Wydanie bieżące

15 lutego 4 (220) / 2013

Zuzanna Sokołowska,

COŚ NA ZĄB

A A A
Zęby to jedne z najtwardszych i najbardziej wytrzymałych struktur anatomicznych człowieka. Stanowią one nieodzowną część układu pokarmowego. Bywają żółte, czasami białe, krzywe lub proste albo z uroczą diastemą między jedynkami. Cokolwiek by o nich nie opowiedzieć, niewątpliwie zdrowe, zadbane zęby dodają uroku. Tymczasem chore potrafią przyprawić o okropny, tępy ból, który skutecznie zniechęca do jakiejkolwiek aktywności, może poza chęcią wyrwania niechcianego delikwenta, zakłócającego dobre samopoczucie. Nie bez powodu posiadają one bogatą, magiczną wręcz symbolikę, nawiązującą bezpośrednio do ich przyrodzonych, naturalnych cech. Być może dlatego patronką stomatologów została święta Apolonia – w ikonograficznych wizerunkach przedstawiana z zębami i szczypcami, ponieważ przed spaleniem na stosie wyrwano jej wszystkie zęby. Według Piotra Kowalskiego, autora wielkiego „Leksykonu znaków świata: omen, przesąd, znaczenie”, zęby symbolizują zarówno upersonifikowaną śmierć, jak i łączność z otaczającym światem, podobnie jak nos, oko, ucho czy usta. Uczestniczą one w różnych transformacjach, polegających na wchłanianiu mięsnych ciał, ustanawiając pewnego rodzaju granicę przejścia, przechodzenia z jednego stanu w drugi (Kowalski 1998: 624-626).

Według niektórych starodawnych wierzeń europejskich, zęby miały być naturalną ochroną przed demonami, które mogłyby wtargnąć bezpośrednio do wnętrza organizmu przez usta. Ponoć zgrzytanie zębów miało przeganiać upiory, dlatego tak wielką wagę przywiązywano do układu zębów i kolejności ich wyrzynania u noworodków. Kiedy maluch rodził się z zębami, budził lęk i podejrzenia o wampiryzm. Istotne było, aby dziecku rosły najpierw zęby dolne, które z natury skierowane są ku górze, co miało symbolizować życie, dobro i radość. Nie należy też zapominać o mlecznych zębach – kiedy wypadały, należało zapewnić bezpieczeństwo temu, który je stracił, jak i zatroszczyć się o twardość zębów stałych (Kowalski 1998: 624-626). Na czym to polegało? Otóż mleczaki ukrywano w miejscu, w którym mogła je znaleźć mysz, w nadziei, że w przyszłości zapewni to zębom dziecka siłę zębów gryzonia. Tymczasem na wyspie Bali spiłowuje się młodym ludziom końcówki kłów, co ma podkreślać dystans dzielący człowieka od dzikości świata zwierzęcego, tak dalekiego od sfery sacrum. Jak zatem można zauważyć, zęby pozostają w głębokim związku z człowiekiem, i każda utrata tego nie regenerującego się narządu powoduje zmiany w ludzkim organizmie. Dlatego, według Kowalskiego, zgodnie z niektórymi europejskimi wierzeniami, starano się, aby ząb, który wypadł, nie dostał się w niepowołane ręce pod groźbą przejęcia mocy i sprowokowania śmierci nieszczęśnika. Stąd też nadmierna dbałość o zęby – nie można było zejść z tego świata z niekompletnym, zniszczonym uśmiechem. Troska o te malutkie narządy oznaczała troskę o przyszłe, wieczne życie.

