Wydanie bieżące

1 września 17 (233) / 2013

Krzysztof Ryszard Wojciechowski,

ZDOLNE ŁAPY SZŁAPY

A A A
Rafał Szłapa jawi się dziś jako jeden z najzdolniejszych polskich twórców komiksowych. Jego autorska trzytomowa seria „Bler” (zakończona w 2012 roku) stała się dużym wydarzeniem na naszym niewielkim rynku. Komiks Szłapy zyskał grono oddanych fanów, którzy namawiali twórcę, by spróbował kontynuować teoretycznie domkniętą już opowieść. Autor uległ naciskom i kilka tygodni temu ogłosił, że rozpoczął prace nad czwartym tomem cyklu. To dobra okazja, by przyjrzeć się „Blerowi” z pewnego dystansu…

Początkowo seria wykorzystywała ograne motywy znane z kart amerykańskich komiksów, przełożone na naszą polską rzeczywistość. Trylogia opowiada o mieszkańcu Krakowa, który w tajemniczych okolicznościach zostaje obdarzony nadludzką mocą. Za całą sprawą stoi tajna organizacja, która pomaga mu ukierunkować działanie i wykorzystać nowo nabyte umiejętności do pomagania ludziom. Wbrew pozorom, głównym atutem serii nie jest jednak to, że opisuje ona przygody polskiego superbohatera. Autor stworzył komiks, który aspiruje do bycia czymś więcej niż sztampową trykociarską opowieścią o walce dobra ze złem.

Szłapa oczywiście korzysta ze sprawdzonych zachodnich patentów, odcina kupony, podpiera się dosłownymi cytatami, ale z tomu na tom historia rozwija się w zupełnie innym kierunku, niż można by się spodziewać. Autor gra superbohaterską konwencją, mieszając ją z innymi gatunkami – sensacją pokroju „Tożsamości Bourne’a”, thrillerem psychologicznym oraz horrorem z elementami nawiązującymi do mitów Cthulhu („Pamiętasz legendę o smoku pod Krakowem? Tu rzeczywiście coś było… Nie jakaś przerośnięta jaszczura. To było coś potwornego, nie do ogarnięcia…”).

Wraz z rozwojem opowieści, zamiast heroicznych czynów, na pierwszy plan wysuwa się rozpad osobowości głównego bohatera, który zaczyna wątpić w słuszność tego, co robi i stopniowo popada w psychozę. Odbija się to również na sposobie prowadzenia narracji. W pierwszych tomach Szłapa trzyma się jeszcze klasycznych sposobów opowiadania i zwartej gatunkowej fabuły, natomiast w trzecim zaburza relacje czasoprzestrzenne, a kontekst wydarzeń uzupełnia retrospekcjami, przez co komiks staje się coraz bardziej impresyjny i psychodeliczny. W strukturze opowieści następuje pewien zgrzyt, bo w samym założeniu „Bler” nie jest przecież komiksem aspirującym do bycia dziełem artystycznym, a autorowi nie do końca udało się przełożyć swój (znakomity skądinąd) pomysł na płynną narrację wizualną. Trzeba jednak zauważyć, że pewna dawka niespójności pasuje do wydźwięku tej opowieści i jej pulpowych konotacji.

„Bler” to twór specyficzny, na pewnym poziomie będący w prostej linii potomkiem „Śmiertelnego pocałunku” (1955) Roberta Aldricha – schyłkowego filmu noir, który ze względu na panującą w czasach jego powstania w amerykańskim przemyśle filmowym restrykcyjną cenzurę, przemycał pod postacią pulpy metafory zimnowojennych lęków i moralnego niepokoju. Obraz Aldricha to dzieło nie do końca udane i czytelne, ale zarazem wielowymiarowe oraz bogate w znaczenia. Dziś oczywiście Szłapa mógłby powiedzieć wszystko wprost, ale woli tajemnice i niedomówienia. Gdy po pierwszej lekturze, zaintrygowany finałem „Blera”, ponownie przeglądałem całość, dostrzegłem bogatą symbolikę tkwiącą w rysunkach Szłapy: rozbite lustra, kręte schody, zabandażowana twarz głównego bohatera. Okazuje się, że już od pierwszej planszy (która przedstawia długą prostą drogę, żywcem wyjętą z „Zagubionej autostrady” Davida Lyncha, także inspirowanej filmem Aldricha) na drugim planie autor buduje grunt pod to, co ma się wydarzyć w ostatniej części. Pozostałem jednak z wrażeniem, że gdy Szłapa trzymał się szablonu, komiks czytało się znakomicie; autor poległ natomiast, gdy zaczął szukać nowych dróg i eksperymentować z narracją.

Jego styl silnie kojarzy się z twórczością coraz bardziej popularnego brytyjskiego grafika Seana Phillipsa. Nie jest to jednak przejawem epigonizmu, lecz tego, że obaj twórcy czerpią zarówno z europejskiej, jak i amerykańskiej tradycji realistycznego rysunku. Autor na co dzień rozwija swoje umiejętności jako twórca storyboardów, w czego konsekwencji w warstwie sekwencyjnej, kompozycji plansz i kadrowaniu „Blera” jest więcej filmowości niż w pracach Phillipsa. Mimo że jestem zdeklarowanym przeciwnikiem komputerowego kolorowania komiksów, muszę przyznać, że Szłapa z powodzeniem wykorzystuje ową technikę. Stroni od cukierkowości, trzyma się raczej ciemnych barw, często stopniując ich odcienie, co nadaje rysunkom mrocznego charakteru.

Jako rysownik i kolorysta Rafał Szłapa przekroczył poziom przeciętnego amerykańskiego mainstreamu. Mimo pewnych potknięć potwierdził też, że ma talent do pisania pomysłowych, niebanalnych fabuł. Czekam na nowy tom serii, bo „Bler” to jeden z najlepszych współczesnych polskich komiksów, jakie czytałem, ale czuję też pewien niepokój. Przykładowe plansze premierowego materiału, które pokazał autor, utrzymane są w malarskim stylu i dowodzą, że rozwinął się warsztatowo; warstwy fabularnej - moim zdaniem - lepiej już nie komplikować. Tryptyk „Bler” to zamknięta całość, a twórca swoją energię mógłby poświecić pracy nad kolejnym projektem. Mam jednak nadzieję, że się mylę i po premierze czwartego tomu cofnę te słowa. Niecierpliwie czekam na to, co wyczarują zdolne łapy Szłapy.
Rafał Szłapa: „Bler #1: Lepsza wersja życia”. Wydawnictwo Blik Studio. Kraków 2010.
Rafał Szłapa: „Bler #2: Zapomnij o przeszłości”. Wydawnictwo Blik Studio. Kraków 2011.
Rafał Szłapa: „Bler #3: Ostatni wyczyn”. Wydawnictwo Blik Studio. Kraków 2012.