Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (217) / 2013

Natalia Kaniak,

UPIORY GAUDIEGO

A A A
W małym francuskim miasteczku wybucha tajemnicza epidemia, przemieniająca przypadkowe osoby w kamienne słupy. Rozwiązania tej zagadki podejmuje się dwójka prawych obywateli, inspektor Reflet i profesor Visser. Tak pokrótce prezentuje się fabuła „NeST”, najnowszego komiksu Marka Turka. Jak przyznaje śląski twórca, powstający przez niespełna dekadę album łączy w sobie elementy autorskiego pomysłu oraz zbiór licznych inspiracji, rozciągających się od światowej klasy mistrzów komiksu do architektonicznych projektów Antoniego Gaudiego. To właśnie architektura ludzkiego umysłu stanowi w opowieści Turka największą zagadkę, z którą twórca stara się zmierzyć, rysując jej ciemne zakamarki i kryjące się w nich potwory. Chociaż w „NeST” jest zbyt wiele tarć niepozwalających uznać komiksu za wystarczająco dobry, warto wspomnieć o jego (mimo wszystko) przeważających zaletach.

Przede wszystkim kreska. Przestylizowane postaci-charaktery można podzielić na trzy grupy. Pierwszą z nich tworzą najważniejsze dla całej historii osoby. To indywidualiści, począwszy od ich fizjonomii i strojów, kończąc na osobliwym stylu prowadzenia przez nich rozmów. Drugą grupę stanowią postaci dalszego planu o stypizowanych rysach twarzy, które wyróżniają jedynie wyraziste rekwizyty, takie jak kanciaste oprawki okularów, stetoskop czy policyjny mundur. Trzeci typ bohaterów reprezentują zarażeni obywatele, uwięzieni w lapidarium mieszczącym się w jednym z policyjnych składów. To magazyn pełen granitowych manekinów, z których każdy jest podobny do drugiego, niezależnie od tego, czy wcześniej był mężczyzną, kobietą, dorosłym czy dzieckiem. Kamienne posągi, ofiary panującej w nieznanym mieście zarazy, są jednakowo stojącymi na baczność słupami bez ust i oczu. Wszystkie przedstawione w komiksie postaci są pewnymi konstruktami, niefunkcjonującymi poza daną sytuacją. Wydaje się to konsekwentnie wprowadzoną przez autora konwencją, która – wobec tak niedługiej formy, jaką jest „NeST” – wydaje się trafionym pomysłem.

Drugą ważną zaletą komiksu jest pozornie klasyczne kadrowanie, które w trakcie opowieści zostaje kilkakrotnie porzucone na rzecz całkowitego i dosłownego „wyłamywania się” z formy. Postaci przechodzą swobodnie z jednego kadru w drugi, tworząc pełnostronicową mozaikę lub kilkuplanszowe rozwinięcie jednego graficznego motywu. W „NeST” odnajdziemy także narracyjne zabiegi rodem z kina noir oraz filmów Alfreda Hitchcocka. Sekwencje, w których inspektor Reflet wkracza do umysłu zbrodniarza, budzą skojarzenia z „Zawrotem głowy” (1958), z kolei przeniesienie miejsca akcji z gabinetu profesora Vissera do szpitala przypomina montaż rodem z klasycznego Hollywoodu. Strona wizualna, właśnie za sprawą owych powiązań z X muzą, wywołuje w czytelniku mnóstwo dźwiękowych konotacji. Kontrastowe, wypełnione w całości czernią lub bielą kadry – podobnie jak najwybitniejsze malarstwo – niosą ze sobą również ładunek akustyczny.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy wady komiksu spowodowane są przez rozległy czas powstawania dzieła, czy może przez nie do końca opanowaną umiejętność budowania historii. Marek Turek doskonale radzi sobie z opowiadaniem obrazem, dlatego niezrozumiałym zabiegiem jest wprowadzenie dialogów w miejscach, w których są one całkowicie zbędne. Trzeba również przyznać, że sposób, w jaki zostały one poprowadzone, daleki jest od doskonałości. W większości sytuacji stawiają one czytelnika w niekomfortowej pozycji odbiorcy, któremu zostało wytłumaczone coś dwukrotnie, nie pozostawiając mu pola do własnej interpretacji. Największe wrażenie robią sceny, w których z ust bohaterów nie pada ani jedno słowo. Są one równie jasne i bogate w znaczenia, a wystarczającą podpowiedź (i jednocześnie wyzwanie) stanowią nazwy rozdziałów: lapidarium, delirium, draco, templum, regulus, hostia i coda.

Kwestie bohaterów brzmią niczym komendy niezbędne do dalszego „pociągnięcia” fabuły. Co gorsza, zwracają one uwagę na rozwój historii, która przypomina miejscami bardzo tandetnie skrojoną intrygę (co nie byłoby wcale naganne, bo przecież fabuła nie musi być istotnym elementem jakiejkolwiek sztuki). Niestety, przez próbę wywindowania jej na poziom równy plastyce komiksu staje się ona zwyczajnie kaleka. Nagłe zakończenie, brak psychologizmu i jednowymiarowość postaci to cechy, które nie powinny w „NeST” zaistnieć. Z drugiej strony jednak opisy, sugestywnie wyróżnione czcionką przypominającą pismo maszynowe, budzą jednoznaczne skojarzenia z archiwami. Może więc prosta fabuła i rozbuchana strona wizualna są oryginalnym pomysłem autora, który narratorem opowieści uczynił archiwistę dysponującego jedynie strzępkami informacji oraz wybujałą wyobraźnią?

Niezaprzeczalną zaletą najnowszego komiksu Marka Turka jest oryginalna strona wizualna, która intryguje czytelnika już od samej okładki. Postać na niej widoczna jest niewątpliwie istotną podpowiedzią interpretacyjną, zachowującą równocześnie aurę tajemnicy charakterystyczną dla całego albumu. Jeśli zatem sięgać po „NeST”, to przede wszystkim ze względu na czekającą odbiorcę ucztę dla oczu.
Marek Turek: „NeST”. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2012.