Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (228) / 2013

Sara Nowicka,

PORTRET RODZINY NA ZGLISZCZACH

A A A
„Od czwartku do niedzieli” – debiut dwudziestosiedmioletniej reżyserki z Chile, Domingi Sotomayor Castillo – to intymna historia udającej się na ostatnią wspólną wycieczkę rodziny, składającej się z pełnych pretensji do siebie nawzajem małżonków i dwójki ich dzieci: siedmioletniego Manuela i dziesięcioletniej Lucii. Podróż nie obfituje w tak lubiane w kinie drogi zwroty akcji czy emocjonalne burze. Film Castillo to wywarzona opowieść utkana z kilku słów, zdarzeń i uczuć, przypominająca raczej wspomnienie z czasów dzieciństwa niż fabułę rozgrywającą się tu i teraz. Wrażenie to potęgują doskonałe zdjęcia Bárbary Àlvarez, cenionej argentyńskiej fotografki. Utrzymane w wyblakłej tonacji, przypominają one stare pocztówki lub zdjęcia. Na marginesie można dodać, że film zdobył już wiele nagród, między innymi Grand Prix MFF T-Mobile Nowe Horyzonty.

Dzieło Castillo to jeden z tych obrazów, które muszą widza zaangażować emocjonalnie, w przeciwnym bowiem wypadku seans stanie się nużącą i męczącą przygodą. Styl opowiadania jest tu bliski wyświetlanym w polskich kinach rok temu „Akacjom” – „Od czwartku do niedzieli” nawiązuje do konwencji nieśpiesznego, niedopowiedzianego, kameralnego kina drogi. Jednak wspomniany argentyński film zdecydowanie góruje nad dziełem Castillo dojrzałością, spójnością i emocjonalnym bogactwem.

Wydaje się, iż celem debiutującej reżyserki było przekazanie widzom pewnego dziwnego odczucia, najprawdopodobniej doświadczonego przez nią samą, typowego dla okresu dzieciństwa – uczestniczenia w zdarzeniach, których do końca się nie rozumie, a jedynie przeczuwa się ich sens, nie mając na nie żadnego wpływu. Jej film to historia pierwszego brutalnego zetknięcia z dorosłością, kojarzoną z niejasnymi problemami oraz przemijalnością, utratą czegoś, co wydawało się stałe. Widz przyjmuje punkt widzenia Lucii. Współodczuwanie z dziecięcą bohaterką jest dla opowieści o rozpadzie rodziny wspaniałą perspektywą, wyzwalającą film z konieczności tłumaczenia przyczyn konfliktu, rozpatrywania wzajemnych win małżonków. Zamiast tego reżyserka oferuje szczątki chwil i mgliste odczucia, za których sprawą widz sam staje się niczym nieświadome dziecko. Film ma jednak parę wad, przez co nie można zaliczyć go do dzieł całkowicie udanych.

Już na początku pojawia się pewien zgrzyt, który w istotny sposób rzutuje na dalszy odbiór. Pierwszy dialog toczony w samochodzie dotyczy nowego mieszkania, które wynajmuje tylko dla siebie ojciec rodziny. Dzieci słyszą całą rozmowę, jednak zupełnie się nią nie przejmują, nadal są beztroskie i szczęśliwe. Dopiero z biegiem czasu Lucia zaczyna zauważać, że coś z rodzicami jest nie tak, a pewien rozdział w jej życiu się kończy. Oczywiście, kino nie musi wiernie odwzorowywać rzeczywistości i zachowywać pełnego autentyzmu, jednak w przypadku tego typu historii wiarygodność psychologiczna wydaje się niezbędna. Krytycy zwracają uwagę na to, iż Lucia jest jeszcze dzieckiem i nie wszystko rozumie. Nie byłabym jednak aż tak sceptycznie nastawiona do dziecięcej umysłowości: jeżeli dziecko słyszy rozmowę, z której wynika, że ojciec się wyprowadza, to musi być od początku świadome rozpadu rodziny, a nie „domyślać się” tego na przykład w chwili, gdy mama oddala się ze swoim przyjacielem.

