Wydanie bieżące

1 marca 5 (221) / 2013

Sławomir Iwasiów,

PIĘĆ DNI W POCIĄGU

A A A

Debiutancką książką Igora T. Miecika, dziennikarza i reportera, jest zbiór dwunastu tekstów, które były publikowane na łamach „Polityki” w latach 2000–2005. Czytając te reportaże, jednocześnie przemierzamy z autorem Rosję – od Moskwy, przez Syberię i Kaukaz, aż do granic koła podbiegunowego w Murmańsku – i docieramy tam, gdzie powinna być tablica z napisem „Koniec świata”. Okazuje się jednak, że za nią kryją się zupełnie zwyczajne historie i mimo wszystko – zwyczajni ludzie. Znajdziemy tu zarówno opowieść o podróży pociągiem do tytułowego miejsca (14:57 do Czyty), historię marynarzy z Kurska (Miasto za kręgiem) czy też kulisy konkursu piękności, organizowanego w niezwykłej scenerii kolonii karnej na Syberii (Miss Gułag 2004). Przedstawione przez Miecika historie są różnorodne, ale spójne, łączy je tło społeczno-polityczne współczesnej Rosji.

Pierwszy tekst to relacja z podróży pociągiem z Moskwy do Czyty. Z perspektywy pasażera, a właściwie tymczasowego „mieszkańca” wagonu kolejowego, autor opowiada o ludziach, miejscach i wydarzeniach, które miał okazję obserwować. Jest przy tym Miecik opowiadaczem ukrytym w cieniu toczących się na jego oczach zdarzeń, reporterem uważnym, wrażliwym na szczegóły rzeczywistości. Inaczej na przykład niż Jacek Hugo-Bader, który w Białej gorączce był nieco bardziej wyrazistym „bohaterem”, trochę szalonym podróżnikiem, zaangażowanym w opisywany świat. Miecik jest spokojniejszy, raczej zachowuje dystans, ale nie traci przy tym ostrości spojrzenia. W 14:57 do Czyty Autor opisuje to, co widzi, czyli rozległy kraj, jego barwne krajobrazy, a przede wszystkim Rosjan, którzy, każdy w innym celu, podróżują koleją: „Ludzie z tobołami szukają swoich miejsc. Przed wagonem numer 10 zrobiło się tłoczno. Grupa nastolatek tuli do piersi futerały ze skrzypcami. Za nimi w przydużych panterkach i rozdeptanych buciorach dwaj poborowi. Mają dziecinne twarze. I dwaj faceci, rozczochrani, rozchełstani, już napici. Klną okrutnie. Jeden w czarnej skórze, z tłustawymi włosami zaczesanymi do tyłu spojrzał na masywny zegarek na grubej, srebrnej bransolecie. Trzy minuty do odjazdu” (14:57 do Czyty, s. 5).

W pociągu, przynajmniej tuż przed gwizdkiem, wszyscy pasażerowie zachowują jeszcze co nieco własnej „tożsamości” – uczennice szkoły muzycznej, żołnierze, podpici faceci wciąż pozostają sobą. Z czasem jednak cechy charakterystyczne ulegają zatarciu, a pociąg staje się, by użyć określenia socjologów, „miejscem tranzytowym”, podobnym do poczekalni na lotnisku albo na dworcu autobusowym. W pociągu do Czyty podróż trwa pięć dni, więc łatwo można w tym czasie stracić swoiste cechy. Może oprócz żołnierzy, bo tych zawsze zdradza mundur. W końcu wszyscy przebierają się w dresy, śpią pod tą samą pościelą, rozkładają prowiant. Tworzy się wielka wspólnota. Reporter wykorzystuje, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, każdą okazję, żeby tę przemianę z „człowieka” w „pasażera” opisać. Już sam wagon wydaje się miejscem podobnym do innych wspólnych przestrzeni społecznych: „Dziesiątka to wagon trzeciej klasy, tak zwany plackart. Najtańszy i najpopularniejszy wagon w Rosji. Pięćdziesiąt cztery miejsca sypialne ułożone w dwa piętra, a nad nimi jeszcze półki bagażowe, które w sezonie letnim zapełniają się podróżnymi. Kolej sprzedaje je jako miejscówki pasażerskie, gdy brakuje normalnych miejsc. Nie ma przedziałów, tylko przepierzenia otwarte na korytarz biegnący na przestrzał przez cały wagon. Na jednym końcu toaleta z umywalką” (14:57 do Czyty, s. 5–6). Prosty opis, a jednak dający pojęcie o tym, jak wygląda podróż pociągiem przez Rosję; nie za wiele pasażerowie mają przestrzeni, muszą jakoś wygospodarować sobie miejsce, zasłonić prywatność. Nie wszystko daje się jednak ukryć. Okoliczności sprzyjają ku temu, żeby podzielić się opowieściami, życiorysem, przygodami.

