Wydanie bieżące

1 lutego 3 (219) / 2013

Tadeusz Olszewski,

IWASZKIEWICZA „DRAMAT PEDERASTII”

A A A
17-letni Jarosław Iwaszkiewicz zapisuje w swoim dzienniku: „W poniedziałek, to jest pozawczoraj, byłem u najukochańszego, miły on stale i ciągle; tak go kocham, że boję się, czy nie jestem homoseksualistą”. 44 lata później, dokonując jednego z licznych życiowych obrachunków, w krótkotrwałym momencie metafizycznego oderwania od przytłaczającej go rzeczywistości, wyznaje: „na jedną chwilę nie odczuwałem ciężaru mojego życia, ciężaru tego ibsenowskiego domu, który gniecie mnie zawsze, ciężaru obrońców pokoju, spraw literackich, dramatu mojej pederastii…”

Co znaczy ów dramat pederastii? Jak ma się do młodzieńczego zauroczenia gimnazjalnymi kolegami, a później – w dorosłym już życiu – do intymnych związków z innymi mężczyznami? W jaki sposób rzutuje na małżeństwo Iwaszkiewicza? Na ile pozostaje tajemnicą, a na ile przenika do obiegu publicznego? Odpowiedzi na te pytania zdają się być rozrzucone we fragmentach wierszy, na kartach powieści i opowiadań, we wspomnieniowych zapiskach i – przede wszystkim – w dzienniku, prowadzonym z przerwami przez blisko 70 lat.

Seksualność autora „Sławy i chwały” była za jego życia przedmiotem licznych plotek, anegdot i niekoniecznie przychylnych komentarzy. Badacze literatury zaś z reguły wypowiadali się na jej temat powściągliwie, bądź zaledwie aluzyjnie, często kamuflując lub wręcz pomijając fakty istotne, lecz „niewygodne” z obyczajowego punktu widzenia. Obszerna biografia Iwaszkiewicza, autorstwa Radosława Romaniuka, przynosi daleko idącą rewizję dotychczasowych sądów i opinii krytycznych w tej kwestii. Romaniuk czyni Iwaszkiewiczowski „dramat pederastii” ważnym, jeśli nie wręcz głównym wątkiem swojej pracy. Mówi wprost o jego znaczeniu dla życiowych wyborów poety, pokazuje, jak dalece ów dramat przekłada się na twórczość pisarza, wskazuje osoby i okoliczności inspirujące powstawanie poszczególnych utworów, analizy tekstów dokonuje zaś w kontekście konkretnych epizodów biografii Iwaszkiewicza. Punktem zwrotnym w intymnym życiu młodego Jarosława – sugeruje nie bez racji Romaniuk – stał się wakacyjny pobyt w Byszewach, położonym w pobliżu Łodzi majątku rodziców gimnazjalnego kolegi – Józefa Świerczyńskiego. Był rok 1911, jeden z ostatnich przed wielką wojną, kiedy życie ziemiaństwa toczyło się jeszcze w miarę spokojnie, a dla młodych wręcz radośnie i bezproblemowo. Toteż podczas wakacyjnych dni Byszewy wypełnione były pannami i młodzieńcami z sąsiednich dworów, bezustannie trwały zabawy i, jak przystało na epokę, niewinne flirty. Obiektem adoracji Jarosława stała się Zofia Kurkiewiczówna, córka właścicieli pobliskich Skoczew, a w przyszłości żona Józefa Świerczyńskiego. Ale – pisze Romaniuk – „Świerczyński mógł już być w tym czasie kochankiem Iwaszkiewicza, mógł też stać się nim później. Pewne jest, że był on homoseksualną miłością pisarza zrealizowaną w planie erotycznym”. Skomplikowana relacja emocjonalna w trójkącie Iwaszkiewicz – Kurkiewiczówna – Świerczyński po latach znalazła odbicie, choć w typowy dla pisarza sposób zakamuflowane, w „Pannach z Wilka”.

Kolejną przełomową datą w intymnym życiu Iwaszkiewicza jest rok 1917. Wtedy to Jarosław poznaje w Kijowie 19-letniego poetę, Mieczysława Kozłowskiego, który wszedł do literatury pod pseudonimem Jerzy Rytard. Szybko dochodzi do wzajemnego zauroczenia, a w intensywnie wówczas pisanych „Oktostychach” „postacią – jak pisze Romaniuk – najsilniej obecną w atmosferze uczuciowych tych wierszy jest Mieczysław Kozłowski.”

