Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (231-232) / 2013

Kinga Kasperek,

KAŻDY KOREKTOR TO ZABÓJCA

A A A
Nasze wybory kulturalne mogą mieć różne podłoże, ale zdaje mi się, że istnieje coś takiego jak „wybór zawodowy”. Nie raz przyłapałam znajomych z uczelni medycznych na czytaniu medycznych kryminałów, a zaprzyjaźnionego historyka na lekturze „Historyka” Elizabeth Kostovej. Być może właśnie dlatego, że zajęcie korektora nie jest mi obce, sięgnęłam akurat po „Korektę” Thomasa Bernharda.

Ale Thomas Bernhard zasługuje na uwagę również z innych powodów. Kochany i nienawidzony w Austrii, doceniany za granicą, w Polsce zdaje się popularny głównie dzięki jego sztukom teatralnym (np. adaptacji Krystiana Lupy powieści „Kalkwerk”). Z jego ponad trzydziestu dzieł prozatorskich przetłumaczono i wydano całkiem sporo, między innymi „Wymazywanie”, „Dawnych mistrzów” (obydwie w 2005) oraz „Korektę” (2013).

Ta ostatnia powieść została napisana w 1975 roku, jednak nie ma mowy o „przeterminowaniu się” poruszanych w niej problemów, a i sama jej akcja zdaje się toczyć poza ściśle określonym momentem historycznym, chociaż pewne tropy wskazują na międzywojnie. Miejsce: Austria, Altensam – a dokładnie – Höllerowska mansarda. Pierwsza refleksja, która pojawia się w trakcie lektury, to niezwykłe proporcje pomiędzy objętością powieści, a właściwą akcją. Ponad trzystustronicowa powieść obejmuje tak naprawdę wydarzenia z dwóch dni. Głównym bohaterem i narratorem jest przyjaciel wybitnego biologa Rothaimera, który po samobójstwie naukowca udaje się do miejsca jego pracy – mansardy ich przyjaciela z dzieciństwa (Höllera) – aby uporządkować pozostawione przez Rothaimera teksty. Najważniejszym jest „Próba opisania Altensam i wszystkiego, co ma związek z Altensam, ze szczególnym uwzględnieniem Stożka”. Rothaimer, który przez całe życie (w zasadzie od wczesnego dzieciństwa) traktował swoją rodzinną posiadłość Altensam jako więzienie, pod pretekstem studiów i pracy naukowej wyemigrował do Oxfordu. Altensam staje się metonimią Austrii i wszystkiego, co austriackie, zaś ostatecznym rozrachunkiem z ojczyzną ma być wybudowanie Stożka – budowli jak z gotyckiej powieści, umiejscowionego w geometrycznym środku lasu Kobernaußerwald. Stożek, surrealistyczny budynek mieszkalny, nie jest tylko projektem naukowym i artystycznym. Rothaimer chce, aby w samym środku lasu zamieszkała jego ukochana siostra, zaś Stożek ma być całkowicie dopasowany do jego charakteru i jej charakter całkowicie odzwierciedlać.

Zarys fabuły brzmi całkowicie onirycznie i zdawałoby się, że „Korekta” jest książką z pogranicza fantastyki naukowej i powieści gotyckiej. Nic bardziej mylnego. Tak jak w wypadku prawie każdej książki, kwalifikującej się pod etykietkę „wielka literatura”, trudno jednoznacznie określić, do jakiego gatunku przynależy „Korekta”. Należałoby zwrócić uwagę na samą budowę powieści: pierwsza część to wspomniane dwa dni, w trakcie których narrator przebywa w Höllerowskiej mansardzie, druga to  przynajmniej dwie wersje tekstu Rothaimera „Próba opisania Altensam (…)”. „Korekta” jest kluczowym pojęciem dla powieści (o czym będzie poniżej), obydwie części zdają się tekstem w procesie. Ciągle poprawiane, modelowane na nowo zdania, za pomocą kolejnych konstrukcji gramatycznych w kółko opowiadają tę samą treść. Jest jednak zasadnicza różnica: w pierwszej części narrator zdaje się dążyć do całkowitej precyzji opisu, tworząc wielokrotnie złożone i zdające się nie mieć końca zdania. Ciągłe dopełnienia i przydawki uszczegółowiają narrację (np. zamiast „poddasza” jest zawsze „Höllerowska mansarda”). Narrator skupia się na każdym szczególe i detalu, analizuje każdy ruch, ułożenie przedmiotów i z otaczającej go przestrzeni stara się wyekstraktować ostateczną prawdę zarówno o świecie, jak i o przyczynie samobójstwa Rothaimera. Kolejne, postępujące po sobie wyrażenia precyzują po prostu te wcześniejsze. Narrator dokonuje ciągłej autokorekty, aby słowa odzwierciedlały prawdę o rzeczywistości. Z Rothaimerem jest inaczej: autor poddaje ciągłej korekcie kolejne wersje „Próby opisania Altensam...”. Występuje pewne podobieństwo w budowie długich zdań, gdzie kolejne człony wyrażają tę samą treść za pomocą innych słów i konstrukcji gramatycznych. Jednak jego wywód jest melancholiczny. Prawda i ostateczny osąd rzeczywistości są dlań równie ważne jak dla jego przyjaciela, jednak kluczowe są powracające motywy: miłość do siostry, Altensam jako symbol zniewolenia, postać kastrującej matki. Po stronie melancholijnego odczytania tego tekstu jest inny, ważny argument, czyli problem samobójstwa, wyizolowania, braku matczynej miłości i ostatecznie szaleństwa. Powtarzające się wyrażenia, zdania, motywy nabierają pewnego rytmu, to, co symboliczne, zostaje zdominowane przez semiotyczne (zgodnie z teorią melancholii Julii Kristevej).

