Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (218) / 2013

Justyna Hanna Budzik,

TWORZYĆ, INSPIROWAĆ, BYĆ KOBIETĄ. „UCZTA BOGIŃ” MARII POPRZĘCKIEJ

A A A
Eseje Marii Poprzęckiej, pierwszej damy polskiej historii sztuki, czyta się z zapartym tchem, jak najlepsze powieści. Wybitna badaczka posiada niebywały talent pisarski, dzięki czemu potrafi jak nikt popularyzować wiedzę na tematy związane z historią i teorią sztuki. W kręgu zainteresowań prof. Poprzęckiej leżą między innymi zagadnienia malarstwa historycznego i akademickiego, sztuka polska, dyskurs teoretyczny i aksjologiczny oraz najnowsze zjawiska artystyczne. Dotychczasowe publikacje autorki przybliżały czytelnikom skarby polskich zbiorów, teksty artystów o sztuce, zmiany w mechanizmie postrzegania i odbioru dzieł sztuki. Najnowsza książka badaczki zaprasza czytelników na zmysłową i intelektualną ucztę do stołu, przy którym autorka podejmuje dwanaście kobiet ważnych dla świata sztuki. Poprzęcka przyznaje im status bogiń, a zatem spotkanie z wybranymi postaciami jest przeżyciem wyjątkowym, doświadczeniem, które pozwala na rozszerzenie perspektywy spojrzenia na artystyczne uniwersum.

Inspiracją dla powstania książki „Uczta bogiń. Kobiety, sztuka i życie” była intrygująca instalacja „Dinner Party” autorstwa Judy Chicago, powstająca w latach 1974-1979. Trzy ogromne stoły, przyozdobione ręcznie tworzonymi dekoracjami, miały przywrócić zapomnianym kobietom miejsce w historii świata, przypomnieć ich nazwiska, umiejętności, talenty. Jak zauważa Poprzęcka, „pod wieloma względami «Dinner Party» należy do fazy feminizmu skupionej na odzyskiwaniu kobiecego «zapomnianego dziedzictwa», na kompensacji «nieobecności w historii». Wyrasta z przekonania, że nieznajomość własnej przeszłości pozbawia kobiety tożsamości, a zatem i poczucia wartości” (s. 203). Tytaniczna praca Chicago przypominająca wysiłek archiwistki wydobywającej z cienia sylwetki wielu wspaniałych kobiet, które przysłużyły się różnorodnym dziedzinom nauki i sztuki. Na trzech stołach artystka ustawiła nakrycia dla bohaterek prehistorii i antyku, wieków średnich do reformacji oraz czasów od XVII wieku do współczesności. Spotkanie, które nie byłoby możliwe w rzeczywistości, połączyło w przestrzeni galerii (po raz pierwszy wystawione w San Francisco Museum of Modern Art) wspomnienia o kilkuset kobietach, które czyni obecność „herstory” niezaprzeczalną. Opisując przygotowanie dzieła i jego odbiór wśród publiczności, Poprzęcka zadaje ważne pytanie: „Czy odpowiedzą na «historię bez kobiet» ma być «historia bez mężczyzn»?” (s. 215). Znawczyni sztuki przywołuje wątpliwości wysuwane przez same feministki w obliczu „uczty wykluczonych” Chicago, niemniej podkreśla też siłę wyrazu dzieła, które określa jako „ujęty w poważną i przemyślaną plastyczną formę piękny obraz kobiecych dokonań” (tamże).

Uczta bogiń wybranych przez Poprzęcką jest niezwykle interesującym zbiorem kobiecych portretów nakreślonych nie tylko z perspektywy warsztatu naukowego, lecz także z perspektywy wrażliwej kobiety-odbiorcy, uważnie przyglądającej się zarówno dziełom, jak i historiom życia. Podtytuł książki zresztą bezpośrednio wyraża przewodnią nić konstrukcji poszczególnych esejów, które zwracają uwagę na splot sztuki i życia codziennego w biografiach bohaterek. Dwanaście bogiń opisanych przez autorkę to Elizabeth Siddal, Julia Margaret Cameron, Marie Laurencin, Natalia Gonczarowa, Sonia Delaunay, Nadia Chodasiewicz-Grabowska-Léger, Dora Maaar, Meret Oppenheim, Georgia O’Keeffe, Lee Miller, Louise Bourgeois i Judy Chicago. Wybór ten jest jak najbardziej subiektywny, może wydawać się niezrozumiały, niespójny: obok artystek o światowej sławie, takich jak Lee Miller, Georgia O’Keeffe czy Louise Bourgeois, historyczka sztuki zaprasza do stołu postaci mniej utalentowane, które spełniały się jako muzy (Elizabeth Siddal, towarzyszka życia Dantego Gabriela Rosettiego i modelka prerafaelitów) czy też te, które niekoniecznie czyniły z działalności artystycznej swój zawód, a uprawiały ją raczej jako hobby (pionierka fotografii Julia Margaret Cameron czy znana zaledwie z kilku dzieł Meret Oppenheim).

Nie ma chyba jednak sensu stawiać pytań o kryteria selekcji, jakimi kierowała się Poprzęcka, trzeba za to dać porwać się fascynującej, intrygującej i nierzadko zaskakującej opowieści o niezwykłych kobietach, jaką snuje autorka. Przy uważnej lekturze czytelnik dostrzeże cechy łączące te odległe na pozór bohaterki – „wszystkie, czując siłę swojej płci, świadomie kierowały swoim życiem, nie godziły się na przeciętność, były zdolne do ryzyka, nie poddawały się przeciwnościom losu. No i tworzyły sztukę, choć może z nierównym sukcesem” (s. 9). Sztuka zaś w życiu każdej z nich odegrała istotną rolę, kształtując ich biografie, nadając wydarzeniom rys artystyczny, upiększając lub traumatyzując różne doświadczenia.

