Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (216) / 2012

Marek Doskocz, Magdalena Banaszkiewicz,

WARUNKI SPOTKANIA

A A A
Marek Doskocz: Stereotyp turysty to Azjata z kamerą biegający po Luwrze od eksponatu do eksponatu. Czy jest możliwy dialog międzykulturowy, jeśli tak postrzegamy turystykę?

Magdalena Banaszkiewicz: Myślę, że jeszcze bardziej rozpowszechniony wizerunek turysty to grubas sączący drinka „z palemką” w hotelu 5*. Ale jak wiadomo, w każdej legendzie tkwi ziarnko prawdy. Biorąc pod uwagę statystyki, które mówią nam, że już wkrótce liczba osób podróżujących po świecie w danym roku przekroczy miliard, mamy do czynienia z najbardziej chyba masowym zjawiskiem w „globalnej wiosce”. Dlatego liczba stereotypów zwiększa się wprost proporcjonalnie do liczby samych turystów. I dla grubasa, i dla Azjaty znajdzie się miejsce w turystycznym hipermarkecie. Czy jednak tylko oni podróżują? Tak naprawdę dzisiejsza turystyka jest fenomenem znakomitej szansy na spotkanie z Innym, reprezentantem obcej, często niedocenionej kultury. Oczywiście, nie każdy typ podróżowania sprzyja takiemu kontaktowi, ale coraz więcej turystów szuka autentyczności spotkania, przedkładając ją nad luksusy czy kolekcjonowanie kolejnych atrakcji. Samo pojęcie „dialogu międzykulturowego” jest dosyć złożone. Często stosowane jako „hasło-wytrych”, pojawia się w wielu wypowiedziach całkowicie bezrefleksyjnie i bezzasadnie. Dlatego, na wstępie naszej rozmowy, uznajmy, że turystyka stanowi przestrzeń kontaktu, który, przy spełnieniu odpowiednich warunków, może przekształcić się w prawdziwe spotkanie osób i kultur w dialogu.

M.D.: Jakie to są warunki?

M.B.: Przede wszystkim, musi to być spotkanie osobiste, twarzą w twarz. Dialog zza szyb autokaru nie jest możliwy. Jak mówił Kapuściński, dialog „wymaga poważnego wysiłku, cierpliwej tolerancji, woli zrozumienia i porozumienia jego uczestników. Świadomość tego, że rozmawiając z Innym, obcuję z kimś, kto w tym samym czasie widzi świat odmiennie niż ja i inaczej go rozumie, jest ważna w tworzeniu atmosfery pozytywnego dialogu”. Dialogu można się też uczyć, rozwijając w sobie kompetencje międzykulturowe, czyli pewne umiejętności, wiedzę i postawy, które sprawiają, że przestajemy patrzeć na świat wyłącznie „z miejsca, na którym siedzimy”. Bycie w dialogu to nade wszystko gotowość otwarcia na Drugiego w jego inności. Nie każdy kontakt z przedstawicielem innej kultury odbywa się w atmosferze takiego otwarcia.

M.D.: Jak ma się sprawa z kompetencjami kulturowymi? Jaka postawa dominuje obecnie wśród turystów?

M.B.: Polscy turyści wciąż jeszcze przeżywają fascynację turystyką określaną w profesjonalnym żargonie jako „hard”: wolą ustandaryzowane usługi, nie dążą do intensywnego kontaktu z ludnością miejscową, jednym słowem – raczej ilość niż jakość. W krajach, gdzie turystyka masowa jest dobrem konsumpcyjnym znanym od dekad, coraz więcej turystów zalicza się do typu „soft” – usługi im proponowane są specjalnie sprofilowane, większy nacisk kładzie się na poznanie, zagłębienie w kulturze niż zaliczanie kolejnych miejsc. Oczywiście, to w tym drugim przypadku możemy mówić o znacznym rozwoju kompetencji kulturowych. Sądzę jednak, może zbyt optymistycznie, że pewne zjawiska są kwestią czasu i im większa liczba kontaktów kulturowych, tym większa szansa na rozwój kompetencji.

M.D.: Czym się różni „turysta” od „turysty kulturowego”?

