ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (220) / 2013

Maciej Jakubowiak,

MASZYNA DO TWORZENIA HISTORII

A A A
Lekturę „Kebab Meistra” (Korporacja Ha!art, 2012) trzeba rozpoczynać od tylnej okładki. I na niej również kończyć. O ile jakiekolwiek zakończenie jest w przypadku tej książki możliwe. Serwowany nam (przez autora? wydawcę?) blurb należy do najdziwniejszych, z jakimi można się spotkać w produkcji literackiej ostatnich lat. Po pierwsze dlatego, że zdaje się streszczać całą książkę, a po drugie – bo robi to w niezwykle zagmatwany sposób: w jednym krótkim akapicie przeplatają się cztery postaci i cztery plany fabularne. Takie zagęszczenie pozwala się spodziewać, że będziemy mieć do czynienia z rozbudowaną narracją, mnóstwem bohaterów i wątków.

Nic z tego. Nowa powieść Foksa ma (razem ze stroną tytułową i spisem treści) zaledwie 100 stron. Na stronach parzystych dostajemy urywki dialogu, na nieparzystych – kawałki narracyjne. Łącznie 93 fragmenty, z których najdłuższy to nie więcej niż osiem wierszy.

Mottem do książki jest cytat z Roberta Walsera: „Dajcie mi nożyczki do ręki, bym mógł w przyszłości zarabiać na chleb powszedni przykrawaniem”. Sugestia jest więc jasna: historia została pocięta, a fragmenty, które otrzymujemy, to część większej całości, którą powinniśmy odtworzyć. Blurb mówi o tym zresztą wprost: książka to notatki scenarzysty, do tego stworzone na podstawie odnalezionych po latach zapisków oficera, który „przywdział złowrogi mundur”. Choć więc mamy do czynienia z trzema rodzajami cięć: tymi dokonanymi przez historię, przez scenarzystę i przez samego Foksa, jedno jest, zdawałoby się, jasne – nam przypada rekonstrukcja oryginału.

Dialog toczy się między mężczyzną a kobietą, która właśnie przyjechała (skąd? dokąd?). On (scenarzysta? Kebab Meister?) pracuje w barze, ona jest aktorką. Każda z nieparzystych stron przynosi inny niewielki fragment ich rozmowy. Czytelnik staje się podsłuchiwaczem, który na podstawie kilku urwanych zdań usiłuje pojąć, czego ona dotyczy.

Na stronach parzystych Foks serwuje nam krótkie ujęcia – notatki scenarzysty? – z życia generała: generał przybywa do miasta, generał jest samotny, generał jest kochany przez kobietę, generał ucieka z miasta. Akcja, o ile można tu mówić o jakiejś akcji, toczy się w trakcie II wojny światowej. Reszty nie możemy być pewni.

Fenomenologia opowieści

Urywki, fragmenty, okruchy dialogu i historii, wyrwane z ich właściwego kontekstu, są rozsypane na kartach książki Foksa. Kolejność, w jakiej są ułożone, może być chronologiczna, ale równie dobrze jakakolwiek inna. Relacje między dialogiem a narracją też są nieokreślone. Można by pomyśleć, że dialog należy do narracji, że pochodzi z tego samego porządku (takie na przykład słowa: „– Co my tu robimy? – Cieszymy się nocą”, nie należą do żadnego czasu). Ale może to być też rozmowa scenarzysty i aktorki, którzy oglądają film z czasów, gdy generał kierował miejscowym kinem. Na przykład „Romanze in Moll” w reżyserii Helmuta Käutnera, niemiecki film z 1943 roku, opowiadający historię żony konserwatywnego urzędnika, która wikła się w burzliwy romans z kompozytorem.

Autor pozostawia czytelnikowi całą pracę porządkowania, dopowiadania, wypełniania luk, dając mu tylko kilka wskazówek. 93 fragmenty, z których składa się „Kebab Meister”, choć szczątkowe i rozsypane, nie są przecież przypadkowe. I w części dialogowej, i w części narracyjnej otrzymujemy momenty najważniejsze. Foks wyłuskuje z języka te jego składniki, które zwykle służą jego organizacji, uruchamiając ciągi skojarzeń i budząc oczekiwania czytelnicze.

