Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (231-232) / 2013

Monika Glosowitz,

MUTACJE KRYTYCZNE

A A A
Wydaje się, że Andrzeja Sosnowskiego nie trzeba nikomu przedstawiać. Od kilkunastu lat nieustannie dyskutowany, poeta, tłumacz literatury anglojęzycznej, krytyk twórczości najnowszej stał się jedną z najbardziej znaczących figur poezji ostatnich dekad. Jak bardzo ugruntowana to figura? Jak różnorodne są interpretacje tej poezji? Do tej pory, faktycznie, wydawać by się mogło, jakoby „[…] Andrzej Sosnowski i jego twórczość stanowiły tabu, którego nie należy łamać, nie pytać o więcej ani inaczej niż poprzednicy” (s. 285). Najwybitniejszy z „średniego pokolenia poetów”, guru prowadzący zastępy młodych wyznawców, swój mit zawdzięcza przede wszystkim krytyce literackiej. Oto bowiem okazuje się, że „[ż]adna dyskusja o poezji polskiej nie może obyć się bez Sosnowskiego. Nie ma takiego spotkania z poetą, nawet zupełnie odmiennym niż Sosnowski, na którym nie mówiłoby się o autorze Życia na Korei” (s. 5). Sosnowski wymierza gest szyderczy wobec polskiej literatury, jednocześnie rehabilitując ją. Uprawia poezję ty, w tym samym czasie oskarżaną o hermetyzm. Łat, etykiet, kategorii odnoszących się do autora „Po tęczy” krytyka stworzyła cały szereg. Układają się one w ciąg opozycji, kontrapunktów, odmiennych głosów, wśród których można wyznaczyć jednak kilka wyraźnych linii melodycznych. Do tej pory pojawiło się już krytycznoliterackie zwarte opracowanie poezji Sosnowskiego: „Lekcja żywego języka. O poezji Andrzeja Sosnowskiego” pod redakcją Grzegorza Jankowicza z 2003 roku oraz zbiór wywiadów z poetą: „Trop w trop: rozmowy z Andrzejem Sosnowskim” z 2010 roku.

Najnowsza propozycja nosząca tytuł „Wiersze na głos” stanowi efekt sesji zorganizowanej przez Zakład Poetyki i Krytyki Literackiej UAM oraz Bibliotekę Wojewódzką i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. „Komu to potrzebne? Czy to potrzebne?” – można by zapytać za Maliszewskim mówiącym o samej poezji Sosnowskiego. Pytanie zostało(by) chyba jednak niefortunnie sformułowane. Mimo dosyć brązowniczego wstępu redaktora książka staje się przeglądem nowych trendów, stylów krytycznych, obecnych w polskiej krytyce wizji literatury. Podzielona na pięć części, jak to zwykle bywa z publikacjami pokonferencyjnymi (i samymi konferencjami), jest książką nierówną, ale bez wątpienia dynamiczną. Dzięki tej różnorodności przełamany zostaje monopol na krytykę towarzyszącą Sosnowskiemu.

 

Stagnacja na Stancji

 

Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że do tej pory rytm refleksji o Sosnowskim stanowił pochodną silniejszego dryfu zwanego kryzysem reprezentacji. Tłem, a nierzadko i samym centrum literaturoznawczej analizy staje się filozoficzna tradycja kategorii podmiotu/bytu, mowy/pisma i ich wzajemnych uwarunkowań. Teza dotycząca nieprzystawalności języka i rzeczywistości staje się również dominantą niektórych esejów pomieszczonych w „Wierszach na głos”: "Pisanie poezji absolutnie wolnej od zobowiązań wobec spraw publicznych nie świadczy o nonszalanckim stosunku do świata, lecz wynika z prostej reguły: poezja jest przestrzenią pracy nad językiem, a nie nad ideami, ani nad tym, by wyrazić to, co pozajęzykowe. Należy zatem oddzielić poezję od życia, ponieważ słowa i rzeczy należą do dwóch różnych, nieprzystających do siebie porządków" (s. 58). "Słowo nie ożywia. Nie ma skarbu. Nie ma życia. Nie ma życia w ogóle – nie tylko w wierszach. Życie jako takie wydaje się zupełnie iluzyjnym konceptem, czymś w rodzaju marzenia-figury, której przeczy absolutna literalność śmierci" (s. 98).

Clou rozważań staje się diagnoza „teratologicznej niesamowitości mowy”, nieadekwatności pisma, rozdźwięku języka i przeżycia, które prowadzą do konkluzji o nieodwracalnej entropii ludzkiej egzystencji pozbawionej sensu. Za Agambenem przyjmuje się więc metaforykę ciemności (również złowieszczych) i zaciemnienia, która ma być najistotniejszą dla opisania współczesności (zob. s. 165).

Wysiłek krytyczny sprowadza się więc do rzemieślniczego procesu deszyfracji kolejnych warstw centonu. Zdejmowanie kolejnych zasłon nie odkrywa jednak wcale pokładów światła, bowiem słowo nie zakrywa i nie odsyła do świata, ale prezentuje samo siebie, zdają się mówić zwolennicy tej autotelicznej opcji krytycznej.

 

Nouvelles impressions

 

Nie wszystkie eseje wpisują się jednak w tę zaprezentowaną dominantę krytyczną. Postulat poczyniony w trakcie konferencji przez Joannę Orską (wspomina o nim Krzysztof Hoffmann w swoim tekście, s. 123) zostaje rozwinięty przez niektórych badaczy. Faktycznie, w „[…] komentarzach do autora „Sezonu na Helu” zbyt prędko przechodzi się do kategorii negatywnych. Postulat brzmiał następująco – stworzyć w języku krytycznym pole afirmatywne, nawet jeśli (a może przede wszystkim gdy) afirmacja ta nie będzie celowościowa”. Kilkoro badaczy/badaczek podejmuje wyzwanie przeciwstawienia się tanatycznej/katastroficznej/negatywnej interpretacji wierszy Sosnowskiego. Powracają w rozważaniach kategorie pamięci, ciała, zmysłowości, afektu, doświadczenia, uobecnionego podmiotu. W świetnym eseju „Cudzysłów” Julia Fiedorczuk dobitnie podsumowuje naiwność dotychczasowego klucza do poezji autora „Życia na Korei”: nie jest nim ani postmodernistyczne poczucie wyczerpania, ani pragnienie powrotu do bezpośredniości wyrazu, ani melancholijne przekonanie o niemożliwości wyrażenia czegokolwiek. W ten sposób zmienia się optyka analizy, uwaga skupia się na odmiennych kategoriach. Przełamany zostaje impas antyhumanistycznego postrzegania tego świata przedstawionego, w którym wszystkie fundamentalne kategorie ulegają erozji, a erudycyjny palimpsest wyklucza „design doświadczenia” (s. 28).

Spójrzmy na stwierdzenia przełamujące dotychczasowy paradygmat odbioru poezji:

"[…] intertekstualność (cechująca język jako taki) i życie nie muszą się wzajemnie wykluczać" (s. 21).

"W każdej wielkiej poezji – dotyczy to także poezji Andrzeja Sosnowskiego – również chodzi o życie, ale życie nie dające się sparafrazować, przełożyć, zapisać. Życie, którego trzeba doświadczyć, które nie jest osobnym terminem, które wydarza się tutaj i teraz" (s. 232).

"Wariacje Sosnowskiego na temat końca, schyłkowości, wyczerpania są po prostu uwolnione od sprzeciwu wobec tych negatywnych procesów" (s. 239).

"Sensualność wierszy Andrzeja Sosnowskiego – nadal rzadko omawiana – wydaje się niezaprzeczalna" (s. 256).

Anna Kałuża explicite formułuje nową drogę interpretacji:

"[…] taką wersję interpretacji poezji autora Stancji w ramach której, biorąc pod uwagę słownik czerpiący najwięcej z postmodernistycznych pojęć, takich jak kryzys, załamanie, wyczerpanie literatury, koniec wielkich narracji, metatekstowy, ironiczny i autonomiczny sposób rozumienia języka, będę próbowała przedstawiać możliwości nieco innego usytuowania kategorii podmiotu i języka dzięki filozofiom dwóch sztuk: ziemi (enviromental art) i elektronicznej" (s. 238).

Jacek Gutorow celnie pointuje ten „podstawowy paradoks nowej poezji Sosnowskiego”:

"Z jednej strony puste, niewiele lub nic nieznaczące słowa, z drugiej tchnienie, oddech, głos, recytacja, obecność, wspólnota. Język w »odmiennym stanie skupienia« to język czegoś wydarzającego się tutaj i teraz, nie zaś odsyłającego nas do ukrytych sensów" (s. 231–232).

W tym fragmencie najwyraźniej sformułowany zostaje nowy kierunek interpretacji, wyznaczony tytułem publikacji.

 

Mutacja, metamorfoza

 

Gutorow w swoim szkicu posługuje się kategoriami zmiany, przekształcenia, przesunięcia, odmiennego podejścia, które przypisuje samej twórczości Sosnowskiego, według krytyka, przedzielonej cezurą 2000 roku i reformującej własną koncepcję.

"[…] entropijna moc zaniku jest dlatego moim zdaniem tak ekscytująca i pobudzająca, bo raczej prowadzi do przemiany, sygnalizuje świat metamorfoz niż ostateczności i nieodwołalności" (s. 232).

"Innymi słowy, w poezji realizuje się dialektyka tej podwójności: język raz jest alienującym systemem, zawieszającym istnienie świata, systemem, w którym uwidaczniają się jedynie konwencjonalne różnice, raz staje się ożywczą siłą metamorfozy rzeczywistości, siłą, która nie tyle rozprasza sensy, ile ustanawia na nowo ich konstelacje i okazuje się w rezultacie rodzajem holistycznego monstrum, antycypującego i pożerającego każde możliwe czy skonstruowane już znaczenie" (s. 205).

Bohater zbioru, można by rzec „kryzysowy narzeczony” krytyki literackiej, przechodzi więc metamorfozę. Przestaje być nieuchwytnym księciem, halucynacją postmodernistycznego umiłowania rozszczepienia znaku, stając się dobrym towarzyszem podróży, inspirującym do wysiłku nieustannego odnawiania własnych schematów percepcji, kalek poznawczych i gotowych formuł interpretacyjnych.
„Wiersze na głos”. Szkice o twórczości Andrzeja Sosnowskiego. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury. Poznań 2010.