Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (217) / 2013

Magdalena Piotrowska-Grot,

CZAS zGODY

A A A
Szukając wspólnego mianownika dla bardzo zróżnicowanych pod względem problematyki, formy i stylistyki wierszy Krzysztofa Siwczyka zamieszczonych w tomie „Gody”, odbiorca trafia na kilka wskazówek. Nie są to konkretne przesłania czy rozbudowane konfesje, a raczej krótkie przebłyski zatopione głęboko, tak głęboko, że stają się niemal niewidoczne w poetyckim świecie nowego tomu gliwickiego twórcy.

Śmietnisko świata/śmietnik historii

„Ślubny korpus, manekin na wietrze, / w kompoście jak strażnik tranzytu czeka okazja, / pieta na ugorze, niewczesna dekapitacja / grządki pod truchła, światła oczu głodnych kotów.

Nic do zrobienia, jawią się kojarzenia i / nagły blask rzeczy, sens momentalny, / gdy działa wspólnota bezużytecznych istot, / rzewnych biografii w zarzewiu marności.” („Nic do zrobienia”).

Nastrój tych w przeważającej liczbie niepokojących utworów zbudowany jest na wizji ponowoczesności jako kłębowiska i śmietniska. Fragmentaryczny świat – złożony niemal z samych odpadów – pozbawiony jest centrum, całości, zespolenia. Z tekstów Siwczyka wyłania się obraz ludzi i przedmiotów samotnie dryfujących w ziemskiej przestrzeni, poczucie braku wyjątkowości pojedynczych zdarzeń – „Historia jakich wiele, zasłyszane gdzieś plany, / które można powziąć w każdym momencie (…)” (Głosy) – bez bliskich relacji, bez wspólnych celów, bez sentymentów.

Część odbiorców zapewne nie zgodziłaby się z tą opinią, gdyż na pierwszy rzut oka świat przedstawiony nie wydaje się pozbawiony związków międzyludzkich i towarzyszących im emocji. Jednak prawdziwość tej sfery, jak i sens wszelkich starań czy dociekań, zostają zanegowane, nie tylko poprzez wspominany już proces rozkładu, ale też wyraźną fantomowość i iluzoryczność świata, demaskowaną przez podmiot liryczny. Dokonuje się to głównie w warstwie językowej tekstów, w których jednymi z najczęściej występujących słów są: nic/niczego i niby – nie ma niczego do zrobienia, do powiedzenia, nikt nie czeka, nic nie pozostaje w pamięci, wszystko ulega zanegowaniu i rozmyciu, traci sens.

Iluzoryczność świata odkrywana jest przez podmiot w wierszach Siwczyka niemal na każdym kroku, a tym, co pozostaje po rozwianiu złudzenia, jest rozkład, śmietnisko, wdzierająca się we wszelkie nadzieje i starania nicość. Pustka – jako przestrzeń ludzkiego bytowania – przedstawiona jest także metaforycznie w obrazach bezkresnego morza czy pustyni. Co ciekawe, wiele tu nawiązań do świata natury, przeciwstawianego sztucznemu światu cywilizacji. Jednak owa natura nie jest tętniącym życiem, rozwijającym się, sielankowym światem przyrody; to raczej zimna, pusta, kamienista przestrzeń martwej natury, przeważającej otaczającą człowieka iluzję swoją prawdziwością i trwałością. Stanowi jedyny element, który przetrwał i nie został jeszcze pozbawiony racji istnienia.

Życie podtrzymywane

Ów fałsz świata i widmowość szczęścia objawiają się bodajże najmocniej w swoistym sztucznym podtrzymywaniu życia. Lęk przed porażką, niechęć do powrotu do stanu pierwotnego, swoiste umasowienie „stanu szczęśliwości”, niepopularność prawdziwego oblicza cierpienia – wszystko to sprawia, że łatwiej naśladować medialne stany niż skupiać się na fenomenie pojedynczego zdarzenia. Wszystko to jednak w rezultacie prowadzi do upadku. „(…) Ile można żyć, na miłość boską, skoro gnida uzdrawia jak leci. / Wszystko i wszystkich, nawet to, co zgłasza się do pieca, dzieci, / tych, którzy pragną wyjść a nie wejść, komplet / ogrodowych krasnali, protopacynę, a nawet pozostałych / Beatlesów? Jezus, Maria, Szarik – uzdrowienie w czerwcu. / Kto martwy, niech waruje, kto może, niech jeszcze umiera” („Megamesjasz”) W tych i im podobnych wyliczeniach widać w poezji Siwczyka emocjonalną, choć nie bardzo udramatyzowaną, tęsknotę za stanem pierwotnym, za bezwstydnym patrzeniem w oczy prawdy, również tej niewygodnej prawdy ludzkiego losu i ciała. Wszystko się niby udaje, każdemu się niby powodzi, we wspominkach gazetowych – po fakcie – życie każdego podsumowane jest jako udane. Za zgodą nas samych, większości, dla wygody i ładnego designu świat przyjmuje codziennie taką właśnie porcję bzdur, znów udając, iż taki jest stan faktyczny – o ile świat odróżnia jeszcze fakty od stwarzanych przez kulturę hologramów. Kondycję człowieka zatopionego w tym poetyckim świecie najlepiej obrazuje stan hipnozy, bez momentów przebudzeń, bez kontaktu z realnym; pełna symulacja, która nie jest jednak w stanie doprowadzić nikogo do tej upragnionej pełni szczęścia. Wiersze te oczywiście nie są pozbawione gorzkiej ironii i swoistego, świadomego zapewne, wyolbrzymienia, jest to jednak pewnego rodzaju dodany na marginesie kolejny komentarz do stanu ponowoczesnej kultury, również ulegającej hiperbolizacji, zapętleniu, głównie we własnej rezygnacji.

