Wydanie bieżące

15 marca 6 (222) / 2013

Agata Stronciwilk,

POCZEKALNIA DZIADÓW

A A A
Jednym z podstawowych aspektów funkcjonowania w przestrzeni publicznej jest widzialność. Paradoksalnie, można być w tej przestrzeni obecnym, jednocześnie pozostając niedostrzegalnym. Niedawno w Zamku Ujazdowskim można było oglądać instalację Maurizio Catellana „Inni“. Tytułowi „Inni” zostali w niej przedstawieni pod postacią gołębi znajdujących się poza zasięgiem naszego wzroku. Jest to dosadne wyrażenie sytuacji „innych“ we wspólnej przestrzeni, którzy funkcjonują na obrzeżach widzialności. Wiemy, że istnieją, że są blisko, ale tak naprawdę okazuje się, iż nasza wiedza na ich temat jest znikoma. W szczególności dotyczy to osób bezdomnych, które częściej są „wyczuwane” niż dostrzegane w naszym otoczeniu. Sytuacja owych abstrakcyjnych „innych” pokazuje, że nieustające akademickie zainteresowanie i teoretyczna refleksja dotycząca „inności” nie przekłada się na zmianę ich sytuacji w rzeczywistości. Czy projekt Łukasza Surowca ma na celu ową zmianę? Artysta przypisuje sztuce szczególne znaczenie – przekształcanie rzeczywistości społecznej. To sztuka zaangażowana, sytuująca się na pograniczach – performance’u i aktywizmu. Pojawia się istotne pytanie: w jaki sposób oceniać tego typu sztukę? Skoro naczelnym jej zadaniem jest zmiana pewnej sytuacji, należałoby zastanowić się nad tym, w jakim stopniu owa zmiana nastąpiła.

Artysta w tytule wystawy odwołuje się do wieloznaczności „Dziadów”, które są wszak obrzędem karmienia dusz. Dusz opuszczonych oraz skazanych na błąkanie się w wiecznym „pomiędzy”, nie posiadających zakorzenienia i własnego miejsca. Będących jednocześnie wszędzie i nigdzie. „Dziadowski” to byle jaki, nie nadający się do niczego, żebraczy i nędzny.

„Dziad” jednak nie zawsze posiadał negatywne konotacje. Funkcjonujący od wieków w słowiańskiej kulturze ludowej wędrowny dziad był źródłem wiedzy o świecie. W typowo osiadłej, zamkniętej na wpływy zewnętrzne kulturze był „obcym”, przybyłym z innej rzeczywistości. W świecie, w którym każdy posiadał swoje miejsce i zakorzenienie, jedynie dziad bezustannie się przemieszczał. W efekcie stawał się źródłem specyficznej wiedzy i mądrości – opartej na bezpośrednim doświadczeniu i kontakcie ze światem, który wydawał się odległy i niebezpieczny. Czy współczesny „dziad” niesie ze sobą historię?

Bycie „dziadem” to konieczność stałego zmagania się z otoczeniem, walki o zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb. Z drugiej strony jest to przestrzeń wolności, być może jedyna możliwa opcja funkcjonowania poza „systemem”. Podczas rozmów, które niegdyś przeprowadzałam ze skłotersami (których nie można utożsamiać z bezdomnymi) owo funkcjonowanie poza oficjalnymi strukturami było jednym z najważniejszych aspektów skłotingu. Nawet jeśli generowało poczucie niepewności i nieustannego zagrożenia – istnienie na pograniczach zawsze okazuje się efemeryczne – w ich odczuciu warto było podjąć to ryzyko. Bezdomni z filmu Surowca próbują się zorganizować, stworzyć własną przestrzeń. Znajdują w pobliżu wiaduktu opuszczony dom, remontują go. Okazuje się, iż posiadając odpowiednie środki, potrafią je wykorzystać. Pomimo ogromnej ilości pustostanów, skłoting wciąż jest zjawiskiem, któremu brakuje społecznego poparcia. Skłoters bardziej kojarzy się ze zbuntowanym aktywistą niż bezdomnym, który próbuje znaleźć dla siebie miejsce (co wynika z samego charakteru skłotingu, który jest powiązany z szeregiem działań wykraczających poza samo zamieszkiwanie opuszczonego obiektu). Czy artysta zdecyduje się na realizację projektu, w którym bezdomni staliby się skłotersami?