Miecik to nie tylko dobry obserwator, ale także uważny słuchacz, interpretujący żywy język. Na stacji w Głubince (jak wyjaśnia autor, po rosyjsku to po prostu „dziura”), zwraca uwagę na starszą kobietę sprzedającą z koszyka jedzenie: „– Kupuj, synku, pomóż biednej kobiecie. Warzywa zdrowe, własne, z działki. Natalia Jegorowna skończyła siedemdziesiąt trzy lata. Była nauczycielką rosyjskiego. Emerytura – tysiąc czterysta rubli, czyli niecałe pięćdziesiąt dolarów, ale w tym miesiącu jeszcze nie dali. Za mieszkanie sześćset rubli. W tym roku były już dwie podwyżki. Dzieci dawno rozjechały się po Rosji” (14:57 do Czyty, s. 9). Takich mikrohistorii znajdziemy w tym reportażu, jak i w całym tomie, znacznie więcej – to z nich autor układa swoją opowieść o współczesnej Rosji. Nie razi tutaj, częsta u reportażystów, maniera wyniosłości – czytając 14:57 do Czyty nie odnosi się wrażenia, że te wszystkie miejsca opisuje człowiek nastawiony „ironicznie”, jakby wyjęty z innego świata. Miecik jest, by tak rzec, „swojski”. Być może dlatego starsza kobieta mówi do niego po prostu „synku”.

Kolejny reportaż (Miasto za kręgiem) jest dłuższy i można w nim wydzielić dwa tematy: pierwszy to życie w Murmańsku, gdzie prawie zawsze panuje noc polarna, drugi – to katastrofa Kurska. Jeżeli poprzedni utwór dotyczył głównie podróży, tak ten w dużej części jest skoncentrowany na mieście. Miasto i podróż, podróż i miasto – oba zagadnienia przeplatają się ze sobą w narracjach Miecika, są nierozłączne, wynikają z siebie i na siebie wpływają. W Mieście za kręgiem autor odnajduje mroźny, polarny krajobraz, nieprzyjazną naturę i całkiem przeciętnych ludzi zmagających się z dużymi przeciwnościami losu: „Doktor Anna, lekarka w szkole podstawowej nr 8, znów ustawi w sali gimnastycznej wielką pionową lampę kwarcową, a rozebrane do majteczek dzieci założą ochronne okulary i będą co dzień robić kilka okrążeń wokół lampy, która podczas nocy polarnej będzie musiała zastąpić im słońce. Annę, mimo że urodziła się w Murmańsku, noc polarna przeraża. Za każdym razem, gdy nadchodzi, Anna boi się, że tak już zostanie, że zawsze będzie ciemno” (14:57 do Czyty, s. 16).

