Wydanie bieżące

15 marca 6 (222) / 2013

Grzegorz Marcinkowski,

NOWY/STARY WALTER B.

A A A
Od wielu już lat Walter Benjamin wiedzie dziwaczny żywot, rozdwojony pomiędzy rolą ikony –  klasycznego punktu odniesienia dla coraz bardziej meandrycznej i w związku z tym coraz uporczywiej szukającej podstaw ponowoczesnej humanistyki – a funkcją intelektualnego straszaka, fantazmatycznego „obcego”, umykającego skutecznie wszelkiej recepcji i znikającego w każdym komentarzu. Wypadkową tej podwójności jest, z jednej strony, natarczywa próba uczynienia z niego miejskiego gnostyka, osobliwego analityka „magicznej” strony nowoczesnego utowarowienia, a także patrona usychających już w chwili narodzin „krytycznych” projektów i sklerotycznych, szkolarskich truizmów o „melancholii” i flaneuryzmie; z drugiej zaś strony – potraktowania go jako klinicznego egzemplarza językowej schizofrenii, na którą zapadło wielu  myślicieli początków XX wieku, dryfujących pomiędzy usychającym tradycjonalizmem a marksistowską ortodoksją. Tak rozgwieżdżona konstelacja zastosowań, jakiej ulegają teksty Benjamina, czyni zeń zarazem postać zaskakująco niegroźną, łatwo podatną na oswojenie i akademicką preparację, jak i quasi- popkulturowy obiekt westchnień, słabo wyegzorcyzmowanych rojeń o metodologicznej transgresji, troskliwie hołubioną maskotkę teoretycznego eklektyzmu, nigdy niewyczerpane źródło powierzchownych odniesień. Te dwa rodzaje obecności spotykają się w specyficznej nostalgicznej religii, której obiektem stała się postać autora „Pasaży”. Każdy kult wszakże, obok komponentów irracjonalnych, zwiera w sobie obiektywne, ukryte pod powierzchnią retoryki podstawy. W przypadku polskiej recepcji Benjamina przyczyną determinującą była określona praktyka translatorska, narzucająca wyrazisty klucz interpretacyjny, dominacja pewnej cząstkowej narracji, która w braku jakiejkolwiek przeciwwagi łatwo wyrodziła się w wykładnię obowiązującą. Ponieważ hermetyczny esej stanowi zasadniczy korpus tego dzieła, jakakolwiek klasyfikacja mająca prawo do uniwersalności staje się niemożliwa, ułatwiając tym samym strategie oswajające. Już pierwszy wybór jego pism, tom wydany w 1975 pod znamiennym tytułem „Twórca jako wytwórca” (w przekładzie Janusza Sikorskiego i Huberta Orłowskiego), ustalił determinanty hegemonicznej wykładni. Tytułowy szkic był w przekonaniu autorów wyboru szkieletem i metodologiczną podstawą najbardziej znamiennych osiągnięć teoretycznych Benjamina, stąd uwadze czytelnika zaofiarowano w większości pisma z lat trzydziestych, okresu naznaczonego spotkaniu z łotewską komunistką Asji Lacis i Bertoldem Brechtem, publikacją „Ulicy jednokierunkowej”, współpracą z  kierowanym przez Maksa Horkheimera Instytutem Nauk Społecznych i zmaganiami z amorficzną strukturą „Pasaży”. Ten okres uznano za „czas dojrzały” i najbardziej reprezentatywny – za ostateczną krystalizację myśli Benjamina.

 Ową linię utrzymuje wydana w 1996, druga poprawiona i poszerzona wersja wyboru pod tytułem „Anioł historii. Eseje, szkice, fragmenty”. Podtytuł mówi wszystko: tłumacze zdecydowali na prezentację myśliciela krążącego w orbicie materializmu dialektycznego, ale spychanego na manowce przez fragmentaryczność i zagadkowość własnego sposobu pisania, jak i przez właściwy mu estetyzm. Dlatego przedstawione w tomie eseje „Zadania tłumacza” i „Dzieło sztuki w dobie reprodukcji technicznej” jawiły się jako niczym ze sobą niepowiązane etapy pisania, dziwacznej, iście kameleonowej zmienności autora, elementy układanki, której wzoru nie sposób odtworzyć. Klucz do zasadniczej linii myślenia Benjamina został zgubiony, a czytelnik – zdany co najwyżej na domysły i aproksymacje. Całkowicie pominięto nie tylko wczesne, nieopublikowane studia o języku i mimetyzmie, ale i ze wszech miar kluczowy esej o „Powinowactwach z wyboru” Goethego. W ten sposób Benjamin stał się na dekady satelitą szkoły frankfurckiej, osobliwie „niepokornym” i niechętnym dialektycznej dyscyplinie, analitykiem urzeczowienia i „epoki reprodukcji”, godnym umieszczenia pomiędzy Adornem i Lucasem, jako autor jednej z reinterpretacji marksowskiego dziedzictwa.