Projekty artystyczne mające na celu przekształcanie rzeczywistości czasem rozmijają się z nią. Będące wynikiem artystycznego idealizmu i przejściowej, powierzchownej fascynacji danym tematem, okazują się niemożliwe do zrealizowania lub też ich realizacja nie przynosi oczekiwanych efektów. Tak było w przypadku wózków dla bezdomnych, projektowanych przez Krzysztofa Wodiczko, które okazały się bardziej artefaktem artystycznym niż przedmiotem mającym na celu pomoc konkretnym osobom. Częściowo wynika to oczywiście z faktu, że tak jak przy „Lasce tułacza” Wodiczko bardziej dążył do wyrażenia pewnej idei, niż tworzenia obiektów, które miały funkcjonować w przestrzeni społecznej. Jak jest w przypadku „Dziadów” Surowca?

Wystawa prezentuje szereg obiektów będących dokumentacją działań artysty. Naczelną ideą wydają się być szeroko rozumiane projekty mające na celu zmianę sytuacji osób bezdomnych. Pierwsze ,co odczuwamy po wejściu do Bunkra, to specyficzny zapach, który rozpoznajemy od razu jako zapach „dziada”. W pierwszej sali natrafiamy na znany widok – charakterystyczne wózki, które służą do przewożenia złomu i wszystkiego, co znalezione i uznane za przydatne. Artysta dokonuje specyficznej wymiany – oferuje nowe modele wózków w zamian za oddanie własnego oraz zgodę na wykonanie zdjęcia. Określenie wózki-rzeźby wskazuje na dążenie do estetyzacji rzeczywistości, artysta spogląda na nie jako na obiekt artystyczny. Trudno jest zrozumieć ekonomię tej specyficznej wymiany. Transakcja, która się dokonuje, wymyka się znanym kategoriom. Wskazuje także, że nadrzędnym celem Surowca pozostaje cel artystyczny. Pomoc jest oferowana tylko pod warunkiem uczestnictwa, zgody bycia eksponowanym – chociażby na fotografii. Charytatywność posiada sama w sobie dwuznaczny wymiar. Im bardziej bezpośredni przybiera charakter, tym owa dwuznaczność staje się wyraźniejsza. Opiera się bowiem na relacji wyższości i podległości, która okazuje się niemożliwa do przezwyciężenia. Tak jak pisał Marcel Mauss w kontekście wymiany darów – ofiarowanie daru zawsze wiąże się z wyznaczeniem hierarchii. „Charytatywność” utrwala więc istniejący porządek. Surowiec, mimo swych deklaracji, w tym wypadku nie próbuje wyjść poza tę relację.

Jak czytamy w opisie wystawy, artysta oferuje wykluczonym „prototypy bezpośredniej zmiany”, którymi mają być: narzędzia, obiekty, domy, plany dzielnic, plany biznesowe. Czy rzeczywiście będą w stanie z nich korzystać? Kontener do zbierania żywności, złomu oraz wymiany korespondencji jest bardzo prostym i ciekawym pomysłem. Jeśli jednak mamy rzeczywiście dokonać oceny tego obiektu, jej miarą będzie obecność owych kontenerów w przestrzeni publicznej. W związku z tym, że Surowiec nie chce tworzyć obiektów galeryjnych (jak Wodiczko), tylko rzeczywiste użycie przedmiotu może decydować o jego wartości. Artysta kreuje także sytuacje niemożliwe, jak w przypadku fotografii prezentującej bezdomnego Józefa ściskającego dłoń prezydenta Katowic Piotra Uszoka. Oczywiście do takiego spotkania nigdy nie doszło, a nawet gdyby tak się stało, prawdopodobnie owo uściśnięcie dłoni byłoby równie fałszywe, co prezentowana fotografia. Jesteśmy w stanie uwierzyć w jej prawdziwość, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do obserwacji pustych gestów, wykonywanych w kierunku obiektywu.