Miejscami film niebezpiecznie ociera się o łopatologię. O ile ukazanie rodziny znajdującej się na życiowym zakręcie w konwencji kina drogi aż tak nie razi, o tyle przedłużone sceny pokazujące samochód na środku wyschniętej pustyni, okraszone melancholijną muzyką, mogą już budzić zniechęcenie.

Genialnym zabiegiem jest za to wielokrotnie stosowane ustawienie kamery ukazujące bohaterów zza szyby lub innej przeźroczystej materii. Taka jest scena otwierająca: widzimy, jak ojciec zabiera Lucię z łóżka, po czym już zza okna oglądamy ich wchodzących do samochodu. Znamienne są też te sceny przedstawiające całą rodzinę ukrytą za samochodową czy sklepową szybą lub ukazujące wydarzenia zza prześwitującej płachty namiotu. Owo oddzielenie przezroczystą ścianą nie tylko odgradza widza od bohaterów, lecz także idealnie wyraża mentalny stan każdego z członków rodziny, przede wszystkim Lucii. Są to ludzie już pozbawieni poczucia wspólnoty; każde z nich stało się osobną jednostką, odseparowaną od reszty transparentnym murem, którego nie sposób zburzyć.

Podobna metafora pojawia się wielokrotnie w tekstach kultury. Spotykamy ją na przykład w debiucie pisarskim Ernesto Sabato pt. „Tunel”, w którym argentyński autor opisuje życie bohatera uwięzionego w swoim ciemnym i samotnym tunelu, oddzielającym go od innych. Zgodnie z wykładnią tej przenośni, jesteśmy odgrodzeni od siebie szklanym murem: widzimy się nawzajem, jednak nie potrafimy przekroczyć granic swojego „tunelu”, znaleźć okna otwierającego nas na innych, na życie. Prawdziwa bliskość i połączenie z innym są niemożliwe.

W „Od czwartku do niedzieli” istotne w tym kontekście jest zwłaszcza uczynienie dziecięcej bohaterki główną postacią. Izolacja z jednej strony dotyka wszystkich członków rodziny, z drugiej natomiast widmo rozwodu rodziców staje się przyczyną wejścia Lucii do jej własnego „tunelu”. Rozstanie matki i ojca urasta do rangi pierwszego w życiu dziewczynki traumatycznego przeżycia, wydzierając ją z beztroskiego dzieciństwa, w którego czasach była częścią wspólnoty. Teraz, gdy wspólnota uległa rozpadowi, zaczyna budzić się nie tylko indywidualizm Lucii, lecz także jej samotność.

Debiut Castillo jest filmem doskonałym pod względem doboru elementów składowych: zdjęć, dziecięcej perspektywy, konwencji kina drogi czy nawet rezygnacji z punktu kulminacyjnego. To poetycki, kontemplacyjny obraz przeszyty melancholią; dzieło wielce introwertyczne – bez emocji opowiadające o emocjach, takie, w którym żaden z bohaterów przed nami się nie otwiera. Z jednej strony „Od czwartku do niedzieli” chwilami wydaje się filmem niebywale nużącym i emocjonalnie niewiarygodnym, z drugiej – stanowi doskonały obraz rodziny naszych czasów, uchwyconej na chwilę przed ostatecznym rozpadem, będącej – zamiast wspólnotą – zbiorem zamkniętych indywidualności. Rodzina to oczywiście pars pro toto dzisiejszego społeczeństwa, którego członkowie są od siebie coraz bardziej oddaleni, nastawieni jedynie na samych siebie. Biorąc pod uwagę fakt, że „Od czwartku do niedzieli” jest pierwszym filmem młodej reżyserki, można mieć nadzieję, że w przyszłości jej dzieła wyzbędą się wymienionych wcześniej mankamentów, pozostając trafnymi portretami współczesnych ludzi.
„Od czwartku do niedzieli” („De Jueves a Domingo”). Scenariusz i reżyseria: Dominga Sotomayor Castillo. Obsada: Santi Ahumada, Emiliano Freifeld, Paola Giannini, Francisco Pérez-Bannen i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Holandia / Chile 2012, 96 min.