 Cała splątana i trudna do wytłumaczenia heteronomia Benjaminowego języka z tematowego okresu – podminowana serią rozpaczliwych prób wpisania własnych doświadczeń w materialistyczny dyskurs krytyczny, jawiąca się poniekąd jako finalny akt długo dojrzewającego dramatu – umykała w tak ustawionej optyce czytania. W tekstach tego czasu istniała wszak niepokojąca „resztka”, niepozwalająca bez reszty umiejscowić ich na mapie wewnętrznych sprzeczności europejskiej lewicy. Ów naddatek traktowano po części jako efekt „teologicznego użądlenia”, pozostałość wczesnych, mistycznych z ducha studiów nad językiem, nigdy do końca niewyplenioną osobliwość. W najlepszym wypadku czytano ją w myśl pierwszego fragmentu „O pojęciu historii” jako skryty element, deus et machina materialistycznej krytyki. W związku z powyższym wydanie w 2005 roku „Pasaży” w znakomitym przekładzie Ireneusza Kani należy traktować jako wydarzenie, na które polski odbiorca nie był gotowy; cześć kategorii i autocytatów, wypełniających odautorskie zapiski, pojęcia „korespondencji” i „alegorii”, jak i centralne pojęcie „ocalania” – pozostały niejasne. Sytuację zmieniła dopiero książka Agaty Bielik-Robson „Na pustyni”, która wyraźnie wpisuje „późnego” Benjamina w sferę teologiczną, otwartą we wczesnych pracach. Jednak zasadniczy podział pozostaje niezmienny: książka Bielik-Robson dokonała jedynie odwrócenia dominującego schematu, przedkładając mistycznego Benjamina nad materialistycznego, traktując pisma z lat trzydziestych jako efekt „podwójnej gry” i językowej mimikry, skądinąd w myśl poglądu Gershoma Scholema, który w jednym z listów nazywa swojego przyjaciela „podwójnym agentem”, kabalistą w przebraniu dialektyka. Narracja o „podwójności” walczy odtąd o lepsze z retoryką nawrócenia. Przykładem tej drugiej interpretacji jest wydany w zeszłym roku wybór w przekładzie i opracowaniu Roberta Reszke (tytuł, oczywiście: „Twórca jako wytwórca”), który wprawdzie prezentuje w nim swoje przekłady eseju o języku, „Fragmentu teologiczno-politycznego” „O zdolności mimetycznej” i „Wokół krytyki przemocy”, ale na samym końcu książki, w grupie „pism młodzieńczych”, czyli niedojrzałych, zgubione pośród mniej istotnych fragmentów. Centrum wyboru i tutaj stanowią prace z okresu „Dzieła sztuki w dobie reprodukcji technicznej”. Powyższy układ zdaje się świadczyć, iż Benjamin zdołał w końcu znaleźć Damaszek (niezależnie czy była nim przyjaźń z Brechtem, czy coraz ściślejsze więzi z europejskim ruchem komunistycznym). Nie to pozwala jednak w na zrozumienie procesów i momentów jego pisania, które taką konwersję umożliwiły.

