Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (227) / 2013

Magdalena Kempna-Pieniążek,

WSZĘDZIE WOKÓŁ KANIBALE

A A A
Bez względu na to, czy obserwowany wciąż trend związany z realizacją remake’ów, rebootów, sequeli, prequeli i interqueli uznamy za przejaw retromanii, czy też zaklasyfikujemy go jako strategię czysto marketingową, wątpliwości nie będzie budzić fakt, że zjawiska tego typu często służą twórczej reinterpretacji fenomenów kultury audiowizualnej. Triumfalnie powracający dziś na telewizyjne ekrany (anty)bohaterowie: Norman Bates, Hannibal Lecter czy (sic!) Sherlock Holmes objawiają swoje uwspółcześnione, iście postmodernistyczne oblicza, a twórcy poświęconych im seriali wchodzą w dialog nie tylko z oryginalnymi produkcjami, do jakich odsyłają ich dzieła, ale i z czymś, co można chyba nazwać wirtualną zbiorową pamięcią o wspomnianych postaciach.

„Hannibal”, dostępny polskim widzom w ramówce stacji AXN, nie jest ani tak autotematyczny i (auto)ironiczny jak brytyjski „Sherlock” (2010-) ani tak głęboko zanurzony w dekonstrukcji amerykańskości jak „Bates Motel” (2013-). Rozpatrywany jako autonomiczne dzieło zapewne wydałby się po prostu kolejnym rozegranym w psychoanalitycznym kluczu, mrocznym, bliskim neo-noirowej estetyce serialem kryminalnym, eksploatującym motyw zbrodniarza czającego się bliżej ścigającego go stróża prawa, niż ten ostatni mógłby sądzić. Trudno jednak rozpatrywać jako autonomiczną produkcję serial, którego sam tytuł przywołuje jedną z ikon popkultury – postać najbardziej być może charyzmatycznego psychopaty w dziejach filmowego postmodernizmu (o literackim oryginale Thomasa Harrisa nie zapominając).

Akcja serialu stanowi wariację na temat wydarzeń, które mogły poprzedzić fabułę „Czerwonego smoka”. Oto agent specjalny Jack Crawford (Laurence Fishburne), ścigający seryjnego mordercę zwanego Dzierzbą z Minnesoty, zwraca się o pomoc do neurotycznego wykładowcy z akademii FBI, Willa Grahama (Hugh Dancy). W toku śledztwa bohaterowie zasięgają rady doktora Hannibala Lectera (Mads Mikkelsen). Owocna współpraca będzie kontynuowana przy rozwiązywaniu kolejnych kryminalnych zagadek, przy czym agent Crawford szybko zorientuje się w zaletach skompletowanego przez siebie zespołu – wszak doktor Lecter okaże się jedną z nielicznych osób zdolnych w jakikolwiek sposób dotrzeć do niezwykle utalentowanego na polu tropienia morderców, ale trudnego w interakcjach Willa. Być może nawet z pomocą tak wysoce wykwalifikowanych specjalistów agentowi uda się wreszcie złapać słynnego Rzeźnika z Chesapeake, który zamordował niegdyś między innymi wielce obiecującą młodą agentkę FBI, Miriam Lass (Anna Chlumsky)…

Słowo „Hannibal” w tytule serialu Bryana Fullera zdaje się funkcjonować jako marka. Skojarzenie to narzuca się tym bardziej, im rzadziej doktor Lecter gości na ekranie w pierwszych odcinkach serialu. Choć słynny kanibal jest tytułowym bohaterem serii, to z pewnością nie jest jej bohaterem głównym. Centralną postacią „Hannibala” – przynajmniej na pierwszy rzut oka – wydaje się Will Graham, cierpiący na psychiczne zaburzenia, które – nomen omen – dają mu możliwość przeniknięcia choćby i najbardziej pokrętnego zbrodniczego umysłu. To właśnie dokonywane przez Grahama rekonstrukcje dokonanych morderstw ustanawiają fabularną oś poszczególnych odcinków, w specyficzny sposób oświetlając przy tym postać samego agenta, potrafiącego w wysokim, wręcz dewastującym dla niego samego stopniu utożsamiać się ze ściganymi przez siebie przestępcami. Niezwykłe umiejętności Willa czynią zeń jednostkę nadwrażliwą, z trudem wchodzącą w relacje z innymi. Co jednak istotne: chociaż Graham jest głównym bohaterem „Hannibala”, z pewnością nie jest jednym z biegunów nadrzędnego konfliktu przedstawionego w serialu. Kolejne odcinki ujawniają, iż stanowi on swego rodzaju ogniwo pośrednie, a zarazem obiekt, nad którym chcą zapanować dwaj główni antagoniści: doktor Lecter oraz ścigający go (choć nieświadomy jego tożsamości Rzeźnika z Chesapeake) agent Crawford.

