Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (217) / 2013

Anna Katarzyna Dycha,

EKLEKTYCZNE WYZNANIE ANONIMOWEGO MELANCHOLIKA

A A A
Rock, hip hop, elektronika, funk, a w tekstach wadzenie się z Bogiem. Zespół Lao Che nagrał „Soundtrack” – ścieżkę do filmu, który nigdy nie powstał.

„Soundtrack” miał być ścieżką do filmu, którego scenariusz oparty byłby na tekstach i muzyce Lao Che. Pomysłu nie udało się jednak zrealizować. Może to i lepiej, bo byłoby to dla artystów nie lada wyzwanie. Wyzwaniem jest bowiem już sama muzyczna ścieżka. Pełna stylistycznych wolt, momentami mroczna i niepokojąca, zaskakująca, a jednocześnie uwodząca charakterystycznymi tekstami Spiętego.

Muzycy mają recepturę na każdy utwór. Odrzucili wszelkie sztywne ramy, wszelkie szufladki. Bądźmy eklektyczni! Dobrze się czują w różnych muzycznych gatunkach – hip hopie, przypominającym twórczość grupy Koli, w której muzycy działali jeszcze przed Lao Che („Jestem psem”), rocku („Zombie!” sprawdziłby się też na albumie „Prąd stały/ prąd zmienny”), funku („Już jutro”), czy elektronice („Govindam”).

Dla wielbicieli oryginalnych metafor Spiętego, ten krążek to pozycja obowiązkowa. W tekstach powraca motyw relacji ze Stwórcą. Najdobitniejszym przykładem jest utwór „Dym”. Padają w nim takie ostateczne słowa, jak „Rzuciłem palenie i Kościół też, do pierwszego czasem wracam, do drugiego nie” czy „Nie jestem łatwy w związkach – to jedno, a w tych wyznaniowych, to już na pewno”. Ciekawe jest tutaj zestawienie Boga z papierosami: „Papierosy jak hostię całuje się ustami”, czy „Jesteś jak dymu tuman, włóczę się za Tobą jak skończony tuman”. Duchową tematykę Spięty zgłębia także w „Już jutro”: „Jutro uwierzę, że na wzór swój mnie ulepił, jutro zaufam, że przy robocie tej nie pił” i urocze „Wyznaję – jestem anonimowym melancholikiem”. Wadzenie z Bogiem można wyczuć też w innych numerach. Spięty zdążył już nas przyzwyczaić do słownych zabaw i nieszablonowych przenośni. Nie sposób pomylić jego poetyckie wyznania z inną twórczością. Lider Lao Che niezmiennie znajduje się w czołówce najlepszych polskich tekściarzy.

„Soundtrack” rzeczywiście na początku może wydawać się trudny w odbiorze, ale zyskuje z każdym przesłuchaniem. Hipnotycznie wciąga, atakuje smakowicie skompilowaną eklektyczną mieszanką i światowym brzmieniem (za produkcję odpowiada Eddie Stevens, związany z takimi artystami jak Moloko, czy Roisin Murphy). W długich, często ponad pięciominutowych utworach sporo się dzieje – słychać, że artyści mają nam dużo do zaproponowania. Nie potrzebują filmowych środków. Muzyka i słowo też nieźle działają na wyobraźnię.
Lao Che: "Soundtrack" [Mystic Production, 2012].