Dzieje myślenia Benjamina traktowano zatem jako modelową historię dojrzewania nowoczesnego intelektualisty, z konieczności zakończoną aporetyczną deklaracją, której emblemat stanowiła figura anioła historii. Semantyka cięć, przełomów, konwersji, nawróceń, pozycja nieudacznika, z przekorną gorliwością przyjmującego kolejne lekcje modernistycznego dyskursu, by je porzucać jak wężowe skóry, zapoznawała istotniejszy i z wielu powodów o wiele bardziej problematyczny element tego dzieła – sekretną jedność, wobec której retoryka zwrotu stanowiła nieraz znaczne ułatwienie. Ta podskórna spójność była jednak o tyle trudna do wydobycia, iż nigdy nie przybierała eksplicytnej i systemowej postaci, przemieszczając się pomiędzy lakoniczną precyzją aforyzmu a niepokojącą wieloznacznością eseju. Jedność miała w tym wypadku charakter dynamiczny, stanowiła przestrzeń ciągłych resemantyzacji, wewnętrznych polemik, ukrytych nawiązań zwodniczych inwersji, w których językowy kształt, jaki myśl przyjmowała, współkształtował drogę pojęcia. Zarazem ten pozorny chaos funkcjonował jako owoc nieubłaganej dyscypliny, dzięki której metafory i obrazy gromadziły się wokół przedmiotu z nieubłaganą precyzją. Zachodzący w eseistycznej prozie Benjamina ścisły związek między poziomem wyrażania a poziomem treści i patronująca temu związkowi figuralna i konceptualna precyzja zwróciły już uwagę Adorna, który, w poświęconym mu szkicu, tak charakteryzował styl przyjaciela: „Wewnętrzna struktura jego prozy jest uciążliwa, także jeżeli chodzi o sposób łączenia myśli; tu pilniej niż gdziekolwiek trzeba się wyzbyć fałszywych oczekiwań, jeśli nie chce się błądzić po manowcach. Albowiem Benjaminowska idea wyklucza w swej surowości zarówno motywy przewodnie, jak i ich rozwinięcie i przetworzenie – cały mechanizm przesłanki, twierdzenia, dowodu, tez i rezultatów. Podobnie jak Nowa Muzyka w osobach swych bezkompromisowych przedstawicieli nie uznaje »przetworzenia« i różnicy między tematem i rozwinięciem, a każda myśl muzyczna, każdy wręcz dźwięk jest równie bliski centrum, tak »atematyczna« jest też filozofia Benjamina” („O literaturze. Wybór esejów”. Przeł. M. Łukasiewicz. Warszawa 2005, s. 241-242). Pisma Benjamina są przestrzenią, której poszczególne elementy tworzą otwarty układ, strukturę zdecentralizowaną i precyzyjną zarazem, wymagającą jednocześnie uwagi całościowej i skoncentrowanej na szczególe. Takie pisanie staje się osobliwie gęste, nie daje się zredukować do „tematu”, „tezy”, podobnie jak dzieło awangardowe stanowi jednolity gest, praktykę językową. Dlatego w przypadku rozważania o stosunku „metafizycznej bazy” do „materialistycznej nadbudowy”, albo „młodzieńczej” naiwnej Kabały do „dojrzałej”, krytycznej fazy są wynikiem błędu, każącego traktować różnorodne i wzajem do siebie nieredukowalne autora „Berlińskiego dzieciństwa” albo jako narzędzie mające służyć do wyrażenia ezoterycznej prawdy, albo jako instrumenty korekcyjne, pozwalające na konceptualne przepracowanie „mistycznego węzła”. W rzeczywistości eseje Benjamina za każdym razem inscenizują na nowo dramat myślenia i języka, które przestały w sposób bezproblemowy do siebie przylegać i utraciły zewnętrzne uzasadniania oraz hierarchizujące matryce, upodrzędniające wyraz kosztem idei; otwarta, „atematyczna” struktura wyrasta tu z utraconej stabilności i usiłowania nakreślenia nowego prawa łączącego słowa i idee, innej reguły uzasadniającej myślenie. Esej stanowi objaw innej choreografii myślenia, „próbę”, eksperyment pewnego stanu skupienia słowa, z konieczności tymczasowy i niestabilny, jednak tym silniej nakierowany na „powagę” usprawiedliwiającej go sytuacji. Jednością dynamiczną, sekretnym węzłem łączącym pozornie nie związane ze sobą momenty pisma, jest ciągłe konstruowanie narzędzi umożliwiających myślenie w sytuacji utraty metafizycznych i instytucjonalnych podstaw. Jednak założenie paradoksalnej jedności pojęcia i „atematycznej struktury” tych prac stawia przed komentarzem i tłumaczeniem ogromne problemy. Dlatego droga, którą w swojej pracy nad Benjaminem wybrał Adam Lipszyc, zasługuje zatem w pełni na miano karkołomnej.

