Wydanie bieżące

1 marca 5 (221) / 2013

Przemysław Pieniążek,

KIEDYŚ CIĘ ZNAJDĘ...

A A A

Rekonstrukcja rozegranej w 2001 roku przez amerykańskie oddziały bitwy w afgańskim kompleksie górskim Tora Bora oraz bezowocnej próby schwytania osławionego przywódcy Al-Kaidy miała stanowić kanwę kolejnego – po obsypanym Oscarami „The Hurt Locker. W pułapce wojny” (2008) – wspólnego projektu reżyserki Kathryn Bigelow oraz scenarzysty Marka Boala. Jednak realizacja dzieła stanęła pod znakiem zapytania, gdy świat obiegła wiadomość o zabiciu Osamy bin Ladena. Na szczęście zakrojone na szeroką skalę przygotowania (obejmujące między innymi proces żmudnego zbierania informacji od służb wywiadowczych) nie poszły na marne. Kiedy James Cameron odrzucił ofertę nakręcenia wojennego dramatu opartego na „uaktualnionej” wersji skryptu – wszak wolał poświęcić się pracy nad kolejnymi odsłonami epickiego „Avatara” (2009) – Bigelow postanowiła powrócić do porzuconego niegdyś tematu.

Tym sposobem bohaterką najnowszego dzieła autorki „Dziwnych dni” (1995) została młoda agentka CIA Maya (nominowana do Nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej Jessica Chastain), której służba od samego początku koncentruje się na działalności wywiadowczej związanej z ustaleniem miejsca pobytu Osamy bin Ladena. W 2003 roku protagonistka oddelegowana zostaje do amerykańskiej ambasady w Pakistanie, gdzie asystuje funkcjonariuszowi Danowi Stantonowi (Jason Clarke) w przesłuchiwaniu więźnia o imieniu Ammar (Reda Kateb), podejrzanego o związek z saudyjskimi terrorystami. Trop prowadzi do schwytanego kilka lat później Abu Faraja al-Libbiego (Yoav Levi), który może okazać się niezwykle pomocny w dotarciu do Abu Ahmeda (Tushaar Mehra), najbardziej zaufanego kuriera przywódcy Al-Kaidy. Dan ostrzega Mayę przed potencjalną zmianą sposobu prowadzenia wojny z terroryzmem – nowa administracja rządowa może pociągnąć do odpowiedzialności oficerów przeprowadzających bezkompromisowe przesłuchania oraz stosujących niedozwolony repertuar tortur. Ale zdeterminowana agentka zrobi wszystko, aby (nie tylko) jej wieloletni wysiłek nie poszedł na marne.

„Wróg numer jeden” skutecznie podzielił zachodnią krytykę, wywołując także ferment w najróżniejszych środowiskach politycznych i opiniotwórczych. Zarzuty dotyczyły głównie ideologicznych „wypaczeń” dzieła Bigelow, w odczuciu wielu świadomie zacierającego granicę między faktami a kinematograficzną fikcją. Pojawiały się nawet głosy porównujące reżyserkę do Leni Riefenstahl, określające dzieło autorki „Na fali” (1991) jako przykład nienagannej pod względem formalnym, choć ze wszech miar amoralnej agitki politycznej. Niemałe kontrowersje wywołały także sugestywnie ukazywane w filmie sceny tortur (psychofizyczne poniżanie, izolacja w klaustrofobicznych miejscach, pozbawianie możliwości snu połączone z katowaniem ekstremalną muzyką oraz waterboarding), którym poddawani byli więźniowie podejrzani o działalność terrorystyczną. Wielu dostrzegło w tym wątku cyniczną apologię kategorii „mniejszego zła”, niezbędnego do zwiększenia szans ochrony Stanów Zjednoczonych przed najbardziej podstępnymi wrogami.

