Wydanie bieżące

1 marca 5 (221) / 2013

Anna Katarzyna Dycha,

BRZOSKA I GAWROŃSKI. UDANA KOLABORACJA

A A A

Wysmakowany, artystyczny, oryginalny. Długogrający debiutancki album „Nunatak” projektu Brzoska i Gawroński to udana kontynuacja EP-ki „Nigdzie indziej”.



Wojciech Brzoska to znany katowicki poeta, Dominik Gawroński jest producentem muzyki elektronicznej. Ich artystyczne drogi się połączyły. Pierwszy napisał oryginalne poezje, drugi skomponował do nich niebanalne elektroniczne podkłady. Całość uzupełniają gitara elektryczna Wojtka Bubaka i wokal Joanny Małanki.



Smaku narobił już wydany w ubiegłoroczne wakacje mini-album. Pokazał, że obcujemy z oryginalnym zjawiskiem muzycznym, w którym poezja zespolona jest z elektronicznymi dźwiękami. „Nunatak” proponuje dalszą, intrygującą podróż.



Przyznaję, że jestem mocno osłuchana z EP-ką. Może dlatego trudno mi się oderwać od zaproponowanych wcześniej kompozycji. Inna sprawa, że kolektyw naprawdę wysoko postawił sobie poprzeczkę. Także niezmiennie największe wrażenie robią na mnie utwory „Zostaliśmy na lodzie” (z najbardziej wymownym tekstem i bitami urozmaiconymi gitarą) czy „Morze nieskończoności” (z potężnym uderzeniem melodii). Celne słowno-muzyczne uderzenie. Tekst i warstwa muzyczna to jedno. Konkurować z nimi może „Queen of the night” (nazwa rzadkiej odmiany tulipanów z czarnymi płatkami). Refreny są tu hipnotycznie hałaśliwe, gitarowe, zwrotki spokojne. To utwór, do którego najczęściej w tym zestawieniu wracam.



Z nowych rzeczy na uwagę zasługują też „Tesco jest wszędzie” (zimne, transowe brzmienie i prowokujący tekst), „Czarna niespodzianka” (wykonana na dwa głosy, z ładnym bitem i powtórzeniami) oraz najostrzejszy muzycznie numer: „Kto pierwszy, ten lepszy”. Neurotyczne, pulsujące elektroniką „Art & Business” i „Nigdzie indziej” z rozciągniętym gitarowym riffem to mocne momenty EP-ki. Z kolei łagodny „Plecak” szybko wylatuje z głowy. Mocny jest natomiast finał. „Chodź, idziemy do piachu” – mówi matka do swojego synka. To efekt zabawy słowami, w której Brzoska się bardzo dobrze czuje. W utworze „Po grabki” tego rodzaju zabieg wypada wyjątkowo udanie.



Poezja Brzoski to niekoniecznie najłatwiejsza lektura, ale dobrze jej robi zestawienie z muzyką elektroniczną. Daje intrygujący efekt. Obcujemy z projektem, w którym przy mikrofonie staje poeta. Nie udaje, że jest wokalistą. Nie musi silić się, by śpiewać. Wystarczy, że jest mistrzem melodeklamacji. Silny głos, który wypowiada ostre jak brzytwa wersy.



Jestem przekonana, że „Nunatak” to pozycja wyjątkowa. Cieszę się, że mało komercyjny projekt wydaje długogrającą płytę, że nie kończy się jedynie na EP-ce (album celnie podany jak książeczka, niczym poetycki tomik z oszczędnymi rysunkami, artystycznymi zdjęciami i listą utworów sporządzoną w zeszycie w linię). My, słuchacze Świetlików, dobrze wiemy, że poezja i muzyka potrafią udanie iść razem w parze. Kolejne pokolenie artystów porywa się na taką kolaborację i słuszny obiera kierunek. Mimo że trudno w tym miejscu nie przywołać krakowskiego zespołu, Brzoska i Gawroński odważnie podążają swoją drogą. Eksplorują nowe rejony, odkrywają interesujące przestrzenie. Warto się w nie zanurzyć.


Brzoska i Gawroński: „Nunatak” [Ars Cameralis Silesiae Superioris, 2012].