Wydanie bieżące

15 lipca 14 (230) / 2013

Radosław Pisula,

LUTHOR: NIEAUTORYZOWANA BIOGRAFIA

A A A
Komiks zagraniczny
Lex Luthor to niezwykła postać. Najbardziej rozpoznawalny, obok Jokera, komiksowy złoczyńca na świecie jest de facto „ojcem” tego wybitnego rzemiosła, kimś, kto skodyfikował podstawowe założenia kreacji superłotra. Jest to o tyle zaskakujące, że Luthor nie posiada żadnych nadnaturalnych zdolności. Jednak od wielu dekad udowadnia (na kartach niezliczonych komiksów, filmów czy seriali), że najskuteczniejszą mocą jest siła pieniądza, a bronią – umysł. Filantrop, przedsiębiorca, naukowiec, morderca, a nawet prezydent USA: mimo wielu różnych wcieleń i dróg, jakie obierają względem tej postaci scenarzyści, jeden element zawsze pozostaje niezmienny – jej nienawiść do Supermana.

W 1989 roku James D. Hudnall i rysownik Eduardo Barreto postanowili przedstawić postać Luthora oraz jego rolę w mitologii Supermana w eksperymentalny sposób, dzięki czemu powstał jeden z najciekawszych i zarazem najbardziej niedocenionych komiksów lat 80. – nieautoryzowana biografia najpotężniejszego człowieka w Metropolis. W tym czasie obowiązującym wizerunkiem łysego przestępcy była wersja, która pojawiła się w miniserii „Man of Steel” (1986) Johna Byrne’a i była rozwijana w seriach prowadzonych przez kanadyjskiego scenarzystę, który po „restarcie” uniwersum spowodowanym „Kryzysem na Nieskończonych Ziemiach” stał się architektem świata Supermana. Jego Luthor nie był już szalonym naukowcem, który rzuca się na Człowieka ze Stali w zielono-fioletowej zbroi (chociaż gadżet ten w końcu powrócił). Tym razem mieliśmy do czynienia z hegemonem trzymającym w garści całe miasto, na którego publicznym wizerunku trudno było dopatrzyć się jakiejkolwiek skazy. Takie Luthor stwarzał pozory, podczas gdy za kulisami okazywał się manipulatorem gotowym zrobić wszystko, by osiągnąć własne cele. Przełomem w jego życiu było pojawienie się Supermana – nadczłowieka, który upokorzył go, podważając pozycję miliardera. Według Luthora świat może kontrolować tylko jeden mężczyzna, zniszczenie superbohatera stało się więc jego obsesją.

W swoim komiksie Hudnall decyduje się przedstawić historię złoczyńcy w zaskakujący sposób. Luthor we własnej osobie pojawia się jedynie w kluczowym momencie fabuły, a Superman w trykocie występuje tylko raz, jako kolorowa smuga na niebie. Głównym aktywnym bohaterem dzieła jest dziennikarz Peter Sands. Poznajemy go jako alkoholika, z którym nie chce rozmawiać żadna gazeta. Borykający się z ciągłym brakiem pieniędzy mężczyzna otrzymuje niespodziewanie telefon z wydawnictwa zainteresowanego przygotowaniem jakiejś kontrowersyjnej książki – z których Sands jest zresztą znany. Widząc szansę na szybkie pieniądze z zaliczki, bohater wybiera nieautoryzowaną biografię Leksa Luthora. Dlaczego? Ponieważ gazeta z podobizną filantropa leżała w trakcie konwersacji na stole dziennikarza. W tym momencie poznajemy drugi poziom narracji – okazuje się, że historia przedstawiana z punktu widzenia Petera jest retrospekcją. W czasie teraźniejszym spotykamy natomiast Clarka Kenta, który jest właśnie przesłuchiwany przez policję, ponieważ… prawdopodobnie zabił Sandsa, na co dowodem jest nazwisko pracownika „Daily Planet” wypisane przez zamordowanego krwią na podłodze.

Dziennikarskie śledztwo prowadzone przez protagonistę przypomina swoją konstrukcją film „Obywatel Kane” Orsona Wellesa. Reporterowi udaje się dotrzeć do kilku osób związanych z Leksem Luthorem i przeprowadzić z nimi rozmowy, które ujawniają przerażające wydarzenia z przeszłości złoczyńcy, równocześnie w świetny sposób definiując jego współczesny wizerunek. Poznając kolejne fakty i osoby, Sands staje się niewygodny dla kryminalisty. Nagle każdy krok pisarza zaczyna być monitorowany, a on sam popada w coraz większą paranoję. Luthor nie atakuje bezpośrednio: robi to z finezją, wyręczając się innymi. Doprowadza bohatera do takiego stanu, że ostatecznym wyjściem z sytuacji jest skontaktowanie się z Człowiekiem ze Stali – jedyną osobą na świecie, która może równać się z potężnym przedsiębiorcą.

„Lex Luthor: The Unauthorized Biography” jest w pewnym stopniu protoplastą niezwykle popularnego „Gotham Central” Eda Brubakera i Grega Rucki, w której to serii śledziliśmy poczynania policji z Gotham, a superbohaterowie stanowili jedynie element tła wydarzeń. Nawet rysunki Barreto – realistyczne, skąpane w mroku, w których czuć brud zapuszczonych uliczek, rozpadających się bloków i alkoholu – w jakiś sposób mogły inspirować rysownika Michaela Larka, który w wyżej wymienionym komiksie stosował wiele podobnych zabiegów wizualnych. Dzieło Hudnalla to niezwykle ważna i solidna historia kryminalna, która mimo kilku mniejszych wpadek świetnie definiuje Luthora z przełomu lat 80. i 90. Złoczyńca staje się cieniem, którego macki dopadną każdą osobę próbującą zarysować jego misternie kreowany wizerunek. Superłotr nigdy nie wybacza, a jego zemsta jest zawsze przerażająco wyrafinowana. Warto zapoznać się z biografią Luthora – chociażby dla pamiętnej tyrady złoczyńcy związanej z jego nienawiścią do Supermana i niezwykle nihilistycznego zakończenia.

Każda dekada ma swojego Leksa Luthora, a lata 80. dały nam najbardziej przerażającego z możliwych. Dlaczego? Ponieważ był on niezwykle realistyczny. Obdarty z konwencjonalnych absurdów, stał się zagrożeniem, które znaliśmy z ekranów telewizorów – twardym magnatem z niewyczerpaną ilością pieniędzy. Zresztą okładka komiksu nieprzypadkowo nawiązuje do książki „The Art of the Deal” Donalda Trumpa. Jak mówił sam Luthor: „Wybrałem bycie Bogiem. Kontroluję ludzkie życia, zamiast samemu podlegać kontroli. Mogę kogoś zniszczyć, wykonując jeden telefon”. I nie ma w tym cienia przesady.
James D. Hudnall, Eduardo Barreto: „Lex Luthor: The Unauthorized Biography”. DC Comics 1989.