Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (228) / 2013

Anna Duda,

RAZ DWA TRZY, PIES PATRZY... O TWÓRCZOŚCI AGATY ZBYLUT

A A A
Agata Zbylut, podobnie jak wiele artystek debiutujących w latach 90. (m.in. Alicja Żebrowska, Joanna Rajkowska, Elżbieta Jabłońska, Mariola Przyjemska), zajęła się problemem kobiety w kulturze – kulturze nowych narzędzi komunikacji, otwarcia na świat, nowych modeli życia. Sztuka feminizująca zaczęła funkcjonować jako nowy dyskurs, którego jednym z zadań było odkształcanie stereotypów płciowych, odwracanie ról społecznych, wskazywanie na miejsca opresywne i niejednoznaczne. Agata Zbylut odnalazła się w tej refleksji, wychodząc od problemu pięknej kobiety i posługując się jej wizerunkiem jako konstruktem, etykietą, narzędziem społecznej i medialnej manipulacji. Nie widzimy w jej pracach prawdziwego kobiecego piękna, a jedynie iluzję zbudowaną z różnie ukształtowanych ścieżek myślenia o kobiecie w zbiorowych wyobrażeniach Polaków.

Polsko-angielski katalog poświęcony pracom artystki, wydany w Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej, zawiera cztery interesujące szkice krytyczne, ujmujące najważniejsze kategorie, w których obrębie kształtuje się sztuka Zbylut. Tym, co w pierwszej kolejności zwraca uwagę odbiorcy, jest fakt, że bohaterką twórczości Agaty Zbylut jest sama Agata Zbylut, a raczej jej wielokrotne odbicie, przetwarzane, wklejane i wykorzystywane na różne sposoby.

Część prac porusza problem podległości kobiety, choć nie pojawiają się w nich nigdy postaci mężczyzn. Są to najczęściej cykle fotografii, m.in. „Jesteśmy milutkie” (2000), „Zrobię wszystko, by ci się spodobać” (2002), na których naga artystka pozuje – w pierwszej realizacji wraz z włochatym kundlem, spoglądającym do góry (zdjęcie wykonane dodatkowo od góry), w drugiej – skulona na tacy wypełnionej truskawkami (jedną z nich artystka trzyma w ustach). Presja piękna i doskonałego wizerunku buduje cały szereg zachowań, które wykazują zbieżności z mechanizmem podległości, jaki widzimy w udamawianiu zwierząt czy też w hierarchii władzy. Reprezentacją tych zjawisk staje się jednak prywatny wizerunek artystki. Zasadniczą materią jej dzieł są wyobrażenia, marzenia i ideały, w których istnienie wierzymy. Dlatego tak łatwo porusza się Zbylut w świecie fotomontaży czy fotografii odsłaniającej zaaranżowaną kompozycję.

Artystka operuje sztucznością i odczuciem konwencjonalności świata – zarówno codziennego, jak i artystycznego. Daleka jest przy tym od perwersyjności czy epatowania seksualnością. Prace stanowią proste i przemyślane kompozycje, które odnajdywane w naszych codziennych sytuacjach nabierają głębszego znaczenia. Na przykład w cyklu fotografii „Najpiękniejszy dzień w życiu” (2007) widzimy artystkę ubraną w białą suknię i kolejne sceny z fikcyjnego ślubu. Sednem tej, jak i wielu innych prac jest zatem kreacja ról i namysł nad ich społeczną funkcją. No właśnie: społeczną, bo dzieła te pokazują przede wszystkim pracę kulturowych zachowań w naszym życiu, odkrywają proces uwewnętrzniania tego, co kulturowo nacechowane zostało pozytywnie, również pewnego modelu kobiecych ról i sytuacji, w których mogą one zostać spełnione. Stąd ślub jako motyw wręcz rytualnego (na zdjęciach uwiecznione są przecież kolejne elementy ceremonii) utwierdzania samego siebie w dobrze powziętych decyzjach. Takie scenariusze u Zbylut są jednak zawsze oceniane z perspektywy ironicznego dystansu. Iluzja kultury w świetle naszych własnych wyobrażeń nigdzie nie jest oddana lepiej niż w samym haśle wystawy Zbylut: „Nic nie jest takie jak mówią” (marzec 2012, Galeria Bielska BWA, Bielsko-Biała), czy w drwiącym tytule jednej z prac: „W sztuce marzenia się spełniają, ale nie wszystkim” (2009).

