Wydanie bieżące

1 lipca 13 (229) / 2013

Jakub Oleksak,

ŚWIATEŁKO W CIEMNOŚCI

A A A
Sławomir Zajączkowski, scenarzysta znany z komiksów „ortodoksyjnie” historycznych („Zamach na Kutscherę”, „Korfanty”), tym razem przedstawia opowieść, w której pierwiastek fikcyjny dominuje nad faktografią. Akcja „Romowe” rozgrywa się na ziemiach polskich około XI wieku. Nękane przez najazdy pogan z południa państwo Piastów znajduje się w stanie kryzysu. Król Kazimierz musi salwować się ucieczką za granicę, a po jego schedę zaczynają sięgać lokalni, co mocniejsi możnowładcy. Co więcej, zagrożenie ze strony Prus wciąż jest aktualne. Krótko mówiąc – źle się dzieje w państwie polskim. Nie tylko zresztą w aspekcie politycznym, ale również religijnym: chrześcijaństwo zaczyna tracić swoje wpływy na rzecz odradzających się pogańskich obrzędów. Zaprawiony w bojach rycerz Wojmir i młody mnich Jakusz wyruszają na Mazowsze z misją otrzymaną od króla polegającą na odzyskaniu głowy Świętego Wojciecha. Czy im się to uda?

Historyczne realia początków polskiej państwowości stanowią jedynie tło (atrakcyjne, muszę przyznać) dla dość konwencjonalnie pomyślanego scenariusza. „Romowe” wpisuje się w rodzime zmagania z komiksem środka. Rzecz napisana jest bardzo sprawnie, ale zupełnie bez polotu. Komiks czyta się wartko i równie szybko o nim zapomina. Niewątpliwie potencjalna seria „Lux in tenebris”, której „Romowe” mają być pierwszym tomem, może okazać się całkiem interesująca, ale Zajączkowski musi bardziej popracować nad sposobami oczarowania czytelnika. Bo w przypadku omawianego albumu ani fabuła nie jest specjalnie wyrafinowana, ani bohaterowie nie zdobyli mojej sympatii, a i klimat dzieła trudno uznać za wyjątkowo wciągający. Choć przekonuje sposób przedstawienia polskiego kolorytu lokalnego, nie wiem, czy podobny patent zbyt szybko nie wyeksploatuje się w kolejnych odsłonach cyklu.

Z mocno schematycznym scenariuszem Zajączkowskiego kontrastuje oprawa graficzna. W swoim debiutanckim dziele Hubert Czajkowski udowadnia, że narracja komiksowa nie ma przed nim tajemnic. Grafik mający w swoim dorobku ilustracje do powieści Jacka Komudy, krótkich form prozatorskich H.P. Lovecrafta oraz gier RPG udowodnił, że potrafi także opowiadać obrazem. Jego bardzo ostry, kreślony grubą kreską styl doskonale oddaje mrok polskich puszcz i grozę pogańskich rytuałów. Konserwatywni fani graficznego realizmu mogą narzekać, że prace Czajkowskiego są zbyt „awangardowe” i przerysowane, nie ulega jednak wątpliwości, że artysta wykonał kawał dobrej roboty. „Romowe” są również komiksowymi juweniliami wydawnictwa Unzipped Fly Publishing. Oficyna, która specjalizuje się w publikacjach muzycznych, świetnie poradziła sobie na nowym dla siebie rynku. Album wydany jest bardzo solidnie. Twarda okładka i kredowy papier nikogo już dziś nie zachwycają, ale dobrze nasyconą czerń oraz czujnego redaktora, który zadbał o korektę, zawsze warto pochwalić. Cena (trzydzieści złotych) wydaje się zatem niezbyt wygórowana.

Doceniając fachową robotę Sławomira Zajączkowskiego i Huberta Czajkowskiego, jako czytelnik mimo wszystko daleki jestem od euforii. W klasie polskiego komiksu mainstreamowego niektóre serie budziły entuzjazm już od pierwszego tomu (nieodżałowany cykl „Status 7” duetu Piątkowski-Adler czy „Infamis” Pawła Zycha) lub zdradzały niekwestionowany potencjał: warto wspomnieć choćby o polskim Hellboyu, czyli „Odmieńcu” spółki Gradowski-Oleksicki albo o rodzimym wariancie space opery, jakim było „Biocosmosis”. Niestety, premierowy tom „Lux in tenebris” nie należy do żadnej z powyższych kategorii.
Sławomir Zajączkowski, Hubert Czajkowski: „Romowe”. Wydawnictwo Unzipped Fly Publishing. Warszawa 2013 [seria: „Lux in tenebris”].