Wydanie bieżące

15 maja 10 (226) / 2013

Maciej Duda,

NIESAMOWITA JANIONSZCZYZNA

A A A
Pierwszy tom „Transów – traum – transgresji” – wywiadu rzeki z Marią Janion przeprowadzonego przez Kazimierę Szczukę – zaczyna się od założeń i deklaracji, zgodnie z którymi rozmowa odbywać się będzie z powinności, z chęci zaświadczenia historii, w imię przełamania mitotwórczych tendencji polskiej kultury i sztuki. Jak twierdzi Janion, oddawanie się wspomnieniom nie jest jej ulubionym zajęciem, wolałaby ona również nie wracać do traum z dzieciństwa. Po takiej deklaracji pojawia się pytanie o to, kto jest sprawczynią tej publikacji: Janion czy Szczuka? Kto rzeczywiście pyta, układa pytania, podprowadza, ciągnie za język? Czy Szczuka jest tu interlokutorką, sprawczynią czy tylko lustrem, projekcją, która pozwala spisać to, czego skromność nie pozwala o sobie powiedzieć? Jest to o tyle ciekawe, co nierozstrzygalne, immanentnie związane z formą wywiadu rzeki, który płynąć ma wartkim nurtem, ale nie omijać przeszkód i odsłaniać zakola albo starorzecza. To właśnie prowadząca rozmowę powinna być tutaj jednocześnie przeszkodą tworzącą uskoki, odsłaniającą wnętrze nurtu oraz kimś na kształt przewodniczki, która wytyczy ów nurt główny i opanuje odnogi. Trzeba przyznać, że w roli tej Szczuka odnajduje się bardzo dobrze. Czuwa nad przebiegiem rozmowy, w odpowiednich momentach wraca do dygresyjnie porzuconego tematu lub dopytuje. Obu interlokutorkom udało się także uciec od nadużywanego w takich strukturach schematu-pułapki opartego na przyjęciu ról mistrzyni i uczennicy-wyznawcy. Mimo zażyłości, pozostały przy grzecznościowej formie per „pani”, co sprawia, że czytelnik nie czuje się jak intruz podsłuchujący prywatną rozmowę.

Zazwyczaj w literackiej formie wywiadu rzeki szukamy nie tylko świadectwa, ale i punktów zapalnych, napięć, dyskusji, prztyczków, które odsłonią to, co dotychczas było ukryte. Tak też jest w przypadku tej rozmowy, bo przecież dużym smaczkiem ma tu być życie prywatne profesor Janion. Kiedy, z kim, dlaczego, kim była dla niej Maria Żmigrodzka – są to pytania, które co roku cichaczem zadawali sobie studenci i studentki filologii oraz czytelnicy ich wspólnych rozpraw. Jaki jest status słynnej badaczki? Nietrudno doszukać się źródeł tych poszukiwań i zastanowień, bo przecież każdy z nas, w pierwszym odruchu układa sobie w głowie narrację na temat autorki zajmującej się kwestią żydowską, transgresjami, kobiecością, wreszcie feminizmem. Każdy chce wiedzieć, skąd jej się to wzięło, bo przecież z takich zainteresowań w naszym kraju zawsze należy się tłumaczyć, tak samo jak tłumaczyć należy się z nieposiadania męża (w obu przypadkach dodać należy: niestety, należy się tłumaczyć). Nic więc dziwnego, że kwestia przyjaźni Janion ze Żmigrodzką musiała być przedyskutowana w trakcie wywiadu, a fragmenty poświęcone temu zagadnieniu podchwytywane są przez omawiających i omawiające „Transe – traumy – transgresje”. Trudno jest pisać o wyznaniach na temat miłosnych skłonności badaczki (bo o skłonnościach seksualnych w przypadku owej narracji nie może być mowy; Janion mówi raczej o przyjaźniach i stanach zakochania, nie mówi także o lesbijskiej tożsamości, co mogłoby być historycznym, ale też i teoretycznym nadużyciem) bez posądzenia o koniunkturalizm, tanie epatowanie prywatnością czy nawet mizoginię. Bo w końcu „przyłapanie” Janion nie jest clou lektury tej publikacji, jest raczej rozszyfrowaniem tajemnicy Poliszynela. Toteż ów aspekt, bardzo ważny, trzeba dla porządku „odhaczyć”. Należy to jednak zrobić tak, by nie przysłaniał on pozostałych wątków, bo to nie on winien być wykładnią (przynajmniej nie jedyną) rozmowy i egzystencji.