W pewien sposób stanowi ona prostą kontynuację drogi, którą współtłumacz i redaktor  „Konstelacji” postępuje od lat. Funkcję preludiów pełniła zarazem praca „Ślad judaizmu w filozofii XX wieku”, jak i wydany przez Ośrodek Pogranicze, opracowany i zredagowany przez Lipszyca wybór pism Gershoma Scholema „Żydzi i  Niemcy” (w którym opublikowana została m.in. unikalna korespondencja Benjamina z Scholemem dotycząca Kafki). W swoich pracach i tłumaczeniach Adam Lipszyc skupia się głównie na powiązaniach pomiędzy nowoczesnym dyskursem teoretycznym a dziedzictwem teologii żydowskiej, sposobem, w jaki pojęcia religijne, pomimo utraty swej symbolicznej mocy, działają w dziełach takich autorów, jak Bloch, Adorno, Scholem, Bloom czy Derrida. Owymi pojęciami fundującymi, ramami, na których opiera się język i myślenie dwudziestowiecznych filozofów żydowskiego pochodzenia, niezależnie od stopnia uczestnictwa każdego z nich w ich macierzystej tradycji religijnej, są według Lipszyca kategorie stworzenia, objawienia i zbawienia. Dominującym przekonaniem myślowym komentowanych przezeń myślicieli jest przeświadczenie o istotowej separacji pomiędzy absolutem a stworzeniem i o paradoksalnych formach mediacji pomiędzy tymi dwoma porządkami. Stąd poruszająca, momentami wręcz nihilistyczna „antyepifanijność” ich projektów myślowych – kategorie teologiczne służą im w istocie do wyrażenia zwątpienia w możliwość transmisji symbolicznej pomiędzy boskim sensem a stworzeniem, ukazania alegorycznej z natury formy każdego języka i problematyczności religijnego doświadczenia. Lipszyca, głęboko zainteresowanego zarówno paradoksalnym charakterem sekularyzacji i jej niewyegzorcyzmowanych „widm”, jak i zwrotem dwudziestowiecznej filozofii w stronę języka, myślenie post-teologiczne zajmuje głównie jako symptom niewygasłej obecności „ducha negatywności” we współczesnej myśli i zdolności pewnych kategorii do pośmiertnej egzystencji, do wywoływania ciekawych efektów semantycznych, nawet gdy kulturowe formy, które je zrodziły, dawno przestały obwiązywać. Istotę tego projektu stanowi przeświadczenie, że teologia nie jest jedynie nieświadomym zapleczem tych dyskursów, ale elementem drogi intelektualnej, owocem świadomego nawiązania. Wyrwanie rzeczonych pojęć z macierzystego kontekstu semantycznego inauguruje proces niezwykłej wagi, akt przepisania, przepracowania, który funkcjonuje mniej jako zjawisko ze sfery nazywanej umownie „historią idei”, bardziej zaś jako element pewnego sposobu pisania, podejmowanego zarówno przez Adorna, Blocha czy Derridę – projektu konstruowania własnego idiomu, niedającego się zredukować czy to do „mistycznych”, czy to do „świeckich” swych elementów. Dlatego Lipszyc – w przeciwieństwie do Agaty Bielik-Robson, autorki słynnej już dystynkcji pomiędzy „żydowskim gnostycznym witalizmem” a resztą świata – starannie unika atrakcyjnych uogólnień, dostrzegając bardziej zniuansowany charakter obsesji dręczących wymienionych filozofów i interesując się głównie trajektorią dyskursywnych przesunięć, które takie myślenie zarysowuje. Na tym horyzoncie sytuuje się również praktykowane przez badacza „czytanie Waltera Benjamina”.

