Wydanie bieżące

15 lipca 14 (230) / 2013

Sara Nowicka,

DOROSŁOŚĆ JAKO POCZĄTEK UMIERANIA

A A A
(…) historia ta jest całkowicie prawdziwa, bo sam ją wymyśliłem od początku do końca.

(Boris Vian, przedmowa do „Piany dni”)

Prawdziwa historia, jaką poznajemy w filmie „Dziewczyna z lilią”, adaptacji powieści Borisa Viana „Piana dni” (wydanej w Polsce także pod tytułem „Piana złudzeń”), jest nad wyraz prosta. Młody i bogaty wynalazca, niezhańbiony pracą Colin (Romain Duris) żyje w nieco ekscentrycznym, pełnym niezwykłych przedmiotów domu z kucharzem Nicolasem (Omar Sy). Bohater przyjaźni się z Chickiem (Gad Elmaleh), który jest narkotycznym fanem Jean-Sol Partre’a i wszystkie pieniądze wydaje na jego dzieła lub też na substancje je zawierające (np. pigułki czy krople do oczu z jego filozoficznymi traktatami). Pewnego dnia Chick wyznaje, że poznał dziewczynę, z którą zaczął się spotykać, co uświadamia Colinowi, że jedynym, czego i on potrzebuje do pełni szczęścia, jest miłość. W związku z tym bohater postanawia się zakochać. Na przyjęciu poznaje „zaaranżowaną przez Duke’a Ellingtona” Chloe (Audrey Tautou; imię bohaterki jest też tytułem utworu jazzmana, co w celach uwiedzenia dziewczyny nieporadnie wykorzystuje Colin), z którą wkrótce się żeni. Ich życie to sielanka wypełniona fantastycznymi momentami, takimi jak podróżowanie przez miasto w magicznej chmurce, która czyni bohaterów niewidzialnymi dla innych. Niestety, podczas podróży poślubnej Chloe zapada na niezwykłą chorobę – w jej płucu wyrasta zagrażający jej życiu nenufar, a kosztowne leczenie zmusza Colina do poszukiwania pracy…

„Piana dni” to surrealistyczna powieść wydana przez Viana w 1947 roku we Francji. Autor opiewa w niej dwie rzeczy: miłość i jazz, podkreślając, że nic poza nimi nie ma znaczenia. I rzeczywiście, inne zjawiska zostają przez niego w książce sparodiowane, począwszy od Jean-Paul Sartre’a, jego filozofii i fanatycznych wielbicieli oraz częstotliwości wydawania przez niego dzieł, przez Kościół i inne instytucje, które zdają się opierać jedynie na chęci zarobku, skończywszy na pracy, tak pogardzanej przez surrealistów, która – jak wiadomo – czyni z człowieka maszynę. Zamiast przeciętnej i szarej codzienności Vian proponuje świat niepodlegający żadnym ograniczeniom, pełny niezwykłych przedmiotów: węgorzy wychodzących z kranu, samochodów z tęczowymi szybami czy potraw, które uciekają ze stołu. Powieść zyskała uznanie przede wszystkim ze względu na język, pełen absurdalnych dialogów, dwuznaczności, tak typowych dla francuskiego języka, oraz idiomów, zyskujących tutaj dosłowne znaczenie. Historia opowiadana przez Viana nie jest mimo to pozbawiona smutku: po zapadnięciu przez Chloe na tajemniczą chorobę życie bohaterów diametralnie się zmienia, nie jest już kolorowe i beztroskie, poznają oni smak biedy, bólu i śmierci.

„Piana dni” wydaje się wręcz stworzona do tego, by zostać zaadaptowaną przez Michela Gondry’ego, twórcę obdarzonego jednym z najciekawszych rodzajów plastycznej wyobraźni, autora wielu ocierających się o surrealizm teledysków i filmów. Nieprzystosowani do życia w przeciętnym społeczeństwie artyści, niepotrafiący poradzić sobie z obowiązkiem pracy i nawiązywaniem międzyludzkich kontaktów, to stali bohaterowie jego dzieł. Colin jest duchowym bratem zarówno zakochanego i nieporadnego Stéphane’a z „Jak we śnie” (2006), jak i reżysera Akiry z „Interior Design”, segmentu filmu „Tokyo” (2008). Gondry często łączy zachwycającą warstwę wizualną z nostalgiczną i smutną historią; sportretowane w jego obrazach pary nigdy nie żyją długo i szczęśliwie („Zakochany bez pamięci”, „Jak we śnie”), a chwile dziecięcej radości podszyte są dorosłym smutkiem związanym z bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Bohaterowie „Dziewczyny z lilią” są, podobnie jak galernicy wrażliwości z innych jego dzieł, niegotowi na dorosłość. Potrafią jedynie oddawać się swej pasji: wynalazkom (Colin) czy twórczości artystycznej (Stéphane i Akira). To dzieci w ciałach dorosłych, które uciekają przed niepowodzeniami (najczęściej miłosnymi) i obowiązkami w świat fantazji. Skoro zatem twórczość Gondry’ego tak dobrze komponuje się z „Pianą dni”, dlaczego nie uważam dokonanej przez niego adaptacji za satysfakcjonującą?