Oczywiście, pisząc o symbolice zębów należałoby wspomnieć o ich psychologicznych znaczeniach. Zdrowe uzębienie oznaczało ekspresję seksualną, okrucieństwo, siłę, niezniszczalność. Utrata zęba tymczasem wywołuje strach, lęk przed kresem młodości i kastracją. Czy z takimi problemami zmagają się autorzy wystawy „Mleczne zęby” w katowickim BWA? Zaproszeni artyści na pewno nie przeganiają upiorów ani nie zgrzytają zębami, wręcz przeciwnie – pozwalają powrócić wspomnieniom z dzieciństwa, przykrytym na co dzień miękkim kurzem aktualnych doświadczeń. Podczas oglądania wystawy, widz obserwuje ich w stanie granicznego, bardzo wrażliwego i tkliwego przejścia, świeżo po wypadnięciu tytułowych mlecznych zębów, kiedy nie czuwała nad nimi dobra wróżka, mogąca ukryć je w bezpiecznym miejscu. Aranżacja ekspozycji przypomina miejscami duszną, wilgotną piwnicę, w której przechowywane są wszystkie pamiątki, których nie ma się odwagi wyrzucić, ponieważ opowiadają zbyt wiele o ich właścicielu. Dzieciństwo to nic przyjemnego, zwłaszcza wtedy, kiedy przestaje się wierzyć w bajki i należy zmierzyć się z szarą rzeczywistością, z którą zderzenie przypomina cios boksera prosto w twarz – wtedy naprawdę można stracić wszystkie zęby.

Daria Malicka rozwiązuje zagadki swojego umysłu na kozetce u psychoanalityka. Dosłownie. W przestrzeniach BWA został zaaranżowany minigabinet, w którym można wyciągnąć się wygodnie na kanapie zaciągniętej orientalnym nakryciem i poddać się terapeutycznym możliwościom psychoanalizy. Ta ciekawa realizacja o wdzięcznym tytule „Talking Cure”(2012-2013) powstała pod wpływem wizyty artystki w londyńskim gabinecie Zygmunta Freuda. „Gabinet ten przypominał znacznie bardziej Wunderkammer niż aseptyczną salę medyczną, która mogłaby budzić skojarzenia z kompetentną opieką lekarską. Miejsce to wypełniały osobliwe przedmioty pamiętające starożytne czasy: pieczęcie, popiersia, portrety trumienne, a orientalne tkaniny pokrywały meble, ściany i podłogę” (Malicka 2013) – opowiada artystka. Istotną częścią tej realizacji jest ów orientalny kilim przykrywający małą kanapkę, stanowiący symboliczne nawiązanie do „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. To właśnie na tej odtworzonej przez Malicką kozetce pacjenci poddawali się swoim fantastycznym opowieściom o marzeniach sennych i zanurzali się we wspomnieniach, nie tylko tych traumatycznych. Malicka zauważa, że zainteresowanie Freuda starożytnymi kulturami miało swój praktyczny cel: „Złożona ornamentyka kilimu stymuluje oko pacjenta, które otwiera się w chwili dziennego wypoczynku, a które dostrzega niepostrzeżone dotychczas lub wyparte obszary świadomości” (Malicka 2013). Zatem owo symboliczne, barwne nakrycie kozetki stanowiło niemego świadka intymnych historii pacjentów i to na nim zostały zapisane wszystkie marzenia senne pacjentów Freuda. Niewątpliwie pojawiały się w nich symboliczne zęby, które stanowią zły omen – oznaczają śmierć, lęk przed niepowodzeniem, a także zmiany w życiu, nie zawsze te korzystne.

Tymczasem Dominik Ritszel rozlicza się z przeszłością. W swoim doskonałym, niepokojącym filmie „Preludium” (2013) artysta opowiada o nauce gry na fortepianie, o którą poprosił swojego ojca trzy lata temu. Okazuje się jednak, że jest już na to za późno. Obraz rozpoczyna się miękkimi tonami fortepianu, stymulowanymi przez delikatny ruch palców po nieskazitelnej klawiaturze. Nagle gra zostaje przerwana, bohater kładzie się na podłodze. Poddaje się destrukcyjnemu upływowi czasu, niszczącego młodzieńczą energię, zapał, a także talent, zniekształcany przez fizyczne ograniczenia. Happy endu w tej historii nie będzie. Ritszel snuje ponurą wizję życia naznaczonego przez śmierć, której nie można się wymknąć.

