Wydanie bieżące

1 lutego 3 (219) / 2013

Urszula Pawlicka,

O DSL I INNYCH PRZYJEMNOŚCIACH

A A A
Kiedy spędzamy długie godziny przed komputerem, stajemy się cyklopami z jednookim kursorem, którym to przemierzamy przez kłębiące się chmury tagów. Internetowe wpisy zamieniają się w śnieżną zamieć. Trans. Pikselowe party. Nie ma już tekstu, liczą się tylko spacje. Przerwy. Zawieszenia.

„– Są znaki na niebie / – Tak, prawie same spacje” – ten krótki utwór umieszczony na końcu tomiku Podgórniego oddaje opisany trans, moment (pozornego) „zeskanowania balu”, czas totalnego zawirusowania, a przede wszystkim stan wymagający resetu.

„– Są znaki na niebie / – Tak, prawie same spacje” – paradoksalnie te dwa wersy podsumowują najnowszy zbiór wierszy Podgórniego i wyraźnie wskazują na przesunięcie akcentów dominujących w „nocach i pętlach”. Po czasach fascynacji nowymi technologiami, kiedy podmiot targany był sprzecznymi emocjami, balansował między stanem urzeczenia a niepokoju, nadszedł moment nie tyle oswojenia się z cyfrowymi urządzeniami, ile przeświadczenia o ich naturalizacji w życiu codziennym. Podgórni nie będzie już pisał o tym, jak coś „niewyraźnie trzeszczy”, jak „chwytane” są „silnikowe przynależności” czy jak „gwiżdże elektryczność”, ale w sposób spontaniczny powie o tym, że „czeka na sygnał”, a „Mów znaczy Utwórz”. Własnym „kursorem” z perspektywy technologicznej przedstawia już nie tyle rzeczywistość, ile człowieka – i to jest zasadnicza różnica między „nocami i pętlami” a „Skanowaniem Balu”.

Człowiek, który znaturalizował technologie (mając świadomość, że wszelki opór wobec tego, co nowe, jest bezzasadny i skazany na porażkę), postanawia wykorzystać je do osiągnięcia własnych przyjemności. Podgórni zaprasza na bal hedonistów, którzy korzystają z różnych metod rozrywki, „przesuwają suwak w górę lub w dół” i „klikają” wszystko, co „wlecze się po full-screenie”. W „Skanowaniu Balu” rządzi już nie warstwa wizualna, ale język „podłączony do routera”. Podczas, gdy „noce i pętle” były cyberpoezją napisaną przez poetę, to „Skanowanie Balu” jest poezją napisaną przez cyberpoetę.

„noce i pętle” bazowały na estetyce awarii; Podgórniego interesował aspekt wizualny tekstu, odzwierciedlający niestanne zakłócenia w życiu codziennym. Zdemolowane utwory, słowa rozbijane znakami pozaliterowymi i różnorodna czcionka imitująca błędy – to wszystko skutecznie wywoływało wrażenie doświadczania szumów. Zniszczone teksty przypominały proces przejścia przez niszczarkę, po którym selektywne fragmenty były sklejane. Czytelnik miał poczucie, że utwory są efektem próby uzyskania danych z jakiejś zarysowanej płyty albo powstały w wyniku nieudanej konwersji. Podczas gdy pierwszy tomik stylizowany był na zakłócenia, w drugim autor zdecydowanie odrzuca sztuczne budowanie szumów na rzecz „surowych” elementów zaczerpniętych z codzienności, świadczących o nieustannym napotykaniu awarii – przykładem jest screen ze zdaniem *Brak części tekstu*. Stąd utwory, jak „G” czy „R” wydają się wtórne, przypominają bowiem niejedne wiersze z „nocy i pętli”, w których forma przeważała nad treścią. To, co było siłą poprzedniego tomiku, staje się słabością nowego.

W „nocach i pętlach” Podgórni bawił się formą, która – by powtórzyć – miała oddać rzeczywistość symultaniczną, ukazać człowieka znajdującego się w tytułowej pętli. W „Skanowaniu Balu” autor koncentruje się już nie na formie, lecz na samym tekście. Skupia się na człowieku, który nie czuje się już osaczony, lecz – paradoksalnie – niespełniony. Skoro nie przeraża już to, co przerażało, nadszedł czas na czerpanie przyjemności, na poszukiwanie metod pełnego „naładowania” organizmu. Czas na taki bal, który będzie skanować dane i resetować jednocześnie.

Podgórni przesuwa obserwacje ze świata zewnętrznego na wewnętrzny, przechodzi od hardware’u do software’u, od ciała do zmysłów. Dekadenckie trzy źródła ucieczki od rzeczywistości powracają u niego ze wzmożoną siłą: technologie, seks i narkotyki. Analogie między substancjami psychoaktywnymi a cyfrowymi urządzeniami pojawiły się u Podgórniego już wcześniej, jak choćby w animacji „t_xtc”, przedstawiającej łańcuch DNA, będący znakiem organizmu „technologicznie retuszowanego” przez używki. W „Skanowaniu Balu” autor ironicznie wskazuje na podobieństwo między skrótami LSD a DSL – pierwszy oznaczający środek psychoaktywny, drugi zaś modem; po czym z naturalną dla siebie lekkością opisuje wpływ stymulantów na ciało człowieka – podobnie działa Internet po podłączeniu modemu do komputera: „dosypałem ci prochów do liry / będzie syp(i)ać jak kogut od teraz”.

„Pobierane błędy” ryzykownie aktywują system, z naciskiem na słowo „aktywują”, bo tu o działanie chodzi – nieustanne pobudzanie i przyspieszanie. Ożywione ciało wpada w trans – tak samo tekst „podłączony” do komputera ulega transmedialności. Świadczy o tym płyta dołączona do tomiku, zawierająca muzyczną wersję utworów w wykonaniu Porcji Rosołowych. W trakcie trwania surowych, usterkowych i hipnotyzujących dźwięków, wyłaniają się odczytywane przez komputer teksty ze „Skanowaniu Balu”. Doświadczamy poezji odtwarzanej przez niesprawny system.

Technologie, seks i narkotyki to źródła podładowania własnych baterii. Podgórni proponuje dodatkowo zeskanować siebie i poprawić w „paincie” „nieefektywny piksel”. A zamiast wydrukować obraz w 3D, po prostu usunąć. Jutro będzie nowy bal i nowe skanowanie. Loading nieustannie trwa.
Łukasz Podgórni: „Skanowanie Balu” (Audio: Porcje Rosołowe). Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba. Korporacja Ha!art. Internet / Kraków 2012.