Film „Szczęśliwego Nowego Roku” był jednym z najciekawszych elementów wystawy – niezaprzeczalnie autentyczny, pokazujący rzeczywistość bez ubarwień. Na chwilę pozwala wniknąć w świat osób bezdomnych. W filmie widać, że artyście udało się zyskać ich sympatię i zaufanie, nawiązać prawdziwą więź.

Najbardziej skrajnym działaniem jest oczywiście „Poczekalnia”. Efemeryczna przestrzeń o niejasno sprecyzowanym celu i charakterze. „Poczekalnia” jest przestrzenią otwartą, do której każdy może wejść i w niej przebywać. W szczególności skierowana jest do „dziadów, odmieńców, performerów życia” (kimkolwiek ci ostatni są i cokolwiek to wyrażenie ma oznaczać…). Próba poszukiwania nowych metod współprzebywania oraz przeciwdziałania ekskluzji czy apogeum vouyeryzmu? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. W jednej z relacji wystawy natrafiłam na bardzo jasny przekaz – Surowiec „wystawia” bezdomnych jak eksponaty. Według tej relacji widzowie mieli możliwość zejścia do podziemi Bunkra po to, aby oglądać przebywających tam tymczasowo mieszkańców. Wskazywało na to także zamieszczone zdjęcie i jego opis mówiący o zakłopotaniu obserwujących. Gdyby rzeczywiście tak było, ocena „Poczekalni” w mym odczuciu byłaby jednoznaczna – artysta wykorzystuje sytuację podległości w celu uzyskania pewnych korzyści. Byłoby to działanie, w którym człowiek potraktowany jest jako artefakt, materia, jaką artysta może dowolnie formować. Podobnie jak w działaniach Jacka Markiewicza określanych przez niego mianem „bioartu” – było to użycie żywego człowieka jako materii, które było powiązane z poniżeniem i uprzedmiotowieniem osoby. Sama idea „Poczekalni” łagodzi jednak nieco ten wydźwięk. „Poczekalnia“ ma być miejscem otwartym dla każdego, miejscem oczekiwania na zmianę, na polepszenie swojej sytuacji. W założeniu nie jest to więc miejsce, w którym następuje uprzedmiotowienie człowieka. To, co się dzieje wewnątrz, jest jednak nagrywane, co znów pokazuje, że dla Surowca istotny jest aspekt artystyczny. Spotkanie spotkaniem, przestrzeń otwarta przestrzenią otwartą, ale przecież wszystko musi zostać zarejestrowane i  udokumentowane. Inaczej nie będzie sztuki, którą będzie można się pochwalić. Obawiam się, że jeśli Surowiec zrealizuje projekt skłotu, będzie to skłot „najeżony” monitoringiem.

Tym, co tak naprawdę okazuje się problematyczne, jest zagadnienie kontekstu, który nadawany jest przez przestrzeń. Wspominana wcześniej dwuznaczność zostałaby załagodzona, gdyby artysta realizował swój projekt poza galerią, co pokazuje nasze wyczulenie na kontekst oraz ograniczenia, które nakładamy na samą przestrzeń galerii. Prowadzi to do pytań o to, czym jest galeria, na jakie działania w niej godzimy się, a jakie odrzucamy, oraz czym jest ekspozycja. Surowiec pokazuje ostateczny efekt sztuki zaangażowanej społecznie, jakim jest przeniesienie działania społecznego w samą przestrzeń galerii.

Żadna z wystaw nie podzieliła tak bardzo moich znajomych jak „Dziady”. Jest to jej niezaprzeczalny atut – wywołuje dyskusję. Niestety przechodzi ona często w rozmowę na temat sztuki i jej granic, a nie samej bezdomności…
Łukasz Surowiec: „Dziady”, 05.02- 03.03.2013, Bunkier Sztuki, Kraków.