I znów – podobnie jak w przypadku Byszew – homoseksualnemu pożądaniu Iwaszkiewicza towarzyszy emocjonalne zaangażowanie w znajomość z kobietą. Jest nią Helena Peszyńska, siostra przyjaciela z lat gimnazjalnych, Czesława Peszyńskiego, który zresztą też był w swoim czasie adresatem uczuć Jarosława. Ceś, Cezachna, mój złocisty kochany Cezarion – pisał o nim w dzienniku pod datą 25 stycznia 1911 roku. Miłość do Peszyńskiej, choć poeta wiązał z nią nawet plany matrymonialne, rychło wygasła. Natomiast związek z Kozłowskim nabrał charakteru jednoznacznie homoseksualnego. Jego wyraźne echa pojawiają się nie tylko w „Oktostychach”, ale także w nieco późniejszych wierszach z cyklu „Kasydy”. Latem 1918 roku Kozłowski opuścił Kijów i przeniósł się do Warszawy. Kilka miesięcy później Iwaszkiewicz podążył jego śladem z przekonaniem, że dopiero w tym mieście zacznie się jego prawdziwa kariera literacka. I rzeczywiście, niemal z marszu wszedł w środowisko warszawskich poetów i artystów. Uczestnictwem w słynnym wieczorze w kawiarni „Pod Pikadorem” (28 listopada 1918) ostatecznie przypieczętował swój status stołecznego poety, rychło też zdobył uznanie czytającej publiczności. Ale w kręgach literackich mówiono nie tylko o wierszach dwudziestokilkuletniego przybysza z Ukrainy. „Plotkarska Warszawa – pisze Piotr Mitzner w książce „Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie” – szeptała o homoseksualizmie młodego poety. Bardziej jednak świadczyło o tym jego życie niż poezja”.

Czy plotki te docierały do zafascynowanej liryką Iwaszkiewicza córki bogatego warszawskiego przemysłowca – Anny Lilpopówny? Z pewnością tak. Jednak Anna nie przywiązywała do nich większego znaczenia, a autora zachwycających ją „Oktostychów” koniecznie chciała poznać osobiście. Pierwsze spotkanie panny Lilpopówny z poetą zaaranżował (na początku 1922 roku) zaprzyjaźniony z obojgiem młody pianista, Roman Jasiński. Wkrótce po tym spotkaniu, choć Anna była zaręczona z księciem Krzysztofem Radziwiłłem, i ona, i Jarosław nie kryją wzajemnego sobą zainteresowania, chcą być razem. Gdy na początku maja Anna wyjeżdża do Dębowej Góry koło Skierniewic, majątku swojej kuzynki, Anieli z Marconich Ostrowskiej, Iwaszkiewicz pisze do niej pierwszy list pełen miłosnych przekomarzań i kokieteryjnej samokrytyki. Jednocześnie wyraża przekonanie, że Anna zechce zaakceptować jego wady i przyzwyczajenia, z których nie chciałby rezygnować. Ona odpowiada błyskawicznie: „Niech Pan nigdy dla mnie nie myśli o żadnych ofiarach ze swoich zamiłowań zrobionych: byłoby to dla mnie bardzo przykre!” (Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie: „Listy 1922-1926”). Pisząc te słowa, zapewne nie przypuszczała, że w przyszłości staną się one pełnym wyrozumiałości przyzwoleniem dla homoseksualnych romansów męża. Małżeństwo Iwaszkiewiczów trwało 57 lat i de facto było związkiem przyjacielskim, pełnym wzajemnej troski i niekwestionowanej bliskości psychicznej. Programowo brakowało w nim tylko namiętności, co zapowiadała już noc poślubna. „Noc ta – wspomina w dzienniku Iwaszkiewicz – wypadła (…) w dobry tydzień po naszym ślubie i tygodniowym pobycie w Zakopanem. Nawiasem mówiąc, nasz stosunek małżeński zawsze bardziej podobny był do zabiegu higienicznego niż do miłosnej manifestacji naszych zawsze głębokich uczuć”. W tym wyznaniu łatwo dopatrzyć się echa doświadczenia Józefa z „Zenobii. Palmury”, któremu zbliżenie z kobietą „zostawiło (…) na zawsze niesmak do konieczności wydawania z siebie nasienia i jakiegokolwiek spółkowania”.

Małżeńska idylla Iwaszkiewiczów od początku więc miała charakter nieszablonowy. Większość czasu młodzi małżonkowie spędzali osobno, a niedostatek bezpośredniego kontaktu rekompensowali obfitą korespondencją. Stąd zapewne wynika fakt, że – jak pisze Romaniuk – Anna „była więc w stanie pogodzić się z istotą relacji Iwaszkiewicza i Kozłowskiego, uczynić go przyjacielem domu, tak jak potem innych mężczyzn związanych emocjonalnie z Iwaszkiewiczem”. Tych innych było wielu. Rok 1926 to, wedle wyznania pisarza, „epoka Stasia Rothera”, 26-letniego sportowca. W 1927 Iwaszkiewicz ulega fascynacji 22-letnim studentem archeologii Karlem Schefodem, poznanym na kongresie Unii Intelektualnej w Heidelbergu. W 1928 na arenie uczuć Iwaszkiewicza pojawia się 26-letni malarz Józef Rajnfeld, z którym poeta odbędzie kilka wspólnych podróży do Włoch. 30 listopada 1930 roku 19-letni student prawa z Wilna, Czesław Miłosz, pisze do Iwaszkiewicza list zaczynający się od słów: „Uwielbiam Pana. Każdy wiersz Pana jest dla mnie objawieniem”. List ten zapoczątkował wieloletnią przyjaźń, która w początkowej fazie miała jednoznacznie erotyczne zabarwienie. Nie jest jednak pewne, czy rzeczywiście kiedykolwiek doszło do miłosnego zbliżenia poetów. W każdym razie – relacjonuje Romaniuk – „Miłosz wspominał, że środowisko warszawskiej kawiarni traktowało go (…) jako »chłopaczka « Iwaszkiewicza, jak zresztą wszystkich skupionych wokół poety młodych ludzi”. Kolejnym obiektem fascynacji Iwaszkiewicza stał się Władysław Kuświk, prosty 20-latek zatrudniony na Stawisku w charakterze kierowcy. To on – twierdzi Romaniuk – w cyklu „Lato 1932” „jest owym nieokreślonym »ty «, do którego poeta kieruje słowa. Podobnie jak wcześniej w wypadku wierszy pisanych dla Mieczysława Kozłowskiego, w ostatnim stadium kompozycji zbioru Iwaszkiewicz wycofał kilka utworów, które miały otwarcie zbyt homoerotyczny charakter, w kilku innych zmienił formy gramatyczne, część utworów pozostawił bez zmian”.

Pod koniec lat 20. w Paryżu, a w latach 1932-1935 w Kopenhadze i krótko w Brukseli, pełniąc obowiązki radcy kulturalnego w placówkach polskich służb dyplomatycznych, Iwaszkiewicz pozostaje z żoną w zasadzie jedynie w kontakcie korespondencyjnym. Listy kursują często, są długie, pełne czułości i wzajemnego oddania, szczegółowo relacjonujące dzień po dniu. Świadczą o niekłamanej bliskości małżonków. I, być może, owa bliskość powoduje, że to, co dotychczas było mniej lub bardziej skrywane, wychodzi na światło dzienne. Jarosław już nie kłamie, nie szuka parawanów, otwarcie zwierza się żonie z homoseksualnych romansów. Ona zaś przyjmuje to z pełnym zrozumieniem. W cytowanym przez Piotra Mitznera liście z lutego 1928 pisze: „Pamiętam, nieraz sam mówiłeś, że to, że lubisz chłopczyków, odbija się bardzo na innych cechach Twego charakteru. Ten Twój brak woli, czasami brak ambicji, co mnie zawsze najbardziej boli, może rzeczywiście jest z tym związany. Inna rzecz, że masz za to i dodatnie cechy, które często się z tym łączą, i sam wiesz dobrze, że właśnie dla nich, a raczej z powodu nich, Ciebie pokochałam i kocham w dalszym ciągu”.

W 1935 roku Anna Iwaszkiewiczowa trafia do szpitala psychiatrycznego. Poprzedzona wcześniejszymi symptomami choroba rozwinęła się na tyle, że hospitalizacja stała się koniecznością. Intensywna kuracja doraźnie przyniosła wprawdzie spodziewany skutek, ale pełnej sprawności chorej nie przywróciła. W różnym nasileniu i z różną częstotliwością schizofreniczne ataki powracały do końca życia Anny. Nie zdołały jednak zachwiać przywiązaniem i miłością Jarosława. Jednocześnie zaś położyły kres małżeńskiemu, i tak już ubogiemu życiu erotycznemu.

Traktowanie monografii Romaniuka jako kroniki homoseksualnych doświadczeń Jarosława Iwaszkiewicza byłoby jednak trywialnym i dalece nieuprawnionym uproszczeniem. „Inne życie” bowiem, niezależnie od wyeksponowania kwestii erotycznych, na jakie nie odważył się żaden z wcześniejszych badaczy twórczości autora „Oktostychów”, to drobiazgowo udokumentowana panorama pierwszych czterdziestu pięć lat życia i twórczości poety. Poczynając od genealogii rodu Iwaszkiewiczów, poprzez wnikliwą charakterystykę dziejów polskiego ziemiaństwa na Ukrainie oraz wielowymiarowy obraz kultury i literatury dwudziestolecia międzywojennego, Radosław Romaniuk pokazuje okoliczności i uwarunkowania, w jakich kształtowała się i dojrzewała twórcza osobowość poety. Mając wszelkie cechy solidnego opracowania naukowego, „Inne życie”, dzięki wartkiemu tokowi narracji i językowi wolnemu od filologicznych „-izmów” pozostaje przy tym lekturą fascynującą niczym znakomita powieść .Wiele wskazuje na to, że będący jeszcze w trakcie pisania drugi tom książki potwierdzi tę opinię.
Radosław Romaniuk: „Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza”. Tom 1.Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012.