Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (218) / 2013

Sara Nowicka,

SMAK ŻYCIA

A A A
Marjane Satrapi od ponad dekady przybliża Zachodowi irańską kulturę, zarówno poprzez komiksy, jak i ich adaptacje, czego przykładem jest wyreżyserowane przez nią w 2007 roku „Persepolis”. Tworzone przez nią pełne humoru i ciepła opowieści o dorastaniu lub babskim plotkowaniu, nazywanym „wywietrzaniem duszy” (komiks „Wyszywanki”), sukcesywnie burzą europejskie stereotypy na temat Bliskiego Wschodu. Tym razem autorka, wraz ze stałym współpracownikiem Vincentem Paronnaudem, zekranizowała swój najbardziej melancholijny komiks, zatytułowany „Kurczak ze śliwkami”, zastępując czarno-białe obrazki galerią niezwykle barwnych kadrów. Historia rozgrywa się w 1958 roku w Teheranie. Doceniany na całym świecie muzyk Nasser-Ali (Mathieu Amalric) w wyniku sprzeczki z żoną (Maria de Medeiros) traci swoje ukochane skrzypce. Gra na każdym z nowo kupionych instrumentów nie sprawia mu już przyjemności, więc bohater kładzie się w swoim łóżku i postanawia umrzeć. Pogrzeb, jak od razu się dowiadujemy, ma miejsce osiem dni po tym postanowieniu. Uwolnieni z obowiązku oczekiwania na nieznany nam finał, zanurzamy się w retrospekcjach i wraz z głównym bohaterem poszukujemy odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego życie straciło dla niego wartość i co naprawdę stanowi sens egzystencji. Chociaż Satrapi rezygnuje z kontekstu autobiograficznego, rodzina nadal stanowi jeden z najważniejszych tematów tej historii. Wszystkie wspomnienia bohatera dotyczą jego relacji z matką, żoną, bratem i dziećmi, których losy w dorosłym życiu także zostają ukazane. Poprzez połączenie wielu pozornie nieważnych epizodów autorka pokazuje, jak wielki wpływ na jednostkę ma rodzina i jak bardzo skomplikowane są te relacje. W świecie przedstawionym bohaterowie kochają najczęściej tych, którzy nie odwzajemniają ich miłości. Świetnie pokazuje to scena modlitwy syna za życie ojca czy wątek małżeńskich kłótni. W rodzinie Nassera-Ali prawie każdy jest samotny i nieszczęśliwy, a przyczyną cierpienia są najczęściej pozornie najbliższe osoby. Satrapi przypomina precyzyjnego psychologa lub antropologa, który pod powierzchnią stosunków międzyludzkich znajduje wciąż nowe znaczenia i konteksty, podkreślając przy tym sieć wzajemnych powiązań. Sytuacje z przeszłości rzutują na teraźniejszość i przyszłość bohaterów. „Kurczak ze śliwkami” byłby niemalże depresyjnym dziełem, gdyby Satrapi nie doprawiła go swym genialnym poczuciem humoru, rozładowującym większość przygnębiających scen. Forma filmu odwraca uwagę od samotności i smutku bohaterów; reżyserka bawi się konwencjami, poszczególne epizody stylizując a to na kino nieme, a to na klasyczny melodramat, amerykański sitcom czy film animowany. Szczególnie ciekawe są sceny fantazji Nassera-Ali, w których bohater, otoczony czarnym tłem, niczym mim odgrywa potencjalne możliwości samobójstwa lub też zatapia się w gigantycznych piersiach ulubionej aktorki. Autorzy tak znakomicie żonglują filmowymi schematami, bawią się wyglądem postaci, scenografii, że naprawdę trudno uwierzyć, iż jest to ich pierwszy „aktorski” film. Wydaje się, że wyobraźnia Satrapi w przestrzeni filmowej jest dużo bogatsza niż na kartach jej komiksów. Twórczyni eksperymentuje z formą, kompozycją kadrów, ustawieniem postaci względem siebie, z czego powstają bardzo ciekawe i miłe dla oka obrazy, dużo bardziej intertekstualne i wielowymiarowe niż w jej wcześniejszych dziełach. Satrapi udało się dokonać znakomitej adaptacji komiksu na język filmu. Autorka ma ogromną świadomość materii, z którą pracuje, i chociaż dzieło jest dość wierne komiksowemu pierwowzorowi, łatwo dostrzec w nim zmiany, bez których obraz filmowy nie byłby tak dobrze przyjmowany. Przede wszystkim historia jest tu bardziej