Wydanie bieżące

1 maja 9 (225) / 2013

Mirosław Skrzydło,

SANDMAN: RODZINNE ANIMOZJE

A A A
Z punktu widzenia socjologii „rodzina to najważniejsza, podstawowa grupa społeczna, na której opiera się całe społeczeństwo” (Tyszka 1995: 137). To nie szkoła, środowisko rówieśnicze czy najbliższe otoczenie, ale właśnie rodzina stanowi nośnik wartości i zasad moralnych, wpajanych dziecku od najmłodszych lat. Ową tematyką zajęła się również sztuka komiksowa, a zwłaszcza jej specyficzna gałąź – komiks obyczajowy. Pozycje takie jak „Sprawa rodzinna i inne historie” Willa Eisnera, „Podejdź bliżej” Line Hoven czy wzruszające „Opowieści z Hrabstwa Essex” Jeffa Lemire udowadniają, iż historie graficzne mogą być równie inteligentnie napisane i wzorcowo poprowadzone jak niejedna książka obyczajowa. O dziwo, kwestie rodzinne są poruszane także w seriach fantastycznych czy klasycznych horrorach (vide: „Żywe trupy” Roberta Kirkmana). Znamiennym tego przykładem jest zamknięty w siedemdziesięciu pięciu zwartych zeszytach cykl „Sandman” Neila Gaimana.

Brytyjski autor nie bez powodu uchodzi za jednego z najwybitniejszych postmodernistycznych twórców komiksowych. W „Sandmanie” subtelnie połączył toposy i motywy zaczerpnięte z najróżniejszych systemów religijnych, przypowieści biblijnych, mitologii (Morfeusz to w końcu antyczny Bóg Snów) oraz wybitnych dzieł literatury światowej, takich jak chociażby poemat „Raj utracony” Johna Miltona. Autor kreuje w ten sposób majestatyczną hybrydę, olśniewającą siłą wyrazu i bogactwem treści, a także estetyczno-narracyjną elegancją. Graficzna epopeja twórcy „Amerykańskich bogów” to zarówno mroczna baśń, której nie powstydziliby się bracia Grimm i Jan Christian Andersen, jak również literacki horror formatu niepokojących dzieł Clive’a Barkera czy Stephena Kinga oraz sprawnie poprowadzona opowieść szkatułkowa (album „Koniec światów” to hołd złożony „Dekameronowi” Giovanniego Boccaccia oraz „Baśniom z tysiąca i jednej nocy”).

Obecnie jesteśmy świadkami niepokojącego zjawiska określanego jako atomizacja rodziny. Konsumpcjonizm, tułaczki po świecie w poszukiwaniu dobrze płatnej pracy, niewierność, egoizm, materializm, upadek wszelkich autorytetów – wszystko to niekorzystnie oddziałuje na rodzinę, degradując jej strukturę i zależności między jej członkami. Angielski pisarz z aptekarską precyzją splótł upadek podstawowej grupy społecznej z elementami charakterystycznymi dla jego twórczości – ścisłą koherencją bogów z ich wyznawcami, realizmem magicznym, filozoficzno-egzystencjalną nutą poszczególnych nowel, moralną przemianą większości postaci oraz humanizmem w najczystszej formie. Jego wielokrotnie nagradzaną i wznawianą epopeję graficzną można uznać za wyśmienity traktat o ludzkich słabościach, pragnieniach i lękach odciskających trwałe piętno na zdezorientowanych jednostkach. 

Tytułowy Władca Snów jest jednym z siedmiorga rodzeństwa Nieskończonych – istot potężniejszych i starszych od samych Bogów. Sandman niepodzielnie włada fantasmagoryczną krainą (Śnieniem), w której oazę spokoju i schronienie znalazły biblijne postaci (Kain i Abel oraz ich matka Ewa), a także cała masa demonów, bożków i dziwacznych maszkar – z moim ulubieńcem, dyniogłowym Mervynem oraz psychopatycznym mordercą Koryntczykiem na czele. Po raz pierwszy ród Nieskończonych pojawia się w pełnym zestawie (brakuje tylko samotnika i tułacza, czyli Zniszczenia) w prologu do albumu „Pora mgieł”. Wezwani na prośbę rozważnego Losu, bohaterowie dywagują zarówno o kwestiach istotnych, jak i błahych. Atmosfera gęstnieje jednak z każdym kolejnym zdaniem. Konflikt podstępnego Pożądania z kumulującym negatywne emocje Morfeuszem osiąga niebezpieczne apogeum, Śmierć staje w obronie ukochanego brata, niezrównoważona Maligna bredzi trzy po trzy, a (jak zwykle) posępna Rozpacz ignoruje rodzeństwo, wspominając jedynie coś o ćmach.

