Wydanie bieżące

15 lipca 14 (230) / 2013

Mirosław Skrzydło,

REINKARNACJA HEROSA

A A A
Trudno uwierzyć, iż nadworny superbohater DC Comics, niezaprzeczalna ikona popkultury i symbol Stanów Zjednoczonych, w tym roku skończył siedemdziesiąt pięć lat. Według prawnych ustaleń większości cywilizowanych krajów, powinien już przejść na zasłużoną emeryturę. Wygodne kapcie, błogie lenistwo, oddawanie się osobliwym pasjom, cisza i spokój. Tymczasem Superman przeszedł swoistą reinkarnację, a jego fantastyczne przygody doczekały się intrygującego restartu. W ramach rewolucyjnej linii wydawniczej DC („The New 52”) powrócono do pierwszych miesięcy działalności Ostatniego Kryptończyka. Niezwykle ryzykowne zadanie reaktywowania serii powierzono doświadczonemu i uznanemu szkockiemu scenarzyście, Grantowi Morrisonowi. Czy twórca kontrowersyjnych „The Invisibles” godnie wprowadził młodego herosa w nowe millennium?

Już sama okładka „Supermana i Ludzi ze Stali” sugeruje widoczną zmianę wizerunku Kal-Ela. Dostrzegamy na niej spowitego cieniem atletę w przetartych dżinsach, starych traperach i opiętej koszulce z charakterystycznym znakiem „S”. Mamy tutaj do czynienia z udanym połączeniem nieobliczalnego, gwałtownego Stanleya Kowalskiego ze sztuki „Tramwaj zwany pożądaniem” Tennessee Williamsa z tytułowym „Buntownikiem bez powodu”, w którego wcielił się charyzmatyczny James Dean. Jedynie wspomniany symbol rodu El, minimalistyczna czerwona peleryna i będący źródłem wielu żartów loczek przypominają, że spotykamy się oto z (przez dekady ogranym i wielokrotnie powielanym) wzorem cnót moralnych i obywatelskich. Dopiero z czasem Człowiek ze Stali przywdzieje charakterystyczny kostium (na szczęście bez czerwonych majtek), w tym przypadku wyglądający niczym wojskowy pancerz na miarę XXI wieku.

Pierwszy zeszyt nowej serii rozpoczyna się od nagłego wtargnięcia Supermana do biura podstępnego krezusa, pana Glenmorgana (właściciela większości firm w Metropolis) i odważnej próby rozliczenia go z wszelkich grzechów i przekrętów na masową skalę. Okazuje się, iż policja nie podziela metod walki Człowieka ze Stali. W misję schwytania obcego angażuje się wojsko – generał Lane (konserwatywny ojciec Lois) zatrudnia do tego zadania zmanierowanego naukowca, Leksa Luthora. Ten gotowy jest poświęcić życie biednych mieszkańców Metropolis, aby pojmać kosmitę i przeprowadzić na nim szereg doświadczeń. Główny ziemski antagonista „Esa” w wizji Morrisona to bezduszny badacz, jednostka aspołeczna o wyraźnych cechach autystycznych, za wszelką cenę próbująca udowodnić swe pokrętne racje. Scenarzysta nowego „Supermana” powraca zatem do portretu Leksa znanego z jego najbardziej udanego dzieła sygnowanego logo DC: zekranizowanej w formie animacji, genialnej powieści graficznej „All-Star Superman”.

Niestety gorzej prezentują się pozostali, nazbyt szybko wprowadzani do akcji złoczyńcy. Nie przekonuje zwłaszcza sposób, w jaki przedstawiono Kolekcjonera Światów – Brainiaca. Jest to pozbawiona wyraźnej osobowości maszyna, do znudzenia powtarzająca te same frazesy dotyczące swej wielkiej kolekcji. Chybionym pomysłem okazało się także uśmiercenie państwa Kentów. Kwintesencją dorastania młodzieńca są jego rozmowy z nośnikiem pożądanych wartości, czyli ziemskim ojcem Jonathanem Kentem, w tym przypadku powracającym jedynie w retrospekcjach. Zupełną niedorzecznością jest za to wprowadzenie nowej postaci: starszej sąsiadki Clarka, pani Nyxly, która w łopatologiczny sposób rozszyfrowuje jego prawdziwą tożsamość. Ich rozmowy nic nie wnoszą do fabuły, podkreślają jedynie nędzne warunki mieszkaniowe przybysza ze Smallville. Świetnie za to prezentują się kryptońskie reminiscencje oraz barwne ilustracje autorstwa Ragsa Moralesa, starego wygi Andy’ego Kuberta oraz Gene’a Ha, który już w serii „Top 10” udowodnił, że potrafi w realistyczny sposób ukazać najdziwniejsze nawet postaci.

Stanowiący doskonałe dopełnienie królującego w kinach filmu Zacka Snydera „Superman i Ludzie ze Stali”, mimo wypunktowanych wyżej mankamentów, odświeża zakurzone oblicze popularnego herosa. Obserwowany od kilku lat w branży wydawniczej kryzys skłonił DC Comics do stawiania na nietuzinkowych scenarzystów, którzy nie boją się przestawiać skostniałych figur na gigantycznej planszy wielopoziomowego uniwersum. Grant Morrison niejednokrotnie udowadniał, że jest jednym z najlepszych współczesnych twórców komiksowych. Niestety, autorzy nowel zebranych w „Dodatkowych przygodach” nie wykazali się równie dużym talentem i właściwym zbilansowaniem nowości z tradycyjnymi elementami cyklu. Ale jedno jest pewne: Superman żyje i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić.
Grant Morrison, Brent Anderson, Andy Kubert, Rags Morales i in.: „Superman i Ludzie ze Stali” („Superman and the Men of Steel”). Tłumaczenie: Michał Cetnarowski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2013.