Zgoda na nicość

Jak już zostało wcześniej zaznaczone, nowe wiersze Siwczyka eksplorują metaforę nicości – wielowarstwową i opanowującą niemal wszystkie aspekty ludzkiego trwania. Począwszy od wiary, po której zdały się przetrwać jedynie puste symbole i rytuały, niebędące już wyjątkowymi, a codziennymi, pozbawionymi treści czynnościami („Kaplica jak nic”; „Transmisje”), skończywszy na uczuciach i więziach międzyludzkich („gdy nikt nie czeka”; „Powieść w odcinku”). Wyraźnie porażona zostaje nią także sfera intelektualna, wyjałowiona i bezwolna wobec pustki rzeczywistości.

Taka diagnoza społeczeństwa, obraz świata fałszywego, sparaliżowanego nijakością i pustką, nie jest najlepszym znakiem dla obecnej sytuacji kultury. Marność, odmienna jednak od barokowych motywów braku znaczenia doczesności wobec wieczności, nie jest przeciwstawiona żadnej alternatywie, nie ma rozwiązań, nie pada tu właściwie pytanie o potrzebne rozwiązanie. Dramat człowieka opisany w tomie nie jest okazją do wytoczenia dział, podmiot poetyckiej dykcji Siwczyka nie staje i nie nawołuje do batalii z opisywanym światem, nie poszukuje źródeł nadziei, innych światów czy obietnic zaświatów. Wręcz przeciwnie, zdaje się być całkowicie pogodzony z tym stanem. „Świt, perseweracja, balkon, dostatek w analitycznej lepiance, // bierzcie i jedzcie, kabel na żetony, okupacja latryny. I tak właśnie / wyobrażam sobie jakieś rozsądne rozwiązanie, pragmatykę // wyrozumiałej mądrości, stadium oczekiwania niczego” („Terytorium”). Nie jest to jednak zgoda wynikająca ze zobojętnienia czy rezygnacji, to raczej przystawanie na stałą obecność nicości, tolerancja wobec tej siły, której nikt właściwie nie jest w stanie stawić czoła, która napływa falowo i ogarnia kolejne aspekty życia. Widoczne nawiązania do twórczości Ryszarda Krynickiego pokazują, że w zmaganiach z nicością podmiot tej poezji czyni bardzo odważny krok, który może być mylony z przegraną w walce. Podlegli nicości to jednak chyba nie po prostu ci, którzy zostali przez nią wciągnięci w mentalną niewolę, choć pewnie czasem jest ona absolutnie obezwładniająca. Człowiek w poetyckim świecie Krzysztofa Siwczyka raczej współistnieje z nieistnieniem, niż mu się w prosty sposób poddaje. Postawa to ani łatwa, ani przyjemna, ale chyba w tak ukazanej perspektywie jedyna, która pozwala przeżyć. Pójście na noże z nicością i fałszem w ponowoczesnym świecie nie przyniosłoby chyba żadnego efektu oprócz wtopienia się w nic, przed którym udaje się chyba jednak uciec omawianej poezji.

„Gody” nie są lekturą niestawiającą oporu, czego można początkowo nie zauważyć, ponieważ w obecnej poetyckiej koniunkturze odznacza się ona dość czytelną, przejrzystą formą. Opisuje codzienność, znane i oswojone przestrzenie. Naszpikowana jest jednak nie tylko grami słownymi i stylistycznymi zabiegami, od których chyba powoli odzwyczajany jest współczesny odbiorca. Dodatkowo operuje licznymi aluzjami – do poezji awangardowej, nowofalowej, a nawet romantycznej – jednak nie po to, by odwzorować schemat, ale by reaktywować i reinterpretować wciąż żywą problematykę w zupełnie niebanalny sposób. Trudno zgodzić się z obrazem świata przedstawionym w najnowszych wierszach Siwczyka, jednak równie trudno postawić wobec tego poglądu silne kontrargumenty. Lepiej jednak, niektórzy zapewne powiedzą wygodniej, się zgodzić, niż stawać po stronie, która może przegrać batalię.
Krzysztof Siwczyk: „Gody”. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury. Poznań 2012.