Otóż reżyser, moim zdaniem, zbyt mocno skupił się na plastycznym potencjale powieści, sugestywnych opisach i niezwykłych przedmiotach, stworzonych jakby na zamówienie André Bretona. Papież surrealizmu żądał wszak rewolucji przedmiotów codziennego użytku, chciał je wyrwać ze szponów zwyczajności, uniemożliwić ich bezrefleksyjny ogląd. „Dziewczyna z lilią” byłaby pod tym względem spełnieniem jego marzeń – trudno dopatrzyć się w niej choć jednej zwyczajnej rzeczy; nawet dzwonek do drzwi potrafi chodzić i rozmnażać się. Widz może się jednak poczuć zmiażdżony tym bogactwem animowanych atrakcji, które są zachwycające i piękne, ale jest ich tak dużo, że trudno wychwycić je wszystkie w pojedynczym kadrze. Strona wizualna filmu jest tak oszałamiająca, że ginie pod nią cała absurdalna fabuła (której ubyło chyba zbyt wiele dialogów zamieszczonych w książce) i, bądź co bądź, smutna historia. Moment, w którym w życiu Colina zaczynają pojawiać się chwile bólu, zostaje podkreślony stopniowym przygaszaniem kolorów aż do zastosowania czarno-białej tonacji, jednak próżno szukać znamion nieszczęśliwości u bohaterów, którzy prawie wcale się nie zmieniają: ani pod względem zachowania, ani fizycznie (poza Nicolasem, który siwieje). Wydaje się, że Gondry był tak zaabsorbowany tworzeniem plastycznej warstwy filmu, że zapomniał nieco o swoich bohaterach i ich emocjach. Poza tym reżyser ugrzecznił całą opowieść; wyciął m.in. rozmowę Colina z obojętnym Jezusem. Jest to niekorzystny zabieg, gdyż takie absurdalne, nieco anarchistyczne sceny stanowiły jeden z ważniejszych aspektów surrealistycznego ducha unoszącego się nad „Pianą dni”, a zarazem wyraz buntu przeciwko instytucjom i wszystkiemu, co tłumi wolność jednostki.

„Dziewczyna z lilią” nie jest idealną adaptacją prozy Borisa Viana, zachowuje jednak wierność w stosunku do oryginału i wydaje się, że autor „Piany dni”, który zmarł w skutek zawału serca doznanego podczas premiery innej ekranizacji jego dzieła – „Napluję na wasze groby” – byłby zadowolony z konfrontacji z projektem Gondry’ego. Za dużo w tym filmie formy. Realizm magiczny jest dużo ciekawszy, kiedy dostarcza się go odbiorcy z umiarem. Wówczas zyskuje on na kontraście z przedstawieniem „normalnej” rzeczywistości. Mimo to kino Gondry’ego nadal potrafi wywołać w widzu dziecięcą radość obcowania ze sztuką. Film jest hołdem złożonym nie tylko Vianowi, lecz także innym twórcom, m.in. Jeanowi Vigo, którego „Atalanta” powraca w „Dziewczynie z lilią” w podwodnych ujęciach. Warto zatem zanurzyć się na dwie godziny w świat wyobraźni Gondry’ego i Viana, choćby po to, by przez chwilę odpocząć od świata dorosłych, naznaczonego sztywnymi konwenansami i spojrzeć na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy. Kto wie, co wypłynie z waszych kranów po powrocie z seansu.

LITERATURA:

B. Vian: „Trzy powieści”. Przeł. M. Puszczewicz. Warszawa 2000.
„Dziewczyna z lilią” („L’ecume des Tours”). Reżyseria: Michel Gondry. Scenariusz: Luc Bossi. Obsada: Romain Duris, Audrey Tautou, Omar Sy, Gad Elmaleh, Charlotte Lebon. Gatunek: dramat, fantasy. Produkcja: Francja 2013, 125 min.