Wydanie bieżące

1 marca 5 (221) / 2013

Natalia Kaniak,

NIE DLA DZIECI

A A A

Trójka przyjaźnie wyglądających zwierząt: czytający mapę niedźwiedź w kapeluszu, stojący na tylnych łapach kot oraz nonszalancko palący papierosa królik. Komiks małżeństwa Rostockich przypomina opasły zeszyt ze staromodną winietą i obszywanym grzbietem. Ot, dziecięca opowieść, doskonała do czytania na dywanie lub pod stołem. Nic bardziej mylnego. „Niedźwiedź, kot i królik” to przerażająca baśń, której nie powstydziliby się sami bracia Grimm. Nie krótka, nie długa, lecz w sam raz, aby odrzeć czytelnika z pierwszego wrażenia, jakie mógł wynieść z oglądania okładki.



Tytułowi niedźwiedź, kot i królik wyruszają na wspólną wyprawę w poszukiwaniu mitycznej świątyni, gdzie czeka na nich nagroda rezydującego tam bóstwa (którego formy nie zdradzę). Już z pierwszych kart komiksu wysnuć można prosty wniosek: czyhające na bohaterów w lesie niebezpieczeństwo jest tylko pozorne. To oni są intruzami, których obecność natychmiastowo wyczuwają wzburzone ptaki, a jej konsekwencje poniosą w dalszej kolejności mieszkające tam lisy i wilki.



Tym, co uderza w opowieści Rostockich, jest dwuznaczność, lecz nie ta oczywista, oparta na zwierzęcych postaciach, które czytelnik automatycznie przekłada na prawdopodobne, ludzkie odpowiedniki. Jedynymi tropami człowieka, na jakie natrafiają bohaterowie, są porozstawiane w głębi lasu sidła kłusowników. Podtekst tkwi w warstwie wizualnej. Pozornie niekształtna fizjonomia bohaterów zdradza ich brutalność i czysto ludzkie zapędy ku władzy zdobywanej przemocą. W scenach nocnych dane jest nam ujrzeć twarze pijanego kota i pełnego goryczy królika toczących swobodne rozmowy. Mistrzowskim zabiegiem jest zastosowanie „pisma” obrazkowego. Z ust zwierząt wydobywają się jedynie znaki, podobne do dziecięcych rebusów. Z tą różnicą, że bohaterowie nie szczędzą nam wulgarności, właśnie dwuznacznie zarysowanej w naiwnych piktogramach.



Oczywiście, dzięki takiemu rozwiązaniu, możemy pozwolić sobie na dłuższe smakowanie obrazu, którego różnorodność i rozpiętość nastrojów jest równa wielości miejsc, do jakich trafia trójka bohaterów: od skąpanej we wschodzącym słońcu leśnej polany, przez osnutą mgłą puszczę, po urwisko, nad którym trójka zwierzaków przebiega w groteskowym tańcu, niczym w „Siódmej pieczęci” Ingmara Bergmana.



Pułapki, na jakie natrafiają na swojej drodze i sposób, w jaki je pokonują, godne są prawdziwych skautów i idealnie wpisują się w konwencję przygodowej opowieści. Skorumpowany ślimak, podstępna lisica i zaryglowane, podziemne wrota to tylko nieliczne przeszkody napotykane przez niedźwiedzia, kota i królika. Autorzy pomysłowo poprzeplatają sceny rozwijające akcję elementami wizji i snów, jakie zdarzają się kilku z bohaterów. Dzięki takiemu zabiegowi, komiks nie tylko zyskał na oryginalności, ale na charakterystycznym, lekko sennym klimacie, podważając tym samym wewnętrzną wiarygodność całej opowieści.



Na uwagę zasługuje sposób wydania komiksu: duży format, twarda, matowa oprawa o chropowatej teksturze i dopracowane we wszystkich detalach wnętrze sprawiają, że czytając go, poddajemy się aurze niezwykłości. W dodatku styl, w jakim został on narysowany (prawdopodobnie pastele olejne lub ich komputerowy zamiennik), przypomina nam o jego dziecięco-szkolnych konotacjach. Myląca, koślawa kreska, udająca rysunki kilkulatka, zdradza się w sposobie przedstawiania niektórych sytuacji oraz kolorystyce. Genialnie dopracowane barwy niejednokrotnie przywodzą na myśl mistrzów malarstwa. Sceny rozgrywane w lesie o zmierzchu nie różnią się znacząco w swojej palecie barw od tego, czym zaskakiwał w XIX wieku Caspar David Friedrich. Do tego monstrualność przyrody w komisie Rostockich jest równie bliska pracom romantyka, jak i niepokojącym opowieściom H.P. Lovecrafta.



„Niedźwiedź, kot i królik” zdecydowanie nie jest komiksem nadającym się do lektury dla dzieci, chyba, że chcemy przyprawić je o koszmary. Album Rostockich to osnuta mistycyzmem przypowieść o istotach zaciekle poszukujących sensu (różnie rozumianego: dla jednego bowiem jest to władza, dla drugiego specyficzna umiejętność). To również opowieść z morałem, na szczęście nieoczywistym i nienachalnym. Takie baśnie, pełne dobrze pojętej psychodelii, można czytać (i oglądać!).


Maria i Michał Rostoccy: „Niedźwiedź, kot i królik”. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2012.