Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (228) / 2013

Zuzanna Sokołowska,

ARTYSTYCZNE ARS MAGNA, CZYLI PRZYGODY SZTUKI I ALCHEMII

A A A
Mircea Eliade w książce „Okultyzm, czary, mody kulturalne” przytacza indonezyjski mit o nieśmiertelności, w którym głównymi bohaterami stały się kamień i banan. Według tej prastarej legendy, na początku Niebo było bardzo blisko Ziemi. Stwórca miał w zwyczaju spuszczać na sznurze podarki dla ludzi. Któregoś dnia ofiarował niecierpliwie oczekującym ludziom kamień. Jednak niezadowoleni przodkowie odesłali go Stwórcy z powrotem, prosząc o bardziej przydatny prezent. Parę dni później otrzymali od Niego banany, które przyjęli z radością. Wówczas z nieba dobiegł ich głos: „Skoro wybraliście banan, wasze życie będzie takie jak jego. Kiedy bananowiec puszcza nowe pędy, główna łodyga obumiera. Tak i wy pomrzecie, a wasze miejsce zajmą wasze dzieci. Gdybyście wybrali kamień, żylibyście tak, jak trwa kamień – bez zmiany i bez śmierci” (Eliade 2004: 52). Ów arcyciekawy mit doskonale ilustruje dialektykę ludzkiego życia, w którym stale obecne są: śmierć, znikanie, rozpływanie, a także natrętne próby przedłużania egzystencji w każdy możliwy sposób.

Przyglądając się twórczości Jakuba Woynarowskiego i jego próbom interpretacji sztuki, można dostrzec, że stojąc przed wyborem pomiędzy kamieniem a bananem, artysta bez wątpienia wybiera to pierwsze. Nie wystarczają mu proste rozwiązania. Niczym prawdziwy alchemik, poszukuje lapis philosophorum, który stara się umieszczać w kontekście sztuki. Innymi słowy: opracowuje swój własny alchemiczny proces, za pomocą którego stara się badać wszelkie zmiany zachodzące na płaszczyźnie artystycznej. W swojej najnowszej wystawie, pod enigmatycznym tytułem „Nigredo”, którą można oglądać w katowickim BWA, twórca bawi się konwencjami i schematami myślenia o sztuce, wplatając w nią zagadnienia alchemiczne i kompletnie zaburzając naturalną percepcję widzów. Wielbiciel wszelkich teorii spiskowych, archeolog blogosfery i namiętny czciciel „Czarnego kwadratu” Kazimierza Malewicza wycina interesujące fragmenty rzeczywistości, umieszczając je w zaskakujących kontekstach.

Jak czytamy w tekście promującym wystawę, Woynarowski pozwala sobie na drobne manipulacje, przepisując klasyczną historię sztuki. „Zgrabnie lawiruje na granicy prawdy i oszustwa. Sięgając po półlegendarne dzieła, zarysowuje konfiguracje wpływów, spektakularnie przemieszcza centra i peryferia” (Woynarowski 2013: 2) – pisze kuratorka wystawy, Marta Lisok. Wystawa na pewno do prostych w odbiorze nie należy. Dla widza, który nie miał przyjemności obcowania z alchemią i tajemniczymi legendami, może się ona wydać zaledwie wariacją artysty na temat trudnej do zinterpretowania symboliki lub maniakalnego zainteresowania kosmosem, który nieustannie zresztą fascynuje i fascynować będzie. Tymczasem „Nigredo” posiada znacznie głębszy sens. Sam tytuł nawiązuje do jednej z części alchemicznego procesu, oznaczającą, według Carla Gustava Junga, chaos, czyli materię istniejącą od początku. To właśnie z niej ma się wyłonić substancja bądź materia doskonała. Podczas tego procesu dochodzi do pomieszania wszelkich właściwości. U Woynarowskiego faza nigredo, związana jest z mieszaniem kontekstów i znaczeń. Przemierzając przestrzenie galerii, widz ma zatem do czynienia ze swoistym alchemicznym laboratorium, w którym artysta transmutuje wszelkie możliwe idee artystyczne. Tworzy z nich nowatorskie, choć tajemnicze i trudne do jednoznacznego zdefiniowania prace. Ich głównym wyznacznikiem staje się wspominany wcześniej alfabet alchemii i masonerii, który niejednokrotnie inspirował artystów na przełomie epok.

