Wydanie bieżące

1 marca 5 (221) / 2013

Mirosław Skrzydło,

ŚWIAT OCZYMA DZIECI

A A A

Charles M. Schulz uchodzi za jednego z najwybitniejszych scenarzystów komiksowych. Można go postawić obok takich pionierów sztuki obrazkowej, jak Winsor McCay, Will Eisner oraz Art Spiegelman. Twórca „Fistaszków” jak mało kto rozumiał zmieniające się nastroje społeczne, a zarazem pragnienia, obawy i dążenia młodego pokolenia. I w tym należy dostrzegać wartość oraz uniwersalny wydźwięk jego graficznego opus magnum.



„Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat” – sławetną maksymę Janusza Korczaka warto odnieść do wzruszającej komiksowej kroniki w odcinkach, czyli „Fistaszków” autorstwa amerykańskiego artysty Charlesa M. Schulza. W tym przypadku śmiało możemy wykrzyczeć: „Kiedy Charlie Brown się smuci, smuci się cały świat!”. Przyjrzyjmy się bliżej zagubionym, acz pociesznym dzieciakom oraz ich przenikliwemu twórcy. Jak słusznie zauważa w swej wnikliwej analizie obrazkowych historii Krzysztof T. Toeplitz: „(…) komiks, gdziekolwiek występuje, rzadko występuje w formie całkowicie czystej, tak jak film lub przekaz telewizyjny” (Toeplitz 1985: 118).



Wybitny polski dziennikarz i krytyk literacki zaznacza, iż dawniej komiks był ledwie dodatkiem do gazety lub periodyku o efemerycznym charakterze. Charlesa M. Schulza można zatem uznać za prekursora sztuki komiksowej w masowym wydaniu. Oto bowiem zdarzyła się rzecz niezwykła: miliony czytelników zaczynało lekturę swej ulubionej gazety od (jakże autentycznych) pasków obrazkowych opowiadających o perypetiach Fistaszków. To one niejako relacjonowały sytuację geopolityczną w kraju, diagnozując nastroje i lęki odbiorców. Graficzne opowieści Schulza stanowią apoteozę prawdziwej przyjaźni oraz znakomity przykład sztuki czystej, a jednocześnie zespolonej z realnymi zdarzeniami.



Schulz – komentator



Powodów niezwykłej popularności Charliego Browna i reszty kolorowej menażerii należy upatrywać w misjonarskim tonie klasycznej dziś serii. W obszernym artykule „Życie i czasy Charlesa M. Schulza” badacz jego twórczości, David Michaelis, w taki sposób wyjaśnia fenomen pomysłodawcy cyklu: „Wielu twórców komiksu podejmowało próby komentowania (ważnych) wydarzeń, ale głos Schulza brzmiał w tej dyskusji najbardziej wyraziście” (Michaelis 2008: 298). Chodzi między innymi o burzliwe lata sześćdziesiąte w Stanach Zjednoczonych. Wojna w Wietnamie, hipisowska kontrkultura, próby nuklearne czy walka o prawa nienarodzonych dzieci to wybrane zdarzenia, które znalazły ujście w krótkich historyjkach z udziałem posmutniałej latorośli. Z tego też powodu „Fistaszki” bezbłędnie wpisują się w nurt dziennikarstwa obrazkowego, choć sam Schulz kategorycznie wzbraniał się przed owymi porównaniami. Na prawie osiemnastu tysiącach pasków nie znajdziemy propagandy sukcesu, apoteozy jakiejkolwiek frakcji politycznej czy religii, tylko gorzką prawdę o naszych słabościach i lękach. Jakże autentycznego znaczenia nabierają te nowelki w nagłym zderzeniu ze współczesnym globalnym kryzysem, napięciami społecznymi i ogólnym przygnębieniem statystycznego Europejczyka.



