Wydanie bieżące

1 lutego 3 (219) / 2013

Natalia Kaniak,

KÓŁKO I KRZYŻYK (NA DROGĘ)

A A A
Jak opisać najnowszy komiks Marcina Podolca? Już na skrzydełku okładki wydawca uprzedza, że historia oszołomi czytelnika nie tylko swobodną kreską, ale przede wszystkim feerią kolorów i nietypową narracją. Trudno się z tym nie zgodzić. „Wszystko zajęte” to komiks, do którego chce się, albo nawet należy wracać. Jest to opowieść, która z każdą kolejną lekturą odkrywa przed odbiorcą nowe rozwiązania. Mimo że daleko jej do kryminału, niedopowiedziane wątki przyprawią czytelnika o wątpliwości: kim jest tajemnicza staruszka? Co stało się z ochroniarzem? Gdzie znajduje się las, do którego trafił A. ze swoją dziewczyną?

Jak uprzedza sam autor, „Wszystko zajęte” pełne jest otwartych przestrzeni. Właśnie między pustymi ulicami miasta przemykają bohaterowie komiksu, nie do końca oswojeni z otaczającym ich środowiskiem. A. Fiedorczuk (którego imienia nie poznajemy do samego końca) prowadzi ze swoim bratem, Bartkiem, przedsiębiorstwo pogrzebowe. A. mieszka z siostrą M., w wolnym czasie odwiedzając bezimienną dziewczynę, która zarabia, przyjmując w swoim domu obcych mężczyzn. W życiu A. jest jeszcze starsza kobieta, która całe dnie spędza na dokarmianiu okolicznych zwierząt, w tym madagaskarskiego palczaka z miejskiego zoo oraz pospolite wróble. Równie dziwnymi osobnikami, z jakimi dane będzie czytelnikowi obcować, są tajemniczy kowboj, sfrustrowana wdowa oraz odrażający muzyczny antykwariusz.

Codzienność A. daleka jest od bezproblemowej stabilności. Skomplikowana relacja z dziewczyną oraz nie najlepsze stosunki z rodzeństwem przytępiają jego wrażliwość. Biznes braci Fiedorczuk podupada z dnia na dzień, ponieważ nikt w mieście nie chce umierać (sic!). Remedium na ich finansowe problemy wydaje się skrywać za szklistymi kółeczkami grubych oprawek. Z czasem bracia przyjmują coraz więcej zamówień, ściągają miarę z martwych „klientów”, wkładają ich do trumien ozdobionych chrystusowym znakiem krzyża. Bohaterowie, których tworzy autor, nie są „jednorazowymi” postaciami. W szkicach do powstającego dopiero projektu Marcina Podolca („Truskawkowe pole”) zauważyć można kilka podobnych twarzy. Pełnokrwiste postaci o charakterystycznych rysach to tylko jedna z wielu zalet ostatniego komiksu łódzkiego artysty.

Drugą, równie ważną, widoczną na pierwszy rzut oka zaletą jest lekka, niemal rozpływają się kreska i nadzwyczaj dopracowana kolorystyka. Prym wiodą odcienie różu, które w kontraście z niebiesko-zielonym tłem nabierają melancholijnego i niepokojącego klimatu. Z kolei przestrzeń mieszkania dziewczyny-prostytutki, skąpana w głębokiej czerni i różu, idealnie oddaje atmosferę ostoi, jaką stanowi ona dla głównego bohatera – miejsca, w którym podczas swoich wizyt bezustannie słucha albumu o sugestywnym tytule „For Your Pleasure”.

Jednak tym, co skłania do ponownego sięgnięcia po „Wszystko zajęte”, jest podszyta czarnym humorem i ironią, poplątana fabuła, której otwarte zakończenie pozostawia przyjemne uczucie zaintrygowania. Nietypowe kadrowanie, „wycinające” bohaterów z przestrzeni oraz oparte na grze ze skojarzeniami plansze wprowadzają surrealistyczną atmosferę, która swoje apogeum osiąga w jednej z końcowych scen. Marcin Podolec nie goni za fabułą, pozwala luźno rozwijać się wątkom, jednocześnie trenując czytelnika w odbiorze czysto wizualnym. Nie bez powodu wypowiedzi bohaterów bywają ucięte (np. przez zatrzaskiwane za nimi drzwi) lub niedbale nakreślone, mozolnie wyłaniając się z bazgrołów. Jeżeli polski komiks niezależny ma iść w jakimś określonym kierunku, niech zmierza w stronę nieskrępowanej improwizacji wizualnej, w której scenariusz wcale nie będzie grał głównej roli. Jak przyznaje sam artysta, pomysłów na historię było wiele i gdyby projekt miał powstać później, na pewno opowiadałby o czymś innym. Z pewnością jednak byłby równie spójny i atrakcyjny wizualnie.
Marcin Podolec: „Wszystko zajęte”. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2012.