Woynarowski wpada na ciekawe tropy. Jednym z nich jest odkrycie głębokich powiązań zamierzchłych dziejów z nowoczesnością. Przykładem może się stać przytoczony przez artystę minigabinet osobliwości, zamknięty w meblu stworzonym w XVII wieku na zamówienie Philippa Hainhofera, o którym Woynarowski opowiada w wywiadzie towarzyszącym ekspozycji: „Miał on wszystkie funkcje współczesnego komputera, począwszy od systemu katalogów, aplikacji do pisania czy odtwarzania muzyki, skończywszy na różnego rodzaju grach” (Woynarowski 2013: 6).

Punktem wyjścia wszystkich realizacji, które można oglądać na wystawie, stała się abstrakcja. Artystę interesują wizerunki obiektów sprowadzone do abstrakcyjnego znaku, przy czym, jak sam zaznacza, stopień ich figuratywności jest definiowany poprzez zmienny kontekst. Stąd też głównymi elementami wystawy są wizerunki naprawdę tajemniczych rzeźb, składających się na cykl „Labirynt”. Odwołują się one swoją symboliką bezpośrednio do kosmosu, jak i do alchemicznych definicji. Ciekawa pracą jest także realizacja „Novus Ordo Seclorum”, czyli „Nowy Porządek Wieków”, w której artysta tworzy alternatywną historię sztuki, gdzie prym wyznacza awangarda. Pojawiają się w niej takie nazwiska, jak Lorenz Stoer, Wenzel Jamnitzer i Hans Lencker. Nie mogło też zabraknąć Kazimierza Malewicza czy Aleksandra Rodczenki.

Artysta zaznacza, że wybór tytułu jego pracy nie był przypadkowy. „To właśnie za sprawą widocznej na banknocie dolarowym sentencji „Novus Ordo Seclorum” zrodziła się jedna z najważniejszych teorii spiskowych, mówiących o wszechwładnych masonach i NWO” – tłumaczy. Gdzie zatem ukryty jest spisek w historii sztuki? Według Woynarowskiego, proces pisania artystycznych dziejów posiada cechy kontrolowanej paranoi. Dlatego też autora katowickiej wystawy nie interesuje wyodrębnianie trendów i wycinanie ich z rzeczywistości, tak jak to wygląda w praktyce, tylko odkrywanie zjawisk, o których mówiło się i pisało, ale nie miały szans należycie utrwalić się w historii. Podążając nurtem myślowym Woynarowskiego, można się wręcz zastanawiać, czy nie celowo kreowano wizerunek sztuki, jaki dzisiaj znamy. Jednakże, jak łatwo zauważyć, każda dziedzina ludzkiej działalności obrczona jest manipulacjami i tajemnicami – gdyby ich nie było, człowiek nie miałby zresztą co na tym świecie robić, zanudziłby się na śmierć. Tymczasem rozwiązywanie zagadek potrafi być całkiem podniecającym zajęciem. Dlatego też widz stojący przed wyborem: kamień albo banan, bez chwili wahania wybierze kamień, który – podobnie jak tajemnica – zawiera w sobie pierwiastek nieśmiertelności.

Pomimo sporych trudności, jakich nastręcza w bezpośrednim zrozumieniu kontekstu wystawy w katowickim BWA, całość tworzy zgrabny gabinet osobliwości, w którym prawda miesza się z fałszem, realne z nieprawdziwym, tajemne z oczywistym. To pewnego rodzaju metafora otaczającego nas świata, w którym nic nie jest takie, jakie się wydaje. Widzowi pozostaje tylko snuć domysły. „Teorie spiskowe często opierają się na takich drobnych zakłamaniach i przesunięciach, które napędzają paranoiczną reakcję łańcuchową. Nie ukrywam, że sam z przyjemnością chciałbym taką machinę uruchomić” (Woynarowski 2013: 15) – twierdzi Woynarowski. Wygląda na to, że swoją wyjątkową wystawą „Nigredo” już to zrobił.

LITERATURA:

M. Eliade: „Okultyzm, czary, mody kulturalne”. Warszawa 2004.

J. Woynarowski: „Nigredo”, ulotka wystawy. Katowice 2013.
Jakub Woynarowski: „Nigrendo”. Galeria Sztuki Współczesnej BWA. Katowice, 16.05.2013-16.06.2013.