Wydanie bieżące

1 lutego 3 (219) / 2013

Mirosław Skrzydło,

REWOLUCJE W STAJNI MARVELA

A A A
Burza, jaka powstała wokół wydania serii „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela”, pokazuje, że grupa rodzimych miłośników sztuki obrazkowej (szczególnie jej amerykańskiego wariantu) wręcz domaga się nowych, regularnych zbiorów. Czy wspomniana propozycja ma szansę zmienić wizerunek tegoż medium w naszym kraju i pozyskać nowych czytelników? Jedno jest pewne – „Astonishing X-Men: Obdarowani” oraz „Iron Man: Extremis”, czyli kolejno drugi i trzeci tom cyklu, wróżą temu przedsięwzięciu jak najlepiej.

Nadeszły ciężkie czasy dla mutantów zebranych wokół charyzmatycznego profesora Xaviera. Założyciel Szkoły Dla Młodych Talentów opuścił mury swej uczelni, piękna Jean Grey zginęła na polu walki (co staje się nieznośną normą w całym uniwersum X-Men), a mocarny Colossus – jak na prawdziwego herosa przystało – poświęcił życie, by ratować współbraci przed śmiertelnym wirusem. Doszło nawet do tego, że przywódca sławetnej grupy, praworządny Cyclops, zwerbował do nauczycielskiego grona zresocjalizowaną Emmę „White Queen” Frost, z którą wiąże go coś więcej niż tylko sprawy zawodowe. Pierwszy tom z nowej linii przygód mutantów zaczyna się od powrotu Kitty Pride, w końcu pogodzonej ze śmiercią ukochanego (wspomnianego wyżej Colossusa). Czy zdolna przenikać przez każdą możliwą materię dziewczyna odnajdzie swojej miejsce w odmienionej drużynie i jak będą wyglądać jej relacje z niegdysiejszą przeciwniczką?

Za warstwę fabularną „Astonishing X-Men: Obdarowani” w pełni odpowiada Joss Whedon, który przez wielu amatorów szeroko pojętej fantastyki (szczególnie zagorzałych fanów telewizyjnego tasiemca „Buffy: Postrach wampirów”) jest uznawany za twórcę doskonałego, artystę o niemal boskich przymiotach. Miłośnicy superbohaterskich wygibasów na dużym ekranie kojarzą go natomiast z blockbusterem „Avengers 3D” (2012). Whedon dokonał czegoś, z czym inni scenarzyści mają nie lada kłopot – zdołał „ujarzmić” popkulturowych herosów i w pełni ukazać ich ludzkie słabości. W omawianym tomie także nie brakuje widowiskowych konfliktów między poszczególnymi X-Menami: Wolverine atakuje Cyclopsa śpiącego u boku Emmy (stawiając mu zarzut porzucenia zmarłej ukochanej), by niedługo potem wdać się w konflikt z Bestią, zaś White Queen i Kitty dosłownie bombardują się uszczypliwościami. Stąd rodzi się wątpliwość, czy kontynuatorzy myśli Profesora X zdołają zjednoczyć się wobec nieznanego przeciwnika i tajemniczego lekarstwa na gen mutacji. Na domiar złego spore zamieszanie wywołuje pewien dawny sprzymierzeniec bohaterów, który (prawem serii) powraca zza grobu.

Album Jossa Whedona oraz Johna Cassadaya to uwertura bólu i agonii straszydeł, desperacko poszukujących leku na deformującą ich ciała chorobę. Maszkary tłumnie ustawiające się przed siedzibą firmy Benetech, która opatentowała serum na mutację, są gotowe uczynić niemalże wszystko, aby zyskać ludzkie oblicze. Wystarczy spojrzeć na niektóre spośród nich (m.in. na muskularnego mężczyznę pozbawionego głowy, którego twarz znajduje się na nagim korpusie, czy kobietę o fizys pokrytej łuskami), aby przejąć się ich nieszczęsnym losem. Whedon w wyraźny sposób nawiązuje do „Dziwolągów” (1932) Toda Browninga oraz „Człowieka słonia” (1980) Davida Lyncha opowiadających o codziennej gehennie „wybryków natury” pozbawionych przez społeczeństwo szans na normalne życie. To właśnie w owej potężnej dawce dramatyzmu tkwi prawdziwa siła opowieści o X-Menach.

