Wydanie bieżące

15 marca 6 (222) / 2013

Małgorzata Wosnitzka,

NICOŚĆ NA MAKSA, CZYLI O ZMĘCZENIU RZECZYWISTOŚCIĄ

A A A
- Jakub Banasiak: Twoje obrazy są o czymś?
- Przemysław Matecki: Tak, na maksa.
- Jakub Banasiak: O czym?
- Przemysław Matecki: O niczym.
„Zmęczeni rzeczywistością” to książka, w której autor ukazał z różnych punktów widzenia tematykę rzeczywistości na gruncie współczesnego malarstwa polskiego. Do głosu zostali dopuszczeni nie tylko krytycy i historycy sztuki, ale również (i przede wszystkim) polscy artyści uznani dzisiaj za najważniejszych nowych nadrealistów. Wieloletni już odwrót od mimetyczności motywuje się wieloma czynnikami, m.in. dekoracyjnością, kontekstualnością czy surrealizmem.

Wiele do myślenia daje tytuł wstępu spisanego przez Agnieszkę Taborską – historyczkę sztuki i pisarkę (wydała m.in. „Spiskowców wyobraźni. Surrealizm”, „Abecadło Topora”) – „Gdyby Witkacy żył nad Sekwaną…”. Przywołana została tutaj myśl o miejscu jako determinancie powodzenia sztuki, a dokładniej o Francji będącej jednym z niewielu krajów, w których artyści zostali prawdziwie docenieni. Choć dostrzec można liczne podobieństwa treściowo-formalne sztuki polskiej i zachodnioeuropejskiej, to samo rozumienie surrealizmu na gruncie polskim przysporzyło badaczom wielu problemów. Tadeusz Kantor tłumaczył brak surrealizmu w Polsce katolicyzmem – Taborska zaś łatwo obala jego tezę argumentem o katolickiej wówczas Francji. Surrealizm był w pewnym sensie reakcją na konserwatyzm, tradycjonalizm i – jak każdy przecież kierunek artystyczny – wiele miał odmian narodowych. Co więc łączy „nasze” tendencje z zachodnioeuropejskimi? Na pewno przekonanie o końcu sztuki, zawiłe tytuły dzieł (np. zestawione „Sen wywołany lotem pszczoły wokół owocu granatu na sekundę przed przebudzeniem” Dalego vs. „Książę Ciemności kusi św. Teresę przy pomocy kelnera z Budapesztu” Witkacego, s. 12), wyobraźnia, spontaniczność, odrealniona codzienność, symboliczne miejsca (jak Drohobycz u Schulza), wizyjność, motywy (np. motyw dłoni, człowiek jako marionetka). Podobieństw wymienionych przez Taborską jest jeszcze wiele, a argumentacja zostaje wzbogacona szerokim kręgiem nazwisk i tendencji. Surrealizm polski dla badaczki jest zamknięciem surrealizmu europejskiego (francuskiego), a dodatkowo – co ciekawe – Taborska wyraża chęć odnalezienia tego kierunku w sztuce XXI wieku.

W kilku prostych rozmowach z artystami współczesnymi o (ich) sztuce krytyk i redaktor „Obiegu” – Jakub Banasiak, stara się potwierdzić taką ewentualność. Warte uwagi jest to, że po każdej rozmowie czytelnik dostaje do swoich rąk kilka najważniejszych obrazów danych artystów. Można więc samodzielnie poddać je analizie, bez dodatkowych poszukiwań, zweryfikować rozmowy i tendencje.

Zmęczony nr 1 – Piotr Janas, czyli o „Dmuchaniu w trąbkę, która jest zatkana. (On to powiedział, powiedziałem)” – nazywa siebie malarzem niedzielnym (s. 36), którego inspiracjami są: muzyka, twórczość Bernharda, Kafki oraz rzeźby Genzkem. Daleki jest od tradycji mimetycznej, ale nie zgadza się z nazywaniem siebie surrealistą. Wyłączną zaś oznaką realizmu w jego obrazach jest farba udająca zastygłą krew lub inne elementy, które jedynie tworzywem imitują rzeczywistość.

Zmęczony nr 2 – Przemysław Matecki, czyli o „Kulawym wyniku nieudolnego pobytu na planecie” – z wypowiedzi Mateckiego wywnioskować można, że samo opowiadanie o sztuce nie jest jego ulubionym zajęciem. Zmęczenie pojawia się u artysty w związku z przeżyciami w trakcie malowania, z czymś, co sugeruje pewnego rodzaju uzależnienie. Wytwarzając historię z cudzych zdjęć na swoich obrazach, traktuje ją jako prawdę. Jak twierdzi (paradoksalnie), rzeczywistość wtedy może być dla nas prawdziwa, kiedy jej nie znamy.