Uniwersum dzieci



„Zachowanie wiecznej młodości jest jednym z przywilejów, jakim zostały obdarowane niemal wszystkie narysowane postacie” (Szyłak 2009: 16) – mądrze prawi teoretyk komiksu w przedmowie do drugiego albumu z dwudziestopięciotomowej serii. W całym cyklu nie uświadczymy dorosłych bohaterów. Przykład: na jednym z kadrów widzimy zlęknionych Charliego oraz Lucy otoczonych przez postaci o iście gargantuicznych kształtach. Nie mamy złudzeń, że dzieci czują się zagubione, nierozumiane przez otoczenie, żyjąc we własnym mikrokosmosie. Rzeczywistość wygenerowana na krótkich, świetnie spuentowanych paskach to świat widziany oczyma dzieci, w którym dorośli pełnią rolę epizodyczną: odległych duchów lekceważących potrzeby i pragnienia młodego pokolenia.



„Fistaszki” możemy uznać za graficzną epopeję zdominowaną przez trzeźwo myślące dzieci, którym przoduje wspomniany Charlie Brown – znerwicowany i odrzucony przez otoczenie pocieszny niezguła. Jego niewiara we własne umiejętności, wszechobecne fobie oraz poczucie egzystencjalnej pustki, potęgowane przez wiernych kolegów (w czym niepodzielnie króluje zaborcza Lucy), budzą u czytelników współczucie. Niespodziewanie Charlie stał się głosem całego pokolenia osób zastraszonych przez zimnowojenne nastroje, wyalienowanych z pędzącej lokomotywy rodzącego się konsumpcjonizmu. Tragizm chodzącego w charakterystycznym podkoszulku chłopaka unaocznia chociażby jego pełna żałości apostrofa do Lucy. „Nikt mnie nie kocha. Nikt mnie nawet nie lubi. W zasadzie nikt mnie nawet nie toleruje” – mówi Brown, co dziewczynka kwituje suchym stwierdzeniem: „My też nie!”.      



Och, Snoopy!



Z biegiem lat prawdziwą gwiazdą serii zostaje jednak wierny piesek częstokroć podłamanego Charliego, czyli pocieszny Snoopy. Ta niebywale refleksyjna psina o naturze wiecznego marzyciela do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych (fikcyjnych) postaci popkultury. Jego charakterystyczny wizerunek wykorzystywany jest na wielu produktach, a barwna osobowość zainspirowała powstanie innych kreskówkowych zwierząt. Wystarczy wymienić Briana z kontrowersyjnej animacji „Głowa rodziny” Setha MacFarlane’a i jego pisarskie aspiracje, zaczerpnięte właśnie od Snoopy’ego. Wizerunek psa-filozofa swobodnie leżącego na budzie i spoglądającego w niebo jest bodajże najbardziej charakterystycznym kadrem rodem z „Fistaszków”.



Jego pomysłodawca wyraża w ten sposób tęsknotę za prostotą, jak również znużenie zastaną rzeczywistością, a co za tym idzie: bierność i apatię urodzonych romantyków, do których szczekający zwierz z rasy beagle zdecydowanie należy. Nieodzownym atrybutem Snoopy’ego jest maszyna do pisania, na której pogodny zwierzak zapisuje swe przemyślenia oraz pusta miska, którą niejednokrotnie podsuwa swemu właścicielowi. Z biegiem lat u jego boku pojawia się żółty ptaszek o rozczochranych piórkach – pocieszny Woodstock. Wyłącznie Snoopy potrafi zrozumieć latającego druha, który porozumiewa się w dziwaczny sposób.   



Chociaż Charles M. Schulz w każdej chwili mógł zakończyć swą pasjonującą podróż z rozbrajającą trupą dzieciaków, z zamiłowaniem kontynuował wędrówkę w zasadzie do dnia swojej śmierci. Autor „Fistaszków” nigdy nie porzucił swych ulubieńców i nie podjął się stworzenia nowego, równie interesującego dzieła. Ambitny projekt amerykańskiego scenarzysty nadal zachwyca unikalnością, niespotykanym zbilansowaniem ludzkich porażek i cieszących ducha drobnostek, jak również psychoanalityczną autoterapią w najlepszym wydaniu, prowadzoną przez Schulza nieprzerwalnie przez pół wieku.



Literatura:



Michaelis D.: „Życie i czasy Charlesa M. Schulza”, [w:] „Fistaszki zebrane 1950-1952”. Warszawa 2008.



Szyłak J.: „Fistaszki zebrane 1953-1954”. Warszawa 2009.



Toeplitz K.T.: „Sztuka komiksu”. Warszawa 1985.