Wydanie bieżące

15 maja 10 (226) / 2013

Alexander Ostrowski,

"TRANSISTOR". MIASTO PRZYSZŁOŚCI W STYLU RETRO

A A A
O nowej produkcji Supergiant Games, „Transistor”, nadal wiadomo raczej niewiele. Wszystko, co mamy do dyspozycji, to zaledwie krótki teaser, piętnastominutowa rejestracja wideo grywalnego dema, oddanego do rąk użytkowników na targach PAX East 2013 w Bostonie, oraz kilka wywiadów z twórcami przeprowadzonych podczas tego wydarzenia. Nie przeszkodziło to grze twórców „Bastionu” stać się największą sensacją targów. Relacje opublikowane na największych portalach o grach emanują entuzjazmem recenzentów, gracze rozpaczają, że premiera odbędzie się dopiero w przyszłym roku, a ilość pozytywnych ocen i zainteresowanie branży znacznie przerosło oczekiwania samych producentów.

„Transistor” zaskakuje zarówno fabułą, grafiką i dźwiękiem, jak również nowatorskimi rozwiązaniami w ramach gameplayu. Wydaje się, że zespół tworzący fabułę skorzystał z rady Alfreda Hitchcocka, fundując odbiorcy najpierw trzęsienie ziemi, a później stopniowo zwiększając napięcie. „Trzęsieniem ziemi” jest w tym przypadku próba zabicia głównej bohaterki. Red, popularna wokalistka, gwiazda miasta Cloudbank, ledwo wychodzi cało z zamachu, tracąc jednak głos. Jak się okazuje, nie jest pierwszą osobą, którą spotyka ten los – w mieście od miesięcy giną najbardziej wpływowe osoby. Ratując się szaleńczą ucieczką przez miasto, Red natrafia wkrótce na ciało mężczyzny, który próbował obronić ją przed napastnikami. Zwłoki są przebite wielkim futurystycznym mieczem – tytułowym Tranzystorem. Z broni, która miała ją zgładzić, przemawia do bohaterki świadomość zabitego mężczyzny. Niestety, Red nadal jest na celowniku, a krążące po mieście machiny zrobią wszystko, by odzyskać niezwykły przedmiot.

Gra łączy model rozgrywki Action RPG w czasie rzeczywistym z turową strategią dostępną przez swojego rodzaju aktywną pauzę. Tryb strategiczny jest teoretycznie opcjonalny, jednak ze względu na ilość i siłę przeciwników, korzystanie z niego jest wysoce wskazane. Tytułowy Tranzystor kumuluje energię, pozwalając bohaterce w kluczowym momencie spowolnić czas i wykonać niesamowicie szybką serię ataków, przypominającą nieco systemy combo z konsolowych bijatyk. Każdy ruch wymaga zużycia pewnej ilości energii, tak więc działania trzeba planować rozważnie. Po wykonaniu zaplanowanych ataków możemy walczyć w czasie rzeczywistym, dopóki pasek nie naładuje się ponownie. W większości przypadków, gdy przeciwnik ma znaczącą przewagę siłową, będziemy raczej uciekać i unikać jego ataków niż atakować. W połączeniu z dynamicznie zmieniającym się otoczeniem możliwości taktyczne stają się niemal nieograniczone. Cyfrowe bloki wyrastające z ulic, zniszczone pojawiają się w zupełnie nowych miejscach, tworząc nowe schronienia lub odsłaniając gracza podczas ataku. Sposób, w jaki połączono wszystkie te rozwiązania, powoduje, że rozgrywka nie przypomina niczego do tej pory znanego.

Podobnie jak przy produkcji „Bastionu”, projektanci z Supergiant Games bardziej niż na tworzeniu samej gry skupiają się na wykorzystaniu jej możliwości jako nowego medium narracji. Inaczej niż w poprzedniej grze, wprowadzającej apokaliptyczne motywy do fantasy, sięgnięto tu po gatunek science fiction. „Transistor” sięga po iście kinowe rozwiązania, czerpiąc z filmu noir i cyberpunkowych motywów. Niema bohaterka i znajdujący się w mieczu narrator reagujący na poczynania gracza nadają opowiadanej historii intymny, prywatny charakter. Niesamowity klimat stwarza też ścieżka dźwiękowa, skomponowana specjalnie na potrzeby gry, w zaskakujący sposób łącząca style muzyczne ubiegłego stulecia z nowoczesnym elektronicznym brzmieniem. Muzyka, nierozerwalnie związana z opowiadaną historią, staje się kolejnym bohaterem kryminalnej opowieści.

Na uwagę zasługuje też oprawa graficzna, głównie ze względu na sięgnięcie do technik tworzenia gier, które zostały nieomal całkowicie porzucone pod koniec lat dziewięćdziesiątych. „Transistor” jest utrzymany w izometrycznym rzucie, składając się niemal w całości z ręcznie rysowanych grafik 2D. Użycie dawnej technologii w rozdzielczości High Definition robi piorunujące wrażenie i udowadnia, że wcale nie jest ona przestarzała. Co więcej, „Transistor” wygląda lepiej niż większość produkcji tworzonych za pomocą skomplikowanych silników opartych o trójwymiarową grafikę. Nie można zaprzeczyć, że liczne zachwyty graczy podszyte są nostalgią użytkowników, którzy pamiętają dawne czasy, zdecydowanie jednak nie umniejsza to jakości gry. Same inspiracje wizualne również wydają się dosyć ciekawe. Spora część lokacji namalowana została w niskim kluczu oświetlenia, projektom postaci można zarzucić mangowe naleciałości, natomiast w stylistyce plakatów wiszących na ulicach miasta da się dostrzec wyraźne nawiązania do secesyjnej twórczości Alfonsa Muchy.

Nie sposób przy tym nie zauważyć, że futurystyczny świat gry może być zaledwie cyfrową symulacją. Nazwa miasta wydaje się nawiązywać do techniki cloud computing – przechowywania plików w chmurze obliczeniowej zamiast na dysku komputera. Wszyscy przeciwnicy bohaterki wydają się ponadto do siebie podobni, składają się z białych elementów skupionych wokół centralnego, świecącego na czerwono punktu, przywodzącego na myśl komputer HAL z „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka. Procesy (tak nazywa się większość z tych machin) rozpadają się na komórki, a te, jeśli nie zostaną szybko wchłonięte przez miecz, zamieniają się w kolejne procesy. Również tytułowy miecz bardziej przypomina układ scalony niż prawdziwą broń. Wszystko to jednak nawet w najmniejszym stopniu nie odciąga od rozgrywających się wydarzeń przysługującej im uwagi. Dramat Red jest najzupełniej prawdziwy. Niewiele osób po pierwszym zetknięciu z grą będzie w stanie przejść obok niego obojętnie.

Trailer:

http://www.youtube.com/watch?v=GTik6sYT_BE.