Wydanie bieżące

1 marca 5 (221) / 2013

Mirosław Skrzydło,

KRYMINAŁ NA WESOŁO

A A A

Powszechna amerykanizacja od dłuższego czasu wprost zalewa kolejne gałęzie rodzimej kultury, w tym sztuki. Ten samoistny proces związany z globalizacją, a co za tym idzie: unifikacją cywilizowanego świata, objął również polski komiks. „Pobite Gary” Małgorzaty Szymańskiej możemy uznać za odpowiedź na kultowego już „Scotta Pilgrima” Bryana Lee O’Malleya – sprawne połączenie opowieści młodzieżowej, szablonowych pojedynków karate rodem ze starych filmów z Kraju Kwitnącej Wiśni, niedorzecznych motywów fantastycznych, komedii slapstickowej oraz ociekającego kiczem romansu.



Przede wszystkim jednak jest to traktat o straconym pokoleniu dwudziestolatków, którzy uciekają przed dorosłością, kurczowo trzymając się swych ulubionych zajęć – w tym przypadku radosnego brzdąkania na gitarze. Odkrywcze dzieło O’Malleya cechuje niezwykła lekkość i klasyczny dla zachodniej młodzieży „luz” w podejściu do spraw życiowych. Małgorzata Szymańska w swym debiutanckim albumie wykorzystuje (z zaskakująco udanym skutkiem) niektóre spośród wymienionych elementów, z których kanadyjski artysta skonstruował swe najsłynniejsze dzieło.



Samse, jak na błyskotliwego, acz żyjącego w swym hermetycznym świecie geniusza przystało, stworzył epokowy wynalazek. Zanim jednak zdążył się z kimkolwiek podzielić tą rewelacją, zmarł w dziwnych okolicznościach. Pierwotnie stwierdzono, iż popełnił samobójstwo. Tajemnicę jego śmierci może wyjawić ulubieniec młodzieży Filipjak Monstrum, który próbuje przejąć unikalne dzieło Samsego (nazwane niebagatelnie Maszyną Nieśmiertelności). Na jego drodze staje brat bliźniak młodego naukowca – urodzony leser i rozrabiaka, Gary. To wieczne dziecko, który neguje wszystko, co przykre, przygnębiające i dramatyczne. Ukrywa przed światem smutek wynikający ze straty brata, odgrywając rolę błazna, trickstera oraz sympatycznego głupka.



Momentami jego zachowanie może jednak irytować. Trudno bowiem identyfikować się z jego osobistym nieszczęściem w chwili, gdy większą uwagę bohater przywiązuje do koncertu uwielbianego zespołu rockowego czy palenia trawki niż wspominania chwil spędzonych z bratem. Protagoniście towarzyszą: buntownicza hakerka o słodkim nazwisku (Winona Deser), obdarzony nieprzeciętnym intelektem Azjata (Ten Mazazaki) oraz maniakalny filmowiec-odludek (Tom Wisiszmamone). A w tle cała masa barwnych postaci, wśród których niepodzielnie rządzą komiczni rodzice Toma oraz prezenter Buzimudaj (ach, te niezwykłe nazwiska!) prowadzący osobliwe talk-show. Całość przenika nutka filozoficznych rozważań, dotyczących także problematyki społecznej podanej w słodko-gorzkim sosie.



Małgorzata Szymańska nie pragnęła stworzyć kolejnego dramatu obyczajowego na wzór chociażby rewelacyjnego dyptyku „Fotostory” Dominika Szcześniaka i Rafała Trejnisa. „Pobite Gary” to dobrze zaprezentowana zabawa formą, w której egzystencjalne kwestie zostają zestawione z frywolnym zachowaniem większości bohaterów, a wzniosły wynalazek, filozoficzny sznyt i teoria spiskowa wrzucone do jednego wora z popkulturowymi śmieciami najgorszej kategorii.



Trochę boli brak sensownej idei przyświecającej całej historii, ale ogólnie jest nieźle. Na osłodę dostajemy bowiem interesujące ilustracje uzdolnionej artystki, wykazujące pokrewieństwo z japońską mangą czy kreskówkami ze stajni Cartoon Network. Mam nadzieję, że w kolejnych zeszytach serii pojawi się jeszcze więcej pojedynków i niedorzeczności, powiedzmy, bijatyka w stylu „Matriksa” połączona z szaleńczym pościgiem formatu „Szybkich i wściekłych” oraz demolką charakterystyczną dla „Dragon Ball”. To takie moje osobiste życzenie.


Małgorzata Szymańska: „Pobite Gary. Część 1”. Wydawnictwo Dolna Półka. Warszawa 2012.