Jak pisze Aleksandra Gieczys-Jurszo: „Zbylut w mistrzowski sposób udowadnia nam, jak bardzo rzadko wiemy, jakie chcemy być i jakie możemy być. Przeciętna kobieta stanowi raczej wypadkową tych wszystkich sprzecznych sobie wzorców”. Taka jest właśnie kobieta przedstawiana w realizacjach Agaty Zbylut: niedookreślona, iluzoryczna, złożona w równym stopniu z realnej codzienności, co z fikcji. Trudno więc zastosować w opisie tej twórczości kategorię autentycznego przeżycia. Jest to bowiem każdorazowo przeżywanie filtrowane przez kulturę, a w szczególności estetykę mediów masowych, bilboardów, fotografii.

Zbylut ucieka również od jasnego konstruowania nowego, udoskonalonego wizerunku kobiety spoza społecznego stereotypu. Przyglądając się jej pracom, w zasadzie nie doszukujemy się żadnego określonego wzorca, do którego należałoby aspirować, co odróżnia je wyraźnie od wielu realizacji z ducha drugiej fali feminizmu. Jej prace są głównie namysłem nad zamkniętym w obrazie wizerunkiem, który budujemy z pragnień własnych, zawsze jednak osadzonych mocno w kulturowych i obyczajowych fundamentach. I choć dzieła te w większości ukazują prywatną tożsamość artystki, paradoksalnie mamy do czynienia z negacją siebie, unicestwieniem „ja” i prawdy o tożsamości. Tak skonstruowana kreacja artystyczna wzbudza w odbiorcy ambiwalentne uczucia – widząc prywatne obnażenie artystki, doświadczają oni jednocześnie sztuczności. Nie pojawia się więc żaden afirmatywny model kobiecości. Zasklepienie w iluzji wydaje się tu najczęściej wykorzystywaną strategią artystyczną. Nawet w bardziej bezpośrednich, „portretowych” pracach (np. „Królowa życia”, 2010 czy „Używane wspomnienia”, 2004) mamy do czynienia z multiplikacją wizerunku artystki, niemożnością odnalezienia spójnej tożsamości, która każdorazowo tylko na chwilę konstytuuje się, przyjmując jakąś pozę, wyraz twarzy, emocję.

Uzupełnieniem rozważań nad twórczością Agaty Zbylut mogą być również refleksje Izabeli Kowalczyk, która proponuje rozszerzyć dotychczasowe pole interpretacji twórczości artystki (tj. problemu kobiecości wobec analizy własnej tożsamości, kobiecych marzeń i krytyki narzucanych kobietom ideałów) o kilka nowych perspektyw badawczych. Pierwsza dotyczy problemu przetwarzania kulturowych wzorców (w tym także płciowych) w nawiązaniu do koncepcji postprodukcji Nicolasa Bourriauda. Wedle tej idei sztuka zajmować się może obecnie jedynie przetwarzaniem i miksowaniem tego, co już wytworzone. Twórczość powstająca w ten sposób demokratyzuje się, ale jednocześnie upłynnia pojęcia znaczenia i autentyczności sztuki, co jednak, według filozofa, stanowi mimo wszystko pozytywny proces wypełniania historycznych form. Należałoby w tym ujęciu traktować realizacje Zbylut jako wytwory postprodukcyjnego podejścia do sztuki, która nie daje jednej odpowiedzi dotyczącej roli kobiety w świecie. Może jedynie odtajnić proces manipulacji nie tylko form naszego zachowania, ale również manipulacji naszymi emocjami, pragnieniami.

Drugi istotny kontekst, jaki dostrzega Kowalczyk, określony zostaje mianem analizy pola sztuki. Sama twórczość artystyczna jest tu rozumiana jako przestrzeni władzy i manipulacji, zarówno na poziomie tworzywa artystycznego (posługiwanie się fotomontażem, konwencjami fotograficznymi – pozowane zdjęcia ślubne, itd.), jak i przemysłu artystycznego (m.in. problemy pozycji artysty w Polsce w różnych kategoriach: pochodzenia, miejsca aktywności twórczej, znajomości, płci). Takie ujęcie eksponuje Zbylut jako artystkę bardzo świadomie poruszającą się w świecie artystycznych konwencji, choć nie są to z pewnością nachalne i narzucające się zabiegi. Balansowanie na cienkiej granicy między rzeczywistością a fikcją, fotomontażem a codziennością pozwala Zbylut zabrać niezwykle interesujący głos w dzisiejszych dyskusjach o sztuce feministycznej, proponując refleksje uniwersalne, szeroko zintegrowane z myśleniem o całej kulturowej współczesności, nie tylko tej związanej z problemem płci.