Natalia Bażowska i jej seria futrzanych zwierząt zatytułowana „Młode” (2013) tworzy mroczną historię o dojrzewaniu. Zbliżając się do małych, pozornie niewinnych i zabawnych zwierzątek, widz zaczyna dostrzegać ich drapieżność. Zbite w gromadę, tworzą osobliwy, młodociany gang, mogący zaatakować w każdej chwili, kiedy wejdzie się na ich terytorium. Skutki mogą być opłakane – można zostać w oka mgnieniu pokąsanym albo zjedzonym. Bażowska nawiązuje tym samym do legend z dzieciństwa, utkanych przez magiczne stwory, upiory i demony. Mimowolnie określa również kodeks etyczny dojrzewających ludzkich jednostek, z niewykształconym jeszcze kręgosłupem moralnym, w którym rządzą: nieuzasadnione okrucieństwo, agresja i nienawiść. Artystka powraca zatem do mrocznych wspomnień z dzieciństwa, w którym złośliwe dzieci podle zaśmiewają się ze słabszych jednostek, szczerząc do nich ostre kły, skazując je na wykluczenie i bolesną samotność.

W podobnym tonie utrzymana jest realizacja Erwiny Ziomkowskiej „Huśtawka” (2013). Pozornie radosna instalacja dźwiękowa aż kusi, by na niej zasiąść i swobodnie się pobujać. Jednakże niewinna zabawa kończy się znienacka dziwacznym odgłosem naprężających się lin, które zmuszają do szybkiej ewakuacji z huśtawki. Niezwykła praca przyjmuje tutaj wieloraki status – przybliżania i oddalania się od rzeczywistości, wahań emocjonalnych, niemal zawsze podszytych strachem, a także niepewności, chęci wzbicia się w powietrze, gdzie wszystko staje się lekkie, zwłaszcza przyciężkawa dojrzała egzystencja, która rozczarowuje. Realizacja Ziomkowskiej prowokuje trudny do oponowania skurcz mięśni i mocne zaciśnięcie zębów, co nie pozwala przebić się niechcianym wspomnieniom, które powinny zostać tam, gdzie były – głęboko zepchnięte do podświadomości. Inaczej cała zabawa skończy się nieprzyjemnym upadkiem z huśtawki.

Znacznie łagodniejszą formę rozrywki znalazł Bartosz Kokosiński, który w swojej pracy „360 min” (2013) rekonstruuje niedokończone przedsięwzięcie z dzieciństwa. Kiedy był mały, rozpoczął budowę drewnianego domku pod gruszą w ogrodzie. Jednakże zadanie to nigdy nie zostało do końca zrealizowane. Kokosiński raz jeszcze próbuje zbudować małą przestrzeń, tym razem umieszczając w niej stare rysunki i szcześciogodzinną opowieść jego dziadka, snującego powolną narrację o swym życiu. Praca ta wprowadza nastrój swojskości, letniego zapachu rozgrzanego słońcem ogrodu i smaku truskawek, zjadanych ukradkiem podczas chłopięcych zabaw. Małe pomieszczenie stanowi intymną, prywatną przestrzeń, w której nie może stać się nic złego. Czy zatem każde dzieciństwo musi posiadać ciemne znamię traumy? Na szczęście – niekoniecznie.

Wystawa w katowickim BWA sugestywnie igra z widzem i jego bagażem dziecięcych doświadczeń, na nowo je przywołując. Wspomnienia stają się tytułowymi mlecznymi zębami, które – już dawno wyplute i poddane upływowi czasu – pojawiają się znienacka w dłoni widza, niewiedzącego, co ma z nimi zrobić – ponownie wyrzucić czy poddać się szaleństwu retrospekcji, mocno zaciskając wilgotną od potu pięść? Albo może lepiej delikatnie zgrzytnąć zębami, przegonić upiory i poddać się urokowi niezwykłej wystawy, będącej metaforą ludzkiego umysłu? Jak twierdził Antoni Kępiński, człowiek bardziej boi się tworów własnej wyobraźni niż konkretnej rzeczywistości, stąd też obecne na wystawie lęki i wspomnienia stają się formą terapii, a ich bezpośredniość pozwala na bezpieczne oswojenie się z osobistymi projekcjami świadomości.

LITERATURA:
Kowalski P.: „Leksykon znaki świata: omen, przesąd, znaczenie”. Warszawa 1998.
Malicka D.: „Talking Cure”. Ulotka towarzysząca wystawie „Mleczne Zęby”. Katowice 2013.