Traumy

Życie prywatne Janion, a właściwie szczątkowe przedstawienie jej dzieciństwa i młodości, podsumowuje drugi tytułowy człon – „traumy”. Rodzinna genologia jest tutaj przedstawiona jednostronnie, w linii po kądzieli. Linia po mieczu zostaje zamazana, właściwie zaczyna i kończy się wspomnieniem postaci ojca – utracjusza i alkoholika, który wykorzystał majątek matki małej Marii. Bieda i wojna w tle, ucieczka w lektury pochłaniane w niebywałych ilościach, co dziś poświadcza nie tylko pamięć badaczki, ale też prowadzone przez nią spisy lektur (publikacja wydana przez Krytykę Polityczną zawiera także fotosy dzienniczków prowadzonych przez nastoletnią Marię Janion) – tak w skrócie można by przedstawić jej dzieciństwo. I tu można by się doszukiwać źródła wyparcia tego, co związane z lękami czy trudnymi wspomnieniami albo też założeń, wedle których kobieca genealogia jest po prostu ciekawsza i bliższa badaczce. Zazwyczaj niedoceniana, tutaj staje się najważniejsza, jeśli nie jedyna. Nie oznacza to, że przyszła badacza od najmłodszych lat konstruowała z zamysłem świat wypełniony przede wszystkim postaciami kobiecymi. W jej czytelniczych wspomnieniach ważna pozostaje także kwestia braku zainteresowania lub tematyzowania kontekstów kobiecych, zwrócenia szczególnej uwagi na bohaterki występujące w  czytanych tekstach. Ta płciowa wrażliwość badawcza wyostrzyła się dopiero z czasem, była kontynuacją czytania uwrażliwionego na społeczny status zarówno bohaterów, jak i badanych twórców. Czytania kontekstowego, co znajduje dziś odbicie w praktykach studiów kulturowych.  Kontekst jest tutaj jedną w ważniejszych wartości, bez względu na to, czy badaczki literatury rozmawiają o latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, czy też nawiązują do tego, co obecnie dzieje się w Warszawie i w całej Polsce. Wszystko rozpatrują w szerszym polu uwzględniającym aspekty historyczne i socjologiczne – niezależnie czy jest to rozmowa na temat współczesnej politycznej debaty i jej języka, komentarz do aktualnych spraw społecznych czy podsumowanie reformy szkolnictwa wyższego, która według nich niwelować ma autonomię nauk humanistycznych.

Transgresje

Zaskakujące jest tutaj także ciągłe bycie w obiegu, w centrum wydarzeń. Gdy myśli się o blisko dziewięćdziesięcioletniej kobiecie, od razu pojawia się obraz staruszki siedzącej w bujanym fotelu, popijającej herbatę i oczekującej na odwiedziny wnucząt. Takie obrazy utrwalaliśmy w kulturze. Kobieta w tym wieku nie jest tu mędrcem, egzystuje wyłącznie w przestrzeni prywatnej. Nie zabiera głosu w dyskusji publicznej, nie mówi o aktualnościach, nawet jeśli wcześniej robiła to wielokrotnie i przyzwyczaiła nas do swojej obecności publikacjami, seminariami, wystąpieniami na konferencjach i zjazdach, swoistą tytaniczną i jednocześnie transową – nieustanną, prowadzoną od świtu do zmierzchu – pracą. Szymborska, Staniszkis (ta z małymi wyjątkami), Hartwig – jeśli są już o to proszone – zabierają głos na specjalnych warunkach, podpisując listy, petycje, a nie wypowiadając się ex cathedra. To wszystko sprawia, że obraz Janion, jaki prezentuje opisywana rozmowa, jest dość rewelatorski (choć chwilami sprawiać może wrażenie konstruowanego na zasadzie zaświadczenia: „jeszcze nie jest ze mną tak źle jak wszyscy myślicie, jeszcze nie zdziwaczałam, nie jestem starą wariatką”). Nagle bowiem okazuje się, że ktoś, kto rzadko opuszcza mieszkanie, potrafi odnaleźć się w centrum dyskursu kulturowego, obejmującego teatr (przedstawienia Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego), muzykę (płyta  R.U.T.Y) czy literaturę, historię i filozofię (lektury najnowszych publikacji papierowych i elektronicznych robią wrażenie). W ten sposób czytelnikom i czytelniczkom zaprezentowana zostaje badaczka, której nie tyle należy się hołd w postaci spisania jej żywota, uzupełniający postulowane przez nią samą archiwum egzystencji, co taka, która wciąż pozostaje w kursie dzieła – której opinie są ważne nie dlatego, że poparte zostają tytułami i stopniami naukowymi oraz kilkudziesięcioletnią pracą, lecz dlatego, że wciąż pozostają frapujące i twórcze oraz wychwytują to, co zazwyczaj jest marginalizowane. Wystarczy nawiązać tutaj do opinii Janion na temat tego, co obecnie dzieje się na warszawskim Muranowie oraz do glos na temat polityki historycznej uwzględniającej działania Muzeum Powstania Warszawskiego oraz idee Pomnika Małego Powstańca.

