Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (217) / 2013

Maja Baczyńska, Adam Porębski,

TAK JEST PROŚCIEJ

A A A
Maja Baczyńska: Muzyka. Komponowanie. Jak to się zaczęło?

Adam Porębski: Komponować zacząłem w wieku około 14, 15 lat. Na jednej z lekcji zasad muzyki dostaliśmy zadanie domowe, by napisać kilkutaktowe jednogłosowe melodyjki w różnych skalach. Wydało mi się to na tyle ciekawe i przyjemne, a zarazem proste, że napisałem kilka miniatur fortepianowych. W gimnazjum zetknąłem się również z prof. Krystianem Kiełbem, moim ówczesnym nauczycielem harmonii, który dowiedziawszy się o moich próbach kompozytorskich, zaoferował mi pomoc w nauce kompozycji. Od tamtej pory rozpocząłem regularną naukę kompozycji u prof. Kiełba, którą kontynuuję obecnie w jego klasie na I roku studiów magisterskich wrocławskiej Akademii Muzycznej.

M.B.: Co Pan uważa za swój największy dotychczasowy sukces? Czy jest coś, z czego jest Pan szczególnie dumny?

A.P.: Obiektywną część moich sukcesów można wyczytać z biogramu. Tak naprawdę wiele radości i satysfakcji sprawia mi każdy kolejny krok naprzód, np. nowy, ukończony utwór, czy pomyślnie zagrany koncert. Mam nadzieję, że te największe sukcesy wciąż są jeszcze przede mną.

M.B.: Niedawno otrzymał Pan II nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim Krzysztofa Pendereckiego. Proszę powiedzieć parę słów o swoim utworze i emocjach związanych z tak prestiżowym konkursem.

A.P.: Niezapomnianych wrażeń dostarczyło mi bezpośrednie spotkanie z Maestro Krzysztofem Pendereckim podczas Konkursu. Fakt, iż Mistrz słuchał mojego utworu i pozytywnie go ocenił napawa mnie wielką radością i utwierdza w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. „Stretched for strings” to utwór na orkiestrę smyczkową, gdzie każdy z piętnastu instrumentalistów posiada swoją osobną, indywidualną partię. Tytułowe „rozciąganie” interpretować możemy wielowarstwowo. Może zachodzić np. na poziomie instrumentacyjnym – stosunkowo „cienka” faktura kwartetu smyczkowego stopniowo rozciąga się i zagęszcza aż do osiągnięcia pełnego brzmienia kameralnej orkiestry smyczkowej.

M.B.: Jak się Pan czuje jako laureat poniekąd reprezentujący Wrocław wśród „warszawskiego” podium na ww. konkursie?

A.P.: Myślę, że nagrodzone zostały najciekawsze utwory, a fakt geograficznego rozmieszczenia ośrodków, z których pochodzą kompozytorzy uznać należy za drugorzędny.

M.B.: Jakie inspiracje możemy odnaleźć w Pana twórczości?

A.P.: Trudno stwierdzić, na czym polega inspiracja, gdzie są jej granice. Jest to raczej coś nieuchwytnego, ulotnego, chwilowego. Wszystko to, co przeczytam, zobaczę, poczuję, czy usłyszę znajduje w jakimś stopniu swoje odbicie w mojej muzyce. Odbywa się to dzięki podświadomemu przetwarzaniu całej gamy zewnętrznych i wewnętrznych bodźców, które obecne są w naszym codziennym życiu.

M.B.: A czy w wypadku konkursowego utworu inspirował się Pan również muzyką Krzysztofa Pendereckiego?

A.P.: Przesłuchałem i przestudiowałem wiele utworów Krzysztofa Pendereckiego. Być może istnieje prawdopodobieństwo, że jakaś cząstka muzyki Mistrza jest obecna w moim utworze.

M.B.: Jakie doświadczenie kompozytorskie okazało się dla Pana szczególnie ważne?

A.P.: Każda okazja do wysłuchania własnej muzyki niesie dla kompozytora - szczególnie młodego - naukę, bowiem pozwala na skonfrontowanie zapisu nutowego z realnym brzmieniem utworu. Z oczywistych względów nie są to sytuacje częste, zatem należy doceniać każdą możliwość współpracy z wykonawcami.

M.B.: W jaki sposób pracuje Pan nad swoimi utworami?

A.P.: Wstępnie precyzuję skład wykonawczy i staram się zgłębić specyfikę instrumentów, ich brzmienie, barwę, technikę gry. Równocześnie pracuję nad uporządkowaniem materiału dźwiękowego oraz dokonuję szkiców makroformy, tworzę ogólny rozkład napięć. Mając już w głowie gotowy utwór, nie pozostaje nic innego, jak rozpisać całość, nuta po nucie.

M.B.: Jaką muzykę się dziś promuje, a jaką chciałby Pan pisać i… jakiej sam Pan słucha?

A.P.: Nie będę chyba zbyt oryginalny, jeśli powiem, iż z powodu niskiej świadomości muzycznej społeczeństwa wymogi rynku w pewnym sensie ograniczają się do hołdowania kulturze niskiej. Jesteśmy świadkami masowej produkcji substytutów prawdziwej kultury i sztuki. Na szczęście nie jest to jedyny stan rzeczy, wciąż mamy wielu artystów mających wiele cennego i ważnego do przekazania. Najważniejsze, aby być prawdziwym w tym, co się robi i uczciwym wobec samego siebie. Gdy nasze starania koncentrują się na sławie i popularności to znak, że zboczyliśmy nieco z drogi. Staram się zatem pisać taką muzykę, której wysłuchanie przynosi mi, w tym momencie również jako odbiorcy, satysfakcję. To najprostsza recepta, ale i najtrudniejsza. Chcę żeby muzyka poruszała, budziła emocje, zmuszała do zastanowienia, ale żeby też po prostu sprawiała przyjemność słuchaczowi.

M.B.: Jakie dalsze plany na przyszłość; nad czym Pan teraz pracuje?

A.P.: Mam co najmniej kilka ciekawych pomysłów na nowe utwory, a ich realizacja jest tylko kwestią czasu. Obecnie piszę utwór na skrzypce i perkusję, później może spróbuję napisać coś na chór, może też jakąś formę symfoniczną. Planów i zamierzeń jest dużo - oby tylko była możliwość ich urzeczywistnienia.

M.B.: Życie bez muzyki byłoby…

A.P.: Bezbarwne i szare.

M.B.: Życie z muzyką jest…

A.P.: Na co dzień dużo prostsze.