Wprawdzie zasadniczy korpus prezentowanych w „Konstelacjach” tekstów był już znany polskiej publiczności (pomijają dotychczasowe wybory, cześć została opublikowana w benjaminowskiej „Literaturze na Świecie” 2011, nr 5/6, zaś pełna wersja tekstu o Kafce po raz pierwszy ujrzała światło w antologii „Nienasycenie. Filozofowie wokół Kafki”), jednakże nigdy w tak kompletnym wyborze, będącym efektem tak klarownej decyzji interpretacyjnej. Należy wskazać na fakt, że żadna z dotychczasowych antologii nie waloryzowała tak mocno „wczesnego” Benjamina, żadna też nie rościła sobie pretensji do ukazania czytelnikowi filozoficznej esencji jego dzieła. Trzeba przyznać, że te dość wygórowane pretensje zostają spełnione na tyle, na ile pozwala na to opór oryginału. Kompozycja wyboru sprawia, że otrzymujemy całość zwartą, wyrazisty układ, oświetlający najważniejsze punkty Benjaminowego myślenia, spójną historię filozoficzną, dementującą rozpowszechnione sądy o aforystycznej, enigmatycznej i niepoddającej się zrozumieniu stylistyce autora „Pasaży”. „Rozumienie” i w tym wypadku nie przychodzi łatwo, staje się jednak wysiłkiem mającym obiektywny punkt zaczepienia. Centrum książki, jej konceptualny rdzeń, stanowią nieopublikowane za życia autora teksty: „O języku w ogóle i języku człowieka”, „Znaczenie języka w dramacie żałobnym i tragedii” oraz „Fragment teologiczno-polityczny”, tworząc „ezoteryczne” centrum dla esejów o Goethem (w książkowym wyborze publikowanego tu pierwszy raz) czy o zadaniach tłumacza. Naświetlają też aporetyczną strukturę eseju o Kafce i rozważań skoncentrowanych wokół krytyki przemocy. Taka struktura książki sprawia, ze poszczególne eseje odsyłają do siebie, budują pojęciowe i metaforyczne korespondencje, tłumaczą  się nawzajem i oświetlają. Charakter tych pogłosów i powtórzeń oraz „wariacyjną” formę, jaką zyskują teksty przez zaproponowaną im przez autora przekładu kolejność, można opisać używając kategorii mozaiki zastosowanej przez Benjamina we wstępie do rozprawy o dramacie barokowym: poszczególne szkice stanowią elementy układanki zgromadzone wokół nigdy niedającej się wyrazić prawdy, generując obiektywny układ idei, z których każdy fragment układu przypomina monadę odbijając całość. Z kolei dla określenia stosunku zachodzącego pomiędzy esejem o języku, fragmentem teologiczno-politycznym i fragmentem o tragedii a pozostałymi szkicami adekwatny wydaje się metafora palimpsestu – niepublikowane teksty są tajemnym pismem prześwitującym w późniejszych produkcjach, obrazowym i metodologicznym jądrem, tłumaczącym obsesyjne powracanie kategorii upadku, imienia, języka wygania czyli „gadaniny”, alegorii, mitu i prawa. Warto  jednak zaznaczyć, że „pierwotność” tych trzech „źródłowych” tekstów w żaden sposób nie „wyjaśnia” późniejszych; wszystko rozgrywa się w myśl Adornowskiego porównania z Nową muzyką: dominujący akord powraca niczym echo, nie punktując jednak ani nie organizując tematycznie pozostałych.

Z powszechnie znanego Benjamina z lat trzydziestych, w „Konstelacjach” mamy, oprócz wspomnianego eseju o Kafce, jeden z wariantów eseju o Baudelairze i legendarny tekst „O pojęciu historii”. Ta skromna reprezentacja nie jest jedynie wyrazem polemiki z dotychczasową linią postrzegania Benjamina: Lipszyc stara się raczej ukazać więź, językową i konceptualną, pomiędzy teologicznymi wczesnymi szkicami a tekstami późnymi, muskanymi skrzydłem anioła historii. W istocie wiele nierozstrzygalności, które musiały uderzyć czytelnika wcześniejszych zbiorów, dzięki przejrzystemu, pozornie redukcyjnemu układowi, zyskuje wyjaśnienie, pozwalając wyłonić się innym, dotychczas zapewne niemogącym się pojawić problemom. „Konstelacje” stanowią uzupełnienie wydanej w zeszłym roku przez krakowski Universitas książki Lipszyca poświęconej Benjaminowi pt. „Sprawiedliwość na końcu języka”, którą sam autor każe traktować jako swoiste wprowadzenie do „Konstelacji”. Obie publikacje stanowią rezultat jednolitej strategii. Istotę swojego zamysłu zdradza Lipszyc już we wstępie do wspomnianej monografii: „Dzieło Benjamina nie jest systemem, nie jest też jednak bezładną plątaniną idei i spostrzeżeń; stanowi raczej pole intelektualnych sił i napięć, rodzących nieustannie nowe konfiguracje, które swoim ruchem kreślą sylwetkę pewnej fascynującej figury o charakterze filozoficznym” („Sprawiedliwość na końcu języka. Czytanie Waltera Benjamina”. Karaków 2012, s. 7). „Konstelacje” tworzą zarys tej figury, dają czytelnikowi szansę na odtworzenie jej kształtu, zmierzenie się z jej nieoczywistą formą i pełne wyzyskanie jej inspirującego potencjału, tworząc podstawę, albo wstępny zarys, dla twórczej reinterpretacji dzieła Benjamina i na nowe, nieoczywiste  nawiązania. Istnieje szansa, że ten ze wszech miar nieostry jeszcze zarys uzupełni zapowiadane wydanie przekładu rozprawy o baroku, dając nam obraz pełniejszy i umożliwiając ponowną, pogłębioną lekturę wcześniej wydanych tekstów, szczególnie „Pasaży”. Należy czekać na to wydarzenie z niecierpliwością.
Walter Benjamin: „Konstelacje. Wybór tekstów”. Przełożyli Adam Lipszyc i Anna Wołkowicz. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2012 [seria: „Hermeneia”].