W Murmańsku życie codzienne wygląda trochę inaczej niż w jakimkolwiek innym miejscu o umiarkowanym klimacie, a mimo to mieszkańcy jakoś sobie z tymi niedogodnościami radzą. Słońce można, nic łatwiejszego, zastąpić lampą, ale jeszcze nikt nie wynalazł sposobu na to, żeby przywrócić do życia marynarzy z Kurska. Wieczna noc to nic w porównaniu z tragedią rodzin i przyjaciół podwodniaków. Maż Anny jest marynarzem, ale na szczęście nie pływał na Kursku. Anna pamięta jednak rok 2000, wszyscy w Murmańsku pamiętają, bo tragedia zmieniła ich nastawienie do życia, do przyszłości: „Katastrofa Kurska wielu ludzi w Murmańsku zmotywowała do zmian, do tego, żeby zerwać z flotą, z północą, z tym miastem. Zrobić coś z życiem albo przynajmniej pomarzyć, że coś się z nim zrobi” (14:57 do Czyty, s. 19). Autor zatem nie tylko opowiada o ludziach i miejscach, ale też wplata między wierszami tych opowieści ważne wydarzenia, które miały wpływ na życie wielu Rosjan i odbiły się szerokim echem w światowych mediach. To trochę opowieść „polityczna”, pokazująca kraj w czasie pierwszej kadencji Władimira Putina; trochę „społeczna”, podpatrująca reakcje opinii publicznej na zmiany w Rosji. Polityczno-społeczne tło stanowi jedną z cech wspólnych zebranych w tym tomie tekstów, wynikającą zapewne po części z tego, że były one pisane dla dużego tygodnika opiniotwórczego, zainteresowanego, nomen omen, polityką.

Mimo „wielkiej historii”, naznaczonej podobizną prezydenta, pełno tu przecież małych, zwyczajnych, chciałoby się rzec, że po prostu ludzkich opowieści. To do nich, do tych ludzi, i tych opowieści, trzeba jakoś dotrzeć, wydobyć je zza zasłony nieufności, jaką zapewne często darzy się nieznajomych reporterów z zagranicy. Z ciemności Murmańska autor wydobywa i takie biografie, które wydają się bardziej znajome. Nie każdy może uciec przed nocą polarną, ale: „Grażynie Rynio się uda. Ma polski paszport i bilet do Rzeszowa na 15 września. W połowie lat siedemdziesiątych przyjechała do Murmańska ze Szczecina z mężem Rosjaninem, którego poznała na stypendium w Kaliningradzie. Póki żył, nie myślała o tym wcale, może kilka razy, Nie żeby na poważnie, tylko tak: Co by było, gdyby wróciła? Czy łatwiej byłoby żyć po staremu niż po dwudziestu pięciu latach tutaj? teraz wszystko wydaje się lepsze niż Murmańsk” (14:57 do Czyty, s. 19). W Murmańsku wszyscy są tylko przyjezdnymi, chwilowymi mieszkańcami – nawet jeżeli osiedlili się w okolicy ćwierć wieku temu, to i tak nie mogą zagrzać miejsca (zupełnie jak Grażyna). Murmańsk to trochę takie miasto jak Szczecin, gdzie nie ma pierwszych osadników, gdzie żyją tylko przesiedleńcy albo ich potomkowie. Młodzi są „stąd”, ale zaraz chcą wyjeżdżać. Noc, zimno, duchy Kurska, blokowiska, lampa zamiast słońca. Nie ma tu czego szukać. Murmańsk, niegdyś „eldorado Związku Radzieckiego”, to dzisiaj miasto-widmo, pełne zjaw z przeszłości, przybyszów z byłych republik sowieckich, wdów po marynarzach. Koniec świata: „Dziś rubel nic niewart, pensja około dwustu dolarów, nawet Krymu nie ma, zostały jedynie mieszkania dostępne od ręki, bo wszyscy sprzedają, a nikt nie kupuje (14:57 do Czyty, s. 20).