M.B.: Niektórzy odpowiedzieliby: niczym. Każdy turysta jest w jakiś sposób kulturowy, będąc reprezentantem własnej, rodzimej kultury, spotykając przedstawicieli innych kultur. Zazwyczaj, do celów analitycznych, stosujemy to określenie dla turystów, dla których główną motywacją jest chęć uczestniczenia w kulturze, poznania jej (a nie rekreacja, jak wspomniane już leżenie na plaży). A więc w ramach tzw. turystyki kulturowej możemy wyróżnić choćby turystykę miejską, turystykę literacką, turystykę kulinarną, turystykę etniczną, itd.

M.D.: Badania nad turystyką to nowa dyscyplina naukowa. Pomijając dyskurs akademicki, jaki ma wpływ na turystykę?

M.B.: Badania turystyki są o tyle szczególną dyscypliną, że korzystają z dorobku innych dziedzin, czerpiąc głównie z nauk humanistycznych i społecznych. Jednocześnie dyscyplina ta stanowi odpowiedź na zjawisko turystyki masowej, która pojawia się około połowy XIX wieku i gwałtowny rozwój przeżywa od lat 50. ubiegłego stulecia. Próba krytycznej refleksji, opisu fenomenu musi być zawsze ugruntowana w badaniach empirycznych. Dzięki połączeniu wiedzy teoretycznej, dobrego warsztatu metodologicznego i szerokości spojrzenia badacz może okazać się świetnym partnerem dla osób zaangażowanych w „przemysł turystyczny”: władz lokalnych, specjalistów od marketingu, twórców nowych atrakcji turystycznych. Jednym z przykładów, które w tej chwili przychodzą mi na myśl, jest współpraca środowiska naukowców z Poznania i Gniezna, samorządów i przedstawicieli instytucji prywatnych nad stworzeniem Szlaku Piastowskiego. Dzięki badaniom dość dużej grupy specjalistów, chęciom władz lokalnych i zainteresowaniu sektora usług turystycznych na naszych oczach powstaje nowocześnie zarządzana atrakcja turystyczna, która posiada wielkie walory edukacyjne.

M.D.: W swojej książce skupiłaś się na badaniu grup Polaków wyjeżdżających turystycznie do Rosji. Dlaczego akurat ta grupa turystów?

M.B.: Najprostsza odpowiedź brzmi: bo akurat z nimi miałam okazję pracować jako pilot wycieczek. A mówiąc poważnie. Rosja w świadomości statystycznego Polaka jawi się, mówiąc eufemistycznie, w nienajlepszych barwach. Uznałam, że taki wyjazd turystyczny to znakomita okazja do rewizji lub utwierdzenia się w swoich poglądach. Nietrudno „dialogizować” z ludźmi, kulturami nie wywołującymi szczególnych emocji. Wybrałam więc prawdziwy poligon do weryfikacji, czym jest dialog w przestrzeni tak mocno obciążonej kontekstami historycznymi i kulturowymi.

M.D.: I jak się zarysowuje obraz tego dialogu między Polakami a Rosjanami?

M.B.: Jest to dialog trudny. Przede wszystkim z powodu uwikłań historycznych i politycznych. Przeszłości nie da się wykreślić, ale ważna jest interpretacja historii. Niestety, zarówno w Polsce, jak i w Rosji brakuje wzajemnego otwarcia w tych sprawach, a to bardzo mocno przekłada się na relacje pomiędzy zwykłymi obywatelami. Druga sprawa to rozróżnienie na Rosję i Rosjan. To bardzo ciekawe, że o ile jesteśmy gotowi przyznać, że lubimy Rosjan, Rosji jako kraju zazwyczaj nie tolerujemy. Wyjazdy turystyczne sprawiają, że zaczynamy traktować mieszkańców Rosji jak ludzi takich samych jak my sami (a często z jeszcze większymi problemami). Okazuje się, że obrazy medialne to tylko jedna z wersji tego, kim są Rosjanie, którzy na ogół zyskują w kontakcie interpersonalnym.

M.D.: Polak turysta to…?

M.B.: Osoba złakniona wrażeń. Raczej kolekcjoner, ale coraz częściej świadomy podejmowanych decyzji klient supermarketu kultury.

M.D.: Dziękuję za rozmowę.

M.B.: Dziękuję.