Transe

Dla humanistów, w szczególności absolwentów kierunków filologicznych, lektura „Transów – traum – transgresji” przypomina pierwszy z trzech tytułowych członów. Wspomnienia nieustannych dyskusji  metodologicznych, sporów między starymi i młodymi, wstecznikami i postępowcami, próby rozwiązywania problemu historyków i literaturoznawców (wyższości historii nad literaturą), a wszystko to, z zachowaniem odpowiednich przesunięć metodologicznych, polegających na skupieniu się na pismach przedstawicieli i przedstawicielek kolejnych szkół teoretycznych – wykreślają także dzisiejszy wektor nauk, krytyki i dyskusji akademickich (tym bardziej, że w chwili wydania pierwszego tomu rozmowy Szczuki i Janion możemy mówić o powrocie do teorii wywodzących się z rozpoznań nauk marksizujących). Toteż opisy pierwszych zebrań, na których spotykali się członkowie i członkinie późniejszego Instytutu Badań Literackich PAN z powodzeniem objąć mogłyby opisy dzisiaj prowadzonych seminariów doktoranckich i zebrań zakładowych, przynajmniej niektórych. Inaczej przedstawia się oczywiście kwestia pracy badawczej, archiwalnej. Janion doskonale zdaje sobie z tego sprawę, z premedytacją powtarzając stwierdzenie, że dzisiejsi ludzie są inni, inaczej ukształtowani. Nie spędzają całych dni w bibliotekach, nie prowadzą zaawansowanych, kilkustopniowych systemów produkcji fiszek i notatek i przepisywania znalezionych materiałów i wiadomości. W obliczu technologicznego skoku trudno zresztą mówić o znaleziskach; Janion zwraca uwagę, że nawet XIX wieczne pisma w postaci skanów umieszczone zostały w przestrzeni Internetu i są dostępne dla każdego w każdej chwili. Nie ma w tym jednak wzgardy, czy chęci zachowania wyższości, pokazania, że „moje pokolenie miało trudniej”, że teraz nauka nie jest nauką. Ową frazę na temat różnic należałoby czytać raczej jako napomnienie Qui scribitbis discit, a to oznaczałoby, że poniechane metody pracy dawały po prostu trwalsze efekty. W ten sposób badaczka rysuje też etos pracy, będący niekończącą się ucieczką przed depresją, nieprzerwanym transem, w który, dzięki rozmowie obu badaczek, przez chwilę możemy wkroczyć, bo przecież ten dialog zakłada rozbudzenie krytycznych myśli czytelników i czytelniczek, uniezależnienie ich od wytycznych jakie daje władza, państwo, zreformowany system edukacji.

 Reasumując, lektura „Transów – traum – transgresji” nie porywa, ale niesie. Pozwala nam się zanurzyć w istocie humanistyki i podjąć próbę egzystencji poza mitotwórczymi tendencjami. Poświadcza wojenną i powojenną historię, opisuje klimat intelektualny pokolenia Janion, zmiany zachodzące w społeczeństwie po wojnie oraz momenty odradzania się środowisk naukowych. Poszerza spektrum aktualnej publicystyki, umożliwia krytyczne odczytanie rzeczywistości, jednocześnie nie dając jednoznacznych odpowiedzi i recept. Wszystko to sprawia, że staje się lekturą przyjemną, choć niekoniecznie obowiązkową.
Maria Janion, Kazimiera Szczuka: "Transe – traumy – transgresje. 1: Niedobre dziecię". Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2013 [Seria z Różą].