Wydanie bieżące

15 maja 10 (226) / 2013

Przemysław Pieniążek,

NASZ CZŁOWIEK W ODORKOWIE

A A A
Oskar Wielkopolski – poeta i prozaik rodem z miasta Odorków – zdecydowanie nie ma lekko. Jego życie upływa bowiem pod znakiem nieustannej szarpaniny z instytucjami wychowawczymi, wszechpotężną machiną biurokracji oraz niemożnością sprostania własnym ambicjom. Protagonista debiutanckiej powieści Olgerda Dziechciarza doskonale zna niepopularność prawdy oraz konsekwencje zbytniej szczerości, choć w żaden sposób nie powstrzymuje go to przed dokonaniem rozrachunku z samym sobą oraz wszystkimi osobami/podmiotami, które skutecznie uprzykrzały mu życie. Metaforyczny tytuł książki idealnie pasuje do tej drapieżnej, choć niewątpliwie dowcipnej (przy)powieści o wielkich nadziejach oraz wygórowanych aspiracjach mających niewielkie szanse powodzenia.

Autor „Ubytu” skrzętnie rozprawia się z zaściankową mentalnością, biorąc przy okazji pod lupę narodową mitologię oraz wrodzoną inklinację rodaków do hołubienia martyrologicznych postaw, próbując wypracować definicję zdrowo pojętego patriotyzmu – także w wymiarze lokalnym. Kreśląc postać Wielkopolskiego, twórca „Podmiotów codziennego użytku” czyni z niej medium refleksji na temat jednostkowej oraz kolektywnej pamięci. Powracając wspomnieniem do czasów na długo poprzedzających jego narodziny, Oskar rozpoczyna epicką, choć równocześnie boleśnie zwyczajną opowieść o szarej egzystencji kozła ofiarnego. Koszmar bohatera na dobre rozpoczyna się już na etapie przedszkolnym, w placówce imienia Plastusia. Tam przekonuje się, że niewinny z pozoru patron rodem z dzieł Marii Kownackiej stanowi jedynie kolejny element społecznej mimikry.

Pokryta azbestowymi płytami elewacja budynku doskonale oddaje opresyjny charakter instytucji nastawionej na indoktrynację najmłodszych, według autora „Galerii Humbug” uniformizującej jednostki poprzez eliminację wszelkich przejawów indywidualizmu na rzecz promocji jedynie słusznych postaw oraz treści. Figurę ukrytego oprawcy reprezentuje przedszkolanka hipnotyzująca bujnymi kształtami grono ojców posłusznie oddających swoje pociechy na (nie)łaskę perfekcyjnie funkcjonującego sytemu penitencjarnego. Upokarzające kary mające na celu napiętnowanie nieposłusznych jednostek, bezwzględne przymuszanie do jedzenia czy udziału w stresogennych deklamacjach to tylko niektóre ze wspominanych przez bohatera upadlających praktyk, których animatorami zostają także same dzieci, jak sadystyczny Pawełek, powracający w sennych koszmarach Wielkopolskiego pod postacią uzbrojonego w szpicrutę gestapowca.

Bohater powieści twórcy „Miasta Odorków” słusznie zauważa, iż skłonność do bezinteresownego okrucieństwa bliska jest nie tylko dorosłym. Według niego w większości przypadków ludzki charakter kształtowany jest przez strach – szczególnie przed tym, co znane i nieuniknione. Stąd Oskar wynosi swoją nienawiść do uległych jednostek, które pozwalają lękom „rzeźbić” własne charaktery. Sam Wielkopolski pozostaje wiecznym buntownikiem, którego orężem w walce z systemem jest zmysł obserwacji. Niestety, żmudnie wspinając się po kolejnych szczeblach edukacji, bohater utwierdza się w przekonaniu, że głównym celem postawionym przed nauczycielami/pedagogami jest emocjonalna oraz intelektualna dewastacja potencjału tkwiącego w dzieciach, które (dopasowywane do wzorca pożądanej przeciętności) postrzegane są w kategorii wychowawczego rozczarowania. Równie „optymistycznie” rysuje się przed nieszczęśnikiem wizja studiów (choć czasy liceum narrator skrzętnie przemilcza), których bezcelowość w symboliczny sposób ucieleśnia Janina Baran-Zadziorna; historyczka oraz do cna niekompetentna promotorka w jednej karykaturalnej osobie.

Ale poziom rozczarowania sięga głębiej. W swoich rozważaniach Wielkopolski dociera do esencji kontaktów międzyludzkich, szczególnie jego relacji z bracią studencką zdolną zaakceptować porządnego i dobrze wychowanego bohatera dopiero wtedy, gdy w przypływie pragnienia bycia akceptowanym decyduje się zejść na „złą drogę”. Kiedy Oskar grzęźnie w trybach biurokratycznego molocha rodem z prozy Franza Kafki, ostatnią deską ratunku wydaje się ucieczka na literacki parnas, skąd przyszły wieszcz chce gromić powszechne chamstwo i drobnomieszczaństwo. Problem w tym, że wszystko, co wychodzi spod jego pióra, jest nieznośnie wtórne, w najlepszym wypadku zaledwie poprawne.  Bohater powieści autora „Graf von Manna” nienawidzi własnej pisaniny, choć nie ma złudzeń, że tylko dzięki niej może osiągnąć pożądaną sławę i bogactwo. Dlatego gdy otrzymuje zaproszenie na wieczorek autorski organizowany przez Stowarzyszenie Poetyckie „Fraud”, stara się jak najlepiej wykorzystać swoje przysłowiowe piętnaście minut, przybywając do miasta Łodzi, gdzie w towarzystwie pewnego żula odbywa prawdziwie infernalną wędrówkę przez kolejne kręgi autorefleksji.

Fragmentaryczny, chwilami mocno dygresyjny oraz nie stroniący od kolokwializmów „Wielkopolski” urzeka smakowitością anegdoty, jak również mocno ironicznym spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość. W tej swoistej kronice życia i śmierci jednego człowieka Olgerd Dziechciarz przemyca mnóstwo trafnych spostrzeżeń na temat niezwykle różnorodnych ról przyjmowanych przez nas w teatrze życia społecznego. Przy tym zjadliwie, choć nie bez racji twórca „poMazańca” piętnuje niedoskonałości rodzimego sektora polityczno-kulturalnego, przemycając mało optymistyczne spostrzeżenia na temat odczuwalnego kryzysu autorytetów, etosu pisarza, wreszcie – rodzimej literatury. Smakowita lektura, pobudzająca apetyt na więcej.
Olgerd Dziechciarz: „Wielkopolski”. Wydawnictwo Mamiko. Nowa Ruda 2012.