Wiele wskazywałoby zatem na to, że imię słynnego kanibala zostaje przywołane w tytule jako swego typu popkulturowy wabik. Sygnalizując, iż serial przyniesie odpowiedź na pytanie o to, kim i jaki jest Lecter, twórcy równocześnie odraczają możliwość zaspokojenia przez widzów ciekawości w tej mierze, sytuując w centrum fabuły nie Hannibala, a tego, któremu – jak wiadomo – dane będzie go złapać, czyli Willa Grahama. Niesprawiedliwe byłoby jednak uznanie tego chwytu za zabieg o walorze czysto reklamowym. Chociaż bowiem to nie perspektywa Lectera dominuje w serialu, to właśnie on jest bohaterem napędzającym fabułę – i to nie tylko za sprawą dokonywanych przez siebie zbrodni, lecz także jako element nieustannie poszukiwany i wciąż wymykający się próbującym schwytać go (jako zbrodniarza o nieustalonej jeszcze tożsamości) lub tylko zrozumieć (jako ekscentrycznego człowieka) pracownikom FBI. Jego działania stanowią obiekt nieustannego interpretacyjnego wysiłku – wszak to logika dokonywanych przez niego zbrodni jest tym, co nieustannie próbuje ogarnąć swą wyobraźnią Will Graham, przeczuwający, że Rzeźnik z Chesapeake, którego obsesyjnie tropi Crawford, musi być postacią nietuzinkową. Raz po raz któryś z bohaterów w rozmowach z Lecterem próbuje odczytywać motywacje tajemniczego kanibala – wszystkim im jednak dane jest poznać tylko część prawdy. Sam zaś Hannibal, wysłuchujący ich teorii ze stoickim spokojem, być może przygląda się w tych chwilach samemu sobie ich oczyma.

Wcielający się w tytułową postać Mads Mikkelsen wygrywa ową zagadkowość bohatera w szczególny sposób: jego rola, oparta na precyzyjnie dobranych i dozowanych, minimalistycznych środkach aktorskiej ekspresji, wydaje się nie tyle próbą zinterpretowania postaci Lectera czy dotarcia do jej istoty, co uczynienia z niej jednej wielkiej niewiadomej. Europejski aktor kreuje postać kontrastującą z dotychczasowymi wizerunkami słynnego kanibala, jakie widzowie znają z filmów z udziałem Briana Coxa („Łowca”, 1986), a przede wszystkim Anthony’ego Hopkinsa („Milczenie owiec”, 1991; „Hannibal”, 2001; „Czerwony smok”, 2002). Kontrastującą, choć – co znaczące – utkaną przecież z tych samych elementów. Wszak Lecter Mikkelsena, choć z pewnością nie wydaje się tak jowialny i energiczny jak Hannibal Coxa, także jest – podobnie jak bohater wykreowany przez Hopkinsa – eleganckim, zabójczo inteligentnym, wyrafinowanym erudytą wielbiącym muzykę klasyczną i doskonałe wina. Tym, co zasadniczo różni go od wcześniejszych wersji, jest obrana przez niego maska. Kliniczny umysł mordercy, charakterystyczny dla Hannibala, w ujęciu Hopkinsa pozostawał ukryty pod wizerunkiem pociągającego intelektualisty, sprawnie operującego ironią i ciętą ripostą, niebezpiecznego, ale i zarazem fascynującego. W wydaniu Mikkelsena z Lectera uleciało wszystko to, co czyniło zeń postać w dużej mierze sympatyczną (na marginesie można dodać, że to samo dotyczy i innych bohaterów serialu – doprawdy żadnego z nich nie sposób polubić).

