same przypuszczenia budowane na zasadzie „co by było, gdyby”. Kilkakrotne przywołanie Kanady przypomni bowiem ścieżkę i prozę Davida Albhariego, który z w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku z Sarajewa wyemigrował właśnie do Kanady. Jego późniejsze powieści doskonale zaprzeczają hipotezie Jergovicia (możliwości bycia gdzie indziej, poza) i Jergović od początku doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Albahari, mimo, a może właśnie poprzez emigrację, tak jak Goldsworthy, wciąż pochyla się nad losami swoich przodków, tyle że śledzi ich przeszłość w linii po kądzieli, nie po mieczu, jak robi to Jergović.

W oczach polskich czytelników Jergović nie był ostatecznie narodowo zaklasyfikowany. Do tej pory w Polsce przedstawiany był jako pisarz chorwacki, chorwacko-bośniacki lub bośniacko-chorwacki, a zbiór jego tłumaczeń obejmuje cztery powieści i wiele opowiadań publikowanych na łamach prasy literackiej. W przypadku polskiej recepcji Jergović znacznie częściej przedstawiany był jako pisarz wybitny, doceniony wieloma nagrodami i tłumaczony na wiele języków. Jego wielowarstwowa tożsamość, w której przenikają się bośniackość i chorwackość, z czasem została jednak unieważniona przez tzw. blurb umieszczony na okładce „Ruty Tannenbaum”, wedle którego Jergović jest po prostu pisarzem chorwackim urodzonym w Sarajewie. „Ojciec” może potwierdzać ostatnią klasyfikację, choć każdy, kto zagłębi się w losy rodziny Jergoviciów, zobaczy, iż owe narodowe kategorie częstokroć wybierane były w ostateczności, gdy ich brak groził uznaniem za wroga. Trzeba jednak pamiętać, że zgoda na ich potwierdzenie także nie oznaczała bezpieczeństwa i spokoju. W tym względzie ważna pozostaje decyzja samego autora, który oryginał „Ojca” wydał w belgradzkim wydawnictwie, a w samej treści wciąż powraca do zbiorowej odpowiedzialności Chorwatów za ustaszowskie zbrodnie popełnione w czasie istnienia państwa Ante Pavelicia. „Figury” babci – żarliwej katoliczki, czy ciotki popierającej działania ustaszów obrazują to, z czym mają a raczej muszą zmierzyć się wszyscy Chorwaci. Zapytać należy także o to, dlaczego Jergović pisze o figurach, o postaciach, a nie o osobach? „Umarł i nie mogę się o nim dowiedzieć niczego więcej niż to, co powstaje z literackiej wyobraźni” (s. 131) napisze autor „Ruty Tannenbaum”, „[l]iteratura to umiejętność organizowania ciągu metafor i przekształcania przeszłości w nową rzeczywistość” – doda gdzie indziej. W ten sposób pokawałkowana, fragmentaryczna, odpowiadająca zapamiętanym scenom struktura „Ojca”, przez wielu krytyków określana jako nietypowa dla Jergovicia, przywodzi na myśl idee, jakie autor zawarł w pogłowiu do „Ruty Tannenbaum” – powieści reprezentującej w najnowszej literaturze chorwackiej nurt nowohistoryczny. Nurt ów opierać ma się na przedstawieniu historycznych wydarzeń na kanwie rodzinnej opowieści, jaką (od)budować można, przeglądając rodzinne archiwa. Jej celem jest zarysowanie mikrohistorii i mikrotożsamości, które choć nie kształtowały wydarzeń dziejowych, to zostawały od nich zależne. Ten nowohistoryczny nurt pozbawiony ma być wymiaru ideologicznego i politycznego. Tak właśnie odczytać można „Ojca”. Z jednej strony intymne i gorzkie świadectwo braku relacji z ojcem oraz rodziną, z drugiej zaś stale obecna historia i fakty o wymiarze państwowym, religijnym, kulturowym. Pomiędzy kryje się sam Jergović, który wciąż przypomina nam o tym, że to co przed nami roztacza, z jednej strony jest rzeczywiste przede wszystkim literacko, z drugiej zaś wciąż określa i ustanawia nawet najbardziej spokojne niedzielne przedpołudnie, które autor zwykł spędzać przy kawiarnianym stoliku, popijając kawę i czytając gazety. „Ojciec” nie jest niedzielną lekturą. Nie czaruje jak „Srda śpiewa w zielone świątki” czy „Ruta Tannenbaum”. Przesiąknięty jest lękami kolejnych bohaterów. Jeśli rozpatrywać jego nastrój, ustawić należy go raczej po stronie przesiąkniętych goryczą narracji składających się na samochodowy cykl Jergovicia – m.in. „Freelandera” i „Buicka Rivery”.

Każdy z nas wie, jak to jest z ojcami, należy ich kochać, mierzyć się z nimi, a czasem nawet ich zabić. I właściwie o tym mówi nam Jergović, bo ojciec, nawet jeśli nieobecny, wciąż określać będzie naszą tożsamość.
Miljenko Jergović: „Ojciec”. Przeł. Magdalena Petryńska. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2012 [seria: Sulina].