Wydanie bieżące

1 marca 5 (221) / 2013

Natalia Kaniak,

MIĘDZY ROCK'N'ROLLEM A EGZYSTENCJALIZMEM

A A A

Piwniczne bary, w których Beatlesi grywali na początku swojej kariery, mogą wydawać się zagorzałym fanom grupy miejscem wręcz mitycznym. Miejscem, do którego chcieliby trafić za wszelką cenę. Chociaż nad opowieścią Arne Bellstorfa unosi się duch artystycznej bohemy, autor kreśli najmniej rock’n’rollową love story w historii. „Baby’s in Black” wolne jest bowiem od rozbuchanych emocji oraz ekshibicjonistycznych motywów rodem z tabloidowych biografii zespołów. Graficznej powieści Bellstorfa bliżej do intymnego klimatu rodem z filmu „Control” (2007) Antona Corbijna. I choć momentami drażnić może naiwna narracja oraz spolegliwość bohaterów, ostatecznie odnosimy wrażenie, że miłość łącząca Astrid Kirchherr i Stuarta Sutcliffe’a była (mimo swojej krótkotrwałości) dojrzalsza, niż można by przypuszczać.



„Baby’s in Black” to komiks, któremu można zarzucić mnóstwo niedociągnięć. Jednak po skompletowaniu takiej czytelniczej „listy zażaleń” dojdzie się do zaskakująco prostego wniosku: dzieło Bellstorfa to komiks inny, niż się wydaje. Pod naiwną kreską, przypominającą (o, zgrozo!) scenki z podręczników do języka angielskiego, jak również pod bezkonfliktowymi dialogami, w których to postaci w aurze wzajemnego zrozumienia wymieniają się spostrzeżeniami na najpoważniejsze tematy, kryje się pełna ciepła historia dwóch familii: biologicznej rodziny Astrid, przypisanej bohaterom niemalże automatycznie, oraz drugiej, którą tworzą oddani i bezinteresowni przyjaciele z Liverpoolu i Hamburga.



Z wielu powodów jest to publikacja, którą powinni przeczytać przede wszystkim fani zespołu lub ukazanej na okładce pary artystów. Stuart Sutcliffe, pierwszy basista The Beatles, uwieczniony został na fantastycznych zdjęciach autorstwa swojej narzeczonej, Astrid Kirchherr (fotografki i pierwszej stylistki liverpoolskiego bandu). Dopiero znajomość jej prac usprawiedliwia specyfikę kreski Arne Bellstorfa. Chłód i swoista surowość dzieł niemieckiej artystki zostaje w komiksie przełamana poprzez dodanie do jej przesiąkniętych egzystencjalnym klimatem fotografii odrobiny stronniczości, a czasem nawet lekko kiczowatej atmosfery. Detale, jakie można odnaleźć w jej pracach (szalik zawieszony na szyi Stuarta lub poplamione farbami koszule, w jakich fotografowała narzeczonego), stają się leitmotivem powieści graficznej.  Budują tym samym kameralny klimat historii, dzięki której serie podobnych ujęć „gadających głów” stają się dla czytelnika przezroczyste. Pozorna niedbałość o szczegóły – plansze komiksu wypełniają głównie postaci ubrane w (tytułowe) czarne golfy lub jasne marynarki – rekompensuje ich fotograficzne kadrowanie, które ujawnia się najmocniej w panoramach Hamburga, wiernie odwzorowujących miejski krajobraz.



Mimo że Bellstorfowi nie udało się (choć może nie było to jego zamiarem) oddać niesamowitej urody Sutcliffe’a, można odnieść wrażenie, że artysta uchwycił jego charakter nadzwyczaj spokojnego, introwertycznego oraz pracowitego mężczyzny, który mimo bólu  powodowanego niezdiagnozowaną chorobą spędzał noce nad sztalugami, malując abstrakcyjno-ekspresjonistyczne obrazy. Nawiązując niejako do stylu jego prac, Bellstorf swobodnie operuje kreską, wielokrotnie „bazgrząc” po twarzach i ubraniach swoich postaci. Dodając im ołówkiem szarych rumieńców, doskonale oddaje zarówno ich młodzieńczy temperament, jak i duszną atmosferę miejsc, w jakich przebywają, dosłownie zanurzając ich sylwetki w wiecznej mgle papierosowego dymu.



Osadzona w latach 1960-1962 opowieść o wczesnym okresie działalności Beatlesów nie skupia się (całe szczęście!) na wielokrotnie opisanej już historii chłopców z Liverpoolu. W zamian czytelnik otrzymuje rzetelnie zarysowany historyczno-kulturowy obraz minionych lat, począwszy od znaczących nazwisk wymienianych w rozmowach Astrid, Stuarta i Klausa (jej bliskiego przyjaciela), a skończywszy na słuchanych przez nich płytach i modzie, jaką każdy z nich reprezentował. Sama Kirchherr, na zdjęciach przypominająca melancholijną wersję Bibi Andersson, w komiksie wystylizowana zostaje na buntowniczą, zaczytaną w pismach egzystencjalistów kopię Twiggy Lawson. Nic więc dziwnego, że autor zdecydował się na monochromatyczne barwy. Dzięki nim udaje mu się bowiem uniknąć epatowania kiczem, który – mimo swojej sporadycznej obecności na kartach komiksu – wcale nie irytuje.


Arne Bellstorf: „Baby’s in Black. Historia Astrid Kirchherr i Stuarta Sutcliffe’a”. Przeł. z języka niemieckiego: Grzegorz Janusz. Przeł. Z języka angielskiego: Katarzyna Legendź-Janusz. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2012.