Foks zdaje sobie doskonale sprawę, że wyobraźnia dzisiejszego czytelnika jest już tak nasiąknięta tekstowymi i wizualnymi konwencjami, że nie potrzebuje on już kompletnej opowieści od A do Z. Wystarczy jeden sygnał, by resztę już sobie dopowiedzieć. „Mężczyźni na ulicy witają generała przyjaźnie i uchylają kapeluszy, kiedy wraz z kasjerką wychodzi z kina na chodnik zalany słońcem południa” – już tyle pozwala domyślić się, na przykład, jaki jest status generała w mieście, kim może być kasjerka, jakie emocje rodzą się między nimi dwojgiem, jaka jest pora roku, jak zorganizowana jest społeczność, w ramach której dzieje się to wszystko, ale i tego, że taka sielanka nie potrwa długo i że trzeba spodziewać się kryzysu.

Co z tego, że w tekście nie mówi się o tym wprost, podobnie jak ani razu nie zostaje wspomniany film Käutnera? Foks wykonuje radykalnie uczciwy gest autorski: nie sprzedaje nam opasłej powieści, wypełnionej detalami, postaciami z krwi i kości, opisami miejsc i dopowiedzeniami, które wyjaśniałyby przebieg akcji. Skoro to wszystko jest już w nas, to wystarczy zredukowany do minimum zbiór elementów, aby opowiedzieć nową historię. Foks puszcza wpuszcza więc najważniejsze dane w maszynę do tworzenia opowieści – w czytelników właśnie – im samym pozostawiając resztę.

(Nie)wielka powieść

Na skrzydełku wydanej w 1998 roku debiutanckiej powieści Foksa „Orcio” („powieści” mieszczącej się na 30 stronach) czytamy: „Dlaczego zniknęły dinozaury, dlaczego wyginęły mamuty? Bo świat się zmniejszył, a one były za duże. Nie wyciągając wniosków z historii ewolucji gatunków wciąż czekamy na wielką powieść. Wielka powieść będzie maleńka lub zniknie z powierzchni planety”. Te oczekiwania publiczności i krytyki, które jeszcze w latach 90. dotyczyły „Lalki” na miarę współczesności, w XXI wieku ograniczyły się do wielkości literalnej. Zaczęto domagać się „polskiego Stiega Larssona”, a od pisarzy wymagać, by pisali powieści na co najmniej 500 stron. Te oczekiwania szybko zostały spełnione, czego potwierdzeniem jest Paszport Polityki – przyznawany w tym roku przez samą publiczność – dla Szczepana Twardocha za „Morfinę”.

Jacek Dukaj, który też ma na koncie opasłą powieść historyczną (to nic, że „Lód” to historia alternatywna), narzekał nie tak dawno, że współczesny czytelnik się zmienia: nie potrafi się skupić na dłużej niż 15 minut, myśli wielowątkowo, nie doszukuje się ukrytych znaczeń, ale wymaga, by wszystko podano mu jak na talerzu. Dlatego – tłumaczył pisarz – konieczna jest zmiana techniki pisania: segmenty tekstu muszą być krótkie, najważniejsze informacje co jakiś czas przypominane, opisy niezbyt nużące. Problem polega na tym, że Dukaj prezentuje postawę resentymentu, zakładając, że kiedyś to było lepiej, ludzie czytali długie książki, a pisarz mógł konstruować swoje drobiazgowe i naszpikowane ukrytymi znaczeniami opisy, będąc pewnym, że zostaną one prawidłowo odczytane. Dzisiaj natomiast, w epoce internetu, googli i smartofonów czytelnik jest rozkojarzony i kapryśny, więc literatura musi iść na konieczne ustępstwa, jeśli w ogóle chce przetrwać.

Foks z tych samych przesłanek wyciąga jednak skrajnie odmienne wnioski. To prawda, że dzisiejszy czytelnik nie jest w stanie przyswoić długiej powieści w stylu dziewiętnastowiecznego realizmu. Nie jest tak jednak dlatego, że jego kompetencje zmalały. Przeciwnie: naszpikowany opowieściami, schematami fabularnymi i konwencjami filmowymi, już na podstawie kilku zdań potrafi odgadnąć dalszy rozwój wydarzeń. Zadanie literatury – jeśli ta naprawdę chce przetrwać – polega więc na dostarczaniu nie tyle kompletnych opowieści, ile podstawowych sygnałów, które pozwolą uruchomić czytelniczą przedświadomość.

Nie idzie przy tym o reprodukowanie istniejących schematów, ale o takie ich wykorzystywanie, które umożliwi powstawanie wciąż nowych – ale istotnie, a nie tylko pozornie, nowych – historii. Z próbą stworzenia takiej nowej literatury mamy do czynienia w „Kebab Meistrze”, w którym dla czytelnika przewidziano znacznie więcej miejsca niż w kilkusetstronicowych książkach, w których prowadzi się go za rękę od pierwszej do ostatniej strony. Zamiast liczyć na czytelniczą bierność, Foks zakłada, że jego czytelnik zaangażuje się w podsuwaną mu grę i z dostępnych elementów stworzy własną opowieść.

Ślady historii

Oznacza to również, że pierwotne założenie dotyczące konieczności rekonstrukcji oryginału, którego śladem zaledwie są fragmenty zawarte w książce Foksa, jest fałszywe. Celem nie jest re-konstrukcja, ale konstrukcja. Te fragmenty to wszystko, co jest. To prawda, że przez swoją sugestywność stwarzają one wrażenie, że są ułamkami jakiejś pierwotnej całości. Tak jednak nie jest. Nie stoi za nimi żaden oryginał, do którego mielibyśmy dotrzeć. Taki oryginał stwarzamy bowiem sami.

Ma to swoje poważne konsekwencje nie tylko dla literatury, ale również dla historii – dla naszego myślenia o przeszłości, pamięci i tożsamości budowanej w oparciu o minione zdarzenia. Zasadniczo możliwe są tu dwie drogi: albo założymy, że wiemy, jak wyglądała przeszłość, i wtedy na podstawie dostępnych nam dziś śladów stworzymy rekonstrukcję, którą następnie będziemy mogli porównać z tym, jak było naprawdę; albo uznamy, że historia to efekt naszych działań, których dokonujemy na dostępnym nam materiale. Innymi słowy: albo to przeszłość jest pierwotna wobec śladu, albo ślad wyprzedza przeszłość.

Foks wyraźnie zajmuje to drugie stanowisko. Choć nieustannie podsuwa nam tropy, które świadczyłyby o tym, że jego książka jest efektem pokawałkowania wcześniejszej całości, to przecież ostatecznie oddaje w nasze ręce tylko te kawałki – i zadanie skonstruowania z nich sensownej całości.

Taki gest jest wymierzony w historyczne narracje, które zbyt łatwo przechodzą ponad niekompletnością śladów, co rodzi konsekwencje nie tylko poznawcze, ale przede wszystkim etyczne. Uznanie bowiem, że dysponujemy całościowym obrazem przeszłości, sprawia, że bez oporów przechodzimy do jej sądzenia. Tego typu narracje szybko dopełniłyby historię generała, uznając go za zdrajcę i kolaboranta. Natomiast postawienie na pierwszym planie śladu – fragmentu urwanej rozmowy, pozbawionej kontekstu sceny – jest działaniem krytycznym wymierzonym w fałszywą całość. Wprawienie w ruch śladów historii eksponuje ich niekompletność i niezrozumiałość, które nakazują wstrzymać się ze zbyt łatwymi sądami.

„Kebab Meister” to książka, w której historia staje się przedmiotem literackiej gry z czytelnikiem. Gry zupełnie na serio, w której stawką są przeszłość i współczesność. Gry, której reguły trzeba dopiero stworzyć. Gry, która – przede wszystkim – daje wiele czytelniczej satysfakcji.
Darek Foks: "Kebab Meister". Korporacja Ha!art. Kraków 2012.