Natalia Jegorowna z tekstu tytułowego, Anna – nauczycielka i żona marynarza, Grażyna ze Szczecina – Miecik przeważnie opisuje losy kobiet, chyba nawet częściej niż życiorysy mężczyzn, choć tego procentowo nie sprawdzałem. Może kobiety są w Rosji bardziej barwne, interesujące, mają więcej do powiedzenia? Oprócz podróży i miejsc, nie zabrakło w tym tomie opisów rosyjskiej kultury, obyczajów, lokalnych niezwykłości. Na przykład dość nietypowy obraz kobiecości tworzą bohaterki reportażu Miss Gułag 2004, które biorą udział w konkursie piękności w syberyjskiej kolonii karnej. Na początku tekstu jest trochę żartobliwie, z przymrużeniem oka: „Po prezentacji w strojach historycznych najwięcej punktów otrzymują: osadzona nr 22031101 Czupachina Żanna (4 lata za rozbój) jako kniaziówna Olga, po niej osadzona nr 23022007 Salimowa Olga (6 lat za handel narkotykami) jako caryca Katarzyna II i osadzona nr 20051403 Szafrowa Olesa (13 lat za zabójstwo) jako Nefretete” (Miss Gułag 2004, s. 71). Piękno faktycznie zniewala, w tym wypadku dosłownie. Nie wszystkim uczestniczkom podobają się te występy, z gruntu dobrowolne, ale jednak niepozbawione odpowiedniej dawki resocjalizującego przymusu: „Należytą postawę osadzona Olesa Szafowa zaprezentowała dopiero pod groźbą wpisania nagany do akt i kary piętnastu dni karceru. Wiedziała, rzecz jasna, że kodeks nie przewiduje karceru za coś takiego, jak brak chęci bycia miss, ale Tatiana Władimirowna (komendantka więziennego bloku – przyp. S.I.) wyraziła się jasno: – Już ja coś na ciebie znajdę, Olesa” (14:57 do Czyty, s. 73). Na pozór zabawny i lekki sposób przedstawienia konkursu piękności, przeradza się w całkiem poważną listę tragicznych losów osadzonych kobiet. Bitych, terroryzowanych, poniżanych przez mężczyzn, których, w napadzie szału albo z powodu bezsilności, zabijały. Olesa, kiedyś narkomanka, a teraz „wicemiss gułagu”, dźgnęła swojego chłopaka nożyczkami w oko, w łazience, bo nie podzielił się z nią działką heroiny. W konkursie wygrała butelkę szamponu.

Mógłbym tak opowiadać dalej, zatrzymując się na chwilę przy każdym reportażu Miecika, pokazując charakterystyczne wątki i motywy. Łączą się one w jedną całość, opowiadają o teraźniejszości, o granicach między różnymi światami – Rosja oddziela Europę od Azji, jest ruchomą granicą pomiędzy Zachodem a Wschodem. Każdy z tych dwunastu tekstów nadaje się do tego, żeby reprezentować całość: dużo w nich sylwetek ludzi, barwnych historii, interesujących miejsc. Autor dołączył do grona innych dziennikarzy i podróżników, których książki w ciągu ostatnich kilku lat mogliśmy czytać w serii reportażu Wydawnictwa Czarne. Paralela z Jackiem Hugo-Baderem nasuwa się sama, ponieważ obu pisarzy łączy zamiłowanie do Rosji, ale przecież w podobnym stylu – z dużą uwagą, zainteresowaniem, pasją – opisywali inne miejsca między innymi: Mariusz Szczygieł w Gottland (2006), Renata Radłowska w Nowohuckiej telenoweli (2008), Witold Szabłowski w Zabójcy z miasta moreli (2010) czy Filip Springer w Miedziance. Historii znikania (2011). Podobnie jak w tych wszystkich książkach, w 14:57 do Czyty jest coś prostego, ale zarazem magicznego, przyciągającego – chciałoby się na własne oczy zobaczyć taką Rosję, jaką opisuje Igor T. Miecik.


Igor T. Miecik: „14:57 do Czyty”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2012, s. 152 [seria: Reportaż].