Niektórzy zwracali także uwagę na to, że dzieło Bigelow może wzbudzić u widzów fałszywe wrażenie, iż odnalezienie bin Ladena to sukces nie tyle organicznej pracy służb wywiadowczych, co umiejętnie zastosowanych (na odpowiednich ludziach) tortur. Przeciwnicy administracji urzędującego amerykańskiego prezydenta podnieśli larum, kiedy okazało się, że data premiery filmu zbiegła się z terminem listopadowych wyborów, co odczytywano jako swoisty gest poparcia twórców i dystrybutorów „Wroga numer jeden” dla reelekcji Baracka Obamy. Z kolei w styczniu bieżącego roku aktorzy Martin Sheen, David Clennon oraz Edward Asner, czyli najbardziej aktywni członkowie Akademii Filmowej, obwieścili swoją gotowość do zorganizowania publicznego potępienia dzieła Bigelow, zdecydowanie odcinającej się od stawianych jej zarzutów. Autorka „Blisko ciemności” (1987) przekonuje bowiem, że celem jej dzieła było ukazanie mrocznej strony amerykańskiej wojny z terroryzmem oraz wykazanie bilansu (głównie moralnych) zysków i strat, poniesionych w imię zadośćuczynienia powszechnemu życzeniu śmierci skierowanemu pod adresem jednego człowieka.

Dylemat ten świetnie oddaje (szczególnie w ostatnich minutach filmu) postać Mai, będącej de facto symboliczną reprezentacją wielu agentek Centralnej Agencji Wywiadowczej zasłużonych w misji poszukiwania Osamy bin Ladena. Jessica Chastain (choć do roli początkowo przewidywana była Rooney Mara) niezwykle realistycznie oddała determinację oraz graniczącą z obsesją ambicję swojej bohaterki, która dla osiągnięcia założonego celu gotowa jest do największych poświęceń i niebezpiecznych posunięć. Na uwagę zasługują także solidne występy Australijczyka Jasona Clarke’a oraz Jennifer Ehle, niezapomnianej Elizabeth Bennet z „Dumy i uprzedzenia” (1995) Andrew Daviesa, która (wcielając się w rolę twardej, doświadczonej agentki) udowodniła, że potrafi odnaleźć się w zgoła odmiennym repertuarze. Na drugim planie niepodzielnie króluje Mark Strong, oszczędnie, choć przekonująco grający rolę szefa wydziału CIA w Pakistanie-Afganistanie, wykorzystujący wakat powstały po rezygnacji Toma Hardy’ego z udziału w projekcie.

Wizytówką autorskiego kina Kathryn Bigelow jest starannie prowadzona narracja, wzmocniona często dynamicznym montażem oraz dopracowaną warstwą wizualno- muzyczną. Nie inaczej jest w przypadku „Wroga numer jeden”, co świetnie widać, a w zasadzie słychać, już w sekwencji początkowej. Ciemny obraz stanowi bowiem tło dla przejmujących nagrań rozmów telefonicznych zarejestrowanych w czasie ataku terrorystycznego na wieże World Trade Center. Surowe, w wielu partiach budzące skojarzenia z dokumentalną manierą ujęcia (okraszone obfitującą w bliskowschodnie pasaże muzyką Alexandre’a Desplata) towarzyszą wzorcowo budowanej dramaturgii chociażby w sekwencji odtwarzającej jeden z najkrwawszych epizodów w historii CIA – zamach w Camp Chapman.

Chociaż w trwającym ponad dwie i pół godziny filmie nie zabrakło (zdecydowanie) przegadanych fragmentów, jego finalna część w znacznym stopniu rekompensuje ich obecność. Sekwencja rozpoczętego trzydzieści minut po północy (tytułowe Zero Dark Thirty, będące także kryptonimem militarnych akcji przeprowadzanych pod osłoną ciemności) lotu helikopterów DEVGRU, specjalnego oddziału amerykańskiej marynarki wojennej, oraz jego ataku na pakistańską kryjówkę Osamy bin Ladena to dramaturgiczny majstersztyk, w którym niebagatelną rolę odgrywają zdjęcia stylizowane na tryb noktowizora. Wszystko prowadzi do ambiwalentnego finału, pod wieloma względami kluczowego dla interpretacji dzieła Kathryn Bigelow – pomimo spowijających go kontrowersji – będącego jednym z ważniejszych filmów zrealizowanych w cieniu traumy 11 września.


„Wróg numer jeden” („Zero Dark Thirty”). Reżyseria: Kathryn Bigelow. Scenariusz: Mark Boal. Obsada: Jessica Chastain, Jason Clarke, Kyle Chandler, Reda Kateb, Jennifer Ehle, Harold Perrineau, Mark Strong i in. Gatunek: dramat wojenny. Produkcja: USA 2012, 157 min.