Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (223) / 2013

Krzysztof Ryszard Wojciechowski,

MANGA MORALNEGO NIEPOKOJU

A A A
W 1978 roku Will Eisner opublikował obyczajową powieść graficzną „Umowa z Bogiem”. Ten moment w historii anglosaskiego komiksu uznawany jest dziś za przełomowy, otwierający oczy ambitnym twórcom i pozwalający spojrzeć na medium z innej perspektywy. Będzie musiała minąć jeszcze dekada, by artyści mogli przestać się przejmować ograniczającym swobodę wypowiedzi Comics Code Authority i prawie dwie dekady, by „Maus” Arta Spiegelmana dostał Nagrodę Pulitzera, a powieść graficzna zyskała uznanie krytyki literackiej. Yoshihiro Tatsumi, nazywany „ojcem chrzestnym alternatywnej mangi”, tworzył komiksy zbliżone tematycznie do dzieł Eisnera już w 1969 roku. Oczywiście twórca „Umowy z Bogiem” nie mógł znać prac swojego azjatyckiego kolegi (a o tym, że o mandze wiedzę miał nikłą, świadczy chociażby wstęp, który popełnił do jednego z tomów „Usagi Yojimbo”) i trudno uznawać Tatsumiego za artystę mogącego mieć jakikolwiek wpływ na ówczesny komiks zachodni.

Niemniej, czytając „Push Man and Other Stories” nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że trzymam absolutny lost classic obyczajowej powieści graficznej. To rzecz odważniejsza niż komiksy Eisnera, brudna i punkowa, ale przy tym – nawet jeśli nie jest to szczyt możliwości Tatsumiego – dojrzała od strony formalnej. Gdyby postrzegać ją przez pryzmat filmowy, można ją określić jako neorealistyczną, nowofalową – a biorąc pod uwagę to, że wyraża lęki proletariatu – posiadającą cechy naszego kina moralnego niepokoju. W tym tomiku jego prac znajdziemy nawet historię, która mogłaby być prototypem „Krótkiego filmu o miłości” – opowieść o kalekim impotencie obserwującym przez teleskop parę kochanków. Szukając stycznych z literaturą, porównałbym prace Japończyka do surowej prozy Charlesa Bukowskiego, wczesnego Hemingwaya i niektórych opowiadań Marqueza (po lekturze „Push mana…” sięgnąłem po raz enty po „W tym mieście nie ma złodziei”). Sam Tatsumi pytany o inspiracje, twórców których ceni, odpowiada sucho, że najwięcej czerpał z kronik kryminalnych, gazet i obserwacji życia otaczających go ludzi. Myślę więc, że chodzi tu bardziej o specyficzną wrażliwość autora, a to, co łączy go z tymi nazwiskami, to wielka empatia i umiejętność obserwacji.

Bardzo interesujące jest to, że w czasie, gdy tworzone były prace zebrane w omawianym tomie (schyłek lat 60 XX wieku), autor był wydawcą i mimo, że zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że mógł tworzyć coś, co odniosłoby sukces komercyjny, to przekornie wybrał tematykę trudną –

społeczną, zaangażowaną, ocierającą się o tabu – Amerykanie powiedzieliby, że undergroundową. Jego bohaterami (prócz proletariatu) są głównie ludzie z marginesu – często mordercy oraz wszelkiej maści zwyrodnialcy. Autor nie skupia się jednak na tkwiącym w nich potworze. Interesuje go raczej ludzki aspekt ich egzystencji i miejsce, jakie zajmują w społeczeństwie. Zawsze widzi ich jako członków rodziny, pracowników, mężów, nieszczęśliwych kochanków. Jego komiksy – mimo iż można rozpatrywać jego twórczość jako spójną – nie posiadają jednego bohatera. Tatsumi nie boi się jednak obsadzać w głównej roli wciąż ten sam typ postaci: mężczyznę o topornej, kartoflanej twarzy i nijakiej fizjonomii. Szary, mijany na ulicy człowiek o zmęczonym obliczu zdaje się ulubionym aktorem jego dramatów.

W komiksach zebranych w „Push Man and Other Stories” Tatsumi wydaje się niezwykle twardo stąpać po ziemi, jednak znajdują się tu też pojedyncze historie, w których ze wspaniałym skutkiem potrafi sięgnąć po fantasmagoryczną groteskę. Szczególnie jest to widoczne w opowieściach, w których pojawia się pewien prześladujący go temat – niechciana ciąża, aborcja i lęki z tym związane. Te historie bardzo wyróżniają się spośród innych i prawdopodobnie są echem jego własnych fobii, bo ich wydźwięk łatwiej porównać do twórczości Kafki czy (jeszcze bliższe skojarzenie) „Głowy do wycierania” Davida Lyncha, niż do neorealistycznego przyglądania się jednostce i społeczeństwu. Kanały metropolii które portretuje, pełne są płodów poaborcyjnych, a do mieszkania jednego z bohaterów dzień w dzień, przez odpływ w łazience, przypełza ciężarna szczurzyca zapłodniona spermą, którą zmyła z siebie jego żona. Tatsumi udowadnia, że potrafi skłonić do refleksji, zaszokować nie tylko naturalizmem, ale i trafną metaforą.

Jak ostatnio pisał (czy mówił w swoim podcaście http://www.gniazdoswiatow.net/) Bartek Biedrzycki, po podreperowaniu wizerunku mangi w poprzedniej dekadzie, obecnie znów mamy w Polsce jakąś dziwną zapaść i posuchę. A szkoda, bo to wielkie nieporozumienie, że manga jest postrzegana jako – przepraszam za kwieciste porównanie – japońskie komiksowe disco polo (nie jest to mój wymysł, do podobnych wniosków dochodzi Paul Gravett we wstępie do antologii „Alternative Manga” wydanej przez Top Shelf). Jedyny zbiorek komiksów Tatsumiego wydała kilka lat temu oficyna niezajmująca się wcale japońskim komiksem – Kultura Gniewu. Tomik przeszedł bez echa, jednak warto dodać, że to samo spotkało niewielką antologię jego wczesnej twórczości wydaną w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Prawdopodobnie ówczesny czytelnik komiksów nie był na nią gotowy. Teraz jednak, za sprawą promującego Tatsumiego Adriana Tomine i wydawnictwa Drawn and Quarterly, świat zachodni odkrywa jego twórczość na nowo, a anglojęzyczne wydania jego mang są już niemal całkowicie wyprzedane. W Polsce natomiast debiutujące niedawno Wydawnictwo Komiksowe na przyszły rok zapowiedziało premierę mangi uchodzącej za jego opus magnum: biograficznej powieści graficznej „Drifting Life”. Moja magiczna kula mówi mi, że będzie to jeden z najlepszych komiksów 2014 roku.
Yoshihiro Tatsumi: „The Push Man and Other Stories”. Wydawnictwo Drawn and Quarterly. Montreal 2005.