Równie świeże spojrzenie na inną kultową postać ze stajni Marvela zaproponował Warren Ellis w albumie „Iron Man: Extremis”. Żelazny Człowiek nigdy nie należał do grona najbarwniejszych superbohaterów. Ot, przystojny, wyrachowany multimiliarder oraz zapatrzony w siebie genialny wynalazca przywdziewający nowoczesną zbroję. Nic dziwnego, że wielu czytelników wolało sięgać po kolejne zeszyty z przygodami młodocianego Spider-Mana czy śledzić losy X-Menów, a sam Stan Lee traktował Iron Mana po macoszemu. Sytuacja uległa diametralnej zmianie dzięki udanej ekranizacji komiksu, a zwłaszcza brawurowej roli Roberta Downeya Juniora. W całym Hollywood chyba tylko Charlie Sheen mógłby z taką łatwością oraz naturalnym urokiem wcielić się w postać egocentrycznego Tony’ego Starka. Amerykański gwiazdor zagrał koncertowo, a umiejętne połączenie efektów specjalnych, wartkiej akcji, szczypty humoru i błyskotliwych ról drugoplanowych wywindowało Iron Mana na sam szczyt listy najpopularniejszych postaci wydawnictwa Marvel. Ale sukces kinowej wersji przygód „metalowego” superbohatera nie byłby w pełni możliwy bez albumu Warrena Ellisa oraz Adiego Granova.

Powstający w latach 2005-2006 „Iron Man: Extremis” sprawnie żongluje motywami z życiorysu naszpikowanego wymyślnymi gadżetami alter ego militarnego potentata. Tony Stark ukazany jest jako wybitny konstruktor o szalonej naturze, który (gdyby tylko istniała taka możliwość) w ogóle nie opuszczałby swej pracowni. Świetnie oddaje to bogaty w detale kadr ukazujący śpiącego krezusa, otoczonego przez masę komputerów, fragmenty zbroi oraz specjalistyczne urządzenia. Nie doświadczymy tam charakterystycznego dla miliarderów zbędnego przepychu, ba, nawet odrobiny luksusu. Wystarczy jedno spojrzenie na pracownię mistrza, aby uznać go za więźnia własnej obsesji. Ów wizerunek dopełnia niewygodny wywiad ze znanym dziennikarzem śledczym sprokurowany przez samego Starka.

Iron Man w ujęciu Warrena Ellisa to opętany przez własny geniusz kontrowersyjny celebryta, prowadzący w imię pokuty nieprzerwaną krucjatę z wszelkimi niesprawiedliwościami społecznymi oraz jarmarcznymi złoczyńcami – choć w tym przypadku jego wrogiem zostaje siejący totalne zniszczenie, zainfekowany przez tytułowy wirus psychopata. Tony otwarcie przyznaje, że sam nie jest do końca pewien, czy i jak zmienia świat. Ma jednak świadomość, że jego sprzedawana na całym świecie broń przynosi nie tylko korzyści, ale również śmierć niewinnych, w tym dzieci. Tragedią bohatera jest to, iż żadne triumfy nad złem nie są w stanie całkowicie zatuszować plam na jego wizerunku. Zawsze znajdą się bowiem ludzie, którzy będą krytykować jego osiągnięcia.

Pod tym względem „Iron Man: Extremis” znacznie góruje nad filmowymi ekranizacjami, nastawionymi głównie na rozrywkę i spektakularne efekty, choć można w nich odnaleźć wiele motywów rodem z omawianego komiksu: niejednoznaczną osobowość Starka, zalążki jego opętańczej pasji czy żmudny proces powstawania ostatecznego wyglądu Żelaznego Człowieka.

Kolejne segmenty „Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela” w nietuzinkowy sposób prezentują znanych i trochę już wyeksploatowanych superherosów. Joss Whedon po raz kolejny udowadnia, że jego pomysłowość praktycznie nie zna granic, a Warren Ellis potwierdza swą wysoką pozycję pośród współczesnych scenarzystów komiksowych. Prezentowane albumy podejmują głos w debacie na temat odrzucenia Innych przez współczesne społeczeństwa oraz moralności sprzedawców broni, otwarcie krytykując wojnę przynoszącą jedynie cierpienia niewinnych ofiar. Te opowieści to coś więcej, niż tylko stereotypowe historie o ludziach obdarzonych potężnymi mocami. To prawdziwe życie, ukazane w pełen maestrii sposób.
Joss Whedon, John Cassaday: „Astonishing X-Men: Obdarowani” („Astonishing X-Men: Gifted”). Tłum. Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Hachette Polska. Warszawa 2012 [seria: „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela”]. Warren Ellis, Adi Granov: „Iron Man: Extremis” („Iron Man: Extremis”). Tłum. Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Hachette Polska. Warszawa 2013 [seria: „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela”].