Historia kobiet zasiadających do „Uczy bogiń” nie jest w żadnym razie historią kobiet bez mężczyzn – w życiu każdej z bohaterek mężczyźni są obecni, a Poprzęcka równie sugestywnie rysuje słowem portrety mężów, kochanków, towarzyszy życia. Czytelnik poznaje bohaterki w ich codzienności, dowiaduje się o ich domach, rodzinach, pracy, przyjaciołach. I tak wyobrażamy sobie „wiktoriańską damę” Julię Margaret Cameron w otoczeniu gromadki dzieci oraz przy boku męża, prawnika związanego ze strukturami kolonialnymi Wielkiej Brytanii. Od dzieci właśnie czterdziestośmioletnia Julia dostaje w prezencie pierwszy aparat fotograficzny. Robi zdjęcia przez dekadę, ale pozostawia po sobie nowatorskie portrety, intymne, ciekawie technicznie, wyrażające jej przekonania o tradycyjnym porządku patriarchalnego świata. Cameron to postać niezwykle interesująca, niemal nieznana w podręcznikach historii fotografii, która swoją postawą religijnej i oddanej rodzinie damy rzuca wyzwanie w przyszłość, do wyzwolonych i skandalizujących piękności ze świata bohemy.

Nawet znane artystki, których życiorysy przewijają się w książkach o sztuce, opisane przez Poprzęcką wydają się nowo odkrytymi postaciami. Autorka z niesłychaną wnikliwością analizuje charaktery i osobowości swych bohaterek, buduje wiarygodne portrety psychologiczne, pozwala przyjrzeć się kobietom z bliska, jak podczas intymnej rozmowy bliskich osób. Szczególnie tragiczny wydaje się los Dory Maar, która nigdy nie podniosła się psychicznie po rozstaniu z niszczącym Picassem: „Coraz bardziej odsuwała się od ludzi. Zawsze zresztą była trudna, tak w miłości, jak w przyjaźni. Podejrzliwa, nieufna. (…) Malowała pejzaże-prawdziwe «krajobrazy duszy», bliskie abstrakcji, puste, gdzie wśród spopielałych smug farby rozjarza się czasem krwista purpura, niby wspomnienie dawnych namiętności” (s. 126). Ten krótki fragment na temat ostatnich lat życia wybitnej fotografki i malarki dobrze oddaje pisarską metodę Poprzęckiej – na kartach książki nierzadko odbywamy podróż do źródeł najbardziej znaczących dzieł sztuki, odkrywając ich genezę i wyobrażając sobie dany moment z życia artystki. Tak dzieje się też w eseju poświęconym Meret Oppenheim, pięknej Niemki zamieszkałej w Paryżu, we fragmencie opowiadającym powstanie najsłynniejszego dzieła surrealistów – „Śniadania w futrze” (1936): „[Meret]Nosi własnego projektu bransoletkę obciągniętą futrem ocelota. Zachwycony Picasso zauważa, że właściwie wszystko można by pokryć futrem – drzwi, stoły, krzesła … «Nawet tę filiżankę i spodek?» – podchwytuje Meret. Gdy zaś stygnie jej herbata, woła na kelnera: «Garson, proszę trochę więcej futra!»” (s. 132). Autorka „Uczki bogiń” z wyczuciem przytacza momenty komiczne, wychwytując zabawowego ducha życia paryskich i nowojorskich cyganerii. Momentami jednak eseje są do bólu poważne, drażniące, gdyż bezpośrednio oddają trudne doświadczenie bohaterek, jak na przykład późne doświadczenia artystyczne Lee Miller jako reporterki wojennej. O Miller Poprzęcka napisze: „Jej życie było dowodem na to, że w jądro ciemności nie można spoglądać bezkarnie” (s. 177).

Dwanaście bogiń, dwanaście biografii, dwanaście spotkań z fascynującymi kobietami – lektura książki Poprzęckiej to osobiste ucztowanie czytelnika z niezmiernie interesującymi bohaterkami. Dzięki eseistycznemu stylowi autorki możemy poznać nie tylko artystyczne życiorysy wybranych postaci, lecz także zajrzeć przez okno do ich mieszkań i pracowni, posłuchać ich głosu (cytowane listy, wiersze, wypowiedzi). Każda część książki wzbogacona jest ilustracjami: portretem i reprodukcjami ważnych dzieł – niektóre są autorstwa bohaterek, do innych te wpływowe i nierzadko zjawiskowo piękne kobiety pozowały, inspirując kolejnych artystów. „Uczta bogiń” to publikacja pod każdym względem wysmakowana, skierowana do szerokiego grona czytelników. Znawcy sztuki z pewnością będą odtąd oglądać opisane dzieła w odmienny niż dotychczas sposób. Kobiety zobaczą portrety postaci do nich podobnych, odnajdą w rozterkach bohaterek swoje fascynacje, lęki, radości i problemy. Ucztowanie łączy przecież kobiety, sztukę i życie.
Maria Poprzęcka, „Uczta bogiń. Kobiety, sztuka i życie”. Wydawnictwo Agora SA. Warszawa 2012.