zuniwersalizowana. Irański tar, instrument, na którym gra główny bohater, został zastąpiony bardziej rozpoznawalnymi skrzypcami. Oczywiście, nie wszystkie irańskie akcenty usunięto; pojawiają się na przykład: Azrael, anioł śmierci czy tradycyjne przesądy związane z modlitwą za umierających bliskich. Sama autorka w świecie przedstawionym zostaje zastąpiona męskim narratorem, który nadaje opowieści bardziej bajkową formę, a we wstępie odwołuje się nawet do pierwszych słów perskich baśni. Jedyną zmianą działającą na niekorzyść przekazu filmowego jest spłycenie historii o tytułowym kurczaku ze śliwkami. W filmie jest to po prostu ulubione danie Nassera-Ali, które przygotowuje mu skora do pojednania żona, a którego on nie chce zjeść. Jest to zatem kolejny dowód braku komunikacji i miłości w obrębie tego małżeństwa. W komiksie kurczak ze śliwkami pojawia się razem z fantazją o biuście Sophii Loren, następującą po rozmowie z bratem. Te dwie rzeczy przypomniały bohaterowi, czym jest rozkosz, odsunęły od niego na jedną noc gorycz życia. Następnego dnia, gdy okazuje się, że żona przygotowała mu na kolację kurczaka ze śliwkami, przez chwilę na nowo rodzi się w nim chęć życia, oddania się przyjemności. Tym większe jest jego rozczarowanie, gdy okazuje się, że posiłek mu nie smakuje i że nie jest w stanie go przełknąć. Opowieść zawarta w komiksie budzi oczywiste skojarzenia ze „Smakiem wiśni” Abbasa Kiarostamiego (notabene, akcja tego filmu również rozgrywa się w Teheranie), gdzie przyjemność płynąca z kosztowania tytułowego owocu odsunęła od bohatera chęć popełnienia samobójstwa. Dla Nassera-Ali kurczak ze śliwkami także mógł być czymś, co oddali od niego pragnienie śmierci. Tym, co może przeszkadzać podczas seansu, jest nierówne tempo filmu. Historia składa się z różnorodnych epizodów, dygresji, które w komiksie były naturalne i akceptowalne, natomiast w ekranizacji sprawiają wrażenie chaotycznych i nieprzystających do siebie. O ile każdy fragment osobno stanowi doskonale wyważoną całość, o tyle razem nie do końca do siebie one pasują, połączone powodują uczucie znużenia bądź zniecierpliwienia. Satrapi stworzyła swój najnowszy film chyba ze zbyt wielu składników, kolorów, form, konwencji, których główny nurt historii nie jest w stanie połączyć podtrzymującą napięcie akcją. W efekcie dramat rodzinny splata się z następującymi co chwila wizualnymi atrakcjami, a każda z otwierających się przed nami szkatułek przedstawia zupełnie inny, fascynujący i magiczny świat, co może powodować wrażenie przesytu i braku spójności. „Kurczak ze śliwkami” przypomina rosyjską matrioszkę: na początku widzimy zewnętrzną warstwę problemu irańskiego skrzypka; obserwując kolejne płaszczyzny, poznajemy nowe konteksty, aż w końcu dochodzimy do sedna melodramatu. Film broni się nowoczesną konstrukcją, plastycznie doskonałymi segmentami i galerią naprawdę ciekawych postaci. Największą zaletą tej produkcji są aktorzy: Isabella Rossellini, Maria de Medeiros, Mathieu Amalric czy Chiara Mastroianni, która zagrała według mnie najciekawszą i niestety najmniej wyeksploatowaną rolę. Wszyscy oni podołali bardzo trudnemu zadaniu: zagrali bardzo przerysowane, momentami groteskowe postaci, nie pozbawiając ich emocjonalnej szczerości i prawdziwości, tak, że widz jest w stanie współczuć każdemu z bohaterów. Satrapi udało się zaserwować całkiem smaczne danie, w którym poziomy słodyczy obrazu i goryczy życia zostały idealnie wyważone. Niestety dzieło to ma dużo intensywniejszy aromat w dodatkach niż w trzonie potrawy i może powodować uczucie przejedzenia.
„Kurczak ze śliwkami” („Poulet aux prunes”). Scenariusz i reżyseria: Marjane Satrapi, Vincent Paronnaud. Obsada: Maria de Medeiros, Mathieu Amalric, Isabella Rossellini, Chiara Mastroianni. Gatunek: dramat. Produkcja: Belgia / Francja / Niemcy 2011, 93 min.