Serialowy Hannibal wydaje się osobą całkowicie nieprzystępną, wręcz odpychającą w swym chłodzie – jego nienaganny wygląd i staranny sposób wypowiadania się stanowią nieprzeniknioną zasłonę, która bynajmniej nie łudzi możliwością doszukania się pod nią człowieka. Lecter Mikkelsena to władca marionetek znacznie bardziej złowieszczy niż Hannibal Hopkinsa. Na swój sposób obaj z ukrycia pociągali za sznurki, przez długi czas manipulując otaczającymi ich postaciami; o ile jednak w wersji Hopkinsa widoczny był element boskiego żartu, dowcipu (co prawda zabójczego), o tyle gra uprawiana przez tego samego bohatera w wariancie Mikkelsena pozbawiona jest podobnych urokliwych, ludycznych akcentów. Mówiąc najprościej, Lecter Mikkelsena nie uwodzi; bliżej niż do salonowego lwa jest mu do pracownika laboratorium z chłodnym namysłem obserwującego przeprowadzane przez siebie eksperymenty.

Hannibal sportretowany w serialu ma także jeden szczególny rys, nie tak mocno akcentowany (choć sygnalizowany) w pozostałych produkcjach z udziałem tej postaci: serwując innym bohaterom wykwintne potrawy z ludzkiego mięsa, Lecter czyni ich nieświadomymi kanibalami. W zasadzie każda z głównych postaci, począwszy od Willa Grahama, ulega tej szczególnej przemianie. Do czego Lecter w ten sposób dąży? Czy bawi się w Boga, stwarzając bohaterów „na swoje podobieństwo”? Czy też jest to kolejny element w prowadzonej przez niego grze, mającej na celu – jak sugeruje się w jednym z odcinków – upokarzanie swych przeciwników? Spożywając mięso jego ofiar, bohaterowie stają się wszak nieświadomymi współuczestnikami zbrodni. A może wątek ten należy interpretować jako rodzaj testu: dopóki jego goście bez zastanowienia spożywają serwowane przez niego posiłki, Lecter może być pewny, iż jest panem sytuacji. Niebezpieczna, ryzykowna gra zapewnia mu nieustanne poczucie wyższości nad tymi, którzy próbują go schwytać.

Twórcy „Hannibala” – nie mogło być inaczej – świadomie nawiązują do wcześniejszych adaptacji dzieł Harrisa. Odcinek wprowadzający w retrospekcjach postać Miriam Less został wręcz utkany z cytatów z „Milczenia owiec”, sugerując, iż zamordowana agentka mogła być protoplastką Clarise Starling. Gra z utrwalonym w kulturze wizerunkiem tytułowego bohatera nie stanowi jednak głównego celu Bryana Fullera. W przenikającym serial żywiole interpretacyjnym, w nieustannym dociekaniu motywacji ściganego zbrodniarza, w próbach ustalenia jego profilu, a także w enigmatycznej, minimalistycznej kreacji Mikkelsena czają się raczej zadawane w neo-noirowym duchu pytania o źródła zła, o jego nieusuwalną obecność w każdej jednostce, przede wszystkim zaś o przyczyny fascynacji mrocznymi aspektami ludzkiej psychiki. Czy odpowiedzi na te pytania, udzielone przez twórców chętnie sięgających po oniryczną poetykę oraz interpretowane w duchu psychoanalizy symbole, można uznać za oryginalne lub choćby intrygująco przedstawione, to już jednak inna sprawa.
„Hannibal”. Serial TV. Twórca: Bryan Fuller. Obsada: Hugh Dancy, Mads Mikkelsen. Laurence Fishburne i in. Gatunek: thriller. Produkcja: USA 2013.