Trzecią perspektywą badawczą jest estetyka relacyjna. Zdaniem Kowalczyk, w twórczości artystki mocno uwidacznia się problem ludzkich relacji, a nie tylko indywidualnej tożsamości. Dużą rolę odgrywa analiza gestykulacji, sposobu wypowiadania i prezentowania treści. Estetyka relacyjna to drugi ważny projekt Bourriauda, który pisze o zmianie, jaka dokonała się w latach 90. w sztuce. Pogłębieniu ulega wówczas artystyczna refleksja o samych relacjach, a utopie społeczne zaczynają ustępować na rzecz „mikroutopii codzienności i strategii mimetycznych”. W dziele pt. „Estetyka relacyjna” autor zawiera kluczową refleksję o tym, że konieczne stało się ponowne ustanawianie podmiotowości człowieka, gdyż sztuka niebezpiecznie zaczęła sama się uprzedmiatawiać, utwierdzając tylko wizję rzeczywistości, w której człowiek nie jest niezbędnym elementem. W efekcie międzyludzka komunikacja stała się sprawą najbardziej palącą, wymagającą głosu ze strony artystów. Cele są rozmaite: przywrócenie relacji lub – w sztuce krytycznej – ukazanie absolutnego niepowodzenia projektu nowoczesności, który sprowadza człowieka do maszyny, mającej mu przynieść ekonomiczny zysk. Jak pisze Kowalczyk: „Artystka śledzi ten układ władzy na polu sztuki właśnie poprzez ukazanie relacji pomiędzy poszczególnymi graczami tego pola”. To jest właśnie tytułowy „teatr gestów”, na który Zbylut patrzy z dystansem obserwatora, proponując „wspólnotowość i zabawę” zamiast  „konieczności podążania za sukcesem”.

Ostatnim kontekstem analitycznym jest wyjście poza antropocentryzm. Punktem startu stało się uobecnienie w sztuce Zbylut postaci psów, które stają się partnerem komunikacyjnym. Jak podkreśla Kowalczyk: „w figurze psa dostrzega [ona] coś prawdziwego i rzeczywistego. Pies symbolizuje wierność i oddanie, ale równocześnie słabość i bezbronność”. Pies – szczególnie nieokreślonej rasy, drobnej i niepozornej budowy – odnosi się również w głębszej refleksji do samego dyskursu postkolonialnego. Człowiek dominuje nad zwierzęciem i odbiera mu indywidualność, nawet w sferze uczuć. To człowiek ustanawia wizję relacji między właścicielem a pupilem – określa zakres oczekiwanej od niego dawki uczuć. Gdy ten jej nie spełnia, skazany jest na niezadowolenie właściciela. W pracach Zbylut psu zawsze pozostawiona zostaje jego podmiotowość, a jego relacje z człowiekiem zostają zrównoważone. Jest on więc równoprawnym bohaterem sztuki, m.in. w realizacjach: „Łajka” (2011) o pierwszym psie w kosmosie czy „Królowa życia” (2010), gdzie pies jest obserwatorem fotografii artystki.

Dyskurs feministyczny w twórczości Zbylut okazuje się więc zaledwie powierzchnią znaczeń, które można odnaleźć w jej pracach. Świat sztucznych konwencji, z którymi obcujemy nie tylko w zetknięciu z telewizyjnymi programami czy okładkami kolorowych pism, pełnych zmistyfikowanych tożsamości, doprowadza do refleksji ogólnohumanistycznych, szczególnie w kontekście komunikacji i budowania relacji ze sobą, z innymi, z otoczeniem. Na tym tle pomijane częstokroć w analizach lub infantylizowane w odbiorze elementy prac Zbylut, takie jak powracająca figura psa, podsuwają najważniejsze tropy interpretacyjne. Dlatego istotna wydaje się konstatacja Kowalczyk: „Artystka nadzieję na budowanie pozytywnych relacji widzi raczej nie w świecie ludzi, których relacje sprowadzają się do pustych i sztucznych gestów, ale w świecie międzygatunkowej przyjaźni ludzi i zwierząt”.
„Agata Zbylut”, katalog wydany przez Galerię Bielską BWA przy wsparciu Miasta Szczecin, Szczecin 2012.