Trudno jednak nazwać „Korektę” powieścią psychologiczną. Mało w niej jawnie opisanych emocji. To raczej opowieść o myśleniu, o próbie poprawnego i precyzyjnego myślenia o świecie. Jednak pod precyzyjnymi, wręcz idealnymi wyrażeniami czai się ciemne szaleństwo i samobójstwo. Korekta jest przez Rothaimera (jak i narratora) konotowana ze śmiercią. W znienawidzonym Altensam i pośród nieprzyjaznych, austriackich gór samobójstwo jest częstym zjawiskiem, nie budzi ani sprzeciwu bohaterów, ale pełnej akceptacji i zrozumienia. Samobójstwo jako ostateczna korekta swojego życia i korekta tekstu jak jego zabójstwo – jedno wynika z drugiego. Tak samo korekta i redakcja tekstu dla narratora i Rothaimera są rozumiane jako ostateczne zabójstwo prawdy objawiającej się w tekście. Narrator brzydzi się korektą, bo nie chce zamordować spuścizny po Rothaimerze, Rothaimer traktuje zaś samobójstwo jako korektę losu.

„Korekta” jest lekturą trudną, żmudną i męczącą. Nie mając zbyt dużej możliwości odniesienia się do literatury niemieckojęzycznej, pozostaje mi przyrównać powieść do polskiego odpowiednika: powieści-worka. Można by uznać „Korektę” za klasyczną powieść psychologiczną, ale tak naprawdę melancholijno-samobójcze wątki stają się istotne dopiero pod koniec lektury, gdy zdania się skracają, zaś „Próba opisania…” zmienia się w dziennik. Większą uwagę zwracają same zdania i potrzeba precyzyjnego opisu. Tekst faktycznie przypomina ten po poprawkach korektora, co utrudnia czytanie i męczy, ale nadaje również transowości samej lekturze. „Korekta” na pewno nie jest książką nudną, zaś sam tekst przypomina monolog (lub jak pod koniec stwierdza sam Rothaimer – solilokwium) geniusza, opętanego ideą wyzwolenia się z Altensam i wybudowania Stożka. To kolejna, ciekawa cecha powieści – chociaż męczy, nie zanudza. Trudne jest wejście w sam tekst – początkowo synonimiczne sekwencje zdań sprawiają trudność, jednak z czasem pozwalają osiągnąć rodzaj czytelniczego transu, zaś zza kolejnych dopełnień wyłania się prawda o Rothaimerze, Altensam i o wszystkim, co ma związek z Altensam.

Sam stosunek bohatera do Altensam znów konotuje teksty polskiego pisarza – Gombrowicza. I chociaż takie porównanie jest trochę chwiejne, „Korektę” i np. „Transatlantyk” łączy potrzeba wyzwolenia się z formy nadawanej przez ojczyznę. U Rothaimera jest to walka skazana na niepowodzenie: pomimo emigracji i buntu zapoczątkowanego we wczesnym dzieciństwie, uwolnienie się z Altensam jest niemożliwe. Tak jak w tytule jego tekstu wszystko łączy się z Altensam, całe jego dorosłe życie i nawet kształt budowli. Jedną drogą ucieczki jest samobójstwo.

W posłowiu napisanym przez tłumacza – Marka Kędzierskiego – przedstawiony jest interesujący trop, mogący rozjaśnić lekturę. Postać Rothaimera miałaby być wzorowana na Ludwigu Wittgensteinie, gdzie jedynym z ważniejszych punktów wspólnych byłaby budowa domu dla siostry, kariera naukowa, emigracja z Austrii, wątek samobójstwa bliskiej osoby (Georga Trakla). Prace Wittgesteina byłyby świetnym kontekstem dla lektury, zaś precyzyjność narratora i Rothaimera – jak najbardziej uzasadniona.

Jednak porzucają ten dość oczywisty trop lekturowy (dzięki któremu dzieło byłoby opowieścią o przystawalności języka, rzeczywistości i prawdy), można odczytać „Korektę” jako historię szaleństwa. Szalony jest narrator, szukający ciągłych konotacji pomiędzy przypadkowymi wydarzeniami, szalony jest również sam Rothaimer, filozof i dielaktyk, opętany nienawiścią do matki i zaborczą miłością wobec siostry, który gardzi wszelkimi emocjami. „Korekta” to lektura długa i trudna, jednak ważna. Odsłania ciemną stronę logicznego myślenia, pokazuje, że w logika jest nierozłącznie związana z szaleństwem. Zaś każda korekta swoich myśli i działań jest tak naprawdę unicestwiająca. To na pewno ciekawy wniosek dla korektora.
Thomas Bernhard: „Korekta". Przeł. Marek Kędzierski. Czytelnik. Warszawa 2013.