Spotkanie kończy się spodziewaną katastrofą – Sen odchodzi. Złorzecząc Pożądaniu, udaje się (ku konsternacji pozostałych członków familii) w niebezpieczną podróż do Piekła w celu odzyskania przeklętej kochanki. W jak wysokim stopniu sytuacja ta współgra z losem wielu współczesnych rodzin, których członkowie nie potrafią porozumiewać się ze sobą, a w sytuacjach kryzysowych (np. kwestie spadkowe) wyciągają na światło dzienne wszystkie przemilczane sekrety, zawiłości i brudy! Nic dziwnego, że kolejne wspólne spotkanie odbędzie się w przykrych dla rodu Nieskończonych okolicznościach. Próżno jednak obserwować dalsze rozmowy szóstki potężnych nadistot, gdyż kadr przedstawiający ich w pełnej krasie jest niejako zakończeniem całego komiksowego eposu o Morfeuszu. Trudno stwierdzić, czy dawne niesnaski odeszły w niepamięć, czy pojawiły się nowe wewnątrzrodzinne sojusze – nie mówiąc już o tym, kto został kolejną „czarną owcą”.

W albumie „Ulotne życia” Sandman towarzyszy najmłodszej siostrze w poszukiwaniach buntowniczego brata, Zniszczenia. Choć minęło ponad trzysta lat od odejścia Nieśmiertelnego i porzucenia przez niego odgórnie narzuconej roli, roztrzepana Maligna nie potrafi pogodzić się z tą niepowetowaną stratą. Morfeusz – jak na opiekuńczego starszego brata przystało – postanawia pomóc siostrze. Po wielu perypetiach i przypadkowych zgonach Śmierć i zatroskana Maligna docierają do ziemskiej kryjówki Zniszczenia. Po iście filozoficznym monologu destrukcyjnego Nieśmiertelnego (kłania się sławetna Heraklitowska koncepcja panta rhei) Zniszczenie postanawia kontynuować los spokojnego wędrowca, niezwykle ciepło żegnając przy tym rodzeństwo. Ponadto ofiarowuje Malignie upragnionego towarzysza życia w postaci pociesznego gadającego psa Barnaby. Optymistyczny wydźwięk sytuacji burzy jednak wypowiedź podstępnego Pożądania pragnącego wywrzeć srogą zemstę na znienawidzonym bracie.  

Zwieńczeniem niniejszego artykułu niech zostaną słowa Pożądania, wygłoszone podczas uroczystości pogrzebowych niespodziewanie zmarłego (acz zmartwychwstałego w nowym wcieleniu) brata. Dumna ze swej dualistycznej seksualności hermafrodyta z rodu Nieskończonych, odziana w nienaganny czarny frak i modne pantofle, wygłasza tradycyjną mowę, będącą de facto przemyślaną refleksją o istocie rodziny: „Więzy rodzinne łączą podwójnie. Łączą nas, dają wsparcie, wspomagają, ale też tworzą więź, od której trudno, a być może nawet nie da się uwolnić” (Gaiman 2007: 74). Pożądanie kończy swą wypowiedź niefortunnie, acz z pełną premedytacją i świadomością złośliwości swych słów: „Gdybyśmy nie byli rodziną, wówczas w ogóle nie zadawalibyśmy się ze sobą i nasze życie byłoby piękniejsze. Niestety byliśmy rodzeństwem i fakt ten najdelikatniej można określić jako niefortunny” (tamże). Towarzyszący lakonicznej opinii szyderczy uśmiech nikczemnego Nieskończonego powinien być ostrzeżeniem dla wszystkim osób żyjących w cieniu głęboko zakorzenionych rodzinnych animozji. Trudno bowiem stwierdzić, komu przyjdzie wygłosić mowę nad naszym grobem i jak będzie ona brzmiała.

 

LITERATURA:

Z. Tyszka: „Rodzina w świecie współczesnym – jej znaczenie dla jednostki i społeczeństwa”. W: „Pedagogika Społeczna”. Red. T. Pilch, I. Leparczyk. Warszawa 1995.

N. Gaiman: „Sandman. Przebudzenie”. Tłum. Paulina Braiter. Warszawa 2007.