Zmęczony nr 3 – Jakub Julian Ziółkowski, czyli o „Tysiącu rysunków jednej nocy” – wyrósł w tradycji malarskiej. Na początku swojej twórczości powtarzał wzorce swojego dziadka – Michała Ziółkowskiego. Przyznaje się do wpływu surrealizmu na swoją twórczość: de Chirica, Picassa, Matissa, ale inspiracji dostarczyli mu również m.in.: Schulz, Witkiewicz, Lem, Leśmian. Teraz w zastraszającym tempie powtarza swoje własne dzieła, nawiązując w wypowiedzi do atrybutu motywów, czyli cechy, jaką jest seryjność. Niezwykle cenne jest dla niego poczucie wolności tworzenia, które otrzymał w pracowniach profesorów Leszka Misiaka, a później Jacka Gaja.

Zmęczony nr 4 – Tomasz Kowalski, czyli o tym „Co dzieje się za warstwą tapety” – artysta pełen snów i motywów tkwiących w podświadomości. Mówi o wszystkim, czym motywowana jest jego twórczość, o lękach, wyobraźni lat dziecięcych, o współczesnych kontekstach. Choć niedoceniany w Polsce, za granicą ma się całkiem nieźle.

Zmęczony nr 5 – Tymek Borowski, czyli o „Malowaniu szambem i błotem” – Borowski buntuje się przeciwko przyzwyczajeniom i stara się patrzeć na sztukę z dystansem. Nie jest artystą, dla którego ważny jest sam komentarz do dzieła. Przede wszystkim chce dostrzec i stworzyć niezaplanowaną od początku do końca sztukę. Męczy go surrealizm jako jedyna ścieżka ukazywania nie-rzeczywistości, stąd w jego pracach pojawia się wiele… narzędzi, np. wiertarka, deski. Potrzebuje czegoś więcej, utrudnienia mającego na celu wskrzesić sztukę.

Zmęczony nr 6 – Paweł Śliwiński, czyli o tym, że „Dobra piosenka często powstaje przypadkowo” – prawie zawsze miejsce, w którym się wychowujemy, wywiera na nas wielki wpływ. Tak też było ze Śliwińskim, artystą, który swoje dzieciństwo spędził w niewielkiej miejscowości – Roztoczu. Choć opowiada się za przemyśleniem sztuki, to wyrzeka się wszelkiej kalkulacji. Swoje obrazy stara się otworzyć na wiele kontekstów, „starając się, aby obszar, z których pochodzą, stale się rozrastał” (s. 183). Po raz kolejny dla malarza ważny jest sam akt malowania, przypadkowe stworzenie arcydzieła (porównanie z piosenką), nie zaś „sztuka” jako pojęcie. Potrzebuje więc swobody, do której zainspirowało go dzieło „Vitamin P” Schwabsky’ego.

Zmęczony nr 7 – Hanna Rechowicz o Edwardzie Krasińskim (i nie tylko), czyli „Dość specyficzna sytuacja”

Sytuacja rzeczywiście specyficzna. Hanna Rechowicz wraz z mężem Gabrielem gościli u siebie przez siedem lat Edwarda Krasińskiego. Zupełnie przypadkowo. Rechowiczowie usłyszeli wówczas od Krasińskiego takie wytłumaczenie: „A bo ja przyjechałem, bo mam się tu spotkać z waszą przyjaciółką Zulą, bo my się pobieramy” (s. 195). Został dłużej, bo do ślubu nie doszło, zatem jedno mieszkanie mieściło troje artystów. Nieunikniony więc był ich wzajemny wpływ. Wymienić można tutaj m.in.: zamiłowanie do rysunku, motywy surrealistyczne, tematykę kobiecą. Prawdziwym życiem tej trójcy była sztuka, nie zaś bywanie na salonach czy ówczesna sytuacja w kraju. Byli zatem samotnikami w tłumie ludzi.

 „Rzeczywiście, młodzi są nadrealistami” – głosi Banasiak w tytule posłowia. Przedstawione powyżej proste i bardzo ciekawe dyskusje prowadzone przez autora wnoszą wiele do pojęcia rzeczywistości będącej dzisiaj coraz częściej kopią bez oryginału, symulakrem warunkującym współczesność (Baudrillard 2005: 12). W krytyce rzeczywistości i współczesnej sztuki Baudrillard zaznacza, że dzisiejszy świat uwikłany jest w „cytowanie, symulowanie, powtórne przywłaszczania (Baudrillard 2006: 36). Nie da się ukryć, że rozmowy z artystami i załączone obrazy są ustosunkowaniem się artystów do rzeczywistości. Co więcej „zmęczeni rzeczywistością” to, jak wynika z rozumów, artyści tworzący nową formację. Według Banasiaka uznali oni pojęcie „sztuki” za zbitkę konwenansów, od których starają się dystansować (s.224-225). Dodatkowo książka „Zmęczeni rzeczywistością” to, obok przekonania o braku fascynacji mimetyzmem, kolejny ważny głos w sprawie zdefiniowania sztuki współczesnej.

 

Literatura:

J. Baudrillard: „Spisek sztuki”. Warszawa 2006.

J. Baudrillard: „Symulakry i symulacje”. Warszawa 2005.
Jakub Banasiak: „Zmęczeni rzeczywistością”. Wydawnictwo 40000MALARZY. Warszawa 2009.