Wydanie bieżące

15 lutego 4 (220) / 2013

Ewelina Suszek,

CZYTANIE ŚLADÓW

A A A
Jeżeli chciałoby się podążyć śladem „Śladów” Ernsta Blocha, należałoby przygotować się do długiej podróży. Teksty te – napisane przez niemieckiego ateistę żydowskiego pochodzenia, o poglądach marksistowskich, którego nazwisko znalazło się w leksykonie teologów XX wieku – powstawały od 1910 roku. Początkowo zamieszczane w przeróżnych niemieckich czasopismach, w zbiorczym tomie opublikowane zostały dwadzieścia lat później. Dziś doczekały się pierwszego całościowego wydania polskiego w przekładzie, ze wstępem i przypisami Anny Czajki (ich fragmenty ta sama tłumaczka opublikowała w „Literaturze na Świecie” w latach osiemdziesiątych) – tak zapewne w zarysie można by zaprezentować edytorską przygodę „Śladów”.

Zarys to chyba w ogóle dobre określenie „Śladów” – ulotnych utworów, których objętość waha się od osamotnionego akapitu–aforyzmu do maksymalnie kilku stron. W jednym z nich, noszącym tytuł „Postawić kropkę”, czytamy o pośle, który, prosząc Spartan o pomoc, przemawiał długo i barwnie, a odpowiedział mu najstarszy z geruzji: „Wasza mowa była za długa. Kiedyście byli w połowie, zapomnieliśmy początku, kiedyście zakończyli, zapomnieliśmy początku i środka. Nie wiemy, czego chcecie, przyślijcie nowe poselstwo”. Następca, nauczony doświadczeniem rodaka, wyraził się już lakonicznie: „Mieliśmy nieurodzaj, cierpimy głód, potrzebujemy zboża” i dlatego usłyszał: „Zrozumieliśmy, mowa była krótka, prośba przyjęta. Ale wystarczyło pokazać pusty worek”. Ostatnie słowa raz jeszcze podkreślają morał: „[…] tylko w skrócie wiadomo, o co chodzi” (s. 155).

Być może dałoby się spojrzeć na „Ślady” jako nowy gatunek czy też quasi-gatunek. Dzieło to jest pewnym przełomem w sposobie filozofowania Ernsta Blocha. Jak można dowiedzieć się ze znakomitego wstępu, myśliciel, znudzony pisaniem długich, tasiemcowych traktatów i jednocześnie zniechęcony do „kunsztownie toczonych konstrukcji” literackich spod znaku Tomasza Manna, zwraca się w stronę nowego rodzaju narracji, którego „poetyka chwili” opiera się na takich figurach retorycznych, jak elipsa, asyndeton, zeugma czy anakolut. Autor w myśleniu narracyjnym, przynajmniej częściowo, dopatruje się antidotum na kryzys uprawiania XX-wiecznej filozofii. Jednakże, nawet jeśli przyznać rację Annie Czajce i potraktować „Ślady” jako dynamiczny, pośpieszny zapis, próbujący sprostać naczelnej dla Ernsta Blocha kategorii chwili, zbiór ten, prezentujący treści wcale nie tak jasne, jak mowa posła, paradoksalnie choćby ze względu na enigmatyczną formę, domaga się raczej lektury powolnej i cierpliwej.

Podporządkowane pięciu częściom książki utwory („Ślady”, „Położenie”, „Los”, „Egzystencja”, „Rzeczy”) mają względnie konsekwentną strukturę. Punktem wyjścia pozostaje zwykle aforyzm, przysłowie, potoczna wiedza (nierzadko pojawiają się konstrukcje składniowe typu: „mówi się”; „opowiadają”; „często się słyszy”; „czyta się niekiedy”; „jak to się mówi”; „jak to mówią dobrzy ludzie”…), których prawdziwość zostaje potwierdzona lub podważona przez chroniący przed patosem, pustosłowiem i banałem „ślad-dowód”. W tej roli sporadycznie występuje odwołanie do filmu, opery, notki prasowej, a znacznie częściej do tekstu literackiego o rozmaitej proweniencji i wzorcu gatunkowym – bajka, anegdota, autobiograficzna opowieść, przypowieść, literatura podróżnicza, ballada, legenda i przede wszystkim baśń – polecana przez autora jako najbardziej filozoficzna, bo zawierająca wszystkie aspekty ludzkiego życia. Dokonując re-narracji, bez szczególnej dbałości o historyczną czy filologiczną poprawność, Bloch wykorzystuje opowieści i motywy zaczerpnięte od różnych pisarzy i poetów (A. Puszkina, G. Hauptmanna, L. Tołstoja, F. Schillera, J. W. Goethego, H. Ibsena, F. Hölderlina czy J. Musӓusa) oraz z wielu kręgów kulturowych (germańskiego, słowiańskiego, chasydzkiego, arabskiego…). Eseje finalizują mniej lub bardziej rozbudowane, niekiedy korespondujące ze sobą odautorskie komentarze filozoficzne. W ten sposób Ernst Bloch poprzez sieć intertekstualnych odniesień, dzięki śladom cudzych dzieł, tworzy własny – by użyć określenia Anny Czajki – „ilustrowany album metafizyczny”, u którego źródeł leży zadziwienie codziennością.

Tytuł: „Ślady” odpowiada także o fascynacji tym, co efemeryczne, umykające, niepozorne, niewielkich rozmiarów, drobne, łatwe do przeoczenia, a jednak – istotne. Ponieważ to ziarnko piasku wstrzymuje mechanizm – jak można wywnioskować na podstawie „Pisarza w merostwie” – właśnie takie elementy powinny być ważne dla artystów i myślicieli: „Coraz więcej pojawia się na obrzeżach. Trzeba zważać na małe rzeczy i za nimi podążać” – głosi z kolei esej „Sens” (s. 8), zamykający cykl pierwszy. Jego położenie nie wydaje się przypadkowe. Mam wrażenie, że to jeden z ważniejszych tekstów w całym zbiorze, ponieważ zdradza i podsumowuje metodę filozofa. Założeniem jest przekonanie, że „to, co proste i dziwne zarazem, prowadzi często najdalej”. „Historyjki”, choćby nawet banalne i śmieszne, nie służą tylko rozrywce, ale prowokują do zadawania pytań znacznie głębszych. Jest w nich coś, co rozrywa powierzchnię. Funkcjonują zatem jako przykłady, ale i tropy. Ponieważ „[…] dobrze jest łączyć myślenie z narracją […]”, praca Ernsta Blocha żeni filozofię z literaturą – czy też po prostu przypomina o ich długim, obfitującym w rozmaite perypetie i przejścia, związku. Ponadto stanowi też odpowiedź na potrzebę narracji jako takiej: „Towarzyszył nam tu stary instynkt słuchania opowieści, dobrych i złych, historii w różnych stylach, z różnych czasów, dziwnych, które jeśli znajdują zakończenie, to jest ono delikatne jak muśnięcie. Jest to czytanie śladów wzdłuż i wszerz, w odcinkach, które jedynie dzielą ramę na kawałki. Albowiem w ostateczności wszystko, co kogokolwiek znacząco spotyka, jest tym samym” (s. 9).

Pomimo finalnego „tego samego”, które zakłada pewną uniwersalizację, tropów jest wiele. Niekiedy łączą się one zawile, wymykając prostej logice, jak w zawierającym wątki autobiograficzne opowiadaniu „Dział wód”. Nie oznacza to jednak, że nie ma śladów fałszywych. W książce stale przewijającym się motywem jest motyw lustra, odbić, zjaw, snów, halucynacji, figur woskowych, fantasmagorii, powierzchownych wyobrażeń, kuszenia, masek oraz magicznych zaklęć, czyli wszystkich odmian iluzji, które utrudniają rozpoznanie prawdy i sprawiają, że: „niejeden omam nie jest nim na zawsze; i odwrotnie każdy rodzaj spełnienia nosi w plecaku swą możliwą złudę” (s. 169). Pociąga to za sobą także skutki etyczne: „Czyta się niekiedy o szlachetnych czynach, które od początku są zbyt szlachetne, by były prawdziwe. Niekiedy zresztą są prawdziwe, ale zagadkowo łatwo przemieniają się we własne przeciwieństwa, tak że nie pozostaje nic dla muzeum moralności” (s. 46). „Motywy utajenia” rozpoczynają się słowami: „Tak naprawdę wobec innych zawsze tworzymy tylko pozory. Niekiedy prześwieca przez nie prawda, ale pozostaje wątpliwe, czy w połowiczności i stawaniu się tych prześwieceń wszystko się zgadza” (s. 107). Na tym polega ciemność Teraz, w którym jesteśmy zanurzeni.

Jak widać, Ernst Bloch nie neguje negatywnych aspektów naszego poznania i rzeczywistości. Szczególnie w pierwszych tekstach („Za mało”, „Spanie”, „Długie czekanie”, „Hermetyczność”, „Mieszać się”) uwyraźnia się poczucie niedoskonałości, braku, samotności, tęsknoty, natomiast w części „Położenie” – społecznej niesprawiedliwości. A jednak twórca filozofii nadziei, autor „Wszechzasady nadziei” i „Ducha utopii”, nie popada w nihilizm. Świadomość pustki skłania do jej wypełnienia, a także przekroczenia teraźniejszości i poszukiwania sensu. Wnikliwie analizowane przez A. Czajkę motto „Śladów”, wykorzystane przez Blocha w pierwszej niemieckiej edycji, niestety nieuwzględnione w polskim wydaniu – „Jakże więc? Ale nie mam siebie. Dlatego dopiero stajemy się” – jest wyrazem uprawianej przez filozofa „ontologii nie-bycia-jeszcze”. Jej echa znajdziemy również w „Motywach pokuszenia”: „Świat […] jest procesem stawania się i pada nań mieszane światło, a w próbie swej egzystencji powinien sprostać blaskowi i ewentualnie oddzielić go od mroków” (s. 169). W obu fragmentach dostrzega się znaczenie tak ważnej dla filozofa kategorii możności, która pozwala na triumf nadziei, ubarwiającej mrok marzeń i związane z nimi wykraczanie w przyszłość – choćby nawet miałaby to być przyszłość daleka i mglista. Ostatnie zdania książki wykazują znaczące podobieństwo do przytaczanego cytatu z „Sensu”, tworząc z nim swego rodzaju klamrę: „odsłania się następująca prawda: tak jak nie ma słusznej drogi bez celu, tak nie ma celu bez potęgi dróg doń prowadzących, drogi samej wręcz zawartej w celu. Przeto spójrzmy na wszystko wkoło, teraz i tutaj, i w czynnie ustanawianym czasie wkraczamy w odtwarzaną czynnie przestrzeń. Ślady tak zwanych rzeczy ostatecznych, a nawet tego tylko, co współbrzmi z nami, są zaledwie odciskami kroków prowadzących ku Nowemu. Dopiero bardzo daleko stąd, wszystko, co się napotka lub dostrzeże, będzie Tym Samym” (s. 200).
Ernst Bloch: „Ślady”. Przeł., oprac. i wstęp: Anna Czajka. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2012 [seria: „Hermeneia”].