ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (220) / 2013

Katarzyna Górska,

OPOWIEŚĆ KOLEKCJONERA

A A A
Stwierdzenie, że pojęcia Sztuki, Artysty czy Dzieła Sztuki w XXI wieku straciły swoje dawne znaczenia, jest już właściwie truizmem. Trudno wskazać główny, dominujący prąd w sztuce współczesnej (inaczej bywało w minionych epokach), co gorsza, nawet powszechnie panujące „mody w sztuce” często nie posiadają żadnej spójnej strategii jednoczącej artystów w grupę czy nurt. Kultura masowa, popularna, a wreszcie kultura uczestnictwa w ogóle podważają kategorię autora i – co z tym związane – Artysty. Nikt zatem nie oczekuje od współczesnych twórców spisywania opasłych tomiszczy na temat ich profesji czy spojrzenia na uprawianą działalność. Trudno obecnie wskazać, kto właściwie na miano artysty zasługuje. Stąd też na wnikliwe analizowanie całego dorobku, także takiego, który implicytnie zawierałby poglądy na temat zagadnień stricte związanych z działalnością artystyczną, w zasadzie nie wystarcza już czasu albo po prostu jest jeszcze za wcześnie. Żadne z ówczesnych dzieł wychodzących spod pióra (a może spod klawiatury) reprezentantów sztuki najnowszej nie jest tak pasjonującą lekturą jak ciągle chętnie czytane „Dzienniki” Delacroix czy namiętnie oglądane „Szkice i zapiski” Leonarda da Vinci. Dzisiaj ani tzw. artysta, ani potencjalny czytelnik nie oczekuje tego rodzaju literatury. A jednak…?

Dzięki wydawnictwu BOSZ do rąk czytelnika trafia pozycja prezentującą inną stronę twórczości artystycznej. Już nie Artysta, który w ubiegłych epokach pozostawiał po sobie zapiski, listy, dzienniki, gdzie umieszczał własne refleksje, lecz Kolekcjoner prezentuje czytelnikom swoje spojrzenie na sztukę. O czym właściwie jest ta opowieść? O sztuce, ale tej przez duże „S”, do której kolekcjoner powinien podejść z szacunkiem i uznaniem, kryjąca w sobie coś więcej niż przyjemność wzrokową, zawierająca treść. Czy jednak o takiej Sztuce da się opowiadać? Czy przypadkiem nie jest ona tym, co pozostaje nieodkryte? Jak stwierdza autor: „W trakcie pisania zrozumiałem bowiem, że nie o słowa tutaj chodzi, nawet jeśli są ważne, lecz o to wszystko, co znajduje się po drugiej stronie słów, czyli właśnie o rzeczy, ludzi i o uporczywe upodobanie” (s. 197).

Książka „Uporczywe upodobanie. Zapiski kolekcjonera” zawiera bogaty materiał ilustracyjny w postaci wybranych przez autora dzieł z jego prywatnej kolekcji. Dzieła, dla których znalazło się miejsce w książce Jerzego Stelmacha, nie krzyczą, nie narzucają się odbiorcy. Nieśpiesznie odsłaniają się czytelnikowi na starannie dobranych reprodukcjach. Chociaż książka jest wręcz galopującą rozprawą przez wybrane teorie filozoficzne, tendencje w sztuce i prywatne rozważania kolekcjonera, to całość nie przytłacza. Wręcz przeciwnie, znajdzie się tu dość miejsca na zadumę, na swobodny oddech i na wytchnienie dla zmęczonych oczu pędzących przez poszczególne rozważania. Typografia, skład czy kolory – wszystko to przypomina, że książka może też być przyjemnością wzrokową.

O czym zatem właściwie jest ta książka? Autor szuka w niej uzasadnienia dla swoich kolekcjonerskich praktyk i wyborów. Racjonalizuje to, co znalazło odzwierciedlenie w jego kolekcji. Może początkowo trochę na wzór wielkich filozofów wierzy, że tego rodzaju uzasadnienie można przedstawić, że da się dotrzeć do istoty rzeczy – w tym przypadku do istoty jego prywatnej kolekcji. Czy udaje mu się to na kartach książki? Miejscami Stelmach zwinnie przeskakuje między argumentami jednej czy drugiej teorii, zawsze pozostawiając miejsce na wyznanie, że to jednak „prywatna opinia”. Pisze: „Dla mnie akurat dzieło sztuki znaczy więcej niż inne wytwory ludzkiego ducha. Podkreślam raz jeszcze, dla mnie, niekoniecznie dla innych”. Momentami odsłania się obraz prywatnego eklektyzmu filozoficznego autora. Jednak, jak sam przyznaje, swoista przygoda powstawania tej książki była dla niego niezwykle ważnym doświadczeniem. Dlaczego? Wyznaje: „Najciekawszym, a zarazem najtrudniejszym doświadczeniem był narastający strach przed rewidowaniem własnych założeń kolekcjonerskich. Odkrywałem bowiem coraz więcej niespójności w moim wcześniejszym myśleniu o sztuce, co musiało przełożyć się na niespójność w pisaniu o niej. Z tym nie byłem sobie w stanie do końca poradzić. W trakcie pisania pojawiła się bowiem realna groźba, że przy okazji wygładzania wysadzę w powietrze, najpierw moją dotychczasową filozofię kolekcjonerstwa, a później i samą kolekcję” (s. 196.).

„Uporczywe upodobanie” jest także fascynującą podróżą przez poszczególne epoki, zjawiska, fakty z historii sztuki czy kolekcjonerstwa – nie jest to suchy wywód profesora, lecz porywająca opowieść człowieka mówiącego o swojej pasji. Jerzy Stelmach opowiada o tym, co go fascynuje, ale w swojej książce znajduje też miejsce na ostrą krytykę tego, co na miano sztuki/dzieła sztuki w jego oczach nie zasługuje. Książka ta zawiera w sobie zatem wszystko to, co uznać należy za dokładne i wnikliwe uzasadnienie poszczególnych kolekcjonerskich wyborów autora.
Jerzy Stelmach: „Uporczywe upodobanie. Zapiski kolekcjonera”